Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
doprowadzając do drżenia jego zaciśnięte pięści.
- I kto tu opowiada stek kłamstw?! - Harry prawie krzyczał, ale nie potrafił już nad tym zapanować. Cała ta sytuacja wymknęła się spod kontroli, a Severus najwyraźniej
miał to absolutnie gdzieś. - Dopóki nie zechcesz mi tego wyjaśnić, to nie mam tu
czego szukać. Daj mi znać, kiedy się zdecydujesz. - Odwrócił się, ze złością zgarnął
z oparcia swoją pelerynę i ruszył w stronę wyjścia.
- Wracaj natychmiast, Potter! - ryknął mężczyzna, a Harry niemal się przewrócił.
Jeszcze nigdy nie słyszał takiej furii w głosie Snape'a. Przystanął i obejrzał się.
Severus stał przy barku, ściskając w dłoni szklankę z taką siłą, iż niewiele dzieliło go od zmiażdżenia jej. Wbijał w Harry'ego tak mordercze, oślepiające bijącymi z niego
płomieniami spojrzenie, jakby również próbował go nim zmiażdżyć.
I udało mu się to.
- Nie pozwoliłem ci wyjść - wysyczał głosem, w którym trzaskające polana gniewu
spalały resztkę cierpliwości. - Siadaj!
Harry zawahał się. Trząsł się ze złości, ale jeszcze bardziej obawiał się tego, co
może mu zrobić Severus, jeżeli nie posłucha. Brzuch nadal bolał go trochę, po ich
ostatniej sprzeczce. A mężczyzna wydawał się być w takim stanie, że mógłby zrobić
wszystko.
Zawrócił i opadł ciężko na fotel. Snape chyba nieco się odprężył. Ściskające szklankę
palce rozluźniły się odrobinę. Wzrok z płonącego, zamienił się w lodowaty.
Wykrzywiona zmarszczkami twarz nieco się wygładziła. Upił łyk i wbił w Harry'ego
nieokreślone spojrzenie, którego chłopak za nic w świecie nie potrafił odczytać. Tak
jakby mężczyzna odgrodził się murem, przez który Harry nie był w stanie się przebić.
Siedział więc i czekał na jakieś słowo z jego strony, ale żadne nie padło. Czas mijał,
ciche trzaskanie ognia w kominku zdawało się kroić go na małe, nierówne
kawałeczki.
Harry wpatrywał się w Severusa w napięciu, czekając na cios, na pieszczotę, na
cokolwiek. A niepokój w jego sercu narastał z każdą chwilą. Nie wiedział, dlaczego
ma tak siedzieć, ani co się za chwilę wydarzy. Obawiał się tego. Wolał, aby Severus
w końcu coś zrobił, ponieważ ta niepewność rozrywała jego wnętrzności na strzępy.
Po jakichś piętnastu minutach Severus poruszył się, czym sprawił, że Harry niemal
podskoczył w fotelu. Mężczyzna odstawił powoli szklankę na blat stolika i spojrzał na
wiszący na ścianie zegar. Kiedy przeniósł spojrzenie z powrotem na Harry'ego, jego
oczy połyskiwały czymś na kształt... mrocznej satysfakcji?
- Pański szlaban właśnie się zakończył, panie Potter. Może pan odejść.
Harry otworzył szeroko oczy. Nie potrafił uwierzyć w to, co usłyszał... Jak on mógł?
Jak mógł... potraktować go w taki przedmiotowy sposób? Po tym wszystkim...?
Wiedział, że te słowa miały na celu jedynie go zranić, widział to po paskudnym
uśmieszku na wargach mężczyzny.
I wiedział, że jeżeli zostanie tutaj choćby chwilę dłużej, to może zrobić lub powiedzieć coś, czego będzie żałował do końca życia.
Zerwał się z fotela, złapał pelerynę i wypadł z pomieszczenia, z całej siły trzaskając
drzwiami. Nie oglądał się do tyłu, nie przejmował ubieraniem peleryny. Wypadł na
korytarz i rzucił się biegiem przed siebie, pragnąc stąd uciec, pragnąc uciec od tego
porażającego uczucia zawodu, pożerającej od środka wściekłości i odbierającego
zmysły bólu.
Wbiegł po schodach na parter, a później na pierwsze piętro, wyciągając po drodze
różdżkę. Wycelował w pierwszy posąg jaki napotkał i rzucił w niego zaklęciem
spotęgowanym jeszcze przez rozsadzającą go furię, który rozwalił go na kawałki. Pył
i odłamki kamieni posypały się na wszystkie strony, niektóre trafiły go w twarz, ale się tym nie przejął. To było za mało. Celował po kolei we wszystkie większe odłamki,
rozwalając je na coraz mniejsze, pozwalając, by gniew kierował każdym jego
krokiem, każdym gestem, każdym słowem. Z wilgotnym, rozmazanym wzrokiem
złapał jakiś większy kawałek i z furią zaczął uderzać nim w ścianę. Miał ochotę
wrzeszczeć, kopać, gryźć.
Kamień rozpadł mu się w dłoni i pokaleczył ją. Harry krzyknął z bólu i upuścił ostre,
wbijające mu się w skórę odłamki. Spojrzał na swoją rękę. Krwawiła.
Dokładnie tak samo, jak jego...
- No, no, no... Wygląda na to, że wpakował się pan w poważne kłopoty, panie Potter -
usłyszał za sobą znajomy, skrzekliwy głos.
Odwrócił załzawioną twarz i z rezygnacją spojrzał na stojącego na korytarzu Filcha.
Kłopoty? Prawdę powiedziawszy, w ogóle go to nie obchodziło...
***
Woźny z mściwą satysfakcją zaprowadził do go McGonagall. Opiekunka domu była
wstrząśnięta zachowaniem Harry'ego, ale kiedy zaczął mamrotać coś o liście od
Lupina, wspomnieniach związanych ze śmiercią Syriusza i załamaniu, które
spowodowało, że stracił nad sobą panowanie i... zrobił to co zrobił, wściekłość
McGonagal szybko zamieniła się we współczucie. Harry miał wyrzuty sumienia, że
tak kłamie, ale przecież musiał coś wymyślić. Filch oczywiście żądał dla niego
najsurowszej przewidzianej w kodeksie kary, czyli zakucia w łańcuchy i wychłostania,
jednak opiekunka Gryffindoru wyprosiła go i powiedziała, że sama zajmie się swoim
uczniem. Kiedy woźny, mamrocząc coś pod nosem, zniknął za drzwiami,
oświadczyła Harry'emu, że go rozumie i że nie ma mu tego za złe, chociaż
demolowanie szkoły nie jest najlepszym sposobem na pozbycie się żalu. Musiała mu
niestety przydzielić szlaban, w końcu takie były reguły, ale wybrała coś spokojnego i
niezbyt męczącego. Miał posegregować jutro po obiedzie pergaminy z w klasie, w
której uczono Starożytnych Run.
Oświadczyła także, że jeżeli będzie chciał porozmawiać o swoich zgryzotach, to
zawsze może się do niej zwrócić. Harry podziękował cicho i wyszedł z gabinetu.
Wydawało mu się, że wiodąca z gabinetu wicedyrektorki do wieży Gryffindoru droga
jeszcze nigdy nie była tak długa. Szedł chwiejnie, ledwie powłócząc nogami i z
przygnębieniem wpatrując się w swoje stopy. Odłamki kamieni rozbiły mu okulary,
ale nie przejmował się teraz naprawianiem ich. Nie zależało mu na tym. Prawdę
mówiąc, na niczym mu w tej chwili nie zależało. Ból w zranionej i zabandażowanej
dłoni nasilał się z każdym krokiem. Powinien pójść do skrzydła szpitalnego, tak jak
poleciła mu McGonagall zanim wyszedł, ale nie chciał... W końcu przynajmniej
częściowo odciągało to jego uwagę od bólu, który czuł wewnątrz.
Miał wrażenie, że każdy krok, który stawia, prowadzi go coraz bliżej ku przepaści. W
głowie odbijało mu się echo odległych słów.
Nie ma miejsca na akceptację czegokolwiek... przypomnę ci o tym... potrafię
przewidzieć pewne reakcje...
Czy o to właśnie mu chodziło? Chciał mu w ten sposób pokazać, jak bardzo się myli?
Że, tak naprawdę, gówno wie? Czy może chciał mu po prostu pokazać, jak potrafi
być okrutny? Jakby Harry jeszcze tego nie wiedział...
Westchnął głęboko i skrzywił się, kiedy poczuł bolesne ukłucie w piersi. Nie potrafił
tego zrozumieć. Starał się, już wiele razy naprawdę się starał, ale wciąż niektóre
zachowania Severusa pozostawały dla niego tajemnicą.
Dlaczego mężczyzna się od niego oddalał? Świadomość tego bolała, i to tak bardzo,
że Harry z trudem oddychał. Ponieważ wiedział, jak wiele wysiłku kosztowało