Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:

Jak, zamruczało mu pod czaszką, jak tu wszedł? Magia? Blokady na wieżę nałożyli najlepsi czarodzieje Szczurzej Nory.

Tyle zdążył pomyśleć, zanim obcy zabił pierwszego z nich.

Aveger stał najbliżej, tyłem do zakrętu, kuszę ciągle trzymał w rękach, skierowaną w drzwi. Gdy Velgeris przerwał monolog i spojrzał mu za plecy, też odwrócił głowę. Nie ciało – odruch nakazujący traktować „gości” cel jak największe zagrożenie nie pozwolił mu skierować broni w inne miejsce. Zresztą, co mogło wyjść zza zakrętu, który kilka minut wcześniej sprawdził?

I tak umarł, z głową obróconą w bok, spoglądając przez lewe ramię. Biało odziany zabójca doskoczył do niego, przebywając dzielące ich kilkanaście stóp między jednym a drugim uderzeniem serca, złapał oburącz za głowę i przekręcił. Trzasnęło, spust, naciśnięty ostatnim spazmem, zwolnił cięciwę i ciężki bełt wbił się z łupnięciem w drewno.

Młodszy szpieg puścił sznur, który ze świstem znikł w dziurze w suficie. Wewnątrz celi rozległ się odgłos rozbijanej glinianej lampy. Potem wszystko potoczyło się jednocześnie.

Zabójca wtargnął między nich jak tornado, kierując się wprost na Ekkenharda. Szpieg zobaczył tylko, jak napastnik podrywa nogę do kopnięcia, i poczuł, jakby w pierś trafił go rozpędzony kiścień. Coś trzasnęło mu w okolicy mostka i całe ciało ogarnęła obezwładniająca miękkość.

Gruchnął potylicą o posadzkę, pod powiekami eksplodowały mu miliony gwiazd i na chwilę stracił wzrok.

Gdy go odzyskał, dwa, trzy uderzenia serca później, Velgeris zwijał się na ziemi, z obiema rękami przyciśniętymi do gardła. Spomiędzy palców cienkimi jak igły strumykami tryskała na wszystkie strony jasnoczerwona krew. Właściwie był już martwy. Gentrell walczył, choć właściwie nie tyle walczył, ile nie pozwalał się powalić, a pomagały mu w tym krępa sylwetka i potężna masa. Ciosy spadały na niego, jakby trafił w środek młócki, pięć, dziesięć na mgnienie oka, ręce i nogi napastnika zmieniały się w rozmazane smugi, lecz mimo to Stary Szczur stał jeszcze na nogach. Skulił się, opuścił nisko głowę, dyszał ciężko. I czekał.

Rozległ się brzęk i zabójca wykonał jakiś niewyobrażalny, ekwilibrystyczny unik, całym ciałem schodząc z linii strzału. Kusza – ta myśl była niemal niewyobrażalna – zrobił unik przed bełtem z kuszy. I mimo to znalazł wreszcie jakąś lukę, potężne kopnięcie poniżej kolana wygięło prawą nogę Gentrella do wewnątrz, a szef Szczurów wrzasnął i upadł.

Napastnik porzucił go natychmiast i stanął przodem do atakującego żołnierza. Drugi strażnik z korytarza, wszystko działo się tak szybko, że Ekkenhard niemal o nim zapomniał, nadchodził spokojnie, błyskając wyciągniętym mieczem i pobrzękując kolczugą. Nie próbował ponownie napinać kuszy, wybrał walkę w zwarciu i najwyraźniej się nie spieszył. Słysząc łoskot kroków na schodach, Szczur zrozumiał dlaczego. A przez ten moment, tych kilka uderzeń serca, gdy wszystko zamarło, mógł wreszcie przyjrzeć się twarzy mordercy. To była... maska, uświadomił sobie po chwili, patrząc na nieskazitelną, porcelanową biel policzków, gładką płaszczyznę czoła, ledwo zarysowany garb nosa, zgrubienie, które można było wziąć za usta. Maska, ledwo naśladująca ludzką-nieludzką twarz. Ciemne, migdałowe szczeliny w miejscu oczu błysnęły w jego stronę, gdy obcy pochylał głowę. I w chwili, gdy drzwi otwarły się z hukiem i na korytarz wpadło kilku żołnierzy, biały zabójca runął na nich jak wystrzelony z katapulty.

Pierwszego zabił natychmiast. Przemknął obok sztychu i nagle w jego dłoniach pojawiły się sztylety. Białe jak kość. Ekkenhard nie potrafił policzyć, ile ciosów padło, ale kolczuga żołnierza pokryła się czerwienią w takim tempie, jakby strażnik eksplodował od środka dziesiątkami małych, szkarłatnych gejzerów. Umarł, stojąc.

Zbrojni z głębi korytarza nie zawahali się nawet na moment, wycelowali kusze, dwóch w przyklęku, spokojnie, jakby byli na ćwiczeniach. Jeśli trzeba będzie poświęcić życie, zrobią to.

Tylko że poświęcenie tych ludzi, uświadomił sobie, patrząc jak morderca bez wysiłku odrzuca od siebie martwego strażnika, może nie mieć znaczenia. Nie w starciu z tym kimś.

W głębi korytarza zaśpiewały cięciwy i zaraz po tym obcy ruszył do ataku. Żaden bełt nawet go nie drasnął.

– Ekk... aard – głos Gentrella, wypełniony bólem, był ledwo rozpoznawalny.

Spojrzał na starszego Szczura, siedzącego pod ścianą. Dosięgło go więcej ciosów niż tylko ten łamiący nogę, lewa ręka zwisała bezwładnie, prawa strona twarzy wyglądała jak trafiona bojowym młotem. Gdy oddychał, puszczał ustami krwawe bańki. Połamane żebra musiały przebić płuca.

– Dzie... ci... wypu... ć... je... ale... nie ją.

Zrozumiał. Spojrzał w głąb korytarza, gdzie właśnie umierali pozostali żołnierze. Do najbliższych drzwi miał dziesięć kroków. Próbował wstać, ale mrowiąca dół ciała bezwładność nie chciała wypuścić go z objęć. Zacisnął zęby i zaczął się czołgać.

—— • ——

Wyczuła, co stanęło za drzwiami, w chwili, gdy obrazy w jej głowie eksplodowały wszystkimi barwami. Chciały się uwolnić, a jeden był na samym wierzchu. Zerwała się z materaca, oliwna lampka trzasnęła o posadzkę. Ogień zatańczył na kamieniach, liznął skraj jej koszuli i zgasł. Nieważne, nie potrzebowała światła. W trzech krokach była pod ścianą i kilkoma gwałtownymi ruchami połączyła plamy i rysy w Obraz.

—— • ——

Dziewczyna westchnęła miękko, głębokim, rozedrganym głosem. Spojrzała na niego z dziwnym grymasem, w którym kryły się, po równo, napięcie i oczekiwanie.

– Zaczęło się.

Wyciągnęła rękę i dotknęła muru.

– Możesz zamknąć oczy. – Zrobiła krok w przód, pociągając go za sobą.

Przymknął powieki i poszedł za nią. Nie wiedział, czego się spodziewać, lecz przejście zaskoczyło go całkowicie. To było tak, jakby przebił się przez taflę cieńszego niż włos lodu i nagle wszedł do dusznego pomieszczenia, cuchnącego spalenizną i wilgocią. Skądś dochodził szczęk broni i krzyki.

Jego towarzyszka z dziwnym, prawie rzewnym wyrazem twarzy stała przed młodą dziewczyną, chyba jej rówieśniczką.

– Urosłaś – powiedziała cicho. – Urosłaś, Neallo.

Nazwana Neallą szarpnęła się, jakby miękko wypowiedziane imię było obuchem, którym otrzymała cios w twarz. Pobladła, zacharczała, cofnęła się o krok. To, co pojawiło się w jej oczach... sięgało poza zdumienie, ból, rozpacz, miłość i nienawiść. Mimowolnie, posłuszny przysiędze, stanął między nimi.

– Nie – oddech Małej Kany załaskotał go na karku. – Ona tego nie zrobi. Musi zrozumieć, że to była jej wina. To ona mnie zatrzymała w wiosce, gdy chciałam odejść, to ona nalegała... prosiła, żebym coś zrobiła, gdy przyszli wysłannicy Ogn’kell. Gdyby nie ona, wszyscy by jeszcze żyli. Prawda? Widział, jak twarz dziewczyny kurczy się, pęka pod wpływem tych słów, odsłaniając przeraźliwie bezbronne oblicze dziecka. Wiedział, nie musiał patrzeć, że w oczach jego towarzyszki znów pojawiło się coś obcego. Okrucieństwo jej wypowiadanych lekkim tonem słów miało swój własny, gorzki smak.

– Gdy uciekłam z więzienia, trafiłam do szopy w pobliżu jej wioski – kontynuowała, nie bacząc na to, co malowało się w oczach dziewczyny. – Zaopiekowała się mną, dała jeść i przyniosła kilka starych szmat do ubrania. Ale gdy chciałam odejść, czując, że pościg się zbliża, namówiła mnie, żebym została jeszcze trochę. Egoistyczna potrzeba małej dziewczynki, która chciała mieć własną dużą lalkę do zabawy. A potem łowcy spadli na jej wieś i wybili wszystkich do nogi...

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)