Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
Helios niczego już nie powiedział. Ująwszy łokieć Jody odprowadził ją do drzwi. Przez chwilę patrzył, jak oddala się korytarzem powiewając wdzięcznie połami krótkiej, luźnej sukienki.
— Hej! — zawołał Apollo z łazienki. — Twoja nowa, jakże niedawno ujawniona etyka seksualna znaczy, że do nas nie zajrzysz i będziesz cierpiał samotnie?
Helios zamknął drzwi. Po wszystkich tych eonach wciąż nie mógł zapomnieć twarzy Faetona; doskonale pamiętał każdy, najdrobniejszy szczegół.
— Myśl sobie, co chcesz…
Po kolacji Ejlejtyja zaproponowała Bridget, że nadal dotrzyma jej towarzystwa, ale dziewczyna odmówiła. Wyszła na nabrzeże obejmując się rękoma dla ochrony przed zimnym wiatrem. Na tle malejącej już po pełni tarczy księżyca przemykały blade chmury, a spomiędzy krzewów ozdobnych żywopłotów, flankujących promenadę, dobiegał koncert świerszczy. Bridget zapatrzyła się w niewyraźne odbicia halogenowych sfer w wodzie, wyglądające jak odblaski zatopionych małych słońc. Wszystko da się przetrzymać, pomyślała. Wszystko można utopić w rzece czasu. Przez chwilę jeszcze szczękała zębami, a potem ruszyła w stronę hotelu, by zabrać bagaże i wyjechać.
W korytarzu, wiodącym do apartamentu nowożeńców, natknęła się na jakąś Afroamerykankę o posągowych kształtach. Dziewczyna miała zmiętą sukienkę, roztarty makijaż i pachniała Heliosem: niosło od niej wonią popiołu, dymu i iskier.
Gdy kobieta znikła za drzwiami windy Bridget poczuła w brzuchu ognistą kulę. Już? Tak szybko? Poczuła się zdradzona, a potem zapłonął w niej gniew na siebie samą i za to uczucie. Nie pukając nawet przesunęła w zamku kartę klucza.
Po wejściu usłyszała plusk z łazienki i jęk męskiego głosu:
— Jeszcze jedna? Nieeee…
Gniew Bridget jeszcze wezbrał. Zakrywszy oczy dłonią przemknęła obok drzwi łazienki.
— Nie krępujcie się! — warknęła. — Przyszłam tylko po moje suknie!
Nie otwierając oczu odwróciła się ku komodzie i zaczęła się szarpać z szufladami. Niespakowana i otwarta walizka leżała obok na podłodze. Czuła się ogromnie głupio, że porozrzucała bezładnie suknie po całym apartamencie. Rankiem była tak podniecona, myślała wyłącznie o tym, że wróci tu jako kobieta zamężna i nie chciała myśleć o bagażu. Teraz pospiesznie wrzucała suknie do walizy nie układając ich nawet porządnie.
— Może ci w tym pomóc? — zapytał Helios z tyłu.
Odwróciła się. Bóg siedział na łóżku, wciąż ubrany, w koszuli i obcisłych spodniach. Jego smoking wisiał przerzucony przez poręcz krzesła obok okna.
— Czemu nie jesteś w łazience ze swoim kolesiem? — zapytała.
— Hej! — dobiegło ją od strony łazienki. Odwróciła się szybko, rozpoznając głos Apolla. Ujmująco wytworny bóg stał w drzwiach odziany jedynie w ręcznik owinięty wokół bioder. Zza jego ramienia wyglądał młody mężczyzna, zerkający ciekawie na Bridget spod kosmyków zmierzwionej, pszenicznej czupryny.
— Usiłujemy tylko trochę się tu zabawić — stwierdził Apollo. — Niektórzy z nas wolą nie wiązać się na stałe z jałówkami.
Głos mówiącego o jałówkach Apolla przepełniała głęboka pogarda. Bridget zatkało na chwilę, ale szybko zrozumiała, że bóg nie drwi z jej małżeństwa, tylko ze zwierzęcej natury śmiertelników.
— Spadaj, Apollo — warknął Helios.
Apollo zrobił urażoną minę.
— Mówiłeś, że możemy zostać.
— Wynoś się — powtórzył Helios niby spokojnie i powoli, ale z naciskiem.
— Nie ma sprawy. — Apollo ujął blondaska za rękę. — Zmiatajmy stąd.
Blondas zmarszczył brwi.
— I niby gdzie pójdziemy? Powiedziałem współlokatorowi, że nie wracam na noc.
Apollo zbył protesty wzruszeniem ramion. Spojrzał na Heliosa mrożąc go wzrokiem.
— Śmiertelnicy przychodzą i odchodzą. Powinieneś bardziej dbać o względy przyjaciół.
Helios nie miał zamiaru zmięknąć.
— Zobaczymy się jutro w nocy.
Apollo wyprowadził blondynka z apartamentu, zatrzaskując za sobą drzwi.
— Widzę, że minione popołudnie wcale go nie zmieniło — stwierdziła Bridget.
— On się nie zmienił od czterech tysięcy lat. I nigdy się nie zmieni.
Bridget wyjrzała z okna. Dwanaście pięter niżej na ruchliwej ulicy przesuwały się szybko potoki świateł samochodów.
— Przepraszam za twoją suknię — powiedział Helios ze skruchą w głosie. — Nie chciałem jej spalić. Chciałem tylko zrobić wrażenie.
— Chciałeś się popisać — stwierdziła Bridget.
— Nie, to nie tak…
— Czekałeś, aż ruszę przejściem. Nie mogłeś znieść myśli o tym, ze ktoś inny przykuwa uwagę świadków uroczystości.
— O tym nie pomyślałem.
— Ty nigdy nie myślisz. Robisz, co chcesz i nie dbasz o konsekwencje.
Helios podszedł do Bridget. Dziewczyna wyczuwała bijący od niego żar.
— To było głupie — odpowiedział spokojnie i władczo. — Wypadek Nigdy już się nie zdarzy.
Pachniał jak iskry ciśnięte w strugi zimnego powietrza, jak ogniste świetliki krążące nad plażą w ciepłe letnie wieczory. Wokół złotego boskiego ciała niczym polarna zorza zapłonęła połyskliwa aura. Bridget spojrzała na jego gładką, rozpaloną skórę i szerokie, proste niczym linie horyzontu barki. Pod naporem jego wzroku poczuła się mała, krucha i nic nie znacząca. Ogarnął ją pierwotny zachwyt, jaki w ludziach budziło słońce. Nagle zaschło jej w ustach, a jej serce zaczęło bić w rytmie pulsowania boskiej aury.
— Nie rób tego! — żachnęła się. — Nie próbuj mną manipulować!
Helios zgasił aurę. Odstąpił od niej długimi, pełnymi gniewu krokami.
— Jak myślisz, dlaczego przez całe życie jesteś sama? Nikt nie jest dla ciebie dość dobry. Powinienem cię zmienić w krzak wawrzynu. Powinienem sprawić, żeby twoja skóra ochłodziła się tak, jak serce; stałabyś się lodowym posągiem, a ja stopiłbym cię moim żarem.
— No tak, to oczywiście wykazuje ogrom mojego błędu — stwierdziła Bridget. — Zabicie dziewczyny, która nie chce cię poślubić, nie jest bynajmniej dowodem narcyzmu! — Parsknęła krótkim śmieszkiem. — Nie wiem, czemu w ogóle zadawałeś sobie tyle fatygi. Tej samej nocy, gdy odeszłam, znajduję inną kobietę w twojej sypialni. W końcu wszystkie jesteśmy śmiertelniczkami. Bez trudu wymienisz jedną na drugą. Czy ty w ogóle dostrzegasz w nas jakieś różnice?
Helios na chwilę zamarł w bezruchu. Jego twarz lśniła potem i drżały mu dłonie.
— Tak właśnie o mnie myślisz? — zapytał.
— A tak nie jest?
Przez chwilę w apartamencie panowała cisza. Potem Helios westchnął z wyraźnym żalem.
— Jak długo śmiertelny mężczyzna boleje nad śmiercią swego syna?
— Nie jestem pewna — odpowiedziała cicho Bridget. — Nie wiem, czy oni w ogóle odczuwają żal.
Oparła się plecami o zimną, gładką okienną szybę i zamknęła oczy.
— Oboje mamy problemy — powiedziała. — Myślę, że każde z nas musi się uporać ze swoimi.
Helios nie odpowiedział. Gdy Bridget otworzyła oczy, zobaczyła, że postać boga zaczyna się rozmywać, a hotelowe światła przeświecają przez jego coraz bardziej przezroczystą sylwetkę.
Zza ścian słyszeli odgłosy powrotu jakiegoś towarzystwa z nocnego przyjęcia. Na ulicy w dole zaczął gęstnieć ruch. Noc niemal się kończyła.
— Musisz iść, prawda? — zapytała.
Helios kiwnął głową.
— Zerknę niekiedy na ciebie z góry — powiedział.
Bridget prawie się uśmiechnęła.