Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 240 241 242 243 244 245 246 247 248 ... 508
Перейти на страницу:

Severusie. Wiesz, jaki jest dla nas ważny.

Mężczyzna przytaknął, ponownie zaciskając usta.

- Jeżeli to już wszystko, dyrektorze, to chciałbym wrócić do siebie i odpocząć.

- Tak, to wszystko. Dobranoc, chłopcze - odparł stary czarodziej, odchylając się w

swoim przypominającym tron krześle i usiłując przywołać na twarz podnoszący na

duchu uśmiech, ale wydawał się on tak samo blady, jak jego błękitne spojrzenie. Było

w nim znacznie więcej zgryzot niż wsparcia.

Severus podniósł się i skinął mu głową.

- Dyrektorze - powiedział uprzejmie, odwrócił się i wyszedł.

Przemierzał mroczne, opustoszałe korytarze Hogwartu w równych, wyważonych

krokach, które odbijały się echem od ścian pogrążonego we śnie zamku. Czarna

peleryna powiewała za nim, a cień jego dumnej, wyprostowanej sylwetki

prześlizgiwał się po kamieniach pomiędzy jedną, a drugą umieszczoną na ścianie

pochodnią.

W pewnym momencie mężczyzna zatrzymał się nagle. Kroki ucichły, a w powietrzu

unosiła się jedynie gęsta cisza, w której nieme trzaskanie płonących pochodni było

jedynym ruchomym elementem rzeczywistości.

Severus powoli sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej zielony kamień. Kamień, który

jarzył się w tej chwili złotym blaskiem. Przysunął go do skrytej w cieniu twarzy i

odczytał jaskrawy napis:

Dobranoc, Severusie.

Cisza przybrała na sile. Wydawała się wchłaniać wszystkie dźwięki.

Na usta mężczyzny wypłynął ledwie widoczny uśmiech. Ukryte w mroku oczy

rozbłysły czymś nieokreślonym. Niepokój i ukojenie wydawały się w tej chwili jednym

i tym samym. Padające na surową twarz cienie rysowały na niej swoje własne

historie. I tylko wpatrujący się w kamień i zaciskający go w swojej dłoni mężczyzna,

wiedział, które z nich są prawdziwe.

***

- Crucio! - Głos Bel atriks wydawał się wyższy, kiedy zadawała cierpienie. Nieludzki.

Pozbawiony jakichkolwiek przejawów uczuć. Tak jakby kierowało nią uosobione

okrucieństwo, a ona była jedynie jego marionetką.

Ciało starszej czarownicy zaczęło drgać, rozrzucone członki uderzały o podłogę,

wykręcając się pod nienaturalnymi kątami, a z ust wydobywał się zachrypnięty,

niepowstrzymany wrzask, który wwiercał się w umysł i pozostawał w nim jeszcze na

długo.

Severus stał z boku, przyglądając się tej scenie z obojętnym wyrazem twarzy.

Sprawiał wrażenie kogoś, kto widział podobne sceny już zbyt wiele razy, by robiły na

nim jakiekolwiek wrażenie.

- Nie zmarnuj na nią całej swojej mocy. Nie będę cię później aportował z powrotem

do kwatery głównej, tak jak ostatnim razem - mruknął cicho, rozglądając się po

pomieszczeniu.

Bellatriks przerwała zaklęcie, dysząc ciężko, i odwróciła zarumienioną twarz w jego

stronę. W jej oczach błyszczała taka ekscytacja, jakby niewiele dzieliło ją od

osiągnięcia orgazmu.

- Och, przestań jęczeć, Sevciu... Mogę się zabawić, jeżeli mam na to ochotę. Może

dzięki temu coś nam jeszcze wyśpiewa.

- Wątpię - prychnął mężczyzna, spoglądając na wijącą się, skuloną na podłodze

postać. Z nosa kobiety wypływała krew, a jej szeroko otwarte oczy wbijały się w

niego z taką intensywnością, jakby chciała mu coś przekazać, lecz nie była już w

stanie tego zrobić. Jednak z pewnością nie było to nic przyjemnego. Resztka jej

osobowości, która jeszcze tliła się w opustoszałych oczach, zionęła nienawiścią i

urazą. Zdradą. - Legilimens Evocis wyciągnęło z niej już wszystko, czego

potrzebujemy, ale jeżeli dalej zamierzasz bawić się z nią jak kot złapaną myszą, to

twoja sprawa. Ja idę szukać tego, po co Czarny Pan nas tutaj przysłał. - Po tych

słowach odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia z kompletnie zdemolowanego

salonu.

- Och, Sevciu... Z tobą nie ma żadnej zabawy - parsknęła Bellatriks, po czym

spojrzała na leżącą u jej stóp kobietę i w zamyśleniu zaczęła uderzać różdżką w

swoją otwartą dłoń, tak jakby zastanawiając się nad czymś. Po chwili jej usta

rozciągnęły się w upiornej parodii uśmiechu. Skierowała różdżkę w dół i już otworzyła

usta, żeby rzucić na nią jedno z najbardziej bolesnych, torturujących zaklęć, które

doprowadzały ofiarę do bardzo długiego konania w straszliwych męczarniach, kiedy

usłyszała za sobą wypowiedziane zdecydowanym tonem słowa:

- Avada Kedavra!

Tuż obok jej ramienia świsnął zielony płomień, trafiając w staruszkę, której oczy

rozszerzyły się na moment i zgasły na wieczność.

Bellatriks odwróciła się z furią w stronę stojącego przy wyjściu mężczyzny.

- Co to miało znaczyć! To ja ją chciałam zabić!

- Nie miałem zamiaru wysłuchiwać jej ciągłych wrzasków podczas przeszukiwania

domu, szczególnie, że może to potrwać jeszcze bardzo długo. Boli mnie głowa -

odparł spokojnie Severus, opuszczając różdżkę.

- Przecież mogłam ją uciszyć!

- Oboje wiemy, że nie zrobiłabyś tego, Bello. Ale obiecuję, że zapewnię ci inną

rozrywkę.

Oczy kobiety natychmiast się zmrużyły, a na ustach pojawił się drapieżny uśmiech.

- Tak? Umieram z ciekawości - wymruczała, podchodząc do Snape'a, który pchnął

wyrwane z zawiasów drzwi i wyszedł na równie zdemolowany korytarz. Skierował się

po schodach na pierwsze piętro, starannie omijając wyrwane w stopniach dziury. -

Niech zgadnę... - zagadywała dalej, wspinając się za nim w górę. - Chciałbyś

podzielić się ze mną swoimi postępami w sprawie tego smarkacza - zachichotała.

Severus odwrócił głowę do idącej za nim kobiety. Na jego ustach błąkał się

szyderczy uśmieszek. - Ha! Wiedziałam! - roześmiała się Bellatriks. - Jak ci idzie,

Sevciu? Słyszałam, że ten parszywy mieszaniec chodzi za tobą jak kundel i wręcz

liże ci buty... - Jej dźwięczny śmiech odbił się od ścian i sprawił, że z sufitu odpadł

kawałek tynku.

- Zawsze znajdziesz adekwatne porównanie, Bello - odparł Severus, wchodząc do

znajdującego się na szczycie schodów korytarza i kierując się do pierwszego pokoju

na lewo. - Tak, w tym względzie "kundel" to idealne określenie. Jak widać, pewne cechy rodzinne są nie do wykorzenienia.

Śmiech Bel atriks wzmógł się jeszcze bardziej.

- Jak to jest rżnąć takiego kretyna? - zapytała, przeszukując znajdujące się w

pomieszczeniu szafki i komody, podczas gdy Severus sprawdzał różdżką ściany. -

Jak w ogóle możesz się nie brzydzić go dotknąć?

- Wiesz, że to mnie zawsze przypadają w udziale najbardziej niewdzięczne zadania -

prychnął mężczyzna, kopiąc stojący mu na drodze przewrócony fotel. - Ale mam

przynajmniej satysfakcję z wyobrażania sobie, co zrobiłby jego plugawy ojciec, gdyby

widział, jak zabawiam się z jego jedynym synem.

- Albo ten jego nędzny ojciec chrzestny. Och, już wyobrażam sobie jego minę, gdyby

zobaczył, że z jego chrześniaka wyrosła taka mała dziwka - chichotała dalej kobieta,

wyrzucając na podłogę szuflady.

- Czyżbyś żałowała, że go zabiłaś? - zapytał kpiąco Severus, kierując różdżkę w

stronę podłogi.

- Nigdy! - parsknęła Bellatriks. - Nigdy, chociażby dla samego widoku tego małego

gówniarza, zdruzgotanego i wdeptanego w ziemię. Wciąż pamiętam, jak gonił mnie

po całym Ministerstwie, żeby pomścić śmierć swojego kundelka. Biedny skrzywdzony

chłopczyk, który stracił swojego ukochanego wujcia... I co? I było go stać tylko na

1 ... 240 241 242 243 244 245 246 247 248 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)