Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
— Nie — odpowiedziałam sprawdziwszy słowa. — Są w niej „nienawiść”, „martwi” i „rozpacz”.
— Wesolutko… — Przez chwilę sprawdzał nuty. — A Wesołych Świąt Lennona?
Potrząsnęłam głową.
— „Wojna”, „walczą” i „strach”.
Kolejna pauza.
— Chcę na święta tylko ciebie?
Spojrzałam na niego lekko zdziwiona.
— Coś ty powiedział?
— Chcę na święta tylko ciebie — powtórzył. — Tytuł piosenki. Śpiewa Mariah Carey.
— Aaaa… — zajrzałam do słów. — Myślę, że może być. Nie widzę żadnych mordów ani rozrób. — Calvin potrząsnął głową.
— Z drugiej strony nie sądzę, żeby tak było lepiej. Miłość może być jeszcze bardziej niebezpieczna, niż wojna.
Spojrzałam w stronę saloniku. Altairczycy, patrząc przez uchylone drzwi, spopielali mnie spojrzeniami.
— Nie sądzę, żeby naprawdę chciało im się porywać Ziemianki.
— Owszem, ale lepiej nie podsuwajmy im podobnych pomysłów.
— Nie — odpowiedziałam. — Tego byśmy z pewnością nie chcieli.
Ponownie zabraliśmy się do wertowania muzyki i tekstów.
— A co z Będę w domu na święta? — zapytał przeglądając album Patti Page.
Patti Page sprostała wymaganiom, ale Altairczycy nie raczyli zareagować; podobnie rzecz się miała z Edem Amesem i jego Balladą o wigilijnym osiołku i z Miss Piggy i jej Świętym Dzieciątkiem.
Nie mogliśmy znaleźć żadnego sensu w ich reakcjach. Odpowiadali na różne tonacje, nuty albo głosy. Zareagowali na Andrews Sisters, ale nie ruszył ich Randy Travis, nie chodziło też o głosy, bo ich reakcję obudziło Zbudźcie się, zbudźcie, uśpione dusze Julie Andrews. Gdy odtwarzaliśmy im jej Srebrne dzwoneczki, nie roześmiali się (co jakoś mnie nie zdziwiło), ale gdy Julie dotarła do zwrotki o czerwono i zielono błyskających ulicznych światłach, cała szóstka zamrugała oczami. A gdy im puściliśmy Wstańcie i pójdźcie pasterze, nawet się nie ruszyli.
— Spróbuj Walc wigilijny — powiedziałam patrząc na okładkę albumu.
Potrząsnął głową.
— W nim też jest o miłości. Powiedziałaś, że nie masz chłopaka?
— Bo nie mam — odparłam. — I nie mam też ochoty na umawianie się z Altairczykiem.
— W porządku — stwierdził. — A możesz znaleźć jakąś inną piosenkę, w której jest słowo „mrugać”?
Kiedy wychodził na próbę z symfonikami, nie byliśmy mądrzej — si, niż przedtem. Zaprowadziłam Altairczyków do doktora Wakamury, którego to wcale nie uszczęśliwiło, potem bez rezultatu spróbowałam znaleźć piosenkę ze słowem „mrugać”, zjadłam lunch i wróciłam do mieszkania Calvina. Skończył swoje zajęcia wcześniej ode mnie i już był pogrążony w pracy. Zaczęłam przeglądać nuty.
— A co z Pokój ludziom dobrej woli? — zapytałam. — Jest w niej „pokłońcie się”.
I wtedy zadzwonił telefon.
Calvin podniósł słuchawkę.
— Co się stało, Belindo? — powiedział. Słuchał przez chwilę, a potem zwrócił się do mnie: — Włącz telewizor — i podał mi pilota.
Włączyłam aparat. Marvin Marsjanin opowiadał Królikowi Bugsowi o tym, że zamierza unicestwić Ziemię.
— CNN — poprawił mnie Calvin. — Kanał czterdziesty.
Przełączyłam kanały i natychmiast tego pożałowałam. Na ekranie zobaczyłam wielebnego Treshera, stojącego w pracowni dźwięku przed tłumem reporterów.
— Z radością możemy oznajmić, że odkryliśmy już, na co zareagowali Altairczycy przed dwoma dniami w centrum handlowym — puszył się. — W pasażu rozbrzmiewały dźwięki kolęd…
— Och, nie! — jęknęłam.
— Myślałem, że nagrania ochrony są bez dźwięku — powiedział Calvin.
— Owszem, są. Ale ktoś inny musiał mieć kamerę wideo.
— …i gdy Altairczycy usłyszeli te święte pieśni — ciągnął wielebny — przekonała ich prawda przesłania i błogosławionych słów Pana…
— Och, nie! — jęknął Calvin.
— …a skruszeni grzesznicy padli na ziemię.
— Nie padli — warknęłam. — Usiedli.
— Od dziewięciu miesięcy uczeni usiłują odkryć powód, dla którego Altairczycy przybyli na Ziemię. Zamiast tego powinni się zwrócić do Ducha Świętego, ponieważ w Nim leżą wszystkie odpowiedzi. Dlaczego Altairczycy tu przybyli? Żeby zostać zbawionymi! Przybyli, by odrodzić się na nowo, co zaraz zademonstrujemy… — podniósł dysk ze świątecznymi kolędami.
— Och, nie — jęknęliśmy jednocześnie. Sięgnęłam po moją komórkę.
— Jak owi mędrcy ze Wschodu — smędził wielebny Tresher — przybyli szukając Chrystusa, co dowodzi, że chrześcijaństwo to jedyna prawdziwa religia.
Doktorowi Morthmanowi odebranie telefonu jak zwykle zajmowało całą wieczność.
— Doktorze Morthman — rzuciłam, gdy wreszcie mu się to udało — Nie może pan dopuścić do tego, by Altairczycy usłyszeli kolędy, bo…
— Nie mogę teraz rozmawiać — stwierdził. — Mamy tu konferencję prasową. — I przerwał połączenie.
— Doktorze Morthman… — wcisnęłam klawisz ponownego wybierania.
— Nie ma na to czasu — powiedział Calvin, który zdążył już przynieść kluczyki i mój płaszcz. — Chodź, pojedziemy moim wozem. — Zbiegliśmy po schodach. — Tam się roi od reporterów, a ten cymbał powiedział coś, co sprawi, że każdy Żyd, muzułmanin, buddysta, neopoganin i mormon kopnie się do atomowego guzika. Przy odrobinie szczęścia dotrzemy tam, gdy wciąż jeszcze będzie odpowiadał na pytania.
— A jak nie?
— Wszyscy niezdecydowani pójdą za przykładem Altairczyków i będziemy mieli świętą wojnę.
Prawie nam się udało. Jak Calvin przewidział, zadawano mnóstwo pytań, szczególnie po tym, gdy wielebny stwierdził, że Altairczycy zgadzają się z nim w kwestii aborcji, homoseksualnych małżeństw i konieczności oddania Republikanom wszystkich stanowisk politycznych.
Ale schody pełne były skłóconych reporterów i niemal nie sposób było przedrzeć się przez drzwi na korytarz. Gdy dotarliśmy wreszcie do laboratorium dźwięku, wielebny gestem pełnym dumy wskazywał na klęczących po drugiej stronie weneckiego lustra obcych i perorował zwracając się do mikrofonów:
— Jak widzicie, po wysłuchaniu chrześcijańskiego przesłania, uklękli pogrążeni w skrusze…
— Och nie, pewnie usłyszeli O Święta Nocy — powiedziałam. — Albo Jak starcy z radością.
— Co im zagraliście? — zapytał Calvin. Wskazywał klęczących Altairczyków.
— Kolędy w wykonaniu chóru Wszechkościoła Jedynie Prawdziwej Drogi — odparł z dumą wielebny Tresher podnosząc w górę kompakt, co reporterzy posłusznie filmowali, robili zdjęcia i pakowali w iPody. — Kolędy prawdziwych chrześcijan.
— Nie, nie. Którą pieśń?
— Czy poszczególne kolędy mają dla nich jakieś specjalne znaczenie? Jaką kolędę usłyszeli w pasażu? — wykrzykiwali reporterzy. — Wielebny ojcze, czy zostali ochrzczeni? — dopytywał się jakiś szczególnie dociekliwy, podczas gdy ja usiłowałam dotrzeć do doktora Morthmana. — Musi pan wyłączyć muzykę.
— Wyłączyć? — zapytał Morthman przekrzykując reporterów. — Akurat teraz, gdy udało nam się ustanowić jakąś nić porozumienia z Altairczykami?