Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Nieważne! Ale należał do niego! Tylko do niego! Patrzył na niego w taki sposób, że
Harry tracił oddech, dotykał go, tak łagodnie i ostrożnie... Pamiętał to, pamiętał każdy pocałunek, każde spojrzenie, każdy gest. Ktoś, kto ma w sobie jedynie mrok, nie
potrafiłby rozpalać się takim jasnym płomieniem. A zresztą...
Harry ruszył ponownie, uśmiechając się lekko do swoich myśli.
A zresztą, nawet gdyby było w nim więcej mroku niż światła... to i tak nadal
pozostałby Severusem. Jego Severusem. Severusem, któremu ufał. Któremu musi
ufać. I w którego musi wierzyć. Musi wierzyć w to, że Severus jest szpiegiem
Dumbledore'a i wcale nie chce nosić tych szat i robić... tych wszystkich rzeczy. Jeżeli
nie będzie w to wierzył, to... równie dobrze mógłby pójść do Voldemorta już teraz.
Podczas rzucania klątw chodzi tylko o to, czy chcesz i potrafisz zrobić komuś
krzywdę...
Nagle tknięty nagłym impulsem, zatrzymał się ponownie, przypominając sobie
fragment tamtej rozmowy. Słowa Snape'a odbiły się echem w jego głowie,
sprawiając, że ponownie zadrżał. Jego umysł nawiedziła wizja, w której ta sama
smukła dłoń Severusa, która mocno ściska różdżkę i bez wahania zadaje ból
wijącym się na ziemi niewinnym ofiarom... z czułością i delikatnością dotyka jego
ciała, błądzi po skórze, próbując zapamiętać każdy jej skrawek i zaciska się na jego
penisie, pieszcząc go i doprowadzając do delirycznego orgazmu. Te same usta,
które wypowiadają słowa klątw mających za zadanie śmiertelnie zranić ofiarę albo
torturować ją aż do utraty zmysłów, dokładnie te same usta całują jego ciało,
smakują go i szepczą mu do ucha takie słowa, od których niemal natychmiast
dochodzi... Te same oczy, które bez cienia współczucia spoglądają na śmierć i
zniszczenie, a w ich czarnych tęczówkach odbijają się płomienie palonych żywcem
ludzi i ich domostw, te same oczy patrzą na niego w taki sposób, jakby chciały go
pożreć, rozedrzeć na strzępy, naznaczyć, sprawić, aby wił się i skomlał... a on nie
potrafi się im oprzeć.
Miał w głowie zamęt. Okropny, nieprzyjemny zamęt i potrzebował bardzo długich
rozmyślań, aby się go pozbyć.
Cóż, wygląda na to, że tej nocy nie zaśnie zbyt szybko...
***
Kiedy Harry otrzymał "Proroka Codziennego" następnego dnia, spodziewał się, co
może w nim zobaczyć. Nerwowe wyczekiwanie sprawiło, że prawie w ogóle nie tknął
śniadania. Severusa nie było przy stole, ale może to i lepiej, ponieważ chyba nie
potrafiłby powstrzymać się przed rzucaniem mu wieloznacznych, zamyślonych
spojrzeń.
I nie mylił się. Było tam. Na pierwszej stronie.
Artykuł o ataku Śmierciożerców na budynek mieszczący Czarodziejski Departament
Spraw Zagranicznych, czyli miejsce, w którym nawiązywano i utrzymywano kontakt
ze wszystkimi magicznymi ośrodkami na całym świecie.
Harry poczuł uścisk w żołądku. Nie chciał tego czytać. Przesunął tylko wzrokiem po
tekście, próbując odnaleźć liczbę zabitych lub zaginionych.
Czternaście osób.
Przełknął ślinę, czując się tak, jakby otrzymał potężny cios w splot słoneczny i na
chwilę zabrakło mu tchu.
Odłożył Proroka, ignorując pełną oburzenia wrzawę, która podniosła się przy stole,
kiedy kilka osób także rozłożyło swoje gazety.
Oczywiście, że Severus brał w tym udział. Musiał brać. Inaczej Voldemort uznałby go
za zdrajcę.
Harry spędził wczoraj pół nocy rozmyślając nad tym i starając się poskładać swoje
myśli i uczucia do kupy. Nie chodziło o to, że nie ufał Severusowi. Wiedział, że
Snape robi to wszystko tylko po to, aby móc szpiegować dla Zakonu i donosić o
wszystkim Dumbledore'owi. Ale pomimo tego... czasami się go obawiał. Oczywiście
nie tak, jak na początku. Jednak teraz, kiedy wiedział już na czym polega rzucanie
Czarnej Magii, kiedy widział na jego oparciu szaty Śmierciożercy, kiedy zdał sobie w
końcu sprawę z tego, co Severus musi robić jako jeden z towarzyszy Voldemorta...
teraz czuł w sobie kiełkujący coraz intensywniej zalążek niepokoju.
Coś było nie w porządku.
Jednak na razie nie potrafił dokładnie powiedzieć, co to dokładnie jest.
Wiedział, że nie może się tak zachowywać. Że chowanie głowy w piasek nic nie
pomoże. Severus był dla niego najważniejszą osobą na świecie i cokolwiek robi dla
Voldemorta... nie powinno to ingerować w ich prywatne sprawy. Nie może pozwolić,
aby Voldemort zniszczył to, co z takim wysiłkiem udało mu się wypracować. Aby
niszczył to kruche coś, które było pomiędzy nimi.
Musi do niego dzisiaj pójść. Musi mu pokazać, że się nie przestraszył. Że wie i
rozumie.
Musi to zaakceptować.
***
Zbyt długo się wahał. Obawiał się, że Snape znowu go wyrzuci, że będzie na niego
wściekły za wczorajszy wybryk. W końcu, jakby nie patrzeć, naprawdę zachował się
bezczelnie. Ale z drugiej strony - mężczyzna powiedział, żeby przyszedł dzisiaj.
Nie widział go przez cały dzień. Severus nie pojawił się na żadnym posiłku i Harry z
jednej strony odczuwał ulgę, a z drugiej coraz większe zaniepokojenie.
Kiedy zegar w Pokoju Wspólnym wybił godzinę dziewiątą, w końcu się zdecydował.
Złapał pelerynę niewidkę i zszedł do lochów, starając się nie myśleć o niczym, co
mogłoby sprawić, że zawróci. Zatrzymał się przed drzwiami i stał tam przez chwilę,
wpatrując się z wahaniem w ciemne drewno. W końcu jednak go dotknął. Wszedł
ostrożnie do gabinetu, czując dziwną ulgę, ponieważ skoro Snape nie zdjął z drzwi
tego zaklęcia, dzięki któremu Harry mógł wchodzić swobodnie, to może nie jest na
niego aż tak bardzo zły.
Przed zapukaniem w kolejne wrota poczekał jednak nieco dłużej, próbując wymyślić
jakieś sensowne słowa, których mógłby użyć na początku, ale nic nie przychodziło
mu do głowy. Cóż, w takim razie będzie musiał powiedzieć po prostu to, co myśli.
Zapukał i odczekał chwilę, a jego serce podskoczyło gwałtownie, kiedy klamka
poruszyła się wreszcie i w drzwiach stanął Severus. Wysoka, mroczna postać,
patrząca na niego spod przymrużonych powiek twardym wzrokiem, z którego Harry
nie potrafił w tej chwili zupełnie nic wyczytać.
- Ee... - Przełknął ślinę. Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o uzewnętrznienie tego, co myślał. Zawsze, kiedy Severus patrzył na niego takim wzrokiem, wszystko
wyparowywało mu z głowy. - Ja chciałem... Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam.
Mogę wejść? - Tak, to było chyba w porządku. Żadnego "Hej, wiem, że jesteś
Śmierciożercą, ale mi to nie przeszkadza, naprawdę, mogę wejść?".
Severus bez słowa uchylił drzwi i wpuścił go do środka. Kiedy Harry przekroczył
próg, jego oczy mimowolnie powędrowały ku oparciu fotela, na którym wczoraj
zobaczył maskę i szatę. Było puste.
- Nieco późno, jak na wizytę - mruknął Severus, siadając w swoim fotelu. Harry
dostrzegł na stoliku w połowie opróżnioną butelkę bursztynowego płynu. - Co cię
powstrzymywało? Strach przed Cruciatusem? - Spojrzenie czarnych oczu przeszyło
go na wylot i Harry zadrżał.
Severus i jego bezpośredniość.
- N-nie - wydukał. - Ja tylko... nie wiedziałem, czy mogę, czy... - Och, do diabła z tym!
- Posłuchaj... - zaczął, podchodząc do drugiego fotela i opadając na niego, przez cały
czas będąc śledzonym przez to przeszywające spojrzenie. - Wiem, że...
- Och, daruj to sobie, Potter - prychnął Severus. - Obawiam się, iż doskonale wiem,