Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 158
Перейти на страницу:

— Przypuszczam, że w Górnym Mieście prowadzą jakieś roboty budowlane. Byłby to dobry pretekst.

— Zorganizujesz to?

Spence znowu wzruszyła ramionami.

— Jasne.

— I jakieś bomby-ciężarówki?

— Oczywiście. — Uśmiechnęła się. — Tak naprawdę bomby to coś bardziej zgodnego z moją specjalnością.

Patel spojrzał na Spence i również się uśmiechnął.

— Wiem, skąd możemy wziąć potrzebny sprzęt. Magazyn rządowy, niedaleko jednego z moich przedsiębiorstw. Wątpię, by go w nocy pilnowano.

— Pozwól mi najpierw przejść się do Górnego Miasta i dokładnie zobaczyć, co jest potrzebne.

Julien popatrzył po ludziach siedzących przy stole.

— Wiecie — powiedział — zaczynam wierzyć, że rzeczywiście to zrobimy.

Casimir spojrzał na Sulę i zaśmiał się dudniąco. Miał roziskrzone oczy.

— Jak może nam się nie udać, kiedy prowadzi nas Biały Duch? — spytał.

* * *

Zaraz po ataku naksydzkim pociskiem nadeszła jesień. Z północnego zachodu dęły mroźne wiatry, wyły wokół węgłów budynków jak żałobnicy płaczący w bólu po zagładzie Remby. Zimny wiatr wiał całymi dniami. Liście zbrązowiały, stały się kruche. Wiatr zdmuchnął je z drzew, nim zdążyły zaprezentować żółte i pomarańczowe wspaniałości.

Sula w wiatrówce i szaliku na jasnych włosach, podróżowała po Górnym Mieście, potwierdzając wiadomości przekazane przez P.J., Sidneya i innych informatorów. Zwracała uwagę na środki obrony i ich rozmieszczenie, na ustawienie patroli policyjnych. Interesowały ją także hotele i pałace, gdzie sypiali funkcjonariusze sił bezpieczeństwa.

Projekt zaczynał być zdumiewająco realny. Naksydzkie środki obrony w Górnym Mieście okazały się zaskakująco słabe. Większość sił bezpieczeństwa nie była w ogóle skoszarowana w Górnym Mieście, lecz w kompleksie hotelowym wokół stacji kolejowej przy podstawie zębatki. Gdyby podziemna armia zaatakowała w nocy i zdołała zająć dwie drogi na wierzchołek akropolu, miałaby szanse na utrzymanie przyczółka na Górnym Mieście, przynajmniej przez jakiś czas.

Sula nazwała tę akcję Projekt Daliang na cześć kampanii stoczonej przez Sun Pin, generała Qi. Kiedy Wei zaatakował Zhao, Zhao wezwało na pomoc OJ. Oczekiwano, że Sun Pin wkroczy do Zhao, by pomóc wyrzucić napastników, ale on pomaszerował prosto na Daliang, stolicę Wei, co zmusiło Wei do zaprzestania kampanii i wycofania się w popłochu.

Sula nigdy nie wyjaśniła nikomu pochodzenia tej nazwy. Nie chciała skusić losu.

Gdy zimny wiatr ucichł i rześka jesień ochłodziła dobry nastrój lata, kiedy wybuchy i strzały z karabinów nadal trzęsły oknami stolicy, zaczęła robić poważne plany.

Naksydzi byli słabsi niż oczekiwano, więc zajęła się wyłącznie własnymi siłami. Jej żołnierze nigdy nie byli szkoleni do prawdziwej bitwy i nie miała pojęcia, czy potrafią taką bitwę stoczyć. Innym problemem było bezpieczeństwo — wiedziała, że wśród jej żołnierzy z pewnością są informatorzy, więc gromadzenie grup operacyjnych i konieczne drobiazgowe plany trudno będzie utrzymać w tajemnicy.

W tym czasie jeszcze dwa razy pokazała się publicznie w mundurze. Raz w tajnej klinice, gdzie skradzionymi środkami przeciwpromiennymi leczono ocalałych z zagłady w Rembie. Drugi raz na Festiwalu Żniw. W czasach reglamentacji była to smutna uroczystość. Sula przybyła do Starej Trójki z konwojem skradzionej żywności, wręczyła zaskoczonym Torminelom ocalałym z policyjnej masakry kilka egzemplarzy „Bojownika” i zniknęła, zanim policja zdążyła się pojawić.

Tym razem znowu usłyszała słowa „Biały Duch”, wyseplenione między kłami Tormineli.

Każdej takiej demonstracji poświęciła wzmiankę w „Bojowniku”. Na murach miasta zaczęły pojawiać się napisy: „Niech żyje Biały Duch!”, „Za Białego Ducha i Praxis!”, „Precz z Naksydami, wiwat Biały Duch!”.

Tajemniczy snajper z alei Axtattle nadal się pojawiał i atakował z wysokości konwoje wojskowe. Sula dowiedziała się, kto to jest, po jego szóstym wypadzie, gdy został ranny w strzelaninie i rodzina przywiozła go do jednej z tajnych klinik.

Snajperem był emerytowany Daimong, Fer Tuga, przewodnik myśliwski z Rezerwatu Ambramas, oddalonego o pół kontynentu. Podczas regularnych wizyt w Zanshaa, u swojej córki, brał myśliwską strzelbę i zabijał Naksydów.

Ostatnim razem poszło mu źle. Naksydzki konwój odpowiedział gradem celnego ognia kilka sekund po wystrzeleniu przez Daimonga pierwszego naboju. Fer Tuga ledwie uszedł z życiem.

— Naksydzi musieli zastosować coś nowego — powiedział. — Albo zobaczyli mnie za zaciemnionym oknem, albo dostrzegli kulę w locie.

Okazało się, że chodzi o ten drugi przypadek. Mały przenośmy wielofazowy system radarowy łączył się przez sprytnie zaprogramowany komputer z pomostami ze zautomatyzowaną bronią.

Od tej chwili taktyka snajperska stała się mniej opłacalna. Żeby to skompensować, postanowiono zwiększyć wykorzystanie bomb. Bomby stały się większe, bardziej złożone i wyspecjalizowane do atakowania różnych celów.

W odpowiedzi Naksydzi przenieśli do stolicy więcej sił bezpieczeństwa, co tylko pomnożyło potencjalne cele.

* * *

Projekt Daliang mógł się nie powieść z wielu powodów i Sula starała się je wszystkie przewidzieć. Spędzała mnóstwo czasu nad planami miasta i rozkładami, starając się ustalić właściwy czas spotkań. Z magazynów rządowych wyciągnięto dwa lekkie spychacze. W pobliżu więzień ustawiono obserwatorów. Wśród całej podziemnej armii rozpuszczono pogłoskę, że operacja nastąpi za chwilę i że jej częścią będzie zdobywanie i utrzymanie budynków. Bomby, granaty i rakiety wytwarzano i magazynowano w tajnych składach. Po domach zaprzęgnięto babcie do produkcji amunicji do karabinów Sidneya.

Sula udała się do Górnego Miasta. Tego dnia chłodna mżawka zabarwiła na ciemno kamienie tarasu. Chciała sprawdzić pusty Pałac Ngenich i upewnić się, że nadaje się na kryjówkę dla Bogo Boys i innych oddziałów uderzeniowych, które wdrapią się na skały.

P.J. był bardziej pogodny niż zazwyczaj.

— Z chęcią pokażę ci to stare miejsce, ale kiedy macie zamiar je wykorzystać?

— Co chcesz przez to powiedzieć?

— Wyrzucili mnie. Jakiś naksydzki klan zarekwirował moją posiadłość. Dostałem zawiadomienie dwa dni temu; dali mi dziesięć dni, bym opuścił dom wraz z rzeczami. — Uśmiechnął się promiennie. — Mogę teraz być użyteczny. Nie muszę mieszkać w Górnym Mieście. Mogę przenieść się do Dolnego Miasta i zostać żołnierzem armii podziemnej.

Sula już gorączkowo kombinowała.

— Czy możemy sprawdzić prognozę pogody? — zapytała.

Poprowadził ją do biurka, gdzie po wydaniu kilku poleceń dowiedziała się, że zimna mżawka będzie trwać jeszcze dwa dni, a następnie zostanie odsunięta przez front atmosferyczny z południowego zachodu. Nadejdą co najmniej cztery dni pięknej, słonecznej letniej pogody.

Oto nasz czas — pomyślała. Miała nadzieję, że sześć dni wystarczy.

Wyprostowała się i spojrzała na P.J.

— Myślę, że do przewożenia swoich rzeczy do nowego mieszkania wykorzystasz naszą firmę transportową.

Wzruszył ramionami.

— Nie mam żadnych cenniejszych osobistych rzeczy. Przynajmniej od kiedy mój ojciec stracił wszystkie pieniądze.

— Zapominasz o kupie broni od Sidneya, która ciągle jest u ciebie składowana.

— Och. — P.J. wytrzeszczył oczy.

— I z pewnością klan Ngenich nie chce, by wszystkie ich meble i inne rzeczy przypadły Naksydom. A może Naksydzi kazali wszystko zostawić?

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)