Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 158
Перейти на страницу:

Sula leżała przez kilka godzin w ramionach Casimira. Oboje całkowicie ubrani, wyciągnęli się na starej sofie w pokoju na piętrze. Wydawało jej się, że na chwilę zasnęła. Jednak wstała przed świtem, by sprawdzić, czy grupy operacyjne otrzymały posiłek, przeprowadzić ostatni przegląd pojazdów i upewnić się, czy dowódcy grup i zespołów zrozumieli, czego się od nich oczekuje.

Wyszła na taras, kiedy nad stolicą rozgorzał świt. Słońce wznosiło się w zielone niebo z kałuży krwistej czerwieni, takiej samej jak ta, w którą zapadło zeszłego wieczora. Sula skierowała lornetkę na stanowisko ogniowe Naksydów. Wydawało się, że w ciągu nocy nie zaszły żadne zmiany.

Naksydzka obsada wymieniała się o 0736. Wtedy to większość personelu Floty wjeżdżała kolejką, by dołączyć do oficerów, skoszarowanych w hotelach w Górnym Mieście. Sula zaplanowała więc początek ataku na 0701, pół godziny przed zmianą obsady i nieco ponad dwadzieścia minut po wschodzie słońca.

Górne Miasto powoli budziło się do życia. Słyszała nawoływania porannych ptaków i sporadyczne odgłosy ruchu ulicznego. Większa część Dolnego Miasta pozostawała w mroku, choć sporo oświetlonych pojazdów poruszało się po ulicach, przemykając jak duchy między budynkami. Idąc wśród oczekujących bojowników, Sula wydała polecenie, by przeszli do pojazdów.

W milczeniu wsiadali do swoich środków transportu. Sula obserwowała, jak Casimir wchodzi po rampie jednej z ciężarówek, niezgrabny w zbroi, z którą nigdy nie miał szans się oswoić. Obrócił się, zobaczył ją i na jego twarzy pojawił się smętny, na poły ironiczny uśmiech. Podniósł dłoń i zasalutował jej kpiąco, machając palcami przy czole, a potem wsiadł do ciężarówki i dołączył do grupy Bogo Boys.

Sula chciała rzucić się za innymi do ciężarówki, ale nie ruszyła się z miejsca. Była generałem, a nie żołnierzem. Gdy zobaczyła, jak rampa się podnosi, poczuła na szyi zaciskającą się dłoń.

Niech los wam sprzyja — pomyślała. W końcu mogła liczyć tylko na szczęście.

Elektryczne silniki zaczęły napędzać wielkie koła i pojazdy ruszały. Zastanawiała się, co pomyśli sobie ktoś na ulicy, widząc, jak brama służbowa pałacu Ngenich wypluwa transport wojskowy, kilka cywilnych sedanów i dwa spychacze na przyczepach.

Wrota zamknęły się z szumem. Torminelscy strażnicy, zbrojni w karabiny Sidneya, stali za bramą, ukryci przed wzrokiem postronnych, aby bronić pałacu Ngenich przed ewentualnym atakiem. P.J., z pochyloną łysiejącą głową i strzelbą przyciśniętą do piersi, maszerował w cieniu pałacu, oczekując na swą chwilę chwały.

Sula założyła pancerz płytowy i hełm, nie dlatego, by się spodziewała, że ktoś do niej strzeli, ale ponieważ pancerz zawierał urządzenia do bezpiecznej łączności i pakiety akumulatorów. Otworzyła przyłbicę, wzięła lornetkę, i skryła się w cieniu drzewa, skąd mogła obserwować naksydzkich strażników, sama nie będąc widziana.

Eskatary, łuskowate czworonożne ptaki z Naxas, wznosiły nad jej głową gniewne okrzyki, jakby ostrzegając swych dalekich krewniaków przed zbliżającymi się kłopotami. Na ramionach Suli zabębniły suche liście i gałązki.

Zespoły podchodzące na stanowiska zachowywały cisze radiową. Potem Sula usłyszała kilka sygnałów.

— Cztery-dziewięć-jeden, Grzmot gotowy. — To była Spence, trochę zbyt głośna, zbyt podniecona.

— Cztery-dziewięć-jeden, Deszcz gotowy. — To głos Macnamary.

— Cztery-dziewięć-jeden, Wiatr gotowy. — Serce Suli podskoczyło na dźwięk chropowatego głosu Casimira.

Miała suche usta. Zebrała trochę śliny, by zwilżyć szorstki język i móc wydać rozkazy.

— Kom, do Deszczu. Zapuść Deszcz. Kom, wyślij.

— Kom, do Wiatru. Zapuść Wiatr. Kom, wyślij.

— Deszcz i Wiatr, opanować dwa wejścia do Górnego Miasta. — Słowa Suli zostały zakodowane, skompresowane w mikrosekundowe impulsy i z szybkością światła wystrzelone w miasto. Krótkie potwierdzenia zaśpiewały w jej słuchawkach.

Nastąpiła chwila ciszy; Sula mogłaby przysiąc, że nawet w słuchawkach i hełmie na głowie słyszy odległy dźwięk ciężarówek skręcających za róg i kierujących się ku Naksydom przy Bramie Wyniesionych.

Ciężarówki pomalowano na zielonkawy kolor Floty; wybrano tę samą markę „Słoneczny Promień” i ten sam model, który wykorzystywała Flota. Naksydzi oczekiwali ciężarówek przywożących ich zmienników, kiedy więc wjechały na szeroki taras, beztrosko do nich podeszli. Widząc obniżające się rampy i unoszące się w górę boczne drzwi, spodziewali się, że zaraz wyjdą z nich swoi.

A tymczasem wpadł na nich rój Bogo Boys, plując kulami i ciskając granatami. Naksydzi, choć zaskoczeni, zdołali nawiązać walkę, ale stali na złych pozycjach i w końcu zostali skoszeni. Wszystkich Naksydów, którzy zbliżali się do otwartych drzwi wieżyczki dział antyprotonowych, zabijał Fer Tuga, snajper z Axtattle. Podpełzł w górę, na pozycje naksydzkie, w pelerynie z tkaniny kameleonowej dającej aktywny kamuflaż, dzięki czemu był niemal niewidzialny.

Trzask karabinów oszołomił i uciszył eskatary. Wyglądało to tak, jakby wiedziały, że ich strona właśnie przegrała.

— Deszcz zabezpieczył cel — powiedział Macnamara. Trochę brakowało mu tchu.

— Kom: do Deszczu. Czy możecie wykorzystać działa antymaterii? Kom, wyślij.

— Właśnie to sprawdzam.

Odległy dźwięk strzelaniny dotarł do uszu Suli. Walka o terminal kolejki nadal trwała. Tę potyczkę prowadził Casimir z Sidneyem jako snajperem grupy. Rozległ się daleki trzask granatu, a potem zanikające echa wybuchu, odbijające się od budynków w Górnym Mieście i rozległej bezładnej zabudowy poniżej. Później zapadła cisza. W końcu usłyszała głęboki głos Casimira.

— Tu Wiatr. Wzięliśmy kolejkę. Zmuszamy operatora, żeby sprowadził pociąg do terminalu w Górnym Mieście, gdzie go zablokujemy.

Radość jak powódź zalała serce Suli. Pragnęła wysłać Casimirowi słowa miłości, ale zamiast tego wysłała tylko krótkie potwierdzenie i podbiegła do balustrady, by przesłać następną wiadomość.

— Zapuścić Grom. Powtarzam, zapuścić Grom.

Grom był to atak na hotele „Wielkie Przeznaczenie” i „Imperialny”. Po tej komendzie Spence spuściła z przyczep dwa wielkie spychacze, by swymi ostrzami powywracały bariery wokół budynków.

Sula skierowała lornetkę na scenę u stóp granitowego akropolu: Naksydzi stacjonujący w dwóch bunkrach strzegących serpentyny zareagowali na strzelaninę nad głową; najwyraźniej słyszeli strzały, ale nie byli pewni, skąd dochodzi dźwięk. Niektórzy przykucnęli z uniesioną bronią, inni wstrzymali cały ruch zmierzający do Górnego Miasta. Reszta prawdopodobnie pozostała w bunkrach.

Patrząc na Naksydów, Sula słyszała zziajany głos Spence, która wysłała krótkie komunikaty, gdy nie miała nic ważniejszego do roboty.

— Pług uderzył w barierę! Słyszałaś? Pierwsza bariera po prostu pękła! Nic nie zostało prócz kawałków betonu i pokręconych prętów zbrojeniowych… Cofam się, znowu zaczynam… Usłyszałam trzask drugiego spychacza… Strażnicy reagują… Przydusicie tych strażników!

Sula ponownie skierowała lornetkę na Bramę Wyniesionych. Grupa operacyjna Macnamary zajmowała stanowiska za bramą, gotowa odeprzeć każdy kontratak mający na celu odzyskanie pozycji z tyłu. Komentarze Spence nadal nadchodziły, jejgłos wznosił się do krzyku ponad grzechoczącym dźwiękiem ognia.

— Druga bariera padła! Strażnicy uciekają! Natychmiast wyślijcie samochód! Dalej, dalej! Jest wewnątrz! Wprowadziła samochód prosto do holu hotelu! Słyszę strzelaninę w Imperialnym. Trudno zobaczyć, co tam się dzieje… Ogień wroga! Ogień wroga! Kierowcy już nie ma, wyskoczyła! Skoczyła za spychacz, schowała się… Czekajcie, wszyscy! Cofnąć się!

1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)