Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Jestem z ochrony i to moja, kurwa, sprawa.
– Cóż, ta tutaj to moja przyjaciółka i rozmawiamy, więc się, kurwa, odpierdol. – Avery się wyprostował w nieudanej próbie odzyskania choć śladu godności.
– Och, doprawdy? Zabawne, bo twoja przyjaciółka wyglądała na kurewsko mało rozbawioną udziałem w waszej „rozmowie”. A teraz wynocha.
Przyglądałam się tej przepychance, masując ramię i rozmyślając, kto pierwszy użyje słowa „kurwa” trzy razy w jednym zdaniu.
– Facet, ochłoń. Nikt cię nie prosił o pomoc, jasne? Znam Bette od, kurwa, długiego czasu, więc się odsuń i pozwól nam skończyć. Nie masz jakichś drinków do rozniesienia czy coś?
Przez mgnienie myślałam, że Sammy uderzy Avery'ego, ale wziął się w garść, zrobił głęboki wdech i odwrócił do mnie.
– Wszystko w porządku? – zapytał.
Chciałam mu wszystko opowiedzieć, wyjaśnić, że Avery to przyszły mąż Penelope i właśnie widziałam go z inną dziewczyną, i przypadkiem jest nią Abby, która przypadkiem jest Wtajemniczoną Ellie, i chociaż zawsze wiedziałam, że to gnojek i oszust, nigdy wcześniej nie widziałam go w takim bojowym nastroju. Chciałam zarzucić Sammy'emu ramiona na szyję i bez końca dziękować za to, że mnie pilnuje i wkroczył, kiedy uznał, że mam kłopoty, a potem poprosić go o radę, co powiedzieć Penelope i jak poradzić sobie z Averym.
Przez chwilę myślałam dokładnie o tym, żeby rzucić w cholerę tę imprezę, tę pracę, to, co na pewno napisze Abby następnego dnia, po prostu złapać Sammy'ego za rękę i odejść. Ale oczywiście on wiedział, o czym myślę, zobaczył to na mojej twarzy, i nachylił się, żeby dyskretnie wyszeptać:
– Uspokój się. Później o tym porozmawiamy, Bette. – Usiłowałam się uspokoić, kiedy leniwym krokiem nadeszli Philip oraz Elisa.
– Co się tu dzieje? – zapytał Philip, jednocześnie prezentując kompletny brak zainteresowania całą sceną.
– Philipie, nie wtrącaj się, to nic takiego – powiedziałam, chcąc, żeby zniknęli.
– Dlaczego nie odwołasz tego tępaka, Eliso? – zapytał Avery jękliwie, kiedy już nalał sobie kolejnego drinka. – Ten mięśniak się wtrącił, a to nie jego sprawa. Gawędziłem sobie spokojnie ze starą przyjaciółką, a temu nagle odbiło. Pracuje dla ciebie?
Straciwszy już zainteresowanie sytuacją, Philip, w pijanym widzie, klapnął na siedzenie i natychmiast zajął się mieszaniem wódki z tonikiem. Elisie jednak nie spodobało się, że wynajęty pomocnik zakłóca spokój jednego z jej ulubionych imprezowych chłopców.
– Kim jesteś? – zapytała Sammy'ego.
Spojrzał na nią i uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć: „Żartujesz, idiotko? Spędziliśmy pięć dni w podróży do obcego kraju, a teraz nie masz pojęcia, kim jestem?”. Kiedy napotkał puste spojrzenie, powiedział tylko:
– Jestem Sammy, Eliso. Spotkaliśmy się kilkadziesiąt razy w Bungalowie i byliśmy razem w Stambule. Odpowiadam dzisiaj za ochronę. – Głos miał silny i pewny, żadnego protekcjonalnego tonu czy sarkazmu.
– Mm, ciekawe, doprawdy. Więc mówisz mi, że ponieważ kilka razy w tygodniu pracujesz przy drzwiach w Bungalowie i służysz jako ulubiona zabawka u Isabelle Vandemark, nagle uważasz się za uprawnionego do traktowania jednego z naszych przyjaciół – do tego VIP-a – tak niegrzecznie? – Było oczywiste, że jest pijana i bawi ją demonstracja siły na oczach całej grupy
Sammy spojrzał na nią obojętnie.
– Z całym szacunkiem, ale twój przyjaciel niepokoił moją… fizycznie napastował twoją koleżankę z pracy. Nie wyglądała na zadowoloną z uwagi, którą jej poświęcił, więc poprosiłem go, żeby skierował swoje zainteresowanie gdzie indziej.
– Sammy? Tak masz na imię? – zapytała paskudnym tonem. – Avery Wainwright jest jednym z naszych najbliższych przyjaciół i wiem z całą pewnością, że Bette nie mogłaby czuć się niewygodnie w jego towarzystwie. Czy nie powinieneś przypadkiem przerywać bójek w łazience albo wyjaśniać tym dzieciakom spoza miasta, że nie są tu mile widziane?
– Eliso – odezwałam się cicho, niepewna, co mam mówić. – Po prostu wykonywał swoją pracę. Myślał, że potrzebuję pomocy.
– Czemu go bronisz, Bette? Dopilnuję, żeby jego przełożeni dowiedzieli się, że wszczął bójkę z jednym z naszych VIP-ów. – Odwróciła się do Sammy'ego i uniosła pustą butelkę wódki Grey Goose. – A tymczasem przydaj się na coś i przynieś nam następną butelkę.
– Eliso, kochanie, ona go broni, bo go pieprzy – zapiał głosik z tyłu. Abby. – Przynajmniej tak przypuszczam. Philipie, nie możesz chyba być zachwycony, prawda? Twoja dziewczyna pieprzy bramkarza z Bungalowu. Gorący kawałek. – Roześmiała się.
Philip cmoknął, niezbyt się paląc, by angażować się ze mną w publiczne opowieści o tym, kto z kim sypia.
– Nieprawda – sapnął, wyciągając nogi na szklanym stole. – Może i nie jest mi wierna, ale nie sądzę, żebyśmy musieli posuwać się do tego, by oskarżać ją o pieprzenie personelu. Bette, nie pieprzysz personelu, prawda, kochanie?
– Jasne, że tak. – Abby chichotała. – Hej, Eliso, dlaczego nigdy mi o tym nie wspomniałaś? To takie oczywiste, musiałaś wiedzieć. Nie mogę uwierzyć, że wcześniej się nie zorientowałam.
Poczułam się, jakbym dostała po głowie łopatą. „Dlaczego nigdy mi o tym nie wspomniałaś?”. Nagle wszystko stało się przeraźliwie jasne. Abby wiedziała, gdzie i z kim bywam, ponieważ Elisa jej mówi. Aż takie proste. Koniec historii. Jedyne, czego nie rozumiałam, to czemu Elisa w ogóle to robiła. Z Abby nie miałam takiego problemu: paskudna, mściwa i złośliwa dziewczyna, która sprzedałaby własną umierającą matkę – albo przespała się z narzeczonym przyjaciółki -jeśli oznaczałoby to posunięcie choć o cal kariery czy reputacji. Ale dlaczego Elisa?
Elisa, nie mając pojęcia, co jeszcze mogłaby zrobić, zaczęła chichotać i sączyć swojego szampana. Zerknęła na mnie tylko raz – na dość długo, by zorientować się, że wie, że ja wiem, co właśnie wyszło na jaw – a potem odwróciła wzrok, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Avery znów zaczął prosić, a Sammy odwrócił się i poszedł do drzwi z wyrazem niesmaku na twarzy. Tylko Philip był albo zbyt pijany, albo nieuważny, żeby zrozumieć, co się dzieje. Trwał przy swoim.
– No więc, kochanie? Zabawiasz się z bramkarzem? – drążył, bezmyślnie bawiąc się włosami Abby, która z wyrazem niejasnej przyjemności na wygładzonej botoksem twarzy z uwagą mnie obserwowała. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy on też wiedział o układziku Elisy i Abby. Albo gorzej – sam maczał w tym palce, bo zależało mu na jakimś publicznym potwierdzeniu swojej heteroseksualności? Było to zbyt okropne, żeby o tym myśleć.
– Hmm, interesujące pytanie, Philipie – stwierdziłam najgłośniej, jak potrafiłam. Avery, Elisa, Abby i Sammy odwrócili się, żeby na mnie spojrzeć. – Uważam za interesujące, że jesteś taki zafascynowany tym, czy uprawiam seks z „bramkarzem”, jak to ująłeś. Bo przecież nie z powodu zazdrości. W końcu ty i ja nie wyszliśmy nigdy poza mokre i dość niezdarne pocałunki.
Philip wyglądał, jakby miał umrzeć. Wszyscy pozostali wydawali się zmieszani.
– Co? Och, dajcie spokój, ludzie, proszę! Wszyscy wiecie wszystko o wszystkich i nigdy nawet nie podejrzewaliście, że ten samozwańczy prezent od Boga dla nowojorskich kobiet w gruncie rzeczy woli facetów? Cóż, lepiej w to uwierzcie.
Wszyscy zaczęli mówić naraz.
– Taa, jasne – mruknęła Elisa.
– Bette, kochanie, czemu opowiadasz takie bzdury? – zapytał Philip spokojnym głosem, który nie szedł w parze z wyrazem jego twarzy.
Do moich słuchawek dotarł okrzyk jednego z zatrudnionych dorywczo pracowników, że Puff Daddy właśnie zjawił się niezapowiedziany, przenosząc się z jakiejś wcześniejszej imprezy w pobliżu. Normalnie taka wizyta byłaby powodem do świętowania, tego wieczoru jednak, biorąc pod uwagę, że towarzyszyła mu świta w liczbie stu osób, oznaczało to katastrofę. Najwyraźniej był już w najwyższym stopniu niezadowolony, że tak długo trzymają go przy drzwiach, ale ponieważ Sammy znajdował się w środku, podlegający mu facet z ochrony nie chciał podejmować żadnych decyzji. Czy mieliśmy mu powiedzieć, że nie może wejść, bo mamy za duży tłok? Albo że może wybrać dziesięciu przyjaciół i dostać dowolny stolik w części dla VIP-ów, ale reszta jego grupy musi odejść? Wymyślić, jak wyrzucić sto osób z tych aktualnie balujących, żeby zmieścić jego ludzi? I kto dokładnie miał być szczęściarzem przekazującym te wieści? Nikt się do tego specjalnie nie palił.