Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
nagle, w zupełnie nieprawdopodobny sposób, rozpadło się na możliwe do
pogryzienia kawałki. Zamrugał, całkowicie zaskoczony i rozejrzał się po stole w
poszukiwaniu swojego cichego pomocnika, ale wszyscy wydawali się całkowicie
pochłonięci albo jedzeniem, albo rozmowami.
Poza jedną osobą.
Severus szybko odwrócił wzrok i wykonał taki ruch, jakby chował coś do kieszeni, po
czym ponownie wbił spojrzenie w ścianę.
Harry zagryzł wargę i spojrzał na swój talerz. Sam nie wiedział co ma o tym myśleć.
Czy Severus pomógł mu, ponieważ naprawdę chciał mu pomóc, czy dlatego, aby
okazać mu swoją pogardę i wyśmiać jego ograniczone zdolności manualne?
Cóż, obie możliwości były na tyle prawdopodobne, by brać je pod uwagę.
Harry westchnął. Zamiary zamiarami, ale postanowił w tej chwili nie zaprzątać sobie
nimi głowy, ponieważ był naprawdę głodny.
Pod koniec śniadania McGonagal pochyliła się do niego i powiedziała:
- Proszę przyjść do mnie po obiedzie, panie Potter, to dam panu klucz do klasy
Starożytnych Runów.
Harry skinął głową i niemal natychmiast poczuł na sobie intensywne spojrzenie
Snape'a, które mężczyzna oderwał od ściany i wbił w niego. Ale ściana chyba lepiej
to znosiła, gdyż wątpił, aby też czuła takie zimne, przebiegające przez nią dreszcze.
Harry przełknął ślinę, gdyż nagle zaschło mu w ustach. Ale obiecał sobie, że nie
będzie zwracał na niego uwagi i tak też uczynił. Nie popatrzył już w jego stronę ani
razu do końca śniadania, a zaraz po nim wstał i udał się z panią Pomfrey do skrzydła
szpitalnego, czując na plecach odprowadzające go spojrzenie hebanowych oczu.
Pielęgniarka uleczyła jego siniaki i posmarowała rękę maścią. A sądząc po zapachu,
była to dokładnie ta sama maść, którą Severus wysmarował wtedy jego nogi. To
wspomnienie było niezwykle przyjemne, ale w obecnych okolicznościach przyniosło
jedynie ból.
Nie, miał o tym nie myśleć!
Kiedy tylko wyszedł ze szpitala, wydarzyło się coś, czego po części się spodziewał,
ale z drugiej strony obawiał. Poczuł ciepło w kieszeni.
Wiadomość od Severusa.
Przez chwilę walczył ze sobą. Nie chciał jej odbierać. Prawdę powiedziawszy, to już
wcześniej zastanawiał się nad tym, czy po prostu nie zostawić kamienia w
dormitorium, ale tak jakoś... nie potrafił tego zrobić. A gdyby wydarzyło się coś
ważnego?
Ciekawość jednak zwyciężyła. Sięgnął do kieszeni i odczytał wiadomość:
Potter, chciałbym, żebyś przyszedł teraz do moich komnat. Czekam na ciebie.
Przyjdź, dobrze?
Harry rozszerzył oczy. Jak na Severusa, było to niemal błaganie.
Poczuł, jak w jego sercu rozlewa się przyjemne ciepło satysfakcji. Czyli Snape jednak
żałował tego, co zrobił... To dobrze, niech teraz on poczuje, jak to jest...
Zacisnął klejnot w dłoni i odesłał:
Nie przypominam sobie, abym miał dzisiaj z panem szlaban, więc nie wiem dlaczego
miałbym do pana przychodzić, profesorze.
Nie potrafił powstrzymać uśmieszku zadowolenia, który wypłynął mu na usta. Nawet
jeżeli w głębi siebie czuł absolutną pustkę.
Snape zranił go zbyt mocno. Minie trochę czasu, zanim wszystko, co zostało w nim
rozerwane, zasklepi się ponownie.
***
Snape'a nie było na obiedzie, co Harry przyjął z ulgą. Po posiłku McGonagall dała
mu klucz i powiedziała, że jego szlaban musi niestety trwać nie mniej niż dwie
godziny, więc jeżeli zrobi już wszystko, to niech sobie po prostu posiedzi i poczeka,
aż czas minie.
Harry skinął głową i powoli ruszył na drugie piętro. Prawdę powiedziawszy jeszcze
nigdy nie był w tej sali. Wszystkie ściany zostały przysłonięte porozwieszanymi na
nich wykresami i planszami z jakimiś dziwnymi znaczkami. Kiedy spacerował wzdłuż
nich, przyglądając im się, przypomniał sobie o książce, którą zobaczył w tajnym
laboratorium Severusa. Może, gdyby pamiętał, jak wyglądały zamieszczone w niej
znaki, to udałoby mu się znaleźć tutaj coś, co pomogłoby mu zrozumieć znaczenie
tamtych symboli. Przeszedł na tył klasy, do znajdujących się tam szafek, w których
poukładane były zwoje. Na każdym z nich widniały jakieś literki i cyfry, ale z tego, co
zauważył, wszystko było ze sobą wymieszane. Wziął pierwszy lepszy zwój i po kilku
chwilach udało mu się odnaleźć i włożyć go do odpowiedniej przegródki. Westchnął
głęboko. Czekało go jednak nieco pracy. Może lepiej byłoby po prostu wyrzucić je
wszystkie na podłogę i dopiero poukładać? Bo inaczej te dobrze ułożone wymieszają
się z tymi pozostałymi i później będzie miał problem, aby je odróżnić.
Tak właśnie zrobił. Przez kilkanaście minut przenosił zwoje z szafek na najbliższą
ławkę, uważając, aby żadnego nie upuścić. Nie wiadomo, jak były stare. Kiedy
skończył, zaczął brać każdy zwój po kolei i próbował dopasować zamieszczone na
nim cyfry i litery do tych, które znajdowały się nad przegródkami. Po wyjątkowo
kapryśnym pergaminie, dla którego miejsca szukał chyba przez trzy minuty, odwrócił
się, aby wziąć następny i... upuścił go z powrotem na blat, odskakując do tyłu jak
oparzony.
Tuż obok ławki stał Severus, przyglądając mu się tym nieodgadnionym, świdrującym
spojrzeniem. Wyglądał niczym posąg, dumny i wyprostowany, wyrzeźbiony z
czarnego marmuru albo hebanu.
Jak to możliwe, że nie usłyszał jego wejścia? Mężczyzna musiał najwyraźniej rzucić
zaklęcie wyciszające na drzwi.
Harry szybko uciekł wzrokiem, wbijając go w stos leżących na blacie pergaminów.
Jego serce przyspieszyło gwałtownie. Bał się tego spotkania. Nie chciał widzieć
Severusa, jeszcze nie teraz, to wszystko było za świeże... Dlaczego musiał tutaj
przyjść? Dlaczego chociaż raz nie mógł go zostawić w spokoju? Dlaczego zawsze
podążał za nim...?
- Potter... - Głos Snape'a był nieco chrapliwy, chociaż Harry wciąż słyszał w nim ostre
brzmienie. Tak, jakby słowa, które mężczyzna zamierzał wypowiedzieć, nie chciały
mu przejść przez gardło. - Moje wczorajsze zachowanie było nieodpowiednie i
naganne. Trochę za dużo wypiłem i... powiedziałem pewne rzeczy, które mogły cię
urazić.
Nieodpowiednie? Urazić? Cóż za eufemistyczne określenia...
- Nie udawaj, że cię to obchodzi - wymamrotał cicho Harry, nie podnosząc wzroku. -
Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Jestem pewien, że z przyjemnością zrobiłbyś to
ponownie tylko po to, aby ugodzić mnie tam, gdzie najbardziej zaboli, a później
odczuwać satysfakcję z powodu tego, że po raz kolejny udało ci się mnie wdeptać w
ziemię! - Na końcu już niemal krzyczał. Podniósł głowę i wbił w mężczyznę urażone,
drżące od tłumionego gniewu spojrzenie. Severus nie wydawał się być jednak
poruszony jego wybuchem. Spoglądał na niego w niezmiennie pasywny sposób,
jakby badał go i oceniał.
- Cóż za dramatyzm - powiedział w końcu, poruszając się i robiąc krok w stronę
Harry'ego. Chłopak cofnął się, przestraszony. Nie chciał, aby Snape go dotykał. Z
pewnością nie teraz, kiedy miał wrażenie, że zaraz eksploduje. - Cóż za
przedstawienie... Uwielbiasz robić z siebie ofiarę, Potter - kontynuował niskim,
wibrującym głosem, podchodząc wolno w stronę cofającego się coraz bardziej
Harry'ego. - Uwielbiasz odgrywać rolę skrzywdzonego, nierozumianego chłopca.
Wyolbrzymiasz wszystko do takiego stopnia, że sam nie potrafisz już potem nad tym