Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:

Przerwała, hałas na korytarzu wybuchł ze zdwojoną siłą. W głosach ludzi, dwóch osób, ocenił po chwili, nie było niczego poza desperacją. Wściekły szczęk kling zagłuszył na mgnienie oka wszystko, by urwać się brzękiem broni lądującej na kamiennej posadzce i wysokim, rozpaczliwym krzykiem. Ktoś właśnie umierał.

– Muszę iść porozmawiać z naszym gościem.

Spokojnie podeszła do wyjścia i machnęła dłonią. Drzwi trzasnęły i wypadły z futryny, zwisając na jednym zawiasie.

– Nie ma to jak odpowiednio zaanonsować swoje przybycie – mruknęła. – Bądź gotów.

Wyszła na korytarz.

—— • ——

Potwory były coraz bliżej, podchodziły do szopy ze wszystkich stron, okrążały ją, lecz na razie nie atakowały. Gwern, Alawen i Johana kulili się w kącie szopy, łypiąc raz po raz na Kanayoness. Dziewczyna nie zwracała na nich uwagi, tylko biegała wokół ścian, zaglądając to w jedną szparę, to w drugą i wypluwając z siebie wyrazy, jakby były pociskami, mającymi razić niewidzialnego przeciwnika. W oczach miała obłęd.

– Przyszli, przyszli, przyszli. I co teraz? Co teraz? Co teraz?! Klatka! Klatka! Czy dół? Nie, nie, nie. Dół już był. Przyszli! Przyszli! Zabiorą cię, zabiorą cię, zabiorą cię! A może nie, nie wiedzą, gdzie jesteś. Może nie znajdą? Głupia! Głupia! Będą szukać! Użyj Mocy, a zwalą ci się na głowę razem z szopą. – Wybuchła szalonym chichotem, od którego ciarki przeszły wszystkim po grzbiecie. – Ona wiedziała! Mówiła, że chce odejść. Po co, po co, po co ją zatrzymali? Teraz umrą, umrą, umrą!

Nealla nie wytrzymała, przyskoczyła do niej, złapała za ramiona.

– Co mówisz?! Kanayoness, co mówisz?! Dlaczego umrzemy? Co się dzieje!

Zderzyły się wzrokiem, krzyknęła i puściła tę istotę. Tam, za granicą źrenic, nie było jej przyjaciółki, starszej siostry, powierniczki. Tylko coś łuskowatego i śliskiego. Kanayoness zniknęła.

– Mówiłam, że powinnam odejść. – Uśmiech, jakim obdarzyła dziewczynkę, był bardziej przerażający niż pełne obłędu spojrzenie. – Mówiłam, że po mnie przyjdą. Nie słuchałaś, i teraz wszyscy zginiecie. Wy, ja nie, mnie nie pozwolą umrzeć. Chcesz się zamienić?

W tym momencie ziemia się zatrzęsła i na zewnątrz rozbłysło czarne słońce. Tak to odczuła, mimo grubych desek szopy: czarny blask, na który nie można spojrzeć, bo wypali oczy. Dobiegły ich krzyki i szczęk broni.

Kanayoness momentalnie dopadła do ściany, przykleiła się do najbliższej szpary.

– Wahhole-tre! Ale skąd? Tutaj? Skąd? Czarodziej, potężny. I żołnierze. Umierają. Szybko u... – Błysk był tym razem dwa razy silniejszy niż poprzedni. Na ścianie szopy zatańczyły pręgi czarnego światła, lecz dziewczyna nawet na chwilę nie oderwała oczu od szczeliny. – Nie, nie przyszli tu po ciebie, wpadli w pułapkę. Ale dają czas, czas, minuty, one nie przyjdą, teraz, gdy poczują, że sięgasz po Moc. Nie przyjdą, dopóki ich nie zabiją. Myśl, myśl, rozedrzyj, ulep, zmień.

Obróciła się w stronę trójki dzieci. Oczy miała straszne.

– Nieeee!!! – Nealla skoczyła przed nią, w tym momencie bardziej przerażona zachowaniem przyjaciółki niż koszmarem, który wybuchł na zewnątrz. – Kanayoness, proszę, nie!

Nie wiedziała, o co prosi ani przed czym próbuje ich osłonić, mimo wszystko rozłożyła ręce i gdy Kanayoness zrobiła krok do przodu, zamknęła oczy.

Na chwilę cały jej świat zamarł w oczekiwaniu na cios.

Potem coś miękko, pieszczotliwie dotknęło jej policzka.

– Nealla... – Głos, ten głos! – Nealla, ja muszę...

Otworzyła oczy. Coś łuskowatego, gadziego, znikło, lecz przyjaciółka, prawie starsza siostra, patrzyła na nią tak, że serce omal jej nie pękło. Tyle smutku.

– Wszyscy umrzecie, ci żołnierze, wy tutaj. Ale ja nie, mnie zabiorą ze sobą. Muszę uciec, potrzebuję czasu, żeby uciec, dajcie mi go, proszę.

Proszę. Po raz pierwszy, odkąd się poznały, powiedziała proszę.

—— • ——

– Zmieniła ich.

Dziewczyna patrzyła gdzieś w przestrzeń, obok jego głowy i mówiła, jakby stanęła przed niewidzialnym audytorium. Kurz z rozbitych drzwi jeszcze nie opadł.

– Gwerna, Alawena i Johanę. Podeszła, dotknęła każdego ręką, a ja poczułam, jakby coś zwinęło się wewnątrz, wewnątrz mnie, jakbym nagle zaczęła spadać, albo się unosić, czułam kwas w ustach i po... popuściłam po nogach. Och, ta Moc była niewyobrażalna. A kiedy ich dotykała, oni... oni... – Pojedyncza łza wymknęła się spod na wpół przymkniętej powieki i powoli, jakby wstydliwie, spłynęła po policzku. – Oni umierali. Odchodzili w głąb siebie, a na ich miejsce pojawiały się inne... inne istoty. Nie na zewnątrz, tylko w środku. Potem wyszeptała „zabij”, a oni wypadli na zewnątrz i zaczęli zabijać potwory, tak szybko, że nowe nie nadążały przybywać. A ona... podeszła do mnie i powiedziała, że sama nie może narysować sobie drogi, bo wtedy łatwo ją znajdą, że ja mam narysować jej las i góry. I napełniła mi głowę Obrazami. A one przez cały czas próbowały się wydostać, mimo że ja nie chciałam, nie chciałam ich tam mieć! I zabrały mi wszystko inne. I nie pamiętam... Och... Mamo...

Upadła na kolana, pochyliła się aż do pozycji płodowej.

– Mamo! Tato! Mamo...! Ja was... nieeeee pamiętaaaam... Ja was nie potraaaaafię narysować! Mamoooo...! – zawyła z twarzą przyciśniętą do kamienia. – Maaamoooo!!

W tej chwili pod czaszką usłyszał głos. Keru’weln, do mnie!

Odwrócił się i ruszył do wyjścia.

—— • ——

Ostatni strażnik umarł, zanim Ekkenhard doczołgał się do drzwi najbliższej celi. Nie był z tych, którzy wdarli się na górę w chwilę po ataku zamaskowanego mordercy, ta szóstka zdołała dać mu zajęcie na ledwo kilkanaście uderzeń serca. Pierwsi dwaj zginęli, zanim zdołali puścić kusze i sięgnąć do mieczy. Tym razem nie było pokazu szybkości, rozmazanego ruchu, kryjącego dziesiątki ciosów, żadnego popisywania się, tylko dwa szybkie, niemal lustrzane sztychy, od dołu, pod zapinki hełmów, przez miękkie podniebienie prosto w mózg. Niebezpieczny cios – tyle zadzwoniło mu w pamięci – w Szczurzej Norze powtarzano im wielokrotnie, żeby w walce nożem nie bawić się w takie uderzenia. Ostrze może ugrzęznąć w kości.

Zanim na dobre uzmysłowił sobie to wspomnienie, zginęło dwóch następnych, z mieczami na wpół wyciągniętymi z pochew, biała zjawa wtargnęła między nich i rzuciła na przeciwległe ściany korytarza. Osunęli się w dół, z gardłami rozpłatanymi od ucha do ucha, sikającymi krwią i pieniącymi się bąbelkami uwalnianego powietrza. Puścili miecze, niemal jednocześnie złapali się za szyje, niezdolni nawet do przedśmiertnego krzyku. Ostatnich dwóch żołnierzy rzuciło się naprzód. Brzęk, podwójny, matowy dźwięk, jakby ich miecze zostały sparowane ostrzem wykonanym z drewna, i ten, który z rozpędu minął zabójcę, zatrzymał się, patrząc w zdumieniu na swoją dłoń, wciąż zaciśniętą na rękojeści miecza, lecz trzymającą się przedramienia tylko kawałkiem skóry, po czym drugą ręką dotknął lewego boku, gdzie na kolczudze wyrastała już szkarłatna plama. I z takim właśnie wyrazem twarzy, pełnym niedowierzania, osunął się na ziemię i umarł.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)