Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 123
Перейти на страницу:

Za późno. Issar jest już przy nim, sztych, płasko w brzuch i zaraz ukośne cięcie przez twarz. Niewiarygodne, jak szybko mogą zgasnąć cudze oczy. Yatech już nie myśli, reaguje, jak go wyuczono, trzeci i czwarty, gdzie są?

Idą, z dwóch stron, jeden trzyma dwa długie noże, drugi, ten ze skorpionem na czaszce, krótką włócznię, a raczej halabardę z krótkim drzewcem i sierpowatym ostrzem. Skorpion niespokojnie zaciska i rozluźnia kleszcze. Yatech patrzy mężczyźnie w oczy i nie dostrzega w nich strachu. To dobrze, uśmiecha się popękanymi wargami, wróg, który umiera w strachu, nie przynosi zaszczytu temu, kto wysyła go przed oblicze Matki. Robi krok w jego stronę, po to tylko, by odbić się od piasku, obrócić w dzikim piruecie i runąć na tego z nożami. Cios, płasko, na wysokości biodra i zaraz nisko, w kolano, krótkie noże nie dają szans na właściwą paradę, rzepka poddaje się niemal bez oporu, krew i kawałki kości tryskają z rany, k’k’na krzyczy krótko, bardzo krótko, bo padając, nadziewa się na sztych drugiego miecza, ostrze wchodzi w gardło i wyrasta skrwawionym zębem z karku. Yatech schodzi z linii upadku ciała, strząsa krew z kling, odwraca się. Zostali tylko we dwóch.

– Odejdź – mówi cicho.

Naznaczony skorpionem uśmiecha się szeroko i unosi broń w dziwacznym salucie. Milczy.

Ścierają się krótko, bez słów. Jego przeciwnik jest świetny, najlepszy z całej czwórki, nie dba o życie i nie boi się śmierci. Walczy znakomicie, atakuje szybko, pewnie, trzyma dystans, wykorzystując większy zasięg swojej broni. Nie chodzi po piasku, tylko płynie, jego stopy ledwo muskają powierzchnię, wydaje się nie podlegać prawom natury. Jest prawdziwym k’k’na – człowiekiem piasku.

Każdy inny wróg w starciu z takim wojownikiem zapadałby się w piach po kostki, grzązł, połykał, tracił siły na bezskuteczne próby skrócenia dzielącej ich odległości. Ale Yatech nadal jest młodzieńcem, którego mistrz postanowił złamać Pajęczym Tańcem. Czuje krew ściekającą ze związanych kostek i gładką skałę pod stopami. Piach go nie spowalnia, nie więzi, kroki tańca są zbyt szybkie, zbyt nieprzewidywalne, by przeciwnik mógł za nimi nadążyć. Rusza po spirali, zmuszając k’k’na do obracania się, do zmiany pozycji. Ten cofa się, szukając lepszego miejsca do obrony, zmierza w stronę najbliższej wydmy. Nie pozwala mu na to. Skraca dzielącą ich odległość szybciej, niż tamten zdoła zareagować, i spada na niego wraz z lawiną ciosów. Pięć uderzeń serca, dziesięć i znajduje pierwszą lukę. Wiąże ostrze halabardy krótkim młynkiem i tnie w zewnętrzną część lewej dłoni. Gdyby uderzył mocniej, odrąbałby ją wraz z czterema palcami, teraz tylko przecina skórę, ścięgna i kilka kości. Odskakuje.

– Odejdź – powtarza, choć ma pewność, że nie doczeka się odpowiedzi.

Naznaczony skorpionem milczy. Wyciąga skądś kawałek tkaniny, niezdarnie, pomagając sobie zębami, obwiązuje dłoń, zmienia chwyt na rękojeści, aby ją odciążyć. Przestaje się uśmiechać.

Yatech pozwala mu skończyć i rusza do ataku. Przełamuje jego trzecią paradę, niezdarną aż do bólu, bo zraniona ręka ledwo trzyma drzewce, i krótkim, oszczędnym sztychem trafia mężczyznę w serce. Cios rozcina na pół wymalowaną na piersi k’k’na jaszczurkę. Człowiek piasku wydaje dziwny odgłos, na wpół sapnięcie, na wpół szloch. Opuszcza w dół ostrze broni i wspiera się na drzewcu. Po raz pierwszy uśmiecha się naprawdę radośnie.

Młody Issar patrzy mu prosto w oczy i widzi w nich odbicie dziewczyny. Stoi za jego plecami. Źrenice umierającego powiększają się i nagle pojawia się w nich strach. On też widzi dziewczynę. I z tym strachem w oczach kona.

Yatech odwrócił się.

– Wiesz już? – zapytał.

Dziewczyna uśmiechnęła się, okrutnie i dziko.

– Jednak jesteś skorpionem.

Powiał wiatr i cztery trupy leżące na ziemi zniknęły. Nagle w ich miejscu pojawiły się niewielkie górki piasku. Ciało, krew, broń i ubrania zamieniły się w drobiny pyłu.

– Duchy ostatnich z k’k’na. Spotkałam je błąkające się po pustyni, opętane nienawiścią do tego stopnia, że nie widziały przed sobą drogi do Domu Snu. Zawarłam z nimi umowę. Kazałam odegrać im przedstawienie w zamian za szansę na zabicie jednego z Issaram. Gdybyś nie był skorpionem, już byłbyś martwy.

Machnęła ręką i nagle nogi odmówiły mu posłuszeństwa, poczuł każdą ranę i każde złamanie. Miecze wysunęły mu się z dłoni, w dole pleców zawyły tępym bólem nerki. Dziewczyna pochyliła się i zamruczała.

– Na pustyniach całego świata opowiadają sobie bajkę o tym, że skorpion okrążony przez ogień wbija kolec jadowy we własny kark, żeby skrócić męki. To największe kłamstwo o tym stworzeniu. Żaden tak nie zrobi, bo to oznaczałoby, że przegrał. A skorpiony nie umieją przegrywać. Nie są zdolne do tego, żeby się poddać. I ty też nie. To dlatego zabiłeś Isanell. Dlatego nawet nie przyszło ci do głowy, żeby pozwolić się rozsiekać jej ojcu. Przyznałbyś się tym samym do przegranej, a tego nie potrafisz. Będziesz tańczył Pajęczy Taniec, dopóki twojemu mistrzowi palce nie zaczną krwawić od wybijania rytmu na bębenku, lub póki nie umrzesz z wyczerpania. Poderżniesz gardło wojownikowi dwa razy starszemu niż ty, okaleczysz i upokorzysz każdego przeciwnika i zawsze – uśmiechnęła się szeroko – zawsze spotka cię za to ludzki podziw. Bo oni też potrafią rozpoznać skorpiona, choć sami nie wiedzą, jaki jest groźny, i niczym pustynny skoczek zapraszają go do domu i chcą się zaprzyjaźnić. Ale ty będziesz tylko mój. Będziesz dla mnie walczył. Oczywiście wcale nie musisz się zgadzać. Możesz tu zostać i umrzeć.

Włożyła kosmyk włosów do ust i zaczęła go ssać w zamyśleniu.

– Tylko słowo, jedno skinięcie głową, a zaczerpnę Mocy i uleczę cię. A potem będziesz mi służył, będziesz dla mnie walczył i zabijał. Tylko mrugnij...

Patrzył na nią bez drżenia, uporczywie. Znów zaczynały mu latać przed oczami czarne plamy. Umierał.

– Och, rozumiem – szepnęła. – To przecież też jest poddanie się. Nieprawdaż? Taka umowa to przyznanie się do porażki. Więc inaczej. Jesteś Issarem, Issaram, jak sami się nazywacie. Wynajmujesz swoje miecze. Więc wynajmij je dla mnie. Zostań moim strażnikiem. Na początek na rok. Zapłatą będzie twoje życie, uzdrowienie z ran i zabranie stąd. Co ty na to? Nie jestem złą panią. Czy to spełni warunki honorowego rozwiązania?

Czuł, jak zaczyna się pocić. Stracił za dużo wody, jego ciało właśnie się poddawało. Konał.

Nie chciał umierać. Ale nie miał mieczy, które mógłby ofiarować na służbę.

– Nie... mam... mieczy...

– A to, czym walczyłeś, to co? Kijaszki?

Uniosła jeden z yphirów. Rękojeść wyglądała identycznie jak w broni, którą zostawił w rodzinnej afraagrze. Tylko klinga była inna. Od zastawy aż po sztych wyglądała, jakby zrobiono ją z czarnego wulkanicznego szkła.

– Dziwne rzeczy można zrobić z piaskiem, gdy zaistnieje potrzeba. To jaka będzie twoja odpowiedź?

Nie miał już duszy. Cóż ryzykuje, podejmując służbę u tej... istoty?

Mrugnął.

– Wiedziałam, że potrafisz sam siebie przekonać. – Pochyliła się tak, że prawie zetknęli się czołami. – Widziałam, jak walczysz. Bardzo, bardzo mało umiesz. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, bo hel’zaav to tylko pies gończy, a nawet on może cię zabić. Ale mimo to poczekamy na niego, bo mam dług do spłacenia, a ja zawsze je spłacam. Pójdziemy daleko i szybko, a potem zobaczymy, ile naprawdę potrafisz, skorpionie. Jutro, pojutrze i później. Szykuj się na naprawdę ciekawe czasy, chłopcze.

Niespodziewanie wpiła mu się w usta, gorącym, gwałtownym pocałunkiem, i w tym pocałunku była Moc, bo zanim stracił przytomność, poczuł, jak w eksplozjach bólu nastawiają się i zrastają mu żebra, woda opuszcza płuca, krew wraca do żył.

1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)