Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
— Zgadujcie do trzech razy — zaproponowałem.
— Ty — powiedział Stuart Kingsley. — Rzuciłeś pracę na oddziale implantów i zabrałeś się do pisania.
— Nie ja, Stuarcie — odpowiedziałem. — Ale znasz autora.
Sam spróbowała oszustwa. Siedząc obok mnie przechyliła stołek i zerknęła na fotografię autora na tylnej okładce.
— Aaaa… — powiedziała. — I po tajemnicy.
Zdjąłem dłoń z tytułu.
— Gregory! — stwierdził Richard.
— To wyjaśnia kilka spraw — powiedziałem. — Jego bogate doświadczenia życiowe i niechęć do rozmów o nim samym; niektórzy pisarze nie lubią, gdy znajomi wiedzą, czym się zajmują. — Otworzywszy książkę przeczytałem kilka zdań skróconej biografii, zapisanej na skrzydełku obwoluty. — Gregory Merrall urodził się w 1965 roku w Londynie. Od ponad trzydziestu lat pod własnym nazwiskiem publikuje książki, zbiorki opowiadań i tomiki poezji.
W pięć minut później do naszej przytulni wszedł pospiesznie Gregory, obejmując się ramionami dla ochrony przed przenikającym do szpiku kości mrozem. Podszedł do kominka i wyciągnął dłonie nad płomieniami.
Zobaczywszy książkę, którą położyłem na stole przed sobą, parsknął śmiechem.
— Ha! Mój sekret się wydał!
— Dlaczego nic nam nie powiedziałeś? — zapytał Richard, wracający od baru z kuflem dla naszego własnego pisarza.
Gregory wypił potężny haust.
— Bo nie lubię o tym rozmawiać — stwierdził. — Gdy wspomnisz o tym, że jesteś pisarzem, ludzie natychmiast zaczynają snuć rozmaite domysły. Albo podejrzewają, że się przechwalasz, myślą, że jesteś niewiarygodnie nadziany — gdybyż to było prawdą! — lub należysz do intelektualistów wagi ciężkiej i natychmiast zaczniesz im opowiadać jakieś bajeczne historyjki.
— No tak — stwierdziła Sam. — Ale opowiedziałeś nam kilka fascynujących historii.
Gregory pochylił głowę w niemym podziękowaniu.
— To coś, o czym nie chcę rozmawiać — podjął wątek. — Nie jest ważne, o czym się mówi, istotne jest, żeby to robić.
Nieco później ktoś zapytał Gregory’ego — pytającym był Stuart, wykładowca w Leeds i sam nie lada jajogłowy: — Co myślisz o tym, jak przybycie Kethanich wpłynęło na nasz sposób pisania o ludzkich doświadczeniach?
Gregory zmarszczył brwi i spojrzał na swój kufel.
— Od czego miałbym zacząć? Cóż, z pewnością podzieliło pisarzy na całym świecie. Niektórzy jeszcze bardziej pozamykali się w sobie, z minuty na minutę spisując ludzkie zachowania i kondycję w świetle nowo odkrytej nieśmiertelności. Inni ją zignorowali i zajęli się pisaniem o przeszłości, a wierzcie mi, obecnie jest diabelny popyt na nostalgię! Nieliczni spekulują, czym może być życie po śmierci, gdy zrobimy skok w rozległy, zamieszkany wszechświat.
— A siebie gdzie byś umieścił, Gregory? — zapytał Richard spojrzawszy na pisarza.
Merrall podniósł swój książkę i przekartkował ją pobieżnie, zatrzymując wzrok na kilku wierszach.
— Zdecydowanie należę do tych ostatnich — stwierdził. — Usiłuję zrozumieć, czym może być życie tam w górze i dlaczego Kethani przybyli na Ziemię. Jakie mogą być ich motywy?
W ten sposób ustalił temat rozmów na resztę wieczoru: Kethani i ich modus operandi. Z dziewięciu osób, regularnie zbierających się w naszej przytulni, troje umarło, zostało wskrzeszonych przez Kethanich i wróciło na Ziemię: Stuart, Samantha Kingsley i ja sam.
Wróciłem myślami do mojego zmartwychwstania i tego, czego się dowiedziałem. Dzięki obcym stałem się lepszym człowiekiem, niż byłem, ale podobnie jak pozostali, którzy zostali przez nich wskrzeszeni i wrócili na Ziemię odkryłem, że niełatwo mi dokładnie przypomnieć sobie, czego się dowiedziałem w kopule Kethanich i co uczyniło mnie lepszym.
— Kilka lat temu — odezwał się w pewnej chwili Andy Souter — czytałem powieść o facecie, który naprawdę był Kethani w ludzkiej postaci i przybył pomiędzy nas, żeby zmienić nasze życie.
— Znam ją — kiwnął głową Gregory. — „Efectuator” Duchampa.
— Słyszałem plotki, że to niekiedy się zdarza — powiedziałem i wzruszyłem ramionami. — Kto wie?
Sam odjęła kufel lagera od ust i spojrzała na Gregory’ego.
— Sądzisz, że to możliwe? Uważasz, że Kethani są wśród nas?
— To całkiem możliwe — odparł zagadnięty po chwili namysłu. — Nikt nie widział żadnego Kethaniego, a ponieważ dysponują techniką znacznie przekraczającą nasze pojmowanie, przeistoczenie się w człowieka nie powinno stanowić dla nich problemu.
— Ale jaki byłby moralny sens takich działań? — zapytał Andy. — Znaczy, jeżeli działają dla naszego dobra, mogliby przynajmniej otwarcie nam o tym powiedzieć.
— Kethani mają swoje tajemnice — stwierdziła Sam.
— Bierzemy wszystko za dobrą monetę — ciągnął Andy. — Zakładamy, że pragną naszego dobra. Ale tak naprawdę nie wiemy tego do końca.
Po pewnym czasie, wyżłopawszy sześć kolejnych kufli, zwróciłem się do Gregory’ego:
— Tego… piszesz o tym wszystkim… o Kethanich, śmierci, wskrzeszaniu… i co o tym sam sądzisz?
Przez chwilę rozmyślał i patrzył w płomienie ognia na kominku.
— Myślę — odpowiedział wreszcie — że Kethani to zbawcy naszej rasy i cokolwiek dla nas zaplanowali tam, gdzie trafimy — choć nie twierdzę, że wiem, co to ma być — ma na celu nasze dobro.
Po tej wypowiedzi rozmowa potoczyła się w kierunku zmian, jakie w naszym życiu sprawiło przybycie Kethanich.
— Były stopniowe i powolne — stwierdziłem. — Tak powolne, że niemal niezauważalne. — Powiodłem spojrzeniem wokół stołu. — Czujecie to wszyscy; jest tak, jakbyśmy pływali w miejscu i czekali na swój czas. Na ludzkość spłynęło ogólne samozadowolenie. — Nigdy przedtem nie próbowałem wyrazić tych myśli słowami; błąkały się gdzieś po obrzeżach mojej świadomości. — Nie wiem, jak to powiedzieć… niekiedy czuję się tak, jakbym na tych naszych wtorkowych posiedzeniach był jedyną prawdziwie żyjącą osobą.
— Wiem, co masz na myśli — roześmiał się Richard. — Rzeczy, które niegdyś były ważne — wszystko, od polityki po sport — nie poruszają już człowieka… tak żywo.
— A Anglia — wtrącił Stuart — pustoszeje. Jak już o tym mowa, to samo da się rzec o całym świecie. Nie znam dokładnych liczb, ale coraz więcej ludzi po śmierci zostaje tam, w górze.
Tą myślą zamknęliśmy wieczór i opuściliśmy przytulisko, wychodząc na chłód zimowej nocy.
W świetle księżyca Stacja Odpraw lśniła jak gigantyczny, odwrócony sopel lodu, a gdy człapałem ku domowi, noc rozświetlił bijący w górę snop światła, transportujący kolejną partię umarłych na czekający w górze gwiazdolot Kethanich.
Po paru tygodniach rozmowa w przytulni znów wróciła do tematu Kethanich i tego, co nas czeka po śmierci.
Postawione przez Richarda Lincolna pytanie było następujące: Czy po wskrzeszeniu mamy wracać na Ziemię, czy wyprawić się w międzygwiezdną podróż jako ambasadorowie naszych dobroczyńców?
Gregory spojrzał na mnie.
— Khalidzie, ty wróciłeś na Ziemię, nieprawdaż? Dlaczego to zrobiłeś, skoro czekał na ciebie cały wszechświat?
Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami.
— Muszę przyznać, że kusiło mnie, żeby tam zostać. Wszechświat… powab nowych doświadczeń… niewiele brakowało, a bym został. Ale… sam nie wiem. Biłem się z myślami. Jakaś cząstka mnie chciała podróżować między gwiazdami, ale inna, silniejsza, skłaniała mnie do powrotu. — Spojrzałem ponad stołem na Richarda Lincolna: był jedyną osobą, której wyjaśniłem powody mojego samobójstwa i powrotu na Ziemię. — Może obawiałem się nowego — zakończyłem. — Może wolałem wrócić do rzeczy i zjawisk znanych i bezpiecznych. — Ponownie wzruszyłem ramionami. Niezdolność do klarownego wyjaśnienia kierujących mną powodów sprawiała, że przenikliwe spojrzenie Gregory’ego Merralla wywołało we mnie poczucie lekkiego zakłopotania.