Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Słyszałam, że jesteś parem! — powiedziała. — Że jesteś Białym Duchem, dowódcą armii podziemnej! — Machnęła ręką. — Wszystkim mówię, że cię znałam, kiedy byłaś tylko nauczycielką matematyki!
Kelner przyniósł drinki i posiłek. Kiedy skończyli jeść i podano kawę, weszła czteroosobowa orkiestra Cree i zaczęła stroić instrumenty. Po plecach Suli przebiegł dreszcz niepokoju. Przypomniała sobie Cree w sklepie odzieżowym, tego, który pierwszy zwrócił się do niej jako do Białego Ducha. „Ty jesteś tamtą” — powiedział.
Cree z jego wspaniałym słuchem musiał rozpoznać jej głos z wideoklipów w „Bojowniku”. Teraz zastanawiała się, czy będzie śmiała odezwać się przy orkiestrze.
Dotknęła uda Casimira i nachyliła się do niego.
— Jesteś pewien, że nic nam nie grozi? — szepnęła.
Uśmiechnął się szeroko.
— Mam dwa zespoły ekstrakcyjne czekające na zewnątrz — powiedział. — Gdyby ktokolwiek nadszedł, wchodzą do walki. — Pocałował ją w ucho. — I mam zaplanowaną drogę ucieczki. Dokładnie tak jak mnie uczyłaś.
— Po wojnie okaże się, że klika Nabrzeża zdobyła mnóstwo niebezpiecznych umiejętności — zauważyła.
Orkiestra zaczęła grać. Obie pary weszły na parkiet i nerwowość Suli znikła. Położyła głowę na ramieniu Casimira i zamknęła oczy. Istniała teraz całkowicie w świecie doznań: muzyki, której rytm zgadzał się z biciem jej serca, bliskości rozkołysanego ciała Casimira, jego głębokiego, piżmowego zapachu. W szybszych tańcach z radością pozwoliła się prowadzić, tak jak to robił przez cały wieczór. Z milczącą powagą przyjmował tę odpowiedzialność. Cały czas patrzył na nią, tylko z rzadka odrywał spojrzenie swych czarnych oczu od jej twarzy.
Orkiestra ucichła. Brawa tancerzy zginęły w ogromnym, pustym pomieszczeniu. Casimir ujął dłoń Suli i poprowadził dziewczynę do stołu.
— Następny akt jest tylko dla ciebie — oznajmił.
Na scenę wstąpiła Terrańska kobieta w szeleszczącej burzy spódnic; twarz miała upudrowaną na biało, z wyjątkiem dwóch okrągłych uróżowanych plam wysoko na policzkach. Nosiła się jak wojownik: broda wysoko, oczy błyszczące władczą dumą.
Tancerka derivoo. Serce Suli zabiło i ścisnęła dłoń Casimira.
— Dziękuję — szepnęła.
Julien podniósł brew.
— Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, jakie to dla nas poświęcenie — powiedział.
Derivoo stała w plamie światła. Jeden z Cree zagrał akord i artystka zaczęła śpiewać. Jej silny głos opowiadał o namiętnej miłości, która miała stać się cierpieniem. Kochanek, który kiedyś ją uwielbiał, teraz zamienił się w kamień. Każda sylaba szarpała nerwy Suli, każde słowo parzyło. Śpiewaczka mówiła o zetknięciu się samotnego serca kobiety z Pustką, świadomego, że zwycięstwo Pustki jest z góry przesądzone.
Przez pół godziny samotny mocny głos stawiał czoła wszelkim okropnościom: smutkowi, izolacji, śmierci, utraconej miłości, gwałtowi, przerażeniu. W świecie derivoo nie było zmiłowania, ale nie było też rezygnacji. Derivoo dumnie weszła do królestwa śmierci i umarła, rzucając całemu światu pogardliwe wyzwanie.
Wykonanie było wspaniałe. Sula słuchała w milczącym zachwycie, w pewnych momentach biła brawo, aż paliły ją dłonie.
Nie mogła sobie wymarzyć niczego doskonalszego: słuchała tych pieśni akurat wtedy, gdy za chwilę miała desperacko postawić swoje życie na jedną kartę. Przypomniały jej, że jej własne życie jesttylko iskierką w ciemności, tak przelotną, że prawie nie ma znaczenia, czy zakończy się ono już teraz, czy później.
Na zakończenie występu derivoo zastygła na chwilę w pozie buntu, a potem odwróciła się i zniknęła w ciemności. Sula biła brawo i krzyczała, ale śpiewaczka wzgardziła pomysłem, że mogłaby bisować.
Sula odwróciła się do Casimira.
— To było wspaniałe — powiedziała.
— Owszem. — Ujął ją za rękę. — Obserwowałem cię cały czas. Nigdy nie widziałem ciebie takiego wyrazu twarzy.
— Zaśpiewaj w ten sposób — odparła — a znowu go ujrzysz. — Zwróciła się do Juliena i Veroniki. — Co o tym myślicie? — zapytała.
Veronika lekko wytrzeszczyła oczy.
— Nie mam pojęcia. Nigdy jeszcze nie widziałam derivoo na żywo.
Julien poluzował kołnierzyk.
— Dla mnie jest to trochę zbyt emocjonalne — odparł — ale to wspaniała wykonawczyni, przyznaję.
Obie pary rozstały się. Casimir i Sula wrócili do długiego samochodu z torminelskimi ochroniarzami i wyjechali z tej dzielnicy za pojazdami zespołu ekstrakcyjnego. Kiedy znaleźli się sami w mieszkaniu, pachnącym lawendowym olejkiem do kąpieli, Sula objęła Casimira i obdarzyła go długim, wdzięcznym pocałunkiem.
— To był najlepszy wieczór, jaki mogłam sobie wyobrazić — szepnęła.
Czuła przy sobie ciepło jego ciała.
— Chciałem ofiarować ci jedną specjalną noc, byś ją zapamiętała, zanim skończy się nasz wspólny czas.
Na jego słowa nerwy Suli zadrgały.
— Co masz na myśli?
Głęboki głos Casimira brzmiał tak, jakby coś mu przeszkadzało w gardle, ale jego słowa były doskonale logiczne.
— Jeśli nam się nie uda, nie będziemy mieli powodów do zmartwień, ponieważ prawdopodobnie przynajmniej jedno z nas zginie. A jeśli się uda, znowu staniesz się lady Sulą, a ja zostanę tym, kim jestem. Lady Sula żyje w zupełnie innym świecie niż ja. — Spróbował uśmiechnąć się. — Ale to w porządku. Jest tak, jak powinno być. Jestem, kim jestem, i nie mam prawa się skarżyć.
— To wcale nie musi tak być — zaprotestowała.
Casimir zaśmiał się.
— Co masz zamiar zrobić? — zapytał. — Przedstawić mnie swoim parowskim przyjaciołom? A kim ja dla nich będę? Egzotycznym zwierzątkiem domowym.
Sula cofnęła się, czuła, jak jej twarz twardnieje z gniewu.
— To nieprawda — oświadczyła.
W jego głosie pojawiła się nutka pogardy.
— Oczywiście, że to prawda. Jestem klikmenem. Dla mnie jedyny sposób, by dostać się do Górnego Miasta, to wkroczyć tam na czele walczącej armii.
Z jej serca wyrywały się gniewne słowa, ale w ostatniej chwili je powstrzymała. Nie zniszcz tego — pomyślała. W przeszłości rujnowałaś cudowne wieczory, i jeśli nie będziesz ostrożna, zrujnujesz również ten.
— Ja też walczę, żeby tam się dostać — powiedziała.
— Tak. I wiem, jak wiele musiało cię kosztować dojście tam, gdzie teraz jesteś.
Zachwiała się. Miała pewność, że Casimir dowiedział się o Caro Suli. W jaki sposób? — myślała gorączkowo.
— Co masz na myśli? — spytała szeptem.
— Tę noc, kiedy aresztowano Juliena. To przedstawienie, które odegrałaś w moim gabinecie, pokazując, że pod płaszczem jesteś naga. To, co zrobiłaś tamtej nocy kompletnie mną wstrząsnęło. — Wyciągnął chłodną dłoń i przeciągnął długim palcem po jej obnażonym ramieniu. — Nie zachowywałaś się już tak od tamtego czasu, ale nie musiałaś. Otrzymałaś to, co chciałaś: nie byłem obecny przy aresztowaniu Juliena, które zaaranżowałaś, by przeciągnąć starego Sergiusza na swoją stronę w tej wojnie.
Jej nerwy zmieniły się w lód.
— Kto jeszcze o tym wie? — spytała.
— Ja się zorientowałem, ponieważ byłem tam i widziałem, jak bardzo przekonujący spektakl odegrałaś, bym dał się na to złapać. Julien nigdy się tego nie domyśli, ale nie dam głowy, czy Sergius w końcu do tego nie dojdzie.
Sula głęboko odetchnęła. Kręciło jej się w głowie.