Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 123
Перейти на страницу:

Dwie stopy pod powierzchnią piasek się zmienił. Stał się bardziej zbity, twardszy, jakby został zmieszany z gliną. Jedna ze skorup, wbita zbyt gwałtownie, pękła na pół. Zwolnił, kopanie i tak szło mu szybciej, bo piasek nie osypywał się już tak jak wcześniej. Pracował wytrwale. Jeszcze chwila, a będzie miała te swoje sześć stóp odsłoniętego muru. Wreszcie przerwał. Stojąc w dołku, tuż przy murze, nie sięgał głową do jego szczytu. Chyba o to jej chodziło.

Obszedł mur i stanął przed dziewczyną.

– Skończyłem.

Uniosła twarz i poczuł, jak kurczy mu się żołądek. Znów ta obcość, paskudna, na wpół zwierzęca, wyzierająca z oczu i ze zmienionych rysów twarzy.

– Dobrze – chrypnęła. – Mamy jeszcze czas.

– Co teraz?

Rzuciła mu zawiniątko. Mały bukłak i kilka sucharów.

– Napij się. Zjedz. Czekaj.

– Na co?

– Aż otworzy się przejście.

—— • ——

Ryk rozrywał przestrzeń na strzępy, wdzierał się do mózgu, wprawiał w drżenie kości. Leżała na trawie, wtulając twarz w ziemię i krzycząc z całych sił. Czuła, jak grunt pod nią drży i trzeszczy jak rozdzierana na szmaty koszula. Łzy mieszały się na jej twarzy ze smarkami i błotem.

Ktoś potknął się o nią i przekoziołkował. Alawen. Gdy podnosiła się, żeby do niego podpełznąć, następna osoba wpadła na nią i przewróciła się. Potoczyli się w plątaninie rąk i nóg, wrzask, który wybuchł tuż przy jej twarzy, był głośniejszy od ryku oszalałego świata. Ledwo go poznała: Gwern – starszy brat Alawena.

– Przestań! – krzyknęła mu do ucha. – Przeeeestaaań!!!

Korzystając z tego, że akurat znalazła się na górze, uniosła się nieco, przytrzymała go jedną ręką, a drugą walnęła w twarz. Raz, drugi, trzeci. Pomogło. Był od niej starszy o rok i mógł znieść wiele, ale nie to, że po gębie wali go jakaś dziewczyna.

– Dość! Dość!!!

Niemal w tej samej chwili świat także się uspokoił. Zeszła z chłopaka, rąbkiem fartucha otarła sobie twarz, przyjrzała się krytycznie leżącej przed nią postaci. Z pewnością wyglądał gorzej niż ona. Był na wpół nagi, a całe ciało pokrywały mu świeże, czerwone pręgi.

– Jeżyny. – Uśmiechnęła się, momentalnie zapominając o wcześniejszym przerażeniu. – Kąpaliście się w stawie i próbowaliście uciec przez krzaki jeżyn. Głupki.

– Nie ma już stawu. – Gwern podniósł się z ziemi i podszedł do brata. Młodszy chłopak ciągle leżał na ziemi i cicho jęczał. – Zrobiła się dziura w ziemi i spłynęła do niej cała woda. Razem z Hawerem, Joanem i Małym Lo. Nie żyją.

Uśmiech zamarł jej na twarzy. Jak to, nie żyją? Jeszcze dziś rano widziała ich wszystkich, jak szli nad staw.

– Co... co się stało?

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Wstań Alaw, już wszystko dobrze. – Stęknął i postawił brata na nogi. – Wracajmy do domu, trzeba wszystkich powiadomić, może uda się kogoś wyciągnąć z tej dziury.

Teraz mu uwierzyła. Nie mówiłby czegoś takiego, gdyby nad stawem naprawdę nie stało się coś poważnego. Spojrzał na niebo.

– Musimy się pospieszyć, za chwilę będzie burza.

Nieboskłon groził czarnymi, skłębionymi chmurami. Wydawały się rozciągać wszędzie, od horyzontu po horyzont. Choć kilka minut wcześniej, zanim ziemię ogarnęły drgawki, po niebie płynęło tylko kilka obłoczków. Zrobiło się ciemno i zimno.

Nie zdążyli zrobić trzech kroków w stronę wioski, gdy wpadli na Johanę.

– Po... potwory!

Otworzyła oczy, przytomna tak, jakby w ogóle nie zasypiała. Potwory, zbliżają się potwory. Rozejrzała się po celi. Poza wąskim łóżkiem i stolikiem, na którym czasami pozwalano jej rysować, nie było tu niczego. Zabraniali jej posiadania farb, węgla, skrupulatnie zabierali resztki jedzenia, mocz, odchody. Wszystko, czym mogłaby tworzyć, podlegało najściślejszej kontroli. Każdej nocy i każdego dnia, co godzinę lub nawet częściej, strażnik podchodził do drzwi i zaglądając w okienko, sprawdzał, czy nie maluje. Jej rysunki były groźne. Lecz gdyby trzymała je w głowie, gdyby od czasu do czasu nie mogła ich wypuścić, umarłaby.

Teraz też to czuła, musi rysować, musi to uwolnić. Potykając się, niemalże po omacku dotarła do ściany. Widziała ich, mężczyznę z zasłoniętą twarzą i stojącą przy nim kobietę. Byli zamknięci w kamiennej ścianie i chcieli się wydostać.

Musiała im pomóc.

—— • ——

Druga wieża. Szli wąskim korytarzem, oświetlonym oliwnymi lampami. Znajdowali się na trzecim piętrze, w środkowej części budowli. Całe pierwsze piętro i parter wyburzono, zostawiając tylko kilka drewnianych słupów, podtrzymujących sklepienie. Żeby się dostać na drugą kondygnację, musieli wspiąć się po drabinie, podstawionej przez dwóch ponurych żołnierzy w pełnym uzbrojeniu. Gdy tylko weszli na górę, drabinę natychmiast zabrano.

Znajdowały się tu kwatery tuzina strażników, pełniących służbę w czteroosobowych zmianach, przez całą dobę. Dwóch patrolowało trzecie piętro, dwóch innych pilnowało drzwi prowadzących na górę, czterech, uzbrojonych po zęby, siedziało w pomieszczeniu nieopodal tych drzwi, a reszta odpoczywała.

– Zmieniają się każdego dnia o świcie. Mało kto wytrzymuje tu dłużej – rzucił Gentrell.

Velgeris spojrzał na niego uważnie, ale nie odezwał się ani słowem.

Na trzecie piętro prowadziły proste, drewniane schody. Strażnicy na dole zasalutowali i ustąpili im z drogi. Obaj nie spuszczali oczu z drzwi u szczytu schodów.

– Musieliśmy zostawić tu schody, bo wnoszenie posiłków na górę po drabinie było koszmarnie nieporęczne. Poza tym, jeśli strażnicy za tymi drzwiami znajdą się w kłopotach, pomoc powinna nadejść naprawdę szybko.

Stary Szczur wyjął zza pasa ciężki klucz i włożył go do zamka. Zanim przekręcił, otworzył wizjer i zerknął do środka.

– W porządku, Nawenn?

– Tak jest, komendancie – zabrzmiało zza drzwi.

– Odsuń się, wchodzę z dwoma gośćmi.

Weszli. Nawenn nie zadał sobie trudu, żeby zasalutować, co zresztą byłoby kłopotliwe ze względu na ciężką kuszę, którą trzymał w ręku. Kusza była wycelowana w głąb korytarza, który biegł prosto, po czym zakręcał w prawo. Po jego lewej stronie znajdowała się pozbawiona okien ściana, po prawej czworo drzwi, między którymi umieszczono kilka kaganków. Nieotynkowane kamienie na ścianach, granitowe płyty na podłodze. Zaduch niewietrzonego od wielu dni pomieszczenia. Stęchlizna i wilgoć. Bardziej surowego miejsca nie można sobie wyobrazić.

– Jak było dzisiaj?

– Na razie cisza i spokój, panie komendancie.

– Cała czwórka?

– Tak.

– Dobrze.

– Aveger! – strażnik z kuszą ryknął na całe gardło. – Mamy gości. Komendant plus dwóch!

– Słyszę – zza zakrętu korytarza dobiegł odgłos kroków. – Znaczy się, mam nie strzelać?

Gentrell uśmiechnął się przepraszająco.

– Humor żołnierzy działających w stanie ciągłego napięcia pozostawia wiele do życzenia. Zapraszam. – Wskazał oświetlony pochodniami korytarz.

Velgeris założył ręce na piersi i szerzej rozstawił nogi. Grdyka podskoczyła mu gwałtownie w górę, oczy zmrużyły się gniewnie. Było jasne, że nie ma zamiaru ruszyć się choćby o cal.

– Po co to wszystko? Wyburzyliście parter i pierwsze piętro, żeby w razie czego dało się łatwo i szybko zawalić wieżę, prawda? Postawię każde pieniądze, że te drewniane podpory są podpiłowane tak, że złamią się po dwóch ciosach toporem, a bele słomy, które tam poukładano, mają się palić łatwo i szybko. Ci strażnicy, tutaj, uzbrojeni po zęby, śpiący w kolczugach, gotowe do strzału kusze... – Zawiesił wzrok na broni trzymanej przez Nawenna. – Czy to jakieś przedstawienie? Żart, żeby mnie ośmieszyć? Żeby ośmieszyć Wywiad Zewnętrzny? Przecież trzymacie tu tylko kilkoro dzieci, które przeżyły masakrę wioski. O co w tym chodzi, Gentrell?

1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)