Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
Ale kiedy zagrał im Siadaj, kołyszesz łodzią i Siedząc na przystani nie usiedli przy żadnej melodii.
— To znaczy, że kluczowym słowem jest: „Usiądźcie” — orzekłam.
— Albo reagują tylko na kolędy — powiedział Calvin. — Masz jakieś inne, żebyśmy mogli je im puścić?
— Nie ze słowem „usiądźcie” — odparłam. — Chcę na święta tylko dwa przednie ząbki ma słowo „siedzący”.
Zagraliśmy to im. Żadnej reakcji. Ale gdy im odtworzyliśmy: Niewielkie święta z musicalu „Mamunia” usiedli, gdy tylko usłyszeli słowo „siedzący”.
Calvin uciął resztę frazy, bo nie chcieliśmy mieć Altairczyków siedzących na naszych ramionach i spojrzał na mnie.
— To dlaczego nie zareagowali na „siedzący” w Chcę na święta tylko dwa przednie ząbki?
Kusiło mnie, żeby odpowiedzieć, że ta kolęda ma koszmarną melodię, ale się powstrzymałam.
— Głosy? — zasugerowałam.
— Może masz rację — odparł i pogrzebawszy wśród innych wyjął tę samą piosenkę w wykonaniu Statler Brothers. Altairczycy usiedli w dokładnie tym samym momencie.
Nie chodziło więc o głosy. I nie o kolędy. Gdy Calvin odtworzył im 1776 usiedli dokładnie w chwili, gdy Kongres Kontynentalny śpiewając chórem kazał usiąść Johnowi Adamsowi. I nie chodziło o słowo „siadać”. Gdy zagraliśmy im Pieśń o święcie Hanuka wszyscy z ogromną powagą obrócili się w miejscu.
— OK. Ustaliliśmy przynajmniej, że są nastawieni ekumenicznie — stwierdził Calvin.
— Bogu dzięki — powiedziałam, myśląc o wielebnym Thresherze i o tym, co by powiedział, gdyby kosmici reagowali wyłącznie na kolędy. Niestety, gdy zagraliśmy Altairczykom pieśń z okazji letniego przesilenia ze słowami „ziemia znów się obraca” stali jak kołki i patrzyli na nas z oburzeniem w oczach.
— Może chodzi o słowa zawierające „ś”? — zapytałam.
— Może. — Zagrał im szybko kolejno: Śnieg obsypał całą Ziemię, Przybywa Święty Mikołaj i Suzy Śnieżynka. Żadnej reakcji.
O dziesiątej czterdzieści pięć Calvin musiał iść na swoją próbę.
— W Pierwszym Prezbiteriańskim — powiedział. — Możesz się tam spotkać ze mną o drugiej, a stamtąd pójdziemy do mnie. Chciałbym przeprowadzić analizę częstotliwości zdań, na które reagowali.
— W porządku — powiedziałam i przekazałam Altairczyków doktorowi Wakamurze, który chciał ich opryskać zapachami z magazynów Crabtree i Evelyn. Zostawiłam go pod ostrzałem ich oskarżających spojrzeń i poszłam na górę do biura doktora Morthmana. Nie zastałam go.
— Wybrał się do centrum, żeby zebrać próbki farb — oznajmił doktor Jarvis.
Zadzwoniłam na komórkę Morthmana.
— Doktorze Morthman — powiedziałam — przeprowadziłam kilka testów. Altairczycy…
— Nie teraz — odpowiedział. — Czekam na telefon od chemików ACS.
Rozłączył się.
Wróciłam do pracowni dźwięku i odsłuchałam płyty Cambridge Boys’ Choir, Barbry Streisand i Barenaked Ladies Christmas, usiłując znaleźć piosenki z kombinacjami „usiądź” i „obróć”, ale bez żadnego rozlewu krwi. Szukałam też odmian „zwróć” w Pieśni o przesileniu, choć nie byłam pewna, czy cokolwiek w ten sposób udowodnię. Nie reagowali przecież na „siadanie” w Chcę na święta tylko dwa przednie ząbki.
O drugiej poszłam na spotkanie z Calvinem w Trinity Episcopal. Nie skończyli próby i nie wyglądało na to, żeby mieli skończyć w najbliższym czasie. Calvin kazał im zaczynać, potem przerywał i mówił:
— Basy, zaczynacie o dwa takty wcześniej; alty, słowa „śpiewają” mają być w b-mol. Zacznijmy jeszcze raz od góry, strona dziesięć.
Odśpiewali ten fragment cztery razy bez słyszalnej poprawy, a potem Calvin oznajmił:
— Dobrze, na dzisiaj dosyć. Zobaczymy się w sobotę wieczorem.
— Nigdy nie odśpiewamy tego wejścia właściwie — pomrukiwali zbierający nuty chórzyści, a łysawy ksiądz, którego Calvin zwerbował wczoraj wieczorem, wyglądał na kompletnie zbitego z tropu.
— Może w ogóle nie powinienem zajmować się śpiewaniem — zwrócił się do Calvina.
— Owszem, powinien pan — odpowiedział Calvin kładąc mu dłoń na ramieniu. — Proszę się nie martwić, wszystko przyjdzie samo. Zobaczy pan.
— Naprawdę w to wierzysz? — zapytałam Calvina, gdy wielebny McIntyre wyszedł.
Parsknął śmiechem.
— Wiem, że niełatwo w to uwierzyć, gdy się słucha ich teraz. Zawsze mi się wydaje, że nigdy im się nie uda, ale jakimś sposobem, choćby nie wiedzieć jak okropnie brzmiało to na próbach, zawsze w końcu osiągają harmonię. W pewien sposób odradza to moją wiarę w ludzkość. — Zmarszczył brwi. — Myślałem, że skończyliście i mieliśmy we dwójkę zbadać częstotliwości?
— Skończyliśmy — potwierdziłam. — A dlaczego pytasz?
Wskazał dłonią coś za moimi plecami. Stali tam Altairczycy w towarzystwie wielebnego McIntyre’a.
— Znalazłem ich na zewnątrz — powiedział uśmiechając się nieśmiało. — Pomyślałem, że się zgubili.
— O Boże, musieli iść za mną. Bardzo mi przykro — stwierdziłam, choć wielebny nie wyglądał na przesadnie urażonego, czy onieśmielonego spojrzeniami obcych.
— O, proszę się nie przejmować — odpowiedział. — Oni nie patrzą nawet w połowie tak wrogo i potępiająco, jak moi parafianie, kiedy im się nie spodoba niedzielne kazanie.
— Lepiej będzie, jak ich stąd zabiorę — zwróciłam się do Calvina.
— Nie, jak już tu są, możemy ich zabrać do mojego mieszkania i spróbować odtworzyć im kilka piosenek. Potrzebujemy więcej danych.
Jakoś udało mi się wcisnąć całą szóstkę do mojego wozu i zabrać do mieszkania Calvina. Ja odtwarzałam im muzykę z płyt, a Calvin analizował częstotliwości. Najwyraźniej nie reagowali na jakość piosenek i śpiewaków. Nie ruszył ich Pretty paper Willie Nelsona, a potem zareagowali na okropnie fałszujący dziecięcy chórek z Little Miss Muffet z 1940 roku.
Język też nie miał znaczenia. Usiedli jak jeden, gdy im puściłam chóralne łacińskie wykonanie Adeste Fidelis, przy słowach tibi sit gloria.
— Co dowodzi, że to, co usłyszą, traktują dosłownie — stwierdził Calvin, gdy zabrałam go do kuchni, gdzie Altairczycy nie mogli nas usłyszeć.
— Co dowodzi, że nie możemy im puszczać tekstów, w których są słowa o podwójnym znaczeniu — powiedziałam. — Nie możemy im na przykład odtworzyć „Uderzcie w dzwony”, bo jeszcze kogoś pobiją.
— I na pewno nie chcemy, „legli w żłóbku” — odparł Calvin z uśmiechem.
— To nie jest śmieszne — powiedziałam. — Jak tak, to nie możemy im odtworzyć żadnego nagrania.
— Muszą być jakieś pieśni czy piosenki…
— Jakie? — zapytałam poirytowana i zbita z tropu. — Ma miłość serce grzeje mi ma „serca w ogniu”, Przypływ uczuć może wywołać tsunami, a Zamieszkaj w nas brzmi jak cytat z Obcego.
— Wiem — powiedział. — Nie martw się, coś znajdziemy. Czekaj, pomogę ci. — Oczyścił kuchenny stół i przyniósłszy stos nut, albumów i kompaktów, usadowił mnie naprzeciwko siebie.
— Ja będę szukał piosenek, a ty przeglądaj teksty.
Zabraliśmy się do roboty.
— Nie… Nie… Co ze Słyszałem wigilijne dzwony?