Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 146
Перейти на страницу:

— Musi mi pan powiedzieć, jaką kolędę im pan odtworzył — krzyknął Calvin.

— Kim pan jest? — zapytał gniewnie wielebny Tresher.

— On jest ze mną — wyjaśniłam i ponownie zwróciłam się do doktora Morthmana. — Musi pan wyłączyć te kolędy. Niektóre z nich są niebezpieczne.

— Niebezpieczne? — ryknął i reporterzy natychmiast przenieśli swoją uwagę na nas.

— Co macie na myśli mówiąc o niebezpieczeństwie? — pytali.

— Niebezpieczeństwo — uciął Calvin. — Altairczycy nie odpowiadają. Oni…

— Jak pan śmie twierdzić, że oni się nie odrodzili duchowo?! — zagrzmiał wielebny. — Widziałem na własne oczy, jak w odpowiedzi na natchnione słowa autora hymnu padli na kolana…

— Zareagowali tak też na Srebrne dzwony — powiedziałam. — I na Pieśń o święcie Hanuka.

— Hanuka? — ucieszyli się reporterzy i natychmiast zaczęli zasypywać pytaniami mnie i Calvina. — Czy to znaczy, że są Żydami? Ortodoksami, czy zreformowanymi? A czy reagowali na pieśni hinduskie? Czy odtwarzaliście im pieśni Mormon Tabernacle Choir? Ruszyły ich?

— To nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią — oznajmił Calvin. — Altairczycy reagują na literalne znaczenie niektórych słów w pieśniach i piosenkach. Pewne słowa, które mogą usłyszeć, są niebezpieczne…

— Bluźnierca! — zagrzmiał wielebny Tresher. — Co może być niebezpiecznego w natchnionym przesłaniu Świąt Bożego Narodzenia?

— W Nadchodzi Boże Narodzenie jest mowa o zabijaniu niemowląt — powiedziałam. — W słowach innych kolęd mogą usłyszeć o przelewie krwi, wojnach i ognistym deszczu z gwiazd. Dlatego musicie natychmiast wyłączyć głośniki.

— Za późno — powiedział Calvin wskazując jednostronne zwierciadło.

Altairczycy zniknęli.

— Gdzie oni się podziali? — zaczęli dopytywać się reporterzy. Wielebny Tresher i doktor Morthman rzucili się na mnie i zażądali, żebym natychmiast wyjaśniła, co zrobiłam z obcymi.

— Zostawcie ją. Ona wie tyle samo, co i wy — stwierdził Calvin swym dyrygenckim tonem.

Efekt był dokładnie taki sam, jak w przypadku uczennic. Doktor Morthman puścił mój rękaw, a reporterzy umilkli.

— Teraz proszę mi powiedzieć, jaką kolędę im pan odtwarzał? — zwrócił się Calvin do wielebnego Treshera.

— Pokój wam ludzie dobrej woli — odparł kapłan. — Ale to jedna z najstarszych i najbardziej popularnych kolęd. Śmieszna jest myśl o tym, że mogłaby komukolwiek zaszkodzić…

— Czy odeszli przez Pokój ludziom? — dopytywali się reporterzy. — Jakie są słowa? Czy jest w niej coś o wojnie? Albo o zabijaniu dzieci?

— Pokój wam ludzie dobrej woli — mruczałam pod nosem usiłując przypomnieć sobie słowa — „…niech nic nie trapi was…”

— Dokąd poszli? — dopytywali się nieskładnym chórem reporterzy.

— „…złej wszyscy unikając doli… odejdźcie szukać łask…”.

— Dokąd oni poszli? — krzyknął któryś z reporterów.

Calvin spojrzał na mnie.

— Na manowce — odparł ponuro.

* * *

Altairczycy nie przenieśli się do innej pracowni, do innego budynku w kampusie, ani do swego statku. Nikt przynajmniej nie widział opuszczanej pochylni ani obcych wchodzących do środka. Nikt nie widział ich gdziekolwiek w kampusie, ani na żadnej z przyległych ulic.

— Panno Yates, odpowiedzialność za cały ten bałagan spada wyłącznie na panią — oznajmił doktor Morthman. — Powiadomcie wszystkie agencje — Zwrócił się do policjantów. — I ogłoście alarm Megan.

— Ogłasza się go w przypadku porwania dzieci — wytknęłam mu. — Altairczycy nie…

— Tego nie wiemy — uciął. — I zadzwońcie do FBI — zwrócił się do jednego z policjantów.

— Doktor Morthman powiedział, że uważa pan, iż obcy zareagowali na słowa „zbłądzili na manowce”. Czy w tej kolędzie są jakieś słowa, które mogły ich skłonić do niebezpiecznych zachowań?

— Sza… — zaczęłam.

— Nie ma — odparł Calvin. Gdy doktor Morthman nakłaniał oficera policji do powiadomienia Rady Bezpieczeństwa Narodowego i ogłoszenia Czerwonego Alarmu, zepchnął mnie z chodnika za statek obcych.

— Czemu im nie powiedziałeś? — zapytałam gniewnie. — Co z „pogardą”? Albo z „mocą Szatana”?

— Sza! — szepnął ostrzegawczo. — On już dzwoni do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie chcemy, żeby ściągnął nam na łby lotnictwo. I nuklearne pociski. Nie mamy czasu na to, żeby im wszystko wyjaśniać. Musimy znaleźć Altairczyków.

— A masz jakiś pomysł, dokąd mogliby się udać?

— Nie. Ale przynajmniej ich statek jest na miejscu — powiedział oglądając się przez ramię.

Nie byłam pewna, czy to ma jakiekolwiek znaczenie w świetle tego, że obcy potrafili opuścić laboratorium nie korzystając z zamkniętych drzwi. Calvin zgodził się ze mną, gdy zwróciłam mu na to uwagę. — Oni mogli nawet zareagować wcale nie na te manowce. Mogli udać się na poszukiwania żłobu lub pasterzy. Są zresztą rozmaite wersje Kolęd prawdziwych chrześcijan, mogli skorzystać ze starszej.

— W takim przypadku powinniśmy pójść do pracowni i sprawdzić, co oni naprawdę usłyszeli — stwierdziłam ze ściśniętym sercem. Gdyby zobaczył mnie doktor Morthman, kazałby pewnie mnie aresztować.

Calvin doszedł widocznie do tego samego wniosku.

— Nie możemy tam wrócić — powiedział. — To zbyt ryzykowne, a my musimy znaleźć Altairczyków, zanim zrobi to wielebny. Diabli wiedzą, co im odtworzy w następnej kolejności.

— Ale jak…

— Jeżeli udali się na manowce, wciąż jeszcze mogą być gdzieś niedaleko. Weź swój wóz i sprawdź ulice na północ od kampusu, a ja sprawdzę południe. Masz swoją komórkę?

— Tak, ale nie mam samochodu. Mój został pod twoim mieszkaniem. Przyjechaliśmy twoim, pamiętasz?

— A co z minibusem, którym woziliście obcych w różne miejsca?

— Nie będzie rzucał się w oczy?

— Szukają sześciu obcych, a nie minibusu — powiedział. — A zresztą, jak ich znajdziesz, to będziesz miała przynajmniej czym ich przywieźć.

— Masz rację. — Ruszyłam na parking modląc się w duchu, żeby doktor Morthman nie wpadł na ten sam pomysł.

Nie wpadł. Parking był pusty. Otworzyłam drzwi minibusu licząc po cichu na to, że tu akurat mogły być manowce Altairczyków. Niestety, nie znalazłam ich ani w wozie, ani na żadnej z ulic w odległości dwóch mil na północ od terenów uniwersytetu. Przejechałam całą University Boulevard, a potem powoli objeździłam boczne uliczki. Cały czas byłam w strachu, że znajdę obcych rozmazanych na bruku.

Nadciągał zmierzch. Zadzwoniłam do Calvina.

— Nigdzie ich nie ma — powiedziałam. — Może udali się do tego handlowego pasażu? Podjadę tam i…

— Nie, nie rób tego — odparł. — Są tam doktor Morthman i agenci FBI. Przeszukują Victorias Secret. Altairczyków tam zresztą nie ma.

— Skąd wiesz?

— Bo są u mnie. W moim mieszkaniu.

— Naprawdę? — zapytałam z ogromną ulgą. — Gdzie ich znalazłeś?

Nie odpowiedział.

— Jak tu będziesz jechała, nie korzystaj z głównych ulic — ostrzegł mnie. — I zaparkuj w bocznym zaułku.

— Dlaczego? Co im zrobiłeś? — zapytałam, ale on już przerwał połączenie.

* * *

Gdy weszłam do mieszkania Calvina, znalazłam Altairczyków stojących pośrodku saloniku.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)