Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
rozglądając się po obleczonych pajęczynami, ciągnących się aż pod sufit półkach
zapełnionych słoikami. Gałki oczne, palce, czy nawet języki były najprzyjemniejszymi
pływającymi w nich obiektami.
- Oczywiście. Sprowadziliśmy go co prawda dla innego klienta, ale w tych
okolicznościach... - Mężczyzna urwał pod torpedującym spojrzeniem Snape'a. - Już
przynoszę. - Odwrócił się na pięcie i popędził na zaplecze, przypominając trochę
pająka poruszającego się bez kilku wyrwanych nóg.
- Czy życzy pan sobie jeszcze czegoś? - zapytał mały człowieczek, podchodząc do
Severusa i kłaniając mu się nisko. - Mamy nowa kolekcję...
- Nie, przyszedłem tylko po wywar - odparł Severus beznamiętnym tonem, patrząc z
góry na kulącego się przed nim staruszka.
- Oczywiście, dla pana wszystko - zaskrzeczał osobnik, ale nie podniósł ani głowy,
ani wzroku, uparcie wbijając go w czarne, wystające spod długiej szaty buty
stojącego przed nim wysokiego Śmierciożercy. Snape popatrzył na drzwi
prowadzące na zaplecze, tak jakby zastanawiając się nad czymś, po czym pochylił
się gwałtownie i złapał człowieczka za brodę, przyciągając go do siebie i szepcząc
mu wprost do ucha:
- Sprowadzisz dla mnie skórę i serce druzgotka, odmiany pirenejskiej, jak
najmłodszego. W nienaruszonym stanie. Dostawa tam gdzie zawsze za dwa dni,
dokładnie o tej samej porze. Wiesz, co cię spotka, jeżeli nawalisz albo piśniesz
chociaż słówko.
Staruszek pokiwał głową, a jego oczy były tak rozszerzone, jakby zaraz miały wypaść
mu z wychudzonej czaszki i potoczyć się po podłodze, dołączając do tych, które
znajdowały się w niektórych słojach.
Severus puścił go i odepchnął, wyprostował się i ponownie przybrał na twarz
obojętną maskę.
- Jest! - Cooper wyłonił się z zaplecza, ściskając w rękach niewielki czarny flakonik. -
Proszę, oto on. Najwyższej jakości, specjalnie...
Severus odebrał mu go brutalnie i spiorunował wzrokiem, co sprawiło, że mężczyzna
ugryzł się w język. Mistrz Eliksirów bez słowa włożył flakonik do jednej ze
znajdujących się w szatach kieszeni i jeszcze raz spojrzał na kłaniających mu się,
niemal zamiatających nosami podłogę, drżących ze strachu ludzi. I wydawał się
dobrze bawić, obserwując ich przerażenie i szacunek, który mu okazywali jako
jednemu z najbardziej zaufanych popleczników Lorda Voldemorta. Mistrz Eliksirów
wyglądał tak, jakby napawał się tym lękiem, karmił nim. Uśmiechnął się krzywo, a
następnie odwrócił i z łopotem peleryny wymaszerował ze sklepu, bez ani jednego
słowa.
Śmierciożercy nigdy za nic nie płacili.
***
- Czarny Pan planuje atak na główną siedzibę Międzynarodowej Federacji
Quidditcha - powiedział Severus, patrząc prosto w wyblakłe błękitne oczy siedzącego
po drugiej stronie biurka starego czarodzieja. - Nie znam głównego celu, ani pobudek
dla tego ataku, ale podejrzewam, że ma to związek z jego uprzedzeniami.
Dumbledore pokiwał głową.
- Tom nie potrzebuje żadnego powodu, aby atakować bez opamiętania wszystko, co
tylko nam jeszcze pozostało. Quidditch łączy cały czarodziejski świat jest ostatnim
bastionem honoru, woli walki i wspólnoty, którą budujemy. Uderzyć w niego to jak
uderzyć prosto w nasze serca. Nie wolno do tego dopuścić, Severusie. Na kiedy
planuje atak?
- Pojutrze o północy. Proponuję, aby zwiększyć ilość Aurorów patrolujących budynek
i jego okolice.
- Tak zrobimy, Severusie. Ale dla zachowania pozorów, zwiększymy ich ilość także w
innych instytucjach. Nie możemy pozwolić, aby Voldemort domyślił się, że ktoś nas
ostrzegł.
Na twarzy Mistrza Eliksirów nie drgnął nawet jeden mięsień.
- Jeżeli uważa pan to za konieczne, dyrektorze. I zanim pan coś powie, chciałbym
oświadczyć, że tym razem chcę wziąć udział w bitwie. Użyję Eliksiru Wielosokowego,
dzięki czemu żaden Śmierciożerca, który mógłby nam umknąć, nie rozpozna mnie.
Dumbledore wpatrywał się w niego z zamyśleniem. Zmarszczki na jego czole
pogłębiły się.
- Dobrze - odezwał się po chwili. - Lecz musisz być niezwykle ostrożny, Severusie.
Jesteś w tej chwili naszym najważniejszym źródłem informacji. Nie możemy cię
stracić.
- Proszę się nie martwić, dyrektorze. Potrafię o siebie zadbać.
- Wiem - westchnął stary czarodziej i opuścił głowę, splatając ze sobą oparte na
biurku dłonie. - Martwię się o nas.
Na ułamek sekundy coś w czarnych oczach rozbłysło lodowato, ale dyrektor nie mógł
tego zauważyć, ponieważ przez cały czas wpatrywał się w swoje pomarszczone
dłonie, błądząc myślami gdzieś daleko.
- Nott i Avery pozostają w tej chwili nieuchwytni. Próbują pozyskać wsparcie ludów
zamieszkujących północną część Skandynawii - mówił dalej Severus, patrząc na
siwą, pochyloną głowę starego czarodzieja. - Bellatriks wykonuje poboczne zadania,
zbiera dla Czarnego Pana informacje. Niestety, nie znam ani jednego nazwiska jej
najbliższych celów.
Dumbledore pokręcił głową.
- Klimming, Abigail, Longphort... kto następny? - Podniósł wzrok i spojrzał prosto w
nieruchome oczy mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka, nadal odzianego
w czarne, poplamione krwią szaty Śmierciożercy. - Musisz wyciągnąć od niej te
nazwiska. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne straty, Severusie. Jest nas coraz
mniej. Pomimo najsilniejszych zabezpieczeń i wszelkich środków ostrożności,
Voldemort zawsze wie, gdzie ich szukać i jak się do nich dobrać, i muszę wiedzieć w
jaki sposób mu się to udaje. Jeżeli dowiesz się czegokolwiek na temat jego źródła...
To musi być ktoś z Hogwartu albo z Zakonu. Wolałbym, aby tym... "podrzuconym
jajem" okazał się członek Zakonu. Nie chciałbym, aby w pobliżu Harry'ego kręcił się ktoś grający na dwa fronty, jeżeli wiesz, o co mi chodzi, Severusie...
Mistrz Eliksirów przytaknął ze zrozumieniem i całkowicie obojętnym wyrazem twarzy.
- Jeżeli tylko czegokolwiek się dowiem, natychmiast poinformuję o tym pana,
dyrektorze. Niestety, Czarny Pan nie ufa mi jeszcze na tyle, aby dopuścić mnie do
swoich największych sekretów. I wygląda na to, że ufa mi nawet mniej, niż myślałem,
skoro ukrywa przede mną owe "źródło"...
Dumbledore pokiwał głową.
- Musisz zdobyć jego zaufanie, Severusie. Za wszelką cenę musisz się do niego
zbliżyć, nawet jeżeli wymaga to... - jego błękitne oczy spoczęły na poplamionej krwią
szacie mężczyzny - ...pewnego poświęcenia z twojej strony.
Jedyną zauważalną reakcją Mistrza Eliksirów było mocniejsze zaciśnięcie cienkich
warg.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, dyrektorze - odparł Snape cichym, mrocznym
szeptem.
- A co z chłopcem? - zapytał nagle Dumbledore, zmieniając temat. - Czy Voldemort
wspomniał coś o nim, albo o jakichkolwiek planach z nim związanych?
Mężczyzna pokręcił nieznacznie głową, patrząc wprost w przyglądające mu się
lustrująco błękitne oczy starca.
- Ani słowem. Jest zbyt pochłonięty planowaniem ataków i organizowaniem sił, aby
zawracać sobie teraz nim głowę.
Dumbledore spoglądał mu w oczy jeszcze przez jakiś czas, po czym rozluźnił się i
westchnął ciężko, odwracając głowę.
- To dobrze usłyszeć przynajmniej jedną dobrą wiadomość. Wiem, że spędzasz
ostatnio dużo czasu z Harrym. Dobrze zrobiłeś, biorąc na siebie odpowiedzialność za
wymierzenie mu tych wszystkich szlabanów. Niech tak zostanie. Chroń go,