Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 238 239 240 241 242 243 244 245 246 ... 508
Перейти на страницу:

podskakiwały, zderzając się z czarnym materiałem spodni. Każde kolejne pchnięcie

wprawiało całe to drobne ciało w drgawki i niekontrolowane spazmy. Lśniący członek

raz po raz zanurzał się w maleńkim, zaczerwienionym otworze, rozpychając go i

brutalnie torując sobie drogę przez wnętrze chłopca. Długie palce zaciskały się na

jego bladej skórze na pośladkach, wbijając się w miękkie ciało i zostawiając na nim

brunatne ślady. Potter skamlał i wił się, jego gardłowy krzyk sprawiał jedynie, że

pchnięcia coraz bardziej przyspieszały.

Ale w tej ogłuszającej kakofonii krzyków przyjemności i bólu rozległ się zupełnie inny

dźwięk.

Śmiech.

Wysoki, lodowaty, wbijający się w umysł i zdzierający z niego wszelkie osłony.

Jakikolwiek opór przed nim mógłby się zakończyć jedynie szaleństwem.

Śmiech wzmagał się. Kiedy osiągnął punkt krytyczny, brzmiał tak, jakby zamienił się

w miliony drobnych, ostrych igieł, przekłuwających każdy nerw w ciele i paraliżujący

je.

I wtedy zaczął słabnąć. Fale bólu powoli odpływały, osłony na nowo się wznosiły.

Severus Snape otworzył oczy. Jedyną zauważalną reakcją na to, czego przed chwilą

doświadczył, było kilkukrotne zaciśnięcie powiek i pulsująca na skroni żyła.

Lord Voldemort stał kilka kroków przed nim i uśmiechał się szeroko, co w tym

wypadku wcale nie oznaczało radośnie. Jego uśmiech przypominał raczej czającego

się tuż pod powierzchnią wody rekina, gotowego w każdej chwili zaatakować i

zmiażdżyć ofiarę swoimi potężnymi szczękami.

- Ssseverusie... - zaczął, podchodząc powoli do stojącego przed nim Śmierciożercy,

którego szata wciąż jeszcze splamiona była krwią zamordowanych dwie godziny

wcześniej mugoli podczas jednej z wielu podobnych akcji. Na białej masce, którą

mężczyzna trzymał w dłoni, widniały czerwono-czarne smugi, pozostawione przez –

teraz już zaschnięte - krople krwi. Jego nieruchoma, wpatrzona w dal twarz

przypominała taką sama maskę. - Sprawiłeś mi dzisiaj ogromną satysfakcję.

Zasłużyłeś na nagrodę.

Severus pokornie pochylił głowę.

- Radość z powodu tego, że znów mogłem ci to pokazać, jest całkowicie

wystarczającą nagrodą, mój Panie.

- Ja nie rzucam słów na wiatr. W nagrodę pójdziesz z Bel atriks do Grenualdy

Thumb, aby wyciągnąć z niej interesujące mnie informacje oraz odnaleźć coś, co

powinno należeć do mnie. Bella zna szczegóły, więc zgłoś się później do niej.

Snape przytaknął.

- Bardzo dziękuję, Panie. To będzie dla mnie zaszczyt.

- Czy ten stary głupiec domyśla się czegoś?

W oczach Snape'a błysnęła zimna satysfakcja. Pokręcił głową.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Dumbledore jest tak pochłonięty główkowaniem,

organizowaniem sił i przygotowaniami do wojny, że nie zauważyłby w swoim

gnieździe zepsutego jajka, nawet gdyby mu je podsunąć pod brodę. Te akcje

znakomicie odwracają jego uwagę od najistotniejszych rzeczy. Od chłopaka.

- Znakomicie. - Voldemort ponownie wyszczerzył w uśmiechu swoje żółtawe,

przypominające rząd kłów zęby. - Ale na wszelki wypadek trzeba całkowicie uśpić

jego czujność. Powiesz mu, że przygotowujemy atak na siedzibę Międzynarodowej

Federacji Quidditcha.

- A przygotowujemy? - zapytał Severus z uprzejmym zainteresowaniem.

- Przygotujemy. Trzeba podsunąć mu jakiś smakowity kąsek. Poświęcimy

Legerpholta i Adraughta. I tak już mi się do niczego nie przydadzą. Ale cóż to znaczy

wobec tego, co otrzymam w zamian? - W jego czerwonych oczach rozbłysły zimne

iskry. - Jeszcze tylko niewiele ponad półtora miesiąca, Severusie, i będę ją miał. -

Zakończone długimi szponami palce Voldemorta zacisnęły się w pięść. - Krew

Pottera. Jego moc. Jego siłę. A wtedy cały świat padnie mi do stóp, a Albus

Dumbledore nie będzie stanowił już dla mnie żadnego zagrożenia. Zmiotę go z

powierzchni ziemi samym tylko spojrzeniem. - Jego głos unosił się w powietrzu,

rozbłyskując iskrami gniewnej mocy, kiedy coraz bardziej pogrążał się w swych

wizjach.

Snape czekał cierpliwie z krzywym, lecz pozbawionym krztyny zwyczajowego

szyderstwa uśmieszkiem. Był to raczej uśmiech kogoś, kto cieszy się z dobrze

wykonanego zadania.

- Kiedy "przeprowadzimy" ten atak? - zapytał po chwili.

- Pojutrze o północy. Wyślę tam kogoś, kogo strata nie będzie dla nas zbyt dotkliwa.

Wejdą głównym wejściem. Z pewnością sam wymyślisz jakieś wytłumaczenie dla

tego starego głupca. Tak mu się już miesza w głowie, że jeszcze w końcu gotów

byłby pomyśleć, że zamierzam wykraść partię mioteł. Musisz go przekonać i wziąć

udział w walce, stojąc po jego stronie. I dopilnujesz, by Legerpholt i Adraught zginęli.

Nie możemy pozwolić na to, aby Aurorzy wzięli ich w obroty, nawet jeżeli

Veritaserum, które dla nich warzysz, ma o połowę słabsze działanie. Zawsze mogą

użyć na nich Legilimens Evocis, a tego byśmy nie chcieli.

- Zostaw to mnie, Panie - odpowiedział Snape.

- A co z Miksturą Wyostrzenia?

- Brakuje mi jednego składnika. Wywaru z trupojada. Myślę, że z pewnością znajdę

go na Nokturnie. Udam się tam zaraz po naszym spotkaniu.

- Dossskonale, dossskonale. Jeżeli to już wszystko, to możesz odejść i przyślij do

mnie Malfoya.

- Tak, Panie. - Severus pokłonił się i wycofał z komnaty. Kiedy znalazł się za

drzwiami, wyprostował się i ruszył zdecydowanym krokiem przez długi, pogrążony w

mroku korytarz, wyglądając tak, jakby wtapiał się w panującą wokół gęstą ciemność.

***

Aportował się prosto przed sklepem, do którego zmierzał. Za zabrudzoną,

zaśniedziałą szybą wystawową stały wszelkiego rodzaju zakurzone słoje i butelki

wypełnione nieokreślonymi substancjami. Obrzucił badawczym spojrzeniem ciemny

zaułek ze skulonym pod murem, mamroczącym do siebie czarodziejem w

łachmanach, wokół którego unosił się odór uryny oraz innych ekskrementów. Było już

ciemno. Przebywanie na Nokturnie o tej porze równało się z samobójstwem, jeżeli

tylko znalazłby się tutaj ktoś niepowołany. Ale stojący przed sklepem z najbardziej

zakazanymi i śmiercionośnymi składnikami eliksirów, odziany w splamioną krwią

szatę Śmierciożercy mężczyzna wyglądał na tak obeznanego z tym miejscem i tak

pewnego siebie, jakby wiedział, że bez wątpienia nie spotka tutaj nikogo bardziej

niebezpiecznego niż on sam.

Przez krótką chwilę lustrował jeszcze pozostałe całkowicie wyludnione, ciemne i

brudne, cuchnące fekaliami zaułki, przez które co jakiś czas przemykał nienależący z

pewnością do żadnego człowieka cień, po czym wszedł do środka.

Stojący przy ladzie niski człowieczek z bardzo długą, przerzedzoną siwą brodą

podniósł obojętnie wzrok i w momencie, kiedy to zrobił, jego oczy rozszerzyły się

gwałtownie, tak jakby ujrzał właśnie Lorda Voldemorta we własnej osobie.

- Och, pan Snape - zaskrzeczał chrapliwie. - Jakiż to dla nas zaszczyt. Cooper!

Chodź tu natychmiast! - krzyknął w stronę znajdującego się za nim zaplecza. Niemal

w tej samej chwili w drzwiach pojawił się przygarbiony, całkowicie łysy osobnik o

wyglądzie kulejącej jaszczurki.

- Och, pan Snape. - Zaklaskał w wielkie jak łopaty dłonie, pochylając się tak nisko, że

niemal dotknął nosem podłogi. - Czego pan sobie życzy tym razem?

- Potrzebuję wywaru z trupojada - odpowiedział beznamiętnym tonem mężczyzna,

1 ... 238 239 240 241 242 243 244 245 246 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)