Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
To przelało czarę. Czasami nawet nie wiemy, nie odczuwamy, jak każdy
najdrobniejszy gest, spojrzenie, pozornie nic nieznaczące słowa wypełniają nas,
zagnieżdżając się głęboko w sercu. Dzieje się tak nawet gdy udajemy przed sobą, że
nic takiego nie ma miejsca. I w pewnym momencie jest już za późno. Kolejne
niepozorne słowo przerywa tamę i wszystko się wylewa, a im mniejszy przesmyk,
tym twardszy, ślepy strumień, napierający pod takim ciśnieniem, iż nic nie jest w
stanie go powstrzymać. Pulsuje i wybija wyrwy, poszerzając szczelinę, przez którą
wypływa nagromadzony żal.
Chciałbym, żebyśmy byli tutaj sami, bez niego. Tylko ty i ja.
...
...tylko ty i ja...
...
...ty i ja...
Słowa Severusa odbijały się echem w jego głowie i Harry zastanawiał się, dlaczego
nie potrafił zrobić tego, o co poprosił go mężczyzna? Dlaczego nie mógł zapomnieć o
tym żalu? Dlaczego nie posłuchał Snape'a i pozwolił, aby gorycz całkowicie przejęła
nad nim kontrolę, kierując każdym jego słowem, każdym gestem, wypływając z ust i
kąsając dogłębnie?
Przecież obiecał... Wiedział, jaki on jest... Obiecał mu...
...bez względu na to, co zrobisz i co się stanie... ja zawsze będę po twojej stronie.
Przy tobie.
Och, rzeczywiście dotrzymał obietnicy. Rzeczywiście wykazał się zrozumieniem i
akceptacją na najwyższym poziomie. Wystarczyło jedno słowo, aby zamienił się w
plującą jadem kobrę, bo Snape tak "strasznie go skrzywdził".
Zachowanie mężczyzny nie było w porządku, ale on sam zachował się jak głupi,
samolubny szczeniak, który obraża się o coś, na co powinien się już dawno
uodpornić. W końcu postanowił, że z nim będzie, wiedział, jak to może wyglądać,
podjął świadomą decyzje, obiecał i...
...i, do diabła, Severus go przecież pocałował! To znaczy, może nie tak, jak Harry
sobie wymarzył, ale jednak te cienkie wargi z własnej, nieprzymuszonej woli dotknęły
jego twarzy. Wędrowały po niej, składając delikatne pocałunki na skórze, czuł ich
ciepło, ich miękkość i w tamtym momencie był tak zszokowany, iż miał wrażenie, że
zaraz osunie się po ścianie.
Czy nie było to potwierdzeniem, że Severusowi jednak na nim zależy? A on okazał
się takim skończonym tchórzem, kiedy mężczyzna puścił go i bez słowa odwrócił się,
aby odejść. Stał tylko pod ścianą jak ostatni kretyn, wpatrując się w spływającą z
oddalających się coraz bardziej ramion czarną pelerynę i nie powiedział ani słowa.
Nie zatrzymał go! Do cholery, Merlin świadkiem, że gdyby przypomniał sobie wtedy,
jak używa się strun głosowych, to krzyczałby na całe gardło, żeby zawrócił i nie
zostawiał go tak bez słowa, z całkowitym chaosem w głowie.
Czy Severus nadal się na niego gniewał, czy uznał, że wszystko już sobie wyjaśnili?
Czy miał mu za złe, że nie potrafił powstrzymać wypływającego żalu, czy też
stwierdził, że już mu się należycie odpłacił?
Harry nie zaprzeczał, że to, co mężczyzna mu wtedy zrobił, było... do licha, nawet nie
potrafił tego opisać. Było chore. Ale doskonale zdawał sobie sprawę, że po części
wina leżała także po jego stronie.
A teraz nie wiedział już nic. Kompletnie nic. Udawanie, że nic nie zaszło, byłoby
najłatwiejszym rozwiązaniem. Ale czasami, kiedy chce się dojść do celu, pozornie
najprostsza droga potrafi wyprowadzić na manowce albo skończyć się nagle ostrym,
stromym urwiskiem. I wtedy trzeba wybrać tę trudniejszą, która, pomimo wybojów i
nagłych śmiertelnych zakrętów, jako jedyna zaprowadzi cię tam, gdzie pragniesz
dotrzeć. A Harry zdecydowanie wiedział, dokąd chce dotrzeć.
Musi z nim porozmawiać! Przekonać go, że to, co mówił, było prawdą. Że naprawdę
tak uważa. Że nie jest tylko głupim, naiwnym dzieciakiem. Że nie rzuca słów na wiatr,
a kiedy sprawy zaczynają się komplikować, okazuje się, że to wszystko były jedynie
czczym kłamstwem, że za słowami nie stoją czyny.
I udowodni to!
Z takim właśnie postanowieniem wstał dzisiejszego poranka. A teraz siedział i
zastanawiał sie, jak zmusić mężczyznę do spotkania. Ponownie spojrzał na leżący na
pościeli kamień i wziął go do ręki.
Trudno. W takim razie przytulę w zamian podręcznik do Eliksirów. Twoja strata.
***
Ukryty pod peleryną niewidką Harry ponownie spojrzał na Mapę Huncwotów.
Pomimo tego, że był środek nocy, siedział na kamiennej posadzce pod gabinetem
Snape'a i czekał na niego od dobrych kilkunastu minut. Od kiedy tylko zobaczył, że
mężczyzna wraca przez błonia do zamku i kieruje się prosto do gabinetu dyrektora.
Przecież kiedyś musi w końcu przyjść do swoich komnat! Zniknął niemal na cały
dzień i Harry nie miał okazji, aby złapać go wcześniej. Nie pojawił się nawet na
skromnej uroczystości sylwestrowej, którą dyrektor zorganizował wieczorem w
Wielkiej Sali. Nawet fajerwerki nie potrafiły sprawić, aby myśli Harry'ego nie frunęły
co chwilę w stronę nieobecnego Severusa. Pamiętając, w jaki sposób skończyła się
ostatnia wizyta bez zapowiedzi, postanowił że już nigdy więcej nie pójdzie do niego
nieproszony, ale to był jedyny sposób, aby mógł z nim porozmawiać, gdyż wydawało
mu się, że mężczyzna go unika. Cóż, co prawda minął zaledwie jeden dzień, w
trakcie którego Snape wyglądał na nieco zajętego, ale Harry postanowił, że nie
będzie czekał. Im szybciej to załatwi, tym lepiej.
Och! Snape wyszedł w końcu z gabinetu Dumbledore'a!
Chłopak uważnie śledził czarną, przemierzającą zamek kropkę. Tak, szedł tutaj!
Zerwał się na równe nogi i wcisnął mapę do kieszeni, wbijając wzrok w mroczny,
długi korytarz. Wydawało mu się, że czas wlecze się jak gumochłon i że czeka już
całą wieczność, kiedy w oddali zamajaczyła wysoka sylwetka.
Wziął głęboki oddech, czując, jak jego serce zaczyna przyspieszać i wpatrując się w
odległą postać z taką intensywnością, że niemal zaczęły mu łzawić oczy. Tak, to był
Severus. Nawet z daleka potrafił rozpoznać te długie, zdecydowane kroki, dumną,
wyprostowana sylwetkę i powiewające przy każdym ruchu szaty. Kiedy mężczyzna
był już wystarczająco blisko, Harry sięgnął do swojej peleryny z zamiarem zdjęcia jej,
lecz gdy Mistrz Eliksirów wkroczył w krąg światła rzucanego przez najbliższą
pochodnię, zamarł, a jego oczy rozszerzyły się.
Severus miał na sobie szaty Śmierciożercy. Splamione krwią szaty Śmierciożercy. W
dłoni niósł białą, pokrytą czerwonymi, nie do końca jeszcze zaschniętymi kroplami
maskę, a jego twarz...
Harry przełknął ślinę, automatycznie odsuwając się pod ścianę i przywierając do niej
plecami.
Nie chodziło o to, że twarz mężczyzny wyglądała na pogrążoną w głębokich
rozmyślaniach, nie chodziło o to, że jego czarne brwi ściągnięte były w wyrazie
gniewu, a nawet czegoś, co wykraczało daleko poza gniew i niebezpiecznie zbliżało
się do granicy furii, nie chodziło nawet o zaciśnięte mocno i niemal boleśnie,
wykrzywione wargi. Chodziło o jego wzrok. Obcy i odległy. Chodziło o oczy, poprzez
które nie patrzył Severus, jakiego Harry znał, tylko coś, coś, co było pozbawione
uczuć, pogrążone w mroku, płonące... lecz płonące lodem.
Wszystko to razem, zebrane na tej bladej, ostrej twarzy, na którą opadały zlepione
krwią włosy sprawiło, że Harry zaczął się trząść i nie potrafił nad tym zapanować.