Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 123
Перейти на страницу:

Pochyliła się nisko, prawie zetknęli się twarzami.

– Dlaczego piłeś jego wodę? Obserwowałam cię, szukałam do ciebie klucza, ale muszę mieć pewność. Czy nie przyszedłeś tu po własną śmierć? Po co przedłużasz agonię? Dlaczego trzymasz się życia? Pokaż mi...

...Isanell. Leży na łóżku i śpi. Spokojny oddech łagodnie unosi jej pierś. Dawno minęła północ. Jeszcze trzy, cztery godziny i świt ozłoci horyzont.

Nie mógł zasnąć, stał przy oknie, patrząc na śpiącą dziewczynę, i ściskając w rękach miecze, modlił się bezgłośnie. Prawa były jasne. Nie było w nich żadnych dwuznaczności, żadnego sposobu na obejście, musiał ją zabrać w góry, do rodziny. Jeśli ich ślub miał być ważny, powinni już teraz, dzisiejszej nocy, zanim wzejdzie słońce, złożyć sobie przysięgę, zmieszać krew tak, aby skapujące krople złączyły się na ostrzu jego miecza. Później musiała jechać z oczami zasłoniętymi opaską, aby dopiero w afraagrze, gdy starsi wyrażą zgodę, jeszcze raz ujrzeć jego twarz. Ostatni raz. Miałaby trzy dni, całe trzy dni, aby nacieszyć się widokiem świata. A potem?

Horyzont na wschodzie wyraźnie pojaśniał, zaróżowił się, zostało niewiele czasu. Isanell...

Nie! Szarpnął się, wygiął, aż zatrzeszczały wbite w piach kołki. Nie! Wynoś się z mojej głowy!

– Nie – mruknęła spokojnie, cicho. – Muszę wiedzieć. Ty nawet nie pomyślałeś wtedy, żeby dać się zabić jej ojcu, bratu, komukolwiek. Nie zaświtało ci to w głowie. Rozważałeś tylko dwie rzeczy, czy ją zabrać ze sobą, czy zabić. Czy tak było ci wygodniej?

Zaśmiała się nagle.

– Słodkie szaleństwo, małe szaleństwo, moje szaleństwo – zaśpiewała. – Bitwa i noc, wybuch, który rozerwał guon-we na strzępy, mówili, że to się nigdy nie zdarzy, mówili, że nam nie uciekniesz, mówili, będziesz nasza na zawsze. Ale nie, Mała Kana uciekła, Mała Kana mądra, Mała Kana cierpliwa. Ona nie może już chodzić z ludźmi piasku. Oni nie powstrzymają hel’zaav, gdy przyjdzie po Małą Kanę. Mała Kana potrzebuje własnego strażnika. Małego skorpiona, który ukąsi, kiedy trzeba. Ale musi wiedzieć, czy ty naprawdę jesteś skorpionem. Prawdziwym, małym skorpionem. Tylko dla niej...

Przez chwilę przypatrywała mu się, to jednym okiem, to drugim, przymykając je na zmianę i kręcąc głową. Jak ptak, oceniający, czy to, co znalazł, nadaje się do zjedzenia.

– Powiedz mi więc – kontynuowała – czy jesteś tym, czego szukam? Słyszysz? Dlaczego potraktowałeś tego mężczyznę w taki sposób? Słyszysz...

...brzęk i ciszę. I w tej ciszy rodzi się powolne wycie, dziwaczne, charczące, bulgotliwe. Stoi na placu, patrząc na sekundantów przeciwnika, tylko na nich, bo Saworeh klęczy z boku, z ręką złamaną w przynajmniej dwóch miejscach, ze strzaskanym prawym kolanem i gardłem opuchniętym od uderzenia głowicą miecza. Yatech porusza mieczem, którego klinga lekko opiera się o krocze mężczyzny, i wycie milknie. Cisza ponownie wypełnia przestrzeń i nagle słyszy coś, co musi być pomrukiem uznania. Meekhańczycy, kupcy, kilku żołnierzy, szlachta, patrzą na niego, czuje te spojrzenia, ale bez wrogości. W tym są podobni do jego plemienia, cenią dobrych szermierzy, a przedstawiciel barona nie ma tu zbyt wielu przyjaciół. No i sposób, w jaki rozpoczął pojedynek, obrzucając go i Aerina stekiem wyzwisk, nie przysłużył mu się za bardzo. Jego główny sekundant podnosi rękę i upuszcza na ziemię drewnianą pałeczkę. Pojedynek jest skończony. Aerin patrzy z uśmiechem i mówi:

– Powiedz mi...

...dlaczego? Dlaczego używałeś tylko grzbietu klingi, tępej strony? Dlaczego upokorzyłeś go tak, że musiał wyjechać z miasta? Kulejący, z niesprawną ręką? Słyszałeś, że w drodze do Makallen ktoś na niego napadł i poderżnął mu gardło?

Dziewczyna pochyliła się nad Yatechem i delikatnie pogłaskała go po policzku.

– Chciałeś go upokorzyć i zniszczyć? Chciałeś od razu, przy pierwszym pojedynku, zyskać sławę kogoś, z kim nie warto krzyżować ostrzy? Przecież wiesz, że to ich nie powstrzymywało. A może chodziło o to, żeby pokazać swoją sprawność w walce? Mały skorpion, szczycący się swoimi szczypcami i jadowym kolcem, co? Jak to z tobą było?

Milczał.

No właśnie, jak to z nim było?

– Muszę wiedzieć – nie ustępowała. – Muszę mieć pewność. Nie mogę źle wybrać. Opowiedz mi jak...

...rozgrzana skała parzy, jest tak gorąca, że można by na niej smażyć jajka. Drobi po niej szybkimi krokami, ucząc się Pajęczego Tańca, techniki polegającej na byciu w ciągłym ruchu, zmianach kierunku i szybkości poruszania, ciągłych zmianach tempa. Mistrz związał mu stopy w kostkach łokciowym sznurkiem, kroki z konieczności są małe, krótkie. Nie może się zatrzymać, nie może stanąć dla zaczerpnięcia oddechu, bo usłyszy skwierczenie własnej skóry. Tańczy szybko, w rytm melodii wygrywanej na małym bębenku, drewnianym pudełku obciągniętym kozią skórą. Szatę ma przesiąkniętą potem, pot leje mu się po twarzy i zalewa oczy, sznurek otarł już kostki do krwi i każdy krok znaczy czerwienią. Ale tańczy. Miecze ciągle ma na plecach, ich ciężar z każdą chwilą jest większy, skórzane uprzęże wbijają się w ramiona. To nic, tańczy. Rytm jest coraz szybszy, coraz bardziej zmienny, nadążanie za nim staje się niemal niemożliwe. Ale nadąża.

Mistrz ma zaciętą, gniewną twarz. Dziś po raz pierwszy Yatech pokonał w walce trzech chłopaków, którzy pobierali nauki o wiele dłużej niż on. To zła wiadomość dla ich nauczyciela walki, rodziny tych chłopców nie będą zadowolone. Ten młokos wymaga nauczki, mówi mina mistrza, trzeba mu pokazać, gdzie leży granica jego możliwości, musi wiedzieć, że nie należy upokarzać współplemieńców, nie należy rozbrajać ich w taki sposób, jakby byli małymi dziećmi. Pajęczy Taniec złamał już niejednego.

Yatech tańczy.

Plac ćwiczeń jest duży, gładki i równy. Przez tysiąclecia miliony uderzeń wygładziły jego powierzchnię, wyślizgały ją niemal do połysku. Nie można się tu potknąć, nie można nadepnąć na kamyk. Można tylko zostawić kawałki własnej skóry, jeśli się stanie.

Przymyka oczy, pozwalając, by melodia wlała się w jego żyły. Czuje ją już całym sobą, ma wrażenie, że nawet serce wali tak szybko, jak szybko palce mistrza uderzają o kozią skórę. Wywołuje w myślach pierwszego ducha, widmowego przeciwnika uzbrojonego w ciężki pałasz i małą okrągłą tarczę. Jeśli mistrz chce prawdziwego tańca, dostanie go.

Nic w tej chwili się nie liczy. Oddech przestał z trudem przeciskać się przez wysuszone gardło, pot przestał zalewać oczy. Wyciąga miecze, płynnym, bezbłędnym ruchem, który opanowywał od lat. Klingi lśnią srebrzyście i zaczynają swój własny taniec. Zgrywa ich ruchy z rytmem kroków, z wściekłym rytmem bębenka. Mistrz nie rezygnuje, jego palce przyspieszają, muzyka zrywa się do szalonego galopu, po chwili przechodzi w cwał. Yatech tańczy, nie pozwala, aby melodia mu umknęła, nie pozwala się jej wyprzedzić, po chwili sam zaczyna narzucać tempo, przechodzi z jednej wściekłej prędkości w następną, tym razem to bębenek usiłuje go dogonić, gubi się, zwalnia, znów rusza naprzód. Miecze kreślą skomplikowane figury, finty, półfinty, pchnięcia i ciosy, kontry i parady, i nagle Yatech słyszy, jak mistrz głęboko wciąga powietrze i niemal przestaje grać. W tańcu ostrzy, w tańcu, jakim chłopak oczarowuje przestrzeń, daje się wyczuć coś więcej niż tylko zwykłe ćwiczenie. Postronny obserwator może przymknąć oczy i zobaczyć prawdziwy Pajęczy Taniec, nie serię ćwiczeń, lecz taniec z widmowymi przeciwnikami, dwoma, trzema, czterema. Walka z cieniami utkanymi z melodii, tańca i światła igrającego na zakrzywionych głowniach.

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)