Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Tak — powiedziała. — Z początku tobą manipulowałam. — Zaśmiała się nerwowo. — Czemu nie? Nie znałam cię. Ale teraz cię znam. Nie jesteś już dla mnie osobą, którą mogłabym tak po prostu wykorzystać.
Uniósł brwi.
— Jaki to był akcent?
Przez chwilę patrzyła na niego.
— Co takiego?
— Teraz mówisz z innym akcentem. Nie Nabrzeże, nie Górne Miasto.
— Spannan. Fabsy. Gdzie się u… to znaczy, gdzie dorastałam.
— Przebywałaś na Spannanie dostatecznie długo, by podchwycić wymowę, ale wyjechałaś stamtąd i zostałaś lady Sulą z eleganckim akcentem. I zrobisz to ponownie, kiedy wygramy wojnę. — Odwrócił się, przycisnął dłoń do czoła. — Przepraszam — powiedział. — Zdenerwowałem cię. Nie powinienem był tego wywlekać dzisiaj, tuż przed wyruszeniem na Górne Miasto. Musisz się skupić na zadaniu.
Patrzyła na niego, a rozpacz niczym powódź zalewała jej serce.
— Posłuchaj. Jako lady Sula jestem okropna. Strasznie podły ze mnie par. — Poszła za nim, dotknęła jego ramienia. — Znacznie lepiej idzie mi jako Gredel. Jako Białemu Duchowi.
Casimir popatrzył na jej dłoń na swym ramieniu. Usta wykrzywił mu gorzki uśmiech.
— Może nie cierpisz być lady Sulą, ale nią jesteś. I musisz być, jeśli wygramy. A ja nadal będę Casimirem Massoudem, klikmenem z Nabrzeża. Gdzie wyląduję, kiedy wrócą wszyscy parowie, by rządzić?
Nie jestem lady Sulą! — pomyślała rozpaczliwie. Nie mogła jednak powiedzieć tego głośno, a nawet gdyby powiedziała, nie miałoby to żadnego znaczenia.
Opuściła dłoń i wyprostowała się, prawdziwa w swojej rozpaczy jak najlepsza derivoo.
— Wylądujesz jako lord Sula — powiedziała. — Jeśli tylko zechcesz nim być.
Szczęka opadła mu ze zdumienia. Odwrócił się i spojrzał Suli w twarz.
— Nie mówisz poważnie.
— Czemu nie? Nie możesz już być gorszym parem ode mnie. Przez jego twarz przemknął wyraz pogardy.
— Będą się śmiali — odparł. — Będę dziwolągiem, klikmenem w pałacu w Górnym Mieście, póki ktoś nie dowie się o niektórych moich sprawkach, a wtedy mnie osądzą i skażą na uduszenie.
— Mylisz się. — Słowa wylały się z jej ust kaskadą. — Pamiętasz, że obiecałam amnestię? Po amnestii nie musisz wracać do swego dawnego życia. Jesteś szanowanym biznesmenem, prawdopodobnie dostaniesz medal i podziękowania od imperium.
— A co potem? Będę siedział w pałacu i gnił?
— Nie. Będziesz robił pieniądze. — Roześmiała się histerycznie. — Nie rozumiesz tego, prawda? Jak parowie doszli do pieniędzy? Ukradli je. — Znowu się zaśmiała. — Tylko że oni robili to legalnie! Jeśli masz odpowiednie układy, jeśli odpowiednio się nazywasz, możesz wejść w legalny biznes i czerpać z tego wieczne zyski. Tego nie nazywa się ochroną czy wymuszeniem, to stosunki patron-klient! Po prostu wystarczy posługiwać się odpowiednim słownictwem!
Sula nie mogła już spokojnie ustać. Zrobiła dwa kroki w kierunku ściany, potem zawróciła i powtórzyła tę samą drogę.
— Istnieją dwa sposoby przejęcia Górnego Miasta — powiedziała, nie przerywając marszu. — Jeden za pomocą armat, i za dwa dni to zrobimy. Drugi za pomocą właściwego nazwiska, a Sula jest jednym z takich nazwisk. Nie masz zielonego pojęcia, jak dalece imperium dojrzało, by je złupić. Wszystko się chwieje, i to nie tylko z tego powodu, że Naksydzi zrobili się chciwi. Zostaniemy piratami i zostawimy za sobą dymiące ruiny. Co ty na to?
Przystanęła i uśmiechnęła się do niego szeroko. Na jego twarzy pojawiły się kolejno zdumienie, zmieszanie, irytacja i niechętne zrozumienie.
— Wierzę, że możesz to zrobić — powiedział łagodnym głosem.
— My oboje możemy to zrobić — odparła. — Będę potrzebowała pomocy. Powiedziałam ci, że nędzny ze mnie par.
— Życie to taka dziwna przygoda. Casimir pokręcił głową. — Jak mógłbym powiedzieć „nie” na propozycję zostania lordem?
Wtuliła się w jego ramiona i poczuła, jak mocno ją obejmują.
Był tylko do rozwiązania mały problem z parowskim bankiem genów, z tą kroplą krwi, którą musi dostarczyć, jeśli kiedykolwiek wyjdzie za mąż, i która może dowieść, że jest uzurpatorką. Ta kropla krwi rozdzieliła ją z Martinezem.
Ale bank genów znajdował się w Górnym Mieście i jeśli wygra bitwę w ciągu kilku następnych dni, genetyczne zapiski klanu Sula mogą zniknąć w zamieszaniu, które nastąpi, a wraz z nimi wszelkie bariery na drodze do ślubu.
Nie tylko klikmeni walczą teraz dla miłości — pomyślała.
DWADZIEŚCIA SIEDEM
Jedynie Słuszna i Ortodoksyjna Flota Odwetu wzrosła do trzydziestu jednostek, potem trzydziestu pięciu, w końcu do czterdziestu. Naksydzi przy Magarii mieli trzydzieści pięć statków i wielu oficerów Floty chciało natychmiast wyruszyć do walki, ale Tork kontynuował orbitowanie przy Chijimo i swoje musztry. Martinez musiał przyznać, że wódz prawdopodobnie ma słuszność — jeśli chciał zastosować starą taktykę przeciwko Flocie, która już odniosła kolosalne zwycięstwo nad przeciwnikiem wykorzystującym tę właśnie taktykę, trzeba było postarać się o poważną przewagę liczebną.
Flota Naksydów została wzmocniona do trzydziestu siedmiu okrętów, Flota Ortodoksyjna — do czterdziestu sześciu. Tork nadal nie wykonywał żadnych posunięć. Musztrował swoje eskadry i dręczył oficerów; wymagał posłuszeństwa i uległości. Nadal bombardował konwokację żądaniami o przysłanie wsparcia — nie tylko okrętów, ale również statków wspomagających, promów dla lądujących oddziałów oraz wojsk, które miałyby lądować z promów.
Potem meldunki wywiadu wskazały, że Naksydzi mają czterdzieści dwa statki, wobec czego — ponieważ powszechnie wiadomo było, że Naksydzi mają tylko tyle okrętów — nie można było wykluczyć, że przy Zanshaa znajduje się cała naksydzka Flota. Flota Ortodoksyjna wzrosła w tym czasie do pięćdziesięciu dwóch jednostek.
Martinez w duchu aż rwał się do działania. Trzeba nawiązać walkę teraz, zanim Naksydzi zdołają naprawić niedokończone statki, zniszczone w stoczniach przez siły Chen i czternastą eskadrę.
Ale Tork najwyraźniej się nie rwał. Naksydzi zostali wzmocnieni do czterdziestu ośmiu statków, co oznaczało, że mają stocznie wytwarzające okręty wojenne w takich miejscach, do których nie dotarła żadna z wypraw wojennych, prawdopodobnie również na Naxas i Magarii. Potem Tork uzyskał cztery nowe fregaty i cztery nowe krążowniki: „Posłuszeństwo”, „Uległość”, „Podległość” i „Potulność”.
Ta lista wskazywała na to, że Tork brał czynny udział w nadawaniu nazw tym statkom.
— Logicznie rzecz biorąc — powiedział Martinez do Michi — następnym statkiem w sekwencji będzie „Kapitulacja”.
Choć otrzymał posiłki, Tork nadal odmawiał wyruszenia ku Zanshaa. Michi Chen dzieliła się z Martinezem pogłoskami — najwidoczniej otrzymywała je od brata — że zarówno rząd, jak i Zarząd Floty tracą cierpliwość do Torka. Oba te ciała chciały podjąć odpowiednie kroki, nie mogły się tylko zdecydować, czy mają zamienić Torka na jego zastępcę, Kringana, który uprzednio służył w Czwartej Flocie, czy też polecić Torkowi, by zaatakował wroga.
Być może Tork usłyszał te pogłoski, ponieważ oznajmił, że ruszy natychmiast, gdy wzmocnią go trzy dalsze fregaty z Laredo, które już lecą na miejsce. Kiedy fregaty doleciały, Naksydzi dostali pięć statków i przewaga Torka spadła z dwunastu do dziesięciu okrętów.
Tork zwlekał jeszcze przez następne cztery dni po przybyciu fregat z Laredo — wystarczająco długo, jak zauważył Martinez, by wysłać zapytanie do Zarządu Floty na Antopone, i dostać stanowczą odpowiedź. Wreszcie Tork przystąpił do działania. Wysłano rozkazy do dowódców eskadr, na pojedyncze statki i do innych jednostek Floty w innych układach.