Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przerżnąć ich "Złotego Chłopca", ich "cudeńko", "nadzieję czarodziejskiego świata", tego parszywego "Wybrańca"... Wgnieść go w ziemię, zdeptać, zadać mu taki ból, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał, a potem rżnąć go do utraty przytomności, tak jak
kiedyś to robiliśmy... Och, to będzie coś pięknego! - Z ust Blackwooda wydobył się
gardłowy śmiech przypominający charczenie.
Obsydianowe oczy nie poruszyły się. Nieruchomo wpatrywały się w mężczyznę, a z
każdym jego słowem stawały się coraz zimniejsze, wydawały się, niczym dwie
czarne dziury, wchłaniać całe ciepło i światło, zamieniając je w ostre jak sztylety
sople lodu, które potrafiłyby przebić się przez wszystko, nawet przez duszę.
Po chwili z ust Severusa dobiegło wypowiedziane zamyślonym tonem pytanie:
- Będzie?
Blackwood zignorował je jednak, całkowicie pochłonięty swoimi myślami.
- Ustawię się jako pierwszy w kolejce do jego dziewiczej dupy - snuł dalej swój
wywód, a jego oczy błyszczały mściwym podekscytowaniem.
Snape zrobił krok w jego stronę.
- Nie mogę się wprost doczekać, kiedy to zobaczę, Blackwood - powiedział, a w jego
głosie zabrzmiało coś ostrego, obiecującego.
- Hej, chłopcy! - Dźwięczny krzyk Bellatriks zwrócił uwagę wszystkich grasujących po
okolicy Śmierciożerców, łącznie ze Snape'em i Blackwoodem. - Odkryli nas! Zwijamy
się!
Wszystkie odziane w czerń postacie, jedna po drugiej aportowały się do wtóru
głośnych trzasków. Wśród płonących zgliszczy pozostały jedynie szczątki i
nieruchome, martwe ciała.
*
Po obowiązkowej wizycie u Dumbledore'a i wytłumaczeniu, dlaczego Severus nie
wiedział nic o planowanym ataku na "tych biednych, niczego niespodziewających się
mugoli z Hampston", po złożeniu szczegółowego raportu z zajść (czyli kto i ile osób uśmiercił) oraz po wysłuchaniu monologu starego czarodzieja dotyczącego coraz
większych sukcesów Czarnego Pana i obaw związanych z coraz mniejszym
prawdopodobieństwem pokonania go, Mistrz Eliksirów mógł w końcu wrócić do
siebie.
Niczym duch pokonał drogę dzielącą duszny gabinet dyrektora i swoje chłodne lochy,
niosąc w dłoni pokrytą ciemnoczerwonymi plamami perłową maskę w kształcie
czaszki. Jego szaty wciąż splamione były krwią wymordowanych dzisiaj mugoli,
nawet jeżeli nie odznaczała się ona aż tak bardzo na ciemnym materiale.
Zamek był całkowicie opustoszały. Nie tylko za sprawą tego, że był już środek nocy,
ale przede wszystkim z powodu przerwy świątecznej, a co za tym idzie -
nieobecności niemal wszystkich uczniów.
Atak, w którym Severus brał dzisiaj udział, był "świąteczno-noworocznym prezentem
od Czarnego Pana dla całego czarodziejskiego świata" sądząc po reakcji
Dumbledore'a i całego Ministerstwa Magii, które, według słów dyrektora, natychmiast
zarządziło specjalne zebranie wszystkich najważniejszych ludzi w Ministerstwie,
ściągając ich z urlopów, wyglądało na to, że przekaz trafił wyjątkowo celnie i
dogłębnie.
Kiedy Severus dotarł w końcu do swoich komnat, cicho wymruczał hasło i wszedł do
gabinetu, który przemierzył w zaledwie kilku krokach i po wypowiedzeniu kolejnego
hasła, nareszcie znalazł się w salonie.
Skrzaty rozpaliły ogień w kominku podczas jego nieobecności. Drewno cicho
trzaskało, a bijący od ognia żar ogrzewał jego skupioną, pogrążoną w myślach twarz.
Cichy szelest za plecami sprawił, że Severus zareagował instynktownie. Odwrócił się
gwałtownie, sięgając po różdżkę i wymierzając nią w stronę, z której doszedł dźwięk.
Lecz kiedy otwierał już usta, by rzucić zaklęcie oszałamiające, słowa ugrzęzły mu w
gardle i zamarł bez ruchu.
Przy drzwiach stał Potter, powoli zdejmując z siebie pelerynę niewidkę i patrząc
mężczyźnie prosto w oczy zdecydowanym, pewnym siebie wzrokiem.
- Dobry wieczór, Severusie.
* "Snuff" by Slipknot
--- rozdział 41 ---
41. Break me
Trembling, crawling across my skin
Feeding your cold, dead eyes
Stealing the life of mine
I believe in you
I can show you that I can see right through
All your empty lies*
Czy mógłbym przyjść teraz do ciebie, Severusie?
Harry otworzył oczy i kolejny raz spojrzał na leżącą obok niego na łóżku Mapę
Huncwotów. Było kilka minut przed południem. Godzinę temu widział, jak Snape
wszedł do swojego tajnego laboratorium i zaszył się w nim niczym bahanki w starych,
wyliniałych zasłonach w domu przy Grimmauld Place 12, które razem z Hermioną i
rodziną Weasleyów usuwali przy pomocy Bahanocydu. Wydarzenia te jednak
wydawały mu się tak odległe, jakby miały miejsce w innym życiu. Jednak kiedy
poczuł, że trzymany w ręku kamień rozgrzewa się, jego myśli szybko powróciły do
chwili obecnej.
Nie mam teraz czasu, Potter. Nie przeszkadzaj mi.
Harry westchnął głęboko, wpatrzony w rozżarzone litery i pochylił się, podpierając
twarz dłonią w pozie Myśliciela widzianego kiedyś w jednym z albumów o sztuce,
które namiętnie kolekcjonowała ciotka Petunia, aby móc pochwalić się nimi
sąsiadom, a do których nigdy nawet nie zaglądała.
Ściskając kamień w dłoni i czując spływającą po plecach falę zawodu, nie potrafił
powstrzymać wysyłanych mimowolnie chaotycznych myśli:
To... szkoda... Ja tylko... tak bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym się do
ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.
Cholera!
Wypuścił klejnot z dłoni i pozwolił, aby opadł na pościel.
Jak zwykle wyszedł na głupka. Ale to nie jego wina, że tak rozpaczliwie chciał z
Severusem porozmawiać. Dzisiejszej nocy prawie nie spał, zastanawiając nad
wszystkim, co się ostatnio pomiędzy nimi wydarzyło i od kiedy tylko otworzył oczy,
myślał tylko o tym, aby jak najszybciej pójść do niego i powiedzieć mu to wszystko...
to wszystko, co...
Niech to szlag!
Severusa nie było na śniadaniu i Harry nie widział go od wczoraj, od czasu tego...
dziwacznego spotkania w sali Runów.
Dopiero, kiedy niczym pijany wrócił już do siebie, mając w głowie taki mętlik, iż
podejrzewał, że Węzeł Gordyjski przy nim to zaledwie niewielki supełek, kiedy z
westchnieniem opadł na łóżko, wcisnął twarz w poduszkę, zamknął oczy i pozwolił
swoim myślom płynąć swobodnie... dopiero wtedy był w stanie przeanalizować
wszystko, co zaszło.
Snape go przeprosił. W końcu. No, powiedzmy, że przeprosił. A przynajmniej
powiedział coś, co w jego słowniku zapewne uchodziłoby za przeprosiny, gdyby
mężczyzna w ogóle znał takie słowo. I Harry wiedział, że z pewnością musiało go to
wiele kosztować...
Był jednak w tamtej chwili tak pochłonięty swoim żalem, że w ogóle tego nie
zauważył. Ale, biorąc wszystko pod uwagę... czy naprawdę powinien reagować aż
tak emocjonalnie? Bo, powiedzmy sobie szczerze, nie obudził się nagle z ręką w
kociołku. Znał Severusa już na tyle dobrze, aby... może nie zrozumieć, ale
przynajmniej [i]przewidzieć[/i] jego zachowanie. Nie pierwszy i nie ostatni raz Snape
powiedział coś, co go zraniło. Czy powinno go to aż tak zaboleć?
Oczywiście, że powinno. Bo tak naprawdę, kiedy teraz o tym myślał, to wcale nie
chodziło o to, co mężczyzna powiedział w tamtej chwili, ale o... wszystko. Odsuwał
się, odtrącał go, oddalał się od niego i przecież to było widać! A potem bezczelnie
zaprzeczał! I na koniec potraktował go jak gówno.