Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 104
Перейти на страницу:

- A co wy na ten temat powiecie, Luko Jemieljanowiczu? - spytał Foma Anikiejewicz.

Sługa Kiryła Aleksandrowicza, człowiek stateczny i rozważny, chwilkę pomyślał i rzekł:

- No cóż, hartowanie siły woli i charakteru to dla monarchy sprawa niebłaha. Najjaśniejszemu panu nie zaszkodziłoby mieć charakter bardziej stanowczy.

- Takie jest wasze zdanie? - Foma Anikiejewicz pokiwał głową. - A ja sądzę, że źle to wygląda. Rządzić, tak jak i żyć, lepiej lekko i radośnie, los takich kocha. A kto sam sobie naprasza nieszczęścia, u tego zjawi się ono gromadnie. Nasze państwo i tak niezbyt jest wesołe, a jeśli jeszcze najjaśniejszy pan zacznie krakać... Przecież wiadomo, że charakter ma melancholijny. Kiedy zaś z czasem sam zacznie rządzić, to i ministrów wybierze sobie takich samych - ponurych pechowców. Wiadomo - jaki pan, taki kram.

Poraziło mnie nie to, że Foma Anikiejewicz tak swobodnie ocenia cesarza (to w naszym kręgu dopuszczalne i korzystne dla sprawy), ale to, że wcale nie boi się obcego człowieka - Japończyka. Widocznie podczas mojej nieobecności sługa Fandorina czymś sobie zasłużył na szczególne zaufanie Fomy Anikiejewicza. To człowiek przenikliwy, ludzi widzi na wskroś i doskonale wie, przy kim o czym można mówić, a o czym i z kim - nie wolno.

Z gładkiej, beznamiętnej twarzy Azjaty nie dało się wyczytać, czy rozumie on, o czym się rozmawia, czy też tylko opija się herbatą.

- A co wy o tym sądzicie, Afanasiju Stiepanowiczu? - Foma Anikiejewicz obrócił się do mnie i po jego wyczekującym wzroku poznałem, że zadał mi to pytanie, co innego mając na myśli: czy uważam za stosowne rozważać główny problem, czy też będę wolał się ograniczyć do rozmowy na tematy ogólne.

- Pożyjemy, zobaczymy - odpowiedziałem, siadając i dzwoniąc na Lippsa, aby i mnie nalał herbaty. - Zdarzało się już w historii, że następcy o wyjątkowo słabej woli po jakimś czasie potrafili się zaprezentować wyjątkowo godnie. Weźmy dla przykładu choćby Aleksandra Błogosławionego albo tego, no, Franciszka Józefa.

Mówiłem jedno, a myślałem o czymś innym: czy mam prawo mówić o podjętej na górze decyzji?

Japończyk, tak czy inaczej, dowie się o niej od swojego pana. Mademoiselle także nie należy trzymać w niewiedzy - to byłoby zbyt okrutne. Foma Anikiejewicz i Luka Jemieljanowicz mogą podsunąć cenną radę. Jedyny problem stwarzała obecność mister Freyby’ego.

Czując moje spojrzenie, Brytyjczyk oderwał wzrok od książki i wyburczał coś niezrozumiałego - fajka zachwiała się w górę i w dół.

- Wszystko wiem - przetłumaczyła mademoiselle na rosyjski, wymawiając „wsistko”. - Milord opowiedział.

Butler znowu zagłębił się w książkę, dając mi do zrozumienia, że można nie zwracać na niego uwagi.

No cóż, widać w Anglii panowie nie mają sekretów przed sługami. Tym lepiej.

Krótko opowiedziałem swoim towarzyszom o liście, złowieszczym doktorze i decyzji podjętej na tajnej naradzie. Słuchali mnie w milczeniu, tylko kiedy wspomniałem, że doktor Lind nie oddaje jeńców żywych, mademoiselle nie wytrzymała, jęknęła i ścisnęła nad stołem krzepkie piąstki. Żeby pomóc jej się opanować, zmieniłem odrobinę temat, opowiadając o nadzwyczajnym spokoju, jaki okazał Gieorgij Aleksandrowicz. Ale reakcja mademoiselle (jak to zresztą często bywało) zadziwiła mnie.

- Geohgij Aleksandhowicz ma sześciu synów z jej wysokością i jeszcze dwóch z tą malutką balehiną. Jeśliby doktoh Lind pohwał jedyną cóhkę jego wysokości... o, wtedy zachowywałby się zupełnie inaczej.

Przyznaję, że byłem wstrząśnięty - zarówno samą jej opinią (możliwe, że niepozbawioną podstaw, ponieważ ulubienicą Gieorgija Aleksandrowicza rzeczywiście była Ksenia Gieorgijewna), jak i nietaktowną wzmianką o pani Snieżniewskiej.

Foma Anikiejewicz zmienił wątek i tym samym zatuszował ową niestosowność:

- Czy my, sługi, możemy cokolwiek zrobić?

Oto co znaczy prawdziwy sługa - w kilku skąpych słowach odrzucił plewy i wyłuskał ziarno problemu. Tak czy siak, my wszyscy przy nim jesteśmy tylko karzełkami.

- Wybaczcie, Afanasiju Stiepanowiczu, że to powiedziałem - z właściwą sobie grzecznością kontynuował Foma Anikiejewicz - jednak sprawa dotyczy nie tylko życia Michała Gieorgijewicza, ale i materii jeszcze bardziej ważkiej - losu monarchii i samej rosyjskiej państwowości. Przy wszystkich naszych wewnętrznych wstrząsach, problemach i omyłkach, przy jawnej słabości i braku doświadczenia cesarza - jeszcze taki cios, i to na oczach społeczeństwa i całego świata! Teraz można się spodziewać najgorszych konsekwencji. My, sługi domu Romanowów, nie możemy do tego dopuścić.

Japończyk upuścił spodek na stół i tak szybko pochylił czoło ku obrusowi, że aż wystraszyłem się, czy to nie apopleksja. Ale nie, okazało się, że to taki ukłon. Skłaniając głowę do samego blatu, Azjata z uczuciem zwrócił się do Fomy Anikiejewicza:

- Oto srowa plawdziwego samulaja. Foma-sensei, pan jest szlachetny mąż.

Samuraj to taki japoński rycerz, czytałem kiedyś. Co oznaczało słowo sensei, nie wiedziałem. Należy przypuścić, że jakiś uniżony wschodni zwrot typu cher maitre.

Foma Anikiejewicz odpowiedział grzecznym ukłonem i Japończyk się wyprostował.

- Czeba pamagać mojemu banu - ogłosił swoim dziwacznym, ale w pełni zrozumiałym rosyjskim. - Mój ban sam jeden może ulatować marenkiego odzi i cześć impelii.

- Wiele słyszałem o Eraście Piotrowiczu, panie Masa - rzekł Foma Anikiejewicz. - Zdaje się, że za czasów gubernatorowania księcia Dołgorukiego dokonał tu, w Moskwie, wielu heroicznych uczynków.

Nie przypuszczałem, że Foma Anikiejewicz wie coś o Fandorinie, ale wcale się nie zdziwiłem.

Japończyk zaś poważnie odpowiedział:

- Tak, baldzo, baldzo wiele. Ale to nieważne. Ważne, ze mój ban nie będzie żyć, jeśli żywy będzie doktol Rind.

Wypowiedź nie była zbyt jasna, ale jej sens zrozumiałem doskonale.

Mademoiselle, z zupełnie innym akcentem, znacznie przyjemniejszym dla ucha, spytała:

- Ale co on może zhobić, ten wasz pan?

- Wszystko - odciął się Masa. - Ban może żłobić wszystko. Doktol Rind żyć nie będzie.

Foma Anikiejewicz westchnął, co najwidoczniej oznaczało: oby wasze słowa się spełniły.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)