Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 102
Перейти на страницу:

Świadomie powstrzymałam się od wykonania zwrotu, żeby sprawdzić, czy nie mówi do kogoś innego, i zanim zdążyłam się zestresować swoim pachnącym papierosami oddechem czy faktem, że mam bluzkę przesiąkniętą potem, a on to poczuje, przyciągnął mnie do siebie i zaczął się poruszać. Tańczyć? Tańczyliśmy! Nie byłam tak blisko nikogo od czasu, kiedy podczas porannej jazdy do pracy przytulił się do mnie zboczeniec w metrze. Od-pręż-się, baw się, od-pręż-się, baw się, nuciłam w duchu, mając nadzieję zachować spokój i równowagę. Ale nie musiałam specjalnie się przekonywać; mój umysł się odmeldował, gdy ciało garnęło się bliżej tego boga o złocistej skórze, podającego mi kolejny kieliszek szampana. Wysączyłam go, a potem opróżniłam następny i zanim się zorientowałam, siedziałam u niego na kolanach, obśmiewając z resztą ekipy ten czy inny skandal, gdy tymczasem wspaniały nieznajomy bawił się moimi włosami i zapalał mi papierosy.

Zupełnie zapomniałam, że jestem niestosownie ubrana na czarno, że właśnie zostałam obrażona przez krzykaczkę wzrostu kufla piwa, która dręczyła mnie w szkole, i że nawet w przybliżeniu nie mam wyczucia rytmu. Chyba ostatnia rzecz, którą pamiętam, jakby trochę obok siebie, to chwila, kiedy podszedł jeden z przyjaciół boga i zapytał, kim jest to nowe czarujące stworzenie na jego kolanach. Nawet się nie zorientowałam, że mówią o mnie, dopóki nie objął mnie od tyłu i nie powiedział:

– Moje odkrycie. Genialna, prawda?

I ja, czarujące stworzenie, genialne odkrycie, zachichotałam rozkosznie, ujęłam jego twarz obiema rękoma i pocałowałam go prosto w usta. Co, na szczęście, jest absolutnie ostatnią rzeczą, jaką pamiętam.

8

Gwałtownie obudziłam się na dźwięk rozzłoszczonego męskiego głosu. Zastanowiłam się przelotnie, czy jest możliwe, że naprawdę ktoś stoi przy łóżku i wali mnie łopatą po głowie. Pulsowanie było tak regularne, że niemal kojące, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że w rzeczywistości nie znajduję się we własnym łóżku. W zasięgu wzroku nie dostrzegłam również mojego niestosownie czarnego stroju z poprzedniego wieczoru, zamiast niego miałam na sobie obcisłe szare bokserki od Calvina Kleina i gigantyczny biały T-shirt z napisem „Sportowy klub LA”. Bez paniki, poinstruowałam samą siebie, starając się zrozumieć, co mówi ten odległy męski głos. Myśl. Gdzie byłaś i co wczoraj robiłaś? Biorąc pod uwagę fakt, że nie miałam w zwyczaju tracić przytomności i budzić się w dziwnych miejscach, pogratulowałam sobie dobrego początku. Niech pomyślę: zadzwoniła Elisa, kolacja w Ciprianim, taksówka do Bungalowu, wszyscy przy stole, taniec z… jakimś opalonym Anglikiem. Cholera. Ostatnie, co pamiętam, to że tańczę z jakimś nieznanym z imienia mężczyzną, a teraz jestem w łóżku – wielkim, wygodnym, z niesamowicie miękkimi prześcieradłami – którego nie rozpoznaję.

– Ile razy mam ci powtarzać? Po prostu nie możesz prać prześcieradeł Pratesi w gorącej wodzie! – Męski głos teraz krzyczał. Wyskoczyłam z łóżka i sprawdziłam trasy ucieczki, ale szybkie spojrzenie przez okno powiedziało mi, że jesteśmy przynajmniej dwadzieścia pięter nad ziemią.

– Tak, proszę pana, przepraszam, proszę pana – odparł płaczliwy damski głos z hiszpańskim akcentem.

– Chętnie w to wierzę, Mario, naprawdę. Jestem rozsądnym facetem, ale to nie może dłużej trwać. Obawiam się, że muszę cię odprawić.

– Ale proszę pana, jeśli tylko bym mogła…

– Przykro mi, Mario, ale moja decyzja jest ostateczna. Zapłacę ci pensję do końca tygodnia, ale to będzie na tyle. – Usłyszałam jakiś szelest i stłumiony płacz, a potem nic tylko ciszę, aż kilka minut później drzwi zamknęły się z hukiem.

Żołądek wysłał mi sygnał, że nie zamierza zbyt długo tolerować kaca, i zaczęłam się gorączkowo rozglądać, żeby zlokalizować łazienkę. Grzebałam też w pobliżu w poszukiwaniu ubrania, rozważając, czy lepiej, żeby zobaczył mnie na pół ubraną czy podczas wymiotów, ponieważ wyraźnie czułam, że nie ma czasu, by zaradzić coś na obie te sprawy. W tym momencie wszedł.

– Cześć – rzucił, ledwie zerkając w moim kierunku. – Dobrze się czujesz? Wczoraj wieczorem byłaś nieźle napruta.

Jego pojawienie się zupełnie mnie zdekoncentrowało, zapomniałam, że miałam się pochorować. Wydawał się nawet bardziej opalony, niż zapamiętałam, co podkreślał obcisły biały T-shirt, luźne białe spodnie i najbardziej proste, najbielsze zęby, jakie widziałam w angielskich ustach. Wyglądał jak Enrique z Dziewiczej narzeczonej bogacza *, aż się prosił o umieszczenie na okładce.

– Ee, tak, chyba tak. Coś takiego, eee, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Obawiam się, że nawet nie pamiętam twojego imienia.

Wydawał się zauważać, że jestem rzeczywistą osobą, a nie elementem ozdabiającym łóżko, i usiadł obok mnie na poduszce.

– Jestem Philip. Philip Weston. I nie przejmuj się, przywiozłem cię tu tylko dlatego, że nie mogłem znaleźć dwóch taksówek, a nie chciałem jechać aż na East Side. Do niczego nie doszło. Nie jestem gwałcicielem. Prawdę mówiąc, jestem prawnikiem – stwierdził nie bez dumy, z tym ciężkim angielskim akcentem z wyższych sfer.

– Och, cóż, bardzo dziękuję. Naprawdę nie przypuszczałam, że aż tyle wypiłam, ale nie pamiętam niczego, co się działo po tańcu z tobą.

– Tak, to się zdarza. Kurewsko stresujący poranek, nie uważasz? Nienawidzę, kiedy spokój po ćwiczeniach jogi pryska z takich gównianych powodów.

– Jasne. – On nie obudził się przed chwilą w łóżku jakiegoś nieznajomego faceta, ale uznałam, że moja pozycja jest zbyt słaba, żeby się z nim sprzeczać.

– Moja gosposia uprałaby prześcieradła Pratesi we wrzątku. Co z nich za pożytek, jeżeli trzeba kontrolować każdy ich ruch? Wyobrażasz sobie, co by to była za klęska, gdybym nie zauważył?

Gej. Zdecydowanie gej. Nie był Enrikiem, ale jego przyjacielem Emilio. Co za ulga.

– A co dokładnie by się stało? – Sama prałam prześcieradła w gorącej wodzie i suszyłam w wysokiej temperaturze, bo wydawało mi się, że to najlepszy sposób, żeby je szybko zmiękczyć. Ale też kupowałam je w Target i bezsprzecznie nie poświęcałam tyle czasu na rozmyślania o nich.

– Co by się stało? Żartujesz? – Przeszedł przez pokój i rozpylił sobie na szyi wodę kolońską Helmuta Langa. – Spaliłaby splot, ot co! Te prześcieradła kosztują dwa tysiące osiemset funtów za rozmiar na podwójne łóżko, a ona by je zniszczyła! – Odstawił butelkę i zaczął wklepywać w swoją złocistą skórę coś, co miałam nadzieję, było balsamem po goleniu, ale bardziej prawdopodobny był krem nawilżający. Wykonałam szybkie obliczenie: cztery tysiące dolarów.

– Och. Chyba nie zrozumiałam. Ja, ee, nie wiedziałam, że prześcieradła mogą być takie kosztowne. Ale na pewno, gdybym tyle zapłaciła, też byłabym zdenerwowana.

– Tak, cóż, przykro mi, że musiałaś to wszystko znosić. – Zdjął T-shirt przez głowę, odsłaniając całkowicie nieowłosioną, idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową. Prawie szkoda, że był gejem, biorąc pod uwagę, jak świetnie wyglądał. Szybko zamknął drzwi łazienki i odkręcił prysznic, a kilka minut później wyłonił się, mając na sobie tylko ręcznik. Wyciągnął koszulę i garnitur z wyłożonej dębem garderoby, wręczył mi moje ubranie złożone w schludny stosik i dyskretnie wyszedł z pokoju, kiedy się ubierałam.

– Poradzisz sobie z powrotem do domu? – zawołał Philip z odległości, jak się zdawało, miliona mil. – Muszę iść do pracy. Wczesne spotkanie.

Praca. Jezu Chryste, kompletnie i całkowicie zapomniałam, że właśni jestem zatrudniona, ale szybkie spojrzenie na zegar przy łóżku upewniło mnie, że jest zaledwie parę minut po siódmej. Zdążył już pójść na jogę i wrócić, a nie mogliśmy dotrzeć do domu przed trzecią rano. Spadły na mnie krótkie, acz bolesne wspomnienia tego jedynego razu, kiedy poszłam na jogę. Męczyłam się na pierwszej lekcji od trzydziestu minut, kiedy nauczycielka obwieściła, że trzydzieści sekund w obecnej pozie – pozie półksiężyca, cokolwiek to było – przynosi korzyści, które stanowią ekwiwalent ośmiu godzin snu. Przypadkowo prychnęłam, a ona zapytała mnie, czy mam jakiś problem. Na szczęście zdołałam się powstrzymać od zapytania o to, co naprawdę przyszło mi na myśl, a mianowicie: dlaczego nikt nigdy nie oświecił nas w kwestii cudu pozy półksiężyca? Dlaczego przez wszystkie te stulecia ludzie marnowali jedną trzecią życia na sen, skoro mogli po prostu zgiąć się w pasie na pół minuty? Zamiast tego wymamrotałam, że to „naprawdę świetny koncept” i wymknęłam się, kiedy nie patrzyła.

вернуться

* Sandra Field, The Tycoon's Virgin Bride.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)