Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102
Перейти на страницу:

– Można tak stwierdzić – odparła skromnie.

– Pen! Natychmiast mów, co się stało! To może być najlepszy dzień mojego życia. Wyjaśnij mi to!

– Okej, spokojnie. Wszystko to było właściwie bardzo niewinne, w pewnym sensie samo wpadło mi w ręce.

– Co takiego?

– Informacja, że nasza droga przyjaciółka Abby nie ukończyła college'u.

– A jak dokładnie do tego doszło?

– Cóż, po tym, jak mój były narzeczony oznajmił mi, że ją pieprzy…

– Uściślmy to, Pen. Powiedział ci, że kogoś pieprzy. To ja powiedziałam ci, że pieprzy ją – dodałam uczynnie.

– Słusznie. Więc w każdym razie kiedy dowiedziałam się, że się pieprzą, odczułam potrzebę napisania do niej liściku i wyjawienia, co myślę.

– Ale co to ma wspólnego z nieukończeniem college'u? – Za bardzo chciałam rozgrzebać te brudy, żeby znosić poboczne szczegóły.

– Bette, właśnie do tego zmierzam! Nie chciałam wysyłać do niej e-maila, ponieważ zawsze istnieje szansa, że zostanie przekazany milionom ludzi, ale jej adres w Nowym Jorku jest zastrzeżony. Pewnie uważa się za sławną postać i jest przekonana, że ludzie dobijaliby się do niej, żeby tylko rzucić okiem na gwiazdę. Zadzwoniłam do „Nowojorskiej Bomby”, ale mi nie podali. Wtedy właśnie wpadłam na pomysł kontaktu z Emory.

– No dobrze, na razie rozumiem.

– Uświadomiłam sobie, że jako jej koleżanka bez trudu wydobędę od nich ten adres. Zadzwoniłam do centrum absolwentów i powiedziałam, że szukam koleżanki z grupy, że straciłam z nią kontakt, a chciałabym zaprosić ją na swój ślub.

– Niezłe zagranie – pochwaliłam.

– Dzięki, tak pomyślałam. W każdym razie sprawdzili swoje dane i powiedzieli, że nie ma nikogo o takim nazwisku. Oszczędzę ci wszystkich krwistych szczegółów, ale generalnie po kilku minutach dalszych poszukiwań wyszło na jaw, że chociaż kochana Abby została razem z nami przyjęta na pierwszy rok, nie udało się jej ukończyć uczelni z resztą grupy ani w ogóle.

– Jezu. Chyba widzę, do czego zmierzasz, i nie mogłabym odczuwać większej dumy.

– Czekaj, będzie jeszcze lepiej. Rozmawiałam przez telefon z dziewczyną z archiwum uczelnianego. Kazała mi przysiąc, że się nie wygadam, a potem powiedziała, co było powodem wycofania się Abby bez trzech ostatnich zaliczeń. Dziekan Wydziału Sztuki i Nauki dowiedziała się, że Abby sypia z jej mężem i zasugerowała jej natychmiastowe zabranie papierów z uczelni. Nie dowiedzieliśmy się o niczym, ponieważ Abby nikomu się nie przyznała; po prostu kręciła się po kampusie, dopóki reszta z nas nie skończyła studiów.

– Niesamowite – westchnęłam. – A jednak nie tak bardzo zaskakujące.

– Cóż, w tamtym momencie potrzeba było mi zaledwie paru minut, żeby założyć na Hotmailu anonimowe konto i poinformować dobrych ludzi z „Nowojorskiej Bomby”, że ich gwiazda publicystyki nie skończyła college'u oraz podać im drobną wskazówkę, dlaczego odeszła z uczelni, nie uzyskując stopnia naukowego. Codziennie dzwoniłam do ich biura z pytaniem o nią, aż wczoraj mi powiedziano, że już nie pracuje, w którym to momencie wysłałam pomocną wskazóweczkę także do Page Six.

– Omójboże, Penelope, ty podła dziwko. Nie sądziłam, że jesteś do tego zdolna!

– Więc jak już mówiłam, wszystkiego najlepszego! Dowiedziałam się o tym całe miesiące temu, kiedy pisałam ten list, ale pomyślałam, że jeśli poczekam, może być z tego niezły urodzinowy upominek. Uznaj to za mój prezent dla ciebie. I dla mnie – dodała.

Zaraz po rozmowie czułam się bezwstydnie uszczęśliwiona, wyobraziłam sobie Abby żebrzącą na ulicach albo – jeszcze lepiej – ubraną w fartuch w McDonaldzie. Kiedy za parę sekund zadzwonił telefon, otworzyłam go, nie patrząc na wyświetlacz.

– Co jeszcze? – zapytałam, zakładając, że to Penelope z jakimś zapomnianym soczystym kawałkiem.

– Halo? – usłyszałam męski głos. – Bette?

Omójboże, to był Sammy. Sammy! Saaaaaaaammmmmy! Chciałam śpiewać, tańczyć i wykrzyczeć jego imię na całą kawiarnię i dalej.

– Czeeeść – westchnęłam, ledwie mogłam uwierzyć, że telefon, na który czekałam od prawie czterech miesięcy – którego tak pragnęłam – wreszcie nastąpił. Roześmiał się, słysząc moją ewidentną radość.

– Dobrze usłyszeć twój głos.

– Twój też – odparłam o wiele za szybko. – Jak się masz?

– Dobrze, dobrze. Otworzyłem wreszcie knajpę i…

– Wiem, wszędzie o niej czytam. Gratulacje! To wielki sukces i uważam, że to po prostu niesamowite! – Umierałam z ciekawości, jak zdołał wszystko tak szybko przeprowadzić, ale nie zamierzałam ryzykować zadawania tysięcy irytujących pytań.

– Tak, dzięki. Więc słuchaj, trochę mnie czas goni, ale chciałem zadzwonić i…

Och. Mówił tonem kogoś, kto ruszył z miejsca, najprawdopodobniej ma nową dziewczynę, która spełnia się w pożytecznej pracy, polegającej na niesieniu pomocy innym… kogoś, kto nie nosi powyciąganych, zaplamionych spodni od dresu, ale w mieszkaniu zawsze relaksuje się w uroczej jedwabnej piżamie. Kogoś, kto…

– …i zapytać, czy zjesz dziś ze mną kolację?

Czekałam, chcąc mieć pewność, czy dobrze słyszałam, ale w końcu żadne z nas niczego więcej nie powiedziało.

– Kolację? – zaryzykowałam niepewnie. – Dzisiaj?

– Pewnie masz jakieś plany, prawda? Przepraszam, że dzwonię w ostatniej chwili, po prostu…

– Nie, żadnych planów – wykrzyknęłam, zanim zdążył zmienić zdanie. Nie miałam szansy rozegrać tego na chłodno, ale nagle nie wydawało się to ważne. Odkąd rzuciłam Kelly & Company nie opuściłam żadnego brunchu ani żadnej czwartkowej kolacji, więc Will będzie po prostu musiał zrozumieć, że dziś się wymówię. – Zdecydowanie mogę zjeść kolację.

Po jego głosie usłyszałam, że się uśmiecha.

– Świetnie. Może wpadnę po ciebie koło siódmej? Wypilibyśmy po drinku gdzieś w okolicy, a potem chciałbym cię zabrać do restauracji. Jeżeli to brzmi dość dobrze…

– Dobrze? Brzmi idealnie, po prostu idealnie – zawołałam entuzjastycznie. – Siódma? W takim razie do zobaczenia – rzuciłam i zamknęłam telefon, zanim zdążyłam powiedzieć choć słowo więcej, które mogłoby to spieprzyć. Przeznaczenie. Absolutnie, stanowczo, bezsprzecznie to przeznaczenie skłoniło Sammy'ego, żeby zadzwonić w moje urodziny; znak, że zdecydowanie przeznaczone było nam być ze sobą na wieki. Rozważałam, czy powiedzieć Sammy'emu, że skończyłam tego dnia dwadzieścia osiem lat, kiedy dotarło do mnie, że zobaczę go wieczorem.

Przygotowywałam się jak w gorączce. Zadzwoniłam do Willa z taksówki, jadąc do domu, błagając go o wybaczenie, ale tylko się roześmiał i stwierdził, że z przyjemnością przełoży spotkanie, jeśli to oznacza, że w końcu wychodzę z chłopakiem. Popędziłam do gabinetu za rogiem na szybki manikiur i pedikiur, a potem wydałam dziesięć dolarów na dziesięciominutowy masaż na siedząco, żeby spróbować się odprężyć. Penelope przejęła obowiązki stylistki i przyniosła rozmaite części stroju, w tym trzy sukienki i wyszywany paciorkami w skomplikowany wzór top, dwie pary butów, cztery torebki i cały zapas biżuterii, który został ostatnio uzupełniony przez jej rodziców w próbie ulżenia jej żałobie. Podrzuciła to wszystko i wyszła, zamierzając spędzić wieczór z Michaelem i Megu i zaczekać na moją relację. Modliłam się, żeby było co relacjonować. Przymierzyłam rzeczy, a potem z nich zrezygnowałam, w szaleńczym tempie uporządkowałam mieszkanie, tańczyłam do We Belong Pat Benatar z Millington w ramionach i wreszcie usiadłam skromnie na sofie, by czekać na przybycie Sammy'ego – dokładnie godzinę przed czasem.

Kiedy Seamus zadzwonił domofonem, że mam gościa, myślałam, że przestanę oddychać. Sammy stanął w moich drzwiach chwilę później. Nigdy nie wyglądał lepiej. Miał na sobie zestaw „koszula i marynarka bez krawata”, który sprawiał wrażenie modnego i wyrafinowanego bez przesadnego nacisku, i zauważyłam, że zapuścił włosy do tej idealnej długości, gdy nie są ani naprawdę krótkie, ani długie – długość Hugh Granta, jeśli musiałabym sprecyzować. Kiedy pochylił się, by pocałować mnie w policzek, pachniał mydłem i miętą i gdybym kurczowo nie trzymała się framugi, z pewnością bym padła.

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)