Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 123
Перейти на страницу:

Szczury objęły pieczą arystokrację, rosnące w potęgę gildie kupieckie, świątynie, czarodziejów, armię, dwór oraz pilnowały, by niepokoje wśród chłopstwa nie przerodziły się w coś więcej niż zwykłe pomruki niezadowolenia. Z kolei Ogary zajmowały się przede wszystkim zbieraniem informacji o terenach przyszłej ekspansji Meekhanu. Rozpracowywały strukturę organizacyjną świątyni Reagwyra, która na północ od Gór Krzemiennych rozwijała agresywną teokrację, pochłaniając ziemie kolejnych plemion, rozpracowywały kult Laal Szarowłosej, prowadziły działania przeciw księstwom Bed-kaa, starały się osłabić plemienną strukturę ludów wessyrskich, na południu i południowym zachodzie wspierały kampanie, mające na celu uchwycenie ujścia Elharan, największej rzeki kontynentu, i podbicie tamtejszych ziem.

Przez co najmniej sto lat, w miarę jak Imperium wchłaniało nowe tereny, obie części wywiadu rzadko wchodziły sobie w drogę. Każda miała dość własnych problemów. Potem jednak Meekhan zahamował wzrost. Działo się tak na równi z przyczyn zewnętrznych, bo ziemie, które jeszcze nie znalazły się pod władaniem Imperium, były albo zbyt niegościnne, albo zbyt ubogie, albo zamieszkane przez zbyt wojownicze plemiona, lub też wszystko naraz, żeby opłacało się je podbijać, jak i wewnętrznych, przed którymi ostrzegały cesarzy Szczury. Meekhan rósł zbyt szybko, w pewnej chwili okazało się, że plemiona rdzennych Meekhańczyków stanowią niespełna połowę ludności państwa, a asymilacja podbitych ludów przebiega zbyt wolno. Imperium potrzebuje odpoczynku, mówili szpiedzy, potrzebuje konsolidacji, umocnienia, zaakceptowania nowej krwi. Osiem dziesiątych naszej armii to Meekhańczycy, ale jeśli nadal będziemy wykrwawiać się w wojnach granicznych, za pokolenie lub dwa zostaniemy mniejszością w państwie, które stworzyliśmy.

Podobnie mówiła arystokracja, pragnąca wreszcie zająć się umacnianiem rodowych fortun, tak twierdzili i kupcy, widzący za granicami Imperium rynki dla swoich towarów, przynoszące znacznie większe zyski, niż gdyby ziemie te znalazły się pod władzą cesarza. Nikt nie chciał więcej wojen. Najbardziej agresywne kulty, święci wojownicy Reagwyra, wyznawcy Laal Szarowłosej, akolici Dress, Kan’ny i Setrena Byka zostali pokonani, a ich świątynie zajęły właściwe miejsce w panteonie. Podporządkowanie ich kultowi Wielkiej Matki odebrało także Imperium najczęściej używany przy podbojach argument, jakim była deklarowana chęć przywracania powszechnego pokoju i równowagi. Imperium musiało odetchnąć.

Wszyscy mówili o pokoju i pragnęli pokoju, więc pokój nastał. A wraz z nim Ogary straciły na znaczeniu. Wywiad wewnętrzny, Szczury, wysunął się na prowadzenie. Rozgorzała więc długa i krwawa wojna podjazdowa między obiema organizacjami, zaczęło się zazdrosne strzeżenie sekretów, podkradanie informatorów, podkładanie świń, częstowanie truciznami i ozdabianie pleców rękojeściami sztyletów. Ogary zaangażowały się w tę walkę tak bardzo, że przegapiły niebezpieczeństwo związane z pojawieniem się na północnowschodniej granicy nowego, potężnego plemienia koczowników, które przez dwadzieścia lat najpierw podbijało wszystkie ludy Wielkich Stepów, a umocniwszy się, uderzyło na Meekhan. Omal nie doprowadziło to do klęski Imperium.

Po tej wojnie cesarz nakazał zrobienie czystki w wywiadzie zewnętrznym, obsadzając większość stanowisk ludźmi z niższych szczebli organizacji, takimi, którzy wykazali swoją wartość w czasie wojny. Mimo to wzajemna niechęć między Ogarami i Szczurami przetrwała. Każdy sygnał, że przeciwnik coś knuje, że wie coś, czego my nie wiemy, natychmiast powodował reakcję. Mniej lub bardziej ostrą. Fakt, że dziś gościli Drugiego Ogara w Psiarni, znaczył, że wywiad zewnętrzny traktuje informacje o Glewwen-On nad wyraz poważnie. Tak poważnie, że być może zechce podzielić się częścią swojej wiedzy. Chyba że wizyta Velgerisa była elegancką formą wypowiedzenia kolejnej wojny.

– Czemu nas to interesuje? – Ogar odsunął miskę i rozparł się wygodnie na krześle. – Jeśli ta banda pochodziła spoza granic Imperium, to oczywiste, że sprawa należy do nas.

Więc tą drogą postanowił nas zmacać, pomyślał Ekkenhard. Średnio błyskotliwy pomysł.

Gentrell uśmiechnął się lekko, leciutko i powiedział przez nos:

– Na waszym miejscu nie chwaliłbym się, że przegapiliście małą armię wkraczającą na tereny Meekhanu. To źle świadczy o wywiadzie. Poza tym nie odpowiedziałeś mi na pytanie, dlaczego węszycie tu, tyle mil od wioski? I to po pięciu latach?

– Musimy wiedzieć, co się wtedy dokładnie stało. Jak doszło do tego, że prawie czterystu żołnierzy z Dwudziestego Drugiego Pułku zginęło w starciu ze źle uzbrojoną, niezdyscyplinowaną i kiepsko dowodzoną bandą rzezimieszków? Dlaczego dowódca pułku nie został ukarany, a sam oddział przeformowano tak, żeby ukryć jego straty przed cesarzem? Dlaczego zginęło pięciu bitewnych magów, w tym sam Drawen-lod-Merw, władający Czarnym Żarem, źródłem o najbardziej zabójczym aspekcie, jaki istnieje? Kto za to odpowiada?

– Szczury nic nie ukrywają przed cesarzem. I czy nie lepiej przepytać żołnierzy, którzy tam byli?

Chudzielec uśmiechnął się szeroko.

– I właśnie o to chodzi. Tych żołnierzy nie można znaleźć. Do wioski wysłano dwie kompanie oraz pięciu magów pułku. Podobno wszyscy czarownicy zginęli w walce, a z piechurów przeżyło tylko osiemnastu. W ciągu kilku dni pułk przeformowano tak, że kompanie Druga i Trzecia zostały odtworzone z wydzielonych drużyn pozostałych oddziałów, po czym zaczęto ogólną reorganizację Trzeciej Armii, polegającą na wymienianiu się pomiędzy pułkami kompaniami, drużynami, a nawet pojedynczymi żołnierzami. W wyniku tego Dwudziesty Drugi Pułk Pieszy wrócił do pierwotnego stanu liczebnego, a ponieważ w międzyczasie jego archiwum częściowo spłonęło, nikt już nie może stwierdzić, ilu żołnierzy zginęło, i dokładnie którzy to byli, w starciu w Glewwen-On – Velgeris powiedział to wszystko na jednym oddechu, bez zająknięcia. – Świetna robota. Trzy lata zajęło nam doliczenie się zabitych.

Trzy lata. Węszyli za tą sprawą od co najmniej trzech lat. A zapewne dłużej. Gentrell spokojnie sięgnął po kielich z winem, pociągnął łyk, nie spuszczając oczu z przeciwnika. Ekkenhard przyłapał się na tym, że tak zaczął myśleć o Ogarze. Jak o przeciwniku.

Gdy pojawi się określenie wróg, trzeba go będzie zabić, uświadomił sobie. I zaraz nadeszło pytanie, czy po to tu jestem? Czy Gentrell zaprosił mnie na kolację, żebym pomógł mu w morderstwie? Nawet przez chwilę nie wątpił, że stary Szczur nie zawaha się przed rozlewem krwi, jeśli uzna, że tego wymaga dobro cesarstwa. Pewne tajemnice powinny pozostać w ukryciu tak długo, jak to możliwe.

– Czyli trzy lata grzebaliście w czymś, co do was nie należy? – zaczął Gentrell. – A pozostałe dwa?

– Usiłowaliśmy dowiedzieć się, co stało się z tymi osiemnastoma żołnierzami, którzy przeżyli. Siedmiu zmarło od odniesionych ran, a ich ciała pochowano ukradkiem, dwóch oszalało i zniknęło gdzieś w podziemiach Szczurzej Nory, pozostałych dziewięciu zwolniono ze służby w armii i przeszli na żołd wywiadu wewnętrznego. Zrobiono to bardzo sprytnie, dopiero po wielkim przemeblowaniu w Trzeciej Armii, więc nikt nie zwrócił uwagi, że Szczury wzięły pod swoje skrzydła niedobitki z Glewwen-On. Dobra robota.

Ogar uśmiechnął się wąskimi wargami, czujnie mierząc Gentrella wzrokiem.

– Tych dziewięciu żołnierzy, już jako zaprzysiężone Szczury, przeniesiono do pewnego na wpół opustoszałego zamku. Właśnie tutaj.

—— • ——

Świt. To nie było dobre słowo na określenie zjawiska, które obserwowali. Słońce nie wynurzyło się zza horyzontu, lecz wyskoczyło ognistą kulą, płomiennym kręgiem, momentalnie wbijając rozżarzone lance w źrenice. Gdyby nie ekchaar, oślepłby w kilka chwil. Biały piasek Skorpioniego Młyna odbijał wszystko ze stukrotną mocą, żar na niebie, żar na ziemi. I wszystko to uderzało wprost na nich.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)