Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jakąś godną pożałowania parodię Crucio - prychnęła, otwierając przewróconą na
ścianę szafę i przeglądając jej zawartość. Mężczyzna spojrzał na nią z ironicznym
uśmiechem na cienkich wargach.
- Nie od dzisiaj wiadomo, że Potter jest imbecylem. Zawsze myślałem, że jest
całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musiałem zweryfikować
swój pogląd...
- Tak? - zapytała z zaciekawieniem kobieta, odwracając głowę w jego stronę.
- Potter ma niezrównany talent do obciągania.
Ta uwaga doprowadziła Bellatriks do kolejnego wybuchu dźwięcznego śmiechu.
- Och, Sevciu, Sevciu... Uracz mnie jeszcze jakimś pikantnym szczegółem. Wiesz,
jak uwielbiam słuchać o upokarzaniu tego parszywego mieszańca. Powiedz mi... -
Przestała przeszukiwać szafę i znieruchomiała, wpatrując się w mężczyznę
zmrużonymi oczami i z błąkającym się na czerwonych wargach pełnym okrutnej
radości uśmiechem. - Powiedz mi, jak głośno jęczy i skamle o więcej, wijąc się przed
tobą na kolanach...
Tym razem to Severus się roześmiał.
- Przecież wiesz już niemal wszystko, Bello. Tak, Potter na kolanach to cudowny
widok. Właśnie tam jest jego miejsce. U moich stóp, skowyczący i skamlący jak suka
w rui. - Jego czarne oczy błyszczały, kiedy to mówił. Bel atriks posłała mu
porozumiewawczy uśmiech.
- Widzę, że nasz mały Złoty Chłopczyk zamienił się przy swoim profesorze w
prawdziwą wywłokę - parsknęła, powracając do przeszukiwania szafy i znajdujących
się w niej kufrów i walizek. - Zapewne znakomicie go już wytresowałeś, Sevciu.
Pójdzie za tobą bez wahania?
Mężczyzna posłał jej spojrzenie pod tytułem "za kogo ty mnie masz, kobieto?".
- Podejrzewam, że w tej chwili Potter byłby nawet w stanie zaatakować któregoś ze
swoich drogich przyjaciół, gdybym tylko nim odpowiednio pokierował.
Bellatriks spojrzała na niego uważnie.
- To musi być rewelacyjne uczucie. Mieć nad nim taką władzę... Nad twoim
największym wrogiem. W sumie to nie jest aż takie złe zadanie, Sevciu. Nie
powinieneś tak narzekać.
- Nigdy na nie nie narzekałem, Bel o - odparł gładko mężczyzna, przeszukując
różdżką sufit. - Jedynym jego mankamentem jest fakt, że dotyczy ono Pottera.
- Mam! - krzyknęła nagle kobieta, wyjmując z jednej z walizek niewielkie zawiniątko.
Zerknęła do środka i uśmiechnęła się szeroko. - Zadanie wykonane. Możemy stąd
spadać.
Severus skinął głową, schował różdżkę do kieszeni szaty i podszedł do niej. Po chwili
dwie sylwetki odziane w szaty Śmierciożerców zniknęły z głośnym trzaskiem i w
zdemolowanym domu pozostał po nich jedynie unoszący się w powietrzu pył i leżące
piętro niżej ciało martwej kobiety, wpatrującej się w sufit szeroko otwartymi, pustymi
oczami.
***
W komnacie Mistrza Eliksirów panował półmrok i całkowita cisza. Wydawało się, że
w chłodnych, wilgotnych pomieszczeniach nikogo nie ma. Jednak były to tylko
pozory.
Za ścianą jednego z regałów, w wypełnionym flakonikami, buteleczkami i dymem
laboratorium Severus Snape pochylał się nad ciemnozieloną, znajdującą się w
kociołku substancją, mieszając ją co jakiś czas i dokładnie studiując leżącą na stole
starą księgę ze stronicami gęsto pokrytymi runami i rycinami.
Odłożył chochlę i z kieszeni szaty wyciągnął niewielkie zawiniątko. W środku
znajdował się kawałek wciąż jeszcze zakrwawionej skóry i coś, co przypominało
niewielkie, mięsiste serce z nadal sterczącymi z niego kikutami żył. Rzucił na oba
przedmioty zaklęcie czyszczące, po czym rozłożył skórę na desce i zaczął ją kroić w
równe pasy szerokości pół centymetra. Kiedy skończył, ułożył paski w niewielki stos i
zaczął je szatkować wprawnymi ruchami.
Jego twarz była skupiona, tak jakby każdy ruch był na wagę złota, a jeden
nieostrożny krok mógł wszystko zniweczyć.
Kiedy skończył szatkować kawałki skóry, przysunął do siebie wagę i odmierzył
dokładnie dwie i trzy czwarte uncji, po czym bardzo ostrożnie, wpatrując się w eliksir
niczym sokół, wrzucił posiekany składnik do mikstury. Na powierzchni przez sekundę
pojawiła się plama w kształcie czaszki, ale bardzo szybko się rozmyła, a eliksir
zmienił barwę na jeszcze ciemniejszą zieleń.
Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się lekki uśmiech, lecz coś w rozluźnieniu ramion
i całej postawy sugerowało, że ten uśmiech wydawał się zaledwie odległym odbiciem
szalejącego w mężczyźnie napięcia.
Sięgnął po chochlę i zamieszał wywar dwadzieścia razy zgodnie z ruchem
wskazówek zegara i dwa razy w przeciwną stronę. Kiedy skończył, przeszedł do
wciąż leżącego na desce serca. Zalał go przegotowaną wcześniej wodą i odczekał,
aż przestanie parować. Nałożył czarne rękawice ze smoczej skóry, wyjął serce i
przełożył je z powrotem na deskę, gdzie dokładnie wyciął z niego wystające żyły i
wszelkie zanieczyszczenia. Następnie włożył je do moździerza i zaczął przecierać,
uważając, by nie upuścić ani jednej kropli tryskającej z niego krwi. Kiedy została z
niego tylko gęsta, krwista miazga, przelał ją do maleńkiego kociołka i podgrzewał nad
niewielkim płomieniem aż do zagotowania. Potem szybko zestawił z ognia i umieścił
nad kociołkiem, gotów do przelania.
Lecz wtedy coś najwyraźniej mu w tym przeszkodziło. Opuścił nieco rondel i wolną
ręką sięgnął do kieszeni. W jego dłoni błysnął zielony kamień. Przysunął go do oczu i
odczytał znajdującą się w nim wiadomość:
Czy mógłbym przyjść teraz do ciebie, Severusie?
Jego oczy zmrużyły się nagle i zapłonęło w nich coś... gniewnego. Zacisnął kamień w
dłoni i szybko odesłał:
Nie mam teraz czasu, Potter. Nie przeszkadzaj mi.
Opuścił dłoń, chcąc schować klejnot z powrotem do kieszeni, ale zanim zdążył to
zrobić, kamień ponownie się rozjarzył. Mężczyzna spojrzał w dół na zaciśnięte
pomiędzy palcami zielone światło i z nieodgadnionym wyrazem twarzy ponownie
podniósł klejnot do oczu. Lecz tym razem znacznie powolniejszym ruchem, tak jakby
coś go powstrzymywało. Tak jakby za wszelką cenę chciał go od siebie odsunąć, ale
nie był w stanie tego zrobić.
To... szkoda... Ja tylko... tak bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym się do
ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.
Severus zmarszczył brwi, a gniew w jego oczach rozgorzał jeszcze bardziej. Opuścił
rękę, spojrzał na trzymany w ręku rondel i ponownie zaczął go przechylać. Czarne
tęczówki dokładnie śledziły drogę gęstej, spływającej wolno po ściance naczynia
mazi, lecz zanim pierwsza kropla przelała się za brzeg i spadła do kotła, Severus
cofnął rękę i zacisnął powieki.
Żyła na jego skroni pulsowała, a trzymająca kamień dłoń zacisnęła się na nim tak
mocno, iż pobielały mu kostki palców.
Po chwili jednym, gniewnym ruchem cisnął kamień w sam róg pomieszczenia. W
spojrzeniu, które Mistrz Eliksirów skierował z powrotem na czerwoną maź, wciąż tliło
się jakieś wzburzenie. Zostało ono jednak przyćmione zdecydowaniem, kiedy
Severus przechylił szybko naczynie i zacisnął na chwilę powieki, gdy pierwsza kropla
zetknęła się z ciemnozieloną miksturą. Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie,
lecz na ściągniętej twarzy nie było tym razem śladu uśmiechu.
Eliksir zabulgotał i uniósł się z niego czarny dym, wędrując aż pod sufit w iskrzących