Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 123
Перейти на страницу:

Stary Szczur już się nie uśmiechał. Na jego podobnej do niedbale obrobionego kamienia twarzy zagościł rzadki wyraz całkowitej, pełnej skupienia powagi.

– Gdy żołnierze dotarli do Glewwen-On, było już za późno, żeby komukolwiek pomóc – zaczął cicho. – Miałeś rację. Cokolwiek się tam wydarzyło, odbiło się szerokim echem w Mocy wypełniającej przestrzeń, we wszystkich aspektach. Dlatego Drawen-lod-Merw, dowodzący drużyną bitewnych magów Dwudziestego Drugiego, wziął swoich czarodziei i dwie kompanie, które akurat były pod bronią, i pomaszerował do wioski. Koszary pułku od Glewwen-On dzieli trzydzieści mil, cały dzień forsownego marszu, więc podejrzewamy, że czarodziej musiał wyczuć, że coś się dzieje, przynajmniej dziesięć godzin wcześniej. Nie wiemy, dlaczego nie zaczekał na resztę pułku, ale myślę, że zabiła go zwykła arogancja. Był najlepszym bitewnym czarodziejem, jakiego armia miała na Południu, i od lat niewielu było takich, którzy chcieliby zmierzyć się z nim w walce. No i przeliczył się.

Komendant ruszył w głąb korytarza, nie oglądając się, a Velgeris, jakby pociągany niewidoczną siłą, poszedł za nim. Ekkenhard również. Musieliby go zabić, żeby tego nie zrobił.

– Gdy przybyli na miejsce, niebo zasłoniły chmury, lunął deszcz. A potem pojawiły się potwory. Dawało się je zabić, albo przynajmniej powstrzymać, ale było ich zbyt wiele jak na dwie kompanie. Gdyby nie czarodzieje, walka trwałaby kilka minut. Obie kompanie nawet nie weszły do wioski, odbiły się od niej, wyparte przez stworzenia, przy których wypaczenia Pomiotników wyglądają jak zwykła choroba skóry. Czary zawodziły, Moc w tamtym rejonie okazała się chaotyczna, żołnierze, którzy przeżyli, twierdzą, że czarodziejom wybuchały gałki oczne, a ciała pokrywały się czarnymi sińcami, kiedy pękały im żyły. Ale to byli bitewni magowie Imperium, więc walczyli mimo wszystko. Sam Drawen zabił kilkanaście potworów, osłaniając odwrót, hm... chyba raczej powinienem powiedzieć „ucieczkę”.

Za zakrętem natknęli się na kolejnego żołnierza. Niski i krępy, trzymał w rękach napiętą kuszę. Również jej nie odłożył, żeby przepisowo zasalutować.

– Wszystko w porządku, Av?

– Tak jest, panie komendancie. Śpią.

– Co było potem? – Velgeris przestąpił z nogi na nogę, a Ekkenhard uśmiechnął się pod nosem. Szpieg dorwał się do informacji i krew w nim płynęła szybciej. Prawdziwy Ogar.

– Aveger tam był. – Gentrell skinął żołnierzowi głową. – Mów.

Strażnik opuścił kuszę, chrząknął, oczy mu pociemniały. Ekkenhard ze zdumieniem zauważył, że żołnierz ma nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Na pierwszy rzut oka dałby mu przynajmniej dziesięć więcej. Zmarszczki i lekka siwizna przekłamywały jego wiek.

Żołnierz najpierw zaczerwienił się po cebulki włosów, a później zaczął jąkać:

– Spychali nas na... na wschód, za wioskę... potwory... bestie... ludzie... panie komendancie... – Zawiesił na twarzy Gentrella proszące spojrzenie i zadrżał.

– Dobrze. Wioskę zmasakrowały stworzenia, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Nie demony, przyzywane przez czarowników, bo te potrafimy rozpoznać, i nie te stwory, które spotyka się na Uroczyskach. Niektóre widziałeś na rysunkach, inne znamy tylko z relacji ocalałych. Zdołaliśmy ustalić, że część mieszkańców została wypaczona i przyłączyła się do potworów. Masakra żołnierzy trwała kilka kwadransów, i to tylko dzięki temu, że czarodzieje dali z siebie wszystko. Ale Av ma rację. Ze śladów, które zbadaliśmy, wynika, że obie kompanie były spychane w ściśle wyznaczone miejsce, tam, gdzie znajdował się staw rybny. Nie wiemy, dlaczego potwory to robiły, czy kierował nimi jakiś instynkt, czy też stała za tym inteligencja. W okolice stawu dotarła jedna trzecia żołnierzy i dwóch czarodziejów. Drawen i Laris Grew. Obaj mieli już straszliwe rany, ich krwiaki pękały, Laris był całkiem ślepy, Drawen na wpół. Otaczający ich żołnierze nie wyglądali lepiej. To była masakra.

– Więc jakim cudem ktokolwiek przeżył?

Przez twarz Gentrella przemknęła cała gama uczuć. Na koniec zagościło na niej jakieś mroczne, pozbawione wesołości rozbawienie.

– Cud to dobre słowo. Ćwierć mili przed stawem była stara szopa. Kiedy znaleźli się w pobliżu, spotkali... Pokażę ci.

Podeszli do pierwszych drzwi.

Gdy się do nich zbliżali, Ekkenhard gorączkowo myślał. Nie o tym, co zaraz zobaczy, ale – dlaczego to zobaczy. Do tej pory był trzymany z daleka od tej wieży, takie były rozkazy Szczurzej Nory, które Gentrell wypełniał z niezwykłą pieczołowitością. Jego rola jako Wolnego Szczura sprowadzała się do podróżowania po całym Imperium i sprawdzania różnych, często zupełnie przypadkowych osób, węszenia w poszukiwaniu plotek, przenoszenia informacji i rozkazów oraz trzymania gęby na kłódkę. Tak spędził ostatnie pięć lat. Nie żeby się skarżył, znał ludzi, którzy przez ten czas nie wystawili nosa z jakiejś omiatanej lodowatymi wiatrami strażnicy na północnej granicy, odmrażając sobie tyłki w służbie cesarza, ale fakt pozostawał faktem. Kontaktując się bezpośrednio z komendantem zamku, poznał część sekretów, ale i tak był tylko pionkiem w grze, w której plansza zajmowała pół kontynentu, figury i piony liczono w tysiącach, a ruchy planowano wiele lat naprzód.

Polityka, intrygi, handel, wojny, cała ta olbrzymia zabawa, która pochłaniała największe umysły rządzące cywilizowanym światem, toczyła się nieprzerwanie od setek lat i będzie toczyć także po jego śmierci. Miał wystarczająco dużo zdrowego rozsądku, żeby wiedzieć, że w każdej chwili może zostać wymieniony lub poświęcony w celu zbicia nieprzyjacielskiej figury. Taki był los Szczura. Ale ze swoich podróży i spraw, które załatwiał, potrafił także wyciągać wnioski. Imperium, a w szczególności Wywiad Wewnętrzny, szukało kogoś lub czegoś. I robiło to coraz bardziej nerwowo. Wiedział o przesunięciach oddziałów, o uzbrojonych po zęby drużynach bitewnych magów, oddanych do dyspozycji Szczurzej Norze, o dziwnych zmianach w sztabie, aktywowaniu uśpionych od lat szpiegów. A wszystko to kręciło się wokół wydarzeń w Glewwen-On i tej wieży.

Pozostawało tylko jedno pytanie. Dlaczego nagle, bez uprzedzenia, Gentrell postanowił wtajemniczyć jednego ze swoich posłańców w sekret, który Drugi Ogar musiał wydzierać im niemal siłą, zdradzając w zamian własnego agenta? Czy będzie od tej pory nieco ważniejszym pionem – czy przynętą na haczyku?

Drzwi były obite żelazem i zamykały się na cztery żelazne zasuwy, każda szeroka jak męska dłoń. Maleńkie okienko pośrodku wyposażono w szybę z grubego szkła. Velgeris spojrzał na to zabezpieczenie, unosząc wysoko brwi. Gentrell wzruszył ramionami.

– Kiedyś jeden ze strażników prawie stracił oko, zaglądając do środka.

– Więc nie mógł zrobić tak, jak zazwyczaj robią strażnicy w więzieniach? Przyjść z kolegami i połamać dowcipnisiowi gnaty?

– Pokaż mu, Av.

Żołnierz bez słowa podał kuszę dowódcy, po czym zaczął kręcić korbką umieszczoną obok drzwi. W miarę, jak to robił, za szybką powoli się rozjaśniało.

– Kilkanaście jardów linki i lampka oliwna opuszczana przez dziurę w suficie. Musimy mieć możliwość obserwacji naszych podopiecznych w dzień i w nocy.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)