U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
Zaczęłam myśleć o czymś, co mogłoby pomóc, i uśmiechnęłam się do Stana. Automatycznie sięgnęłam do końskiego ogona, żeby go poprawić, ale zorientowałam się, że moje włosy są upięte w kok, teraz zdecydowanie mniej schludny. Poprawianie go było dobrą wymówką, by odwrócić wzrok i patrzeć w dół. Ulżyło mi, kiedy Bill wrócił z Isabel i facetem, który wcześniej zmywał, a teraz trzymał miskę wody.
– Przykro mi, Stan – powiedział Bill. – Obawiam się, że Farrell już nie żyje. Jak już sobie poradzisz z tym, co odkryliśmy dziś wieczór, myślę, że Sookie i ja możemy jutro wrócić do Luizjany, chyba że nas jeszcze potrzebujesz.
Isabel wskazała na stół i mężczyzna postawił miskę.
– Możecie. – Głos Stana był zimny jak lód. – Przyślijcie mi rachunek. Wasz przełożony, Eric, był w tej kwestii wyjątkowo niewzruszony. Muszę go kiedyś poznać.
Jego ton sugerował, że nie byłoby to dla Erica miłe spotkanie.
Isabel powiedziała nagle:
– Głupi człowieku! Rozlałeś mi drinka!
Bill nachylił się koło mnie, żeby zerwać pluskwę spod stołu i wrzucić ją do miski z wodą, a Isabel ostrożnie, żeby nie rozlać wody, wyniosła miskę z pokoju. Jej towarzysz podążył za nią.
To było potwierdzenie tego, że proste pomysły są najlepsze. Do tego bardzo prawdopodobne, że ktokolwiek słuchał, dał się nabrać na tę rozmowę. Ulżyło nam, że pluskwa została zdemontowana. Nawet Stan wyglądał mniej przerażająco.
– Isabel mówi, że masz powody twierdzić, że Farrell został uprowadzony przez Bractwo – powiedział mężczyzna. – Może ta młoda dama i ja moglibyśmy udać się jutro do Centrum Bractwa i spróbować dowiedzieć się, czy planują jakieś ceremonie w najbliższym czasie.
Bill i Stan popatrzyli na niego z namysłem.
– To dobry pomysł – powiedział Stan. – Para wyglądałaby mniej podejrzanie.
– Sookie? – zapytał Bill.
– Z pewnością żadne z was nie może iść – odpowiedziałam. – Myślę, że moglibyśmy się przynajmniej rozejrzeć po budynku. Jeśli naprawdę uważacie, że Farrell może tam być.
Gdybym mogła dowiedzieć się więcej o sytuacji wewnątrz Centrum Bractwa, może mogłabym powstrzymać wampiry przed atakowaniem. Z pewnością nie mieli zamiaru udać się na policję z danymi osób zaginionych i poprosić policjantów o przeszukanie Centrum. Niezależnie od tego, jak bardzo wampiry z Dallas chciały przestrzegać ludzkich praw, by czerpać korzyści z mainstreamingu, wiedziałam, że jeśli któryś z ich pobratymców jest przetrzymywany w Centrum, ludzie będę ginąć na prawo i lewo. Mogłabym temu zaradzić, gdybym zlokalizowała miejsce przetrzymywania Farrella.
– Jeśli ten wytatuowany wampir jest zdecydowany spotkać się ze słońcem i zabrać Farrella ze sobą, a to wszystko zostało zaaranżowane przez Bractwo, to ten fałszywy ksiądz, który próbował schwytać cię na lotnisku, musiał dla nich pracować – zauważył Bill. – Musisz założyć perukę.
Uśmiechnął się z zadowoleniem. Kupno peruki było jego pomysłem.
Peruka przy tym upale. Cholera. Starałam się nie wyglądać na rozdrażnioną. W końcu lepiej byłoby, gdyby swędziała mnie głowa, niż żeby zidentyfikowano mnie jako kobietę mającą powiązania z wampirami, kiedy będę odwiedzać Centrum Bractwa Słońca.
– Lepiej, gdyby był ze mną inny człowiek – przyznałam, żałując, że muszę narazić kogoś na niebezpieczeństwo.
– Obecny facet Isabel… – powiedział Stan.
Przez chwilę milczał i domyśliłam się, że „uśmiecha się” do niej czy jakkolwiek inaczej skontaktował się z podwładnymi. W każdym razie Isabel weszła do środka. To musi być wygodne, wzywać ludzi ot tak. Nie potrzeba interkomu czy telefonu. Zastanawiałam się, jak bardzo wampiry mogą być od siebie oddalone aby wciąż móc przekazywać sobie wiadomości. Byłam całkiem zadowolona, że Bill nie może kontaktować się ze mną bez użycia słów, bo czułabym się wtedy jego niewolnicą. Czy Stan mógł wzywać ludzi w taki sam sposób, w jaki wzywał wampiry? Chyba wolałabym nie wiedzieć…
Człowiek związany z Isabel przesunął się jak pies myśliwski, który wyczuł przepiórkę. Albo może jak głodny, który najpierw dostaje stek, a potem musi czekać na łaskę. Można było prawie widzieć, jak się ślini. Miałam nadzieję, że nie wyglądam w ten sposób, kiedy jestem w pobliżu Billa.
– Isabel, twój facet zgłosił się na ochotnika, żeby iść z Sookie do Bractwa Słońca. Może udawać nawróconego grzesznika?
– Tak, sądzę, że może – odpowiedziała, patrząc mężczyźnie w oczy.
– Zanim odejdziecie… Czy tego wieczora mamy jakichś gości?
– Tak, jednego. Z Kalifornii.
– Gdzie jest?
– W domu.
– Czy był w tym pokoju?
Oczywiście, Stan marzył o tym, by osobnik, który przyczepił pluskwę był wampirem albo człowiekiem, którego nie zna.
– Tak.
– Przyprowadź go.
Dobre pięć minut później Isabel wróciła z wysokim, jasnowłosym wampirem. Musiał mieć z sześć stóp [18] wzrostu albo i więcej. Był krzepki, gładko ogolony i miał włosy w kolorze pszenicy. Natychmiast utkwiłam spojrzenie w swoich stopach; zorientowałam się też, że Bill znieruchomiał
– To jest Leif – przedstawiła go Isabel.
– Leif – powtórzył gładko Stan. – Witam cię w moim siedlisku. Tego wieczora mamy tu mały problem.
Zaczęłam uparcie wpatrywać się w swoje stopy, marząc bardziej niż zwykle, żebym przynajmniej na chwilę mogła zostać całkiem sama z Billem i odkryć, co tu się do licha dzieje, bo ten wampir, to nie był żaden Leif i nie pochodził z Kalifornii.
To był Eric.
Ręka Billa splotła się z moją. Leciutko ścisnął mi palce, a ja zrobiłam to samo. Jego ramię owinęło się wokół mnie, a ja się o niego oparłam. Rany, muszę się zrelaksować.
– Jak mogę pomóc? – zapytał uprzejmie Eric, a nie, przepraszam, obecnie Leif.
– Wygląda na to, że ktoś wszedł do tego pokoju i bawił się w szpiega.
Stan nieźle to ujął. Najwidoczniej chciał zachować pluskwę w sekrecie, a w związku z tym, że w pokoju z pewnością znajdował się szpieg, był to całkiem niezły pomysł.
– Jestem gościem w twoim siedlisku i nie mam żadnych utarczek z tobą ani z twoimi towarzyszami.
Spokojne i szczere wyznanie Leifa zrobiło pewne wrażenie, chociaż wiedziałam, że cała jego obecność tutaj jest oszustwem, którego przyczyny jeszcze nie znałam.
– Przepraszam – powiedziałam w najbardziej słabowity i ludzki sposób, na jaki mogłam się zdobyć.
Stan wydawał się poirytowany faktem, że mu przerywam, ale olać to.
– Ten, hm, przedmiot musiał być tu umieszczony wcześniej niż dziś – powiedziałam, starając się brzmieć, jakbym była pewna, że Stan już o tym pomyślał. – Żeby przekazać detale naszego przylotu do Dallas…
Stan wpatrywał się we mnie bez żadnego wyrazu twarzy.
Wóz albo przewóz.
– I przepraszam, ale jestem naprawdę zmęczona. Czy Bill mógłby mnie już zabrać do hotelu?
– Isabel cię odwiezie – odpowiedział Stan lekceważąco.
– Nie, sir.
[18] Sześć stóp to 182,88cm.