Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 102
Перейти на страницу:

Zanim zdążyliśmy coś zrobić z katastrofą Daddy'ego, zadzwonił do mnie jeden ze stażystów z informacją, że będący naszymi gośćmi chłopcy ze znanego boysbandu zostali właśnie aresztowani za kupowanie narkotyków w łazience – dokładnie tej samej, którą pod koniec swojej zmiany, poświęconej na kontrolowanie tłumu przed wejściem, przelotnie odwiedził jeden z członków nowojorskiej policji. Kłopotliwą częścią tej informacji nie było oczywiście samo wydarzenie, ale fakt, że według stażysty było ono właśnie fotografowane przez co najmniej pięciu paparazzich – a takie zdjęcia oczywiście przyćmią wszystko, co mieliśmy nadzieję wypromować.

Trzeci telefon był od Leo. Zawiadomił mnie, że jakimś sposobem – i nikt nie wiedział jakim – firma wykonawcza pomyliła się w obliczeniach przy składaniu zamówienia i właśnie skończył się szampan.

– To niemożliwe. Wiedzieli, ile będzie osób. Wiedzieli, że naszą główną troską poza wódką i piwem jest szampan. Piją go Króliczki. Piją go dziewczyny. Piją go bankierzy. Jedyny sposób, żeby zatrzymać gdzieś dziewczyny do późna, to dać im szampana. Jest dopiero wpół do pierwszej! I co teraz zrobimy? – wrzeszczałam, przekrzykując przytłaczający ryk piosenki Ashlee Simpson.

– Wiem, Bette, zajmuję się tym. Posłałem kilka barmanek na poszukiwania tylu skrzynek, ile zdołają znaleźć, ale o tej porze to nie będzie łatwe. Mogą kupić parę butelek w monopolowym, ale nie wiem, gdzie mogą znaleźć go teraz w hurtowej ilości – mówił Leo.

– Bette, muszę wiedzieć, co mam zrobić z eee, naszym czekającym VIP-em – wołał do mnie przez słuchawki ogarnięty paniką pracownik sprzed drzwi. – Zaczyna się robić nerwowy.

– Bette, jesteś tam? – W moich słuchawkach zatrzeszczało i z rykiem odezwał się w nich głos Kelly. Najwyraźniej chwyciła czyjeś słuchawki i zaczęła składać w całość informacje o tym, co się dzieje. Zwykle obecna urocza szefowa zniknęła i zastąpił ją demoniczny potwór. – Czy masz świadomość, że aresztują te dzieciaki pod zarzutem posiadania narkotyków? Ludzie nie bywają ARESZTOWANI na naszych imprezach, słyszysz mnie?

Coś jej przerwało, ale potem odezwała się głośno i wyraźnie:

– Bette! Słyszysz mnie? Potrzebuję cię przy drzwiach, natychmiast! Wszystko się wali, a ciebie nie można znaleźć. Gdzie jesteś, do cholery?

Zobaczyłam, jak Elisa zdejmuje swoje słuchawki – nie potrafiłam stwierdzić, czy w akcie celowego sabotażu czy po prostu alkoholowego zaćmienia – i pada obok Philipa, po czym zaczyna zabiegać o jego uwagę. Po co się kłócić, skoro można pić? Właśnie zbierałam energię, żeby uporać się ze wszystkimi tymi problemami, które w tak niewielkim stopniu mnie obchodziły, kiedy usłyszałam finalny komentarz:

– Hej, stary? Tak, ty tam. – Philip, który jednym ramieniem obejmował teraz Abby, a drugim Elisę, wołał do Sammy'ego. Avery, bełkocząc coś nieskładnie, siedział obok.

– Co jest? – zapytał Sammy, nie do końca pewny, czy Philip zwraca się do niego.

– Bądź miłym gościem i przynieś nam butelkę czegoś. Dziewczyny, czego się napijemy? Bąbelków? A może jakieś drinki z wódką?

Sammy wyglądał, jakby wymierzono mu policzek.

– Nie jestem waszym kelnerem.

Philip najwyraźniej uznał to za strasznie zabawne, ponieważ zwinął się ze śmiechu.

– Po prostu załatw nam drinki, co, stary? Szczegóły niezbyt mnie interesują.

Nie czekałam, żeby zobaczyć, czy Sammy go uderzy, czy zignoruje, czy przyniesie butelkę wódki. Myślałam głównie o tym, jak wygodnie byłoby mi teraz w łóżku i jak mało mnie obchodzi, czy Puff Daddy przyprowadzi jednego gościa, setkę, a może w ogóle się nie pojawi. Dotarło do mnie, że niemal każdą minutę każdego dnia i nocy spędzam z najgorszymi możliwymi typami, być może z wyjątkiem Kelly, jakie w życiu spotkałam, i mam z tego tylko pudełko po butach pełne wycinków z prasy, które upokarzają nie tylko mnie, ale wszystkich, których kocham. Kiedy stałam tam, przyglądając się fotografowi, jak strzela fleszem w kierunku szczerzącego zęby Philipa, i słuchałam o kolejnych problemach, zgłaszanych, jakby chodziło o poważne kryzysy międzynarodowe, pomyślałam o Willu i Penelope, dziewczynach z klubu książki, o rodzicach i, oczywiście, o Sammym. I znów ze spokojem, jakiego nie czułam od miesięcy, po prostu wyjęłam z ucha słuchawkę, położyłam ją na stole i powiedziałam cicho do Elisy:

– Skończyłam.

Odwróciłam się do Sammy'ego i nie przejmując się tym, że ktoś usłyszy, oznajmiłam:

– Idę do domu. Jeżeli chcesz później wpaść, z przyjemnością się z tobą zobaczę. Mieszkam pod sto czterdziestym piątym na Wschodniej Dwudziestej Ósmej, mieszkanie trzynaście trzynaście. Będę na ciebie czekała.

I zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, zrobiłam w tył zwrot. Ruszyłam przez parkiet, minęłam parę, która wyglądała, jakby odbywała w pobliżu didżeja pełny stosunek, i poszłam prosto do drzwi, gdzie hordy ludzi kiwały się w rytm muzyki. Kątem oka dostrzegłam Kelly i kilka dziewczyn od wykazów, flirtujących z ludźmi z grupy Daddy'ego, ale udało mi się prześlizgnąć obok nich i wyjść na chodnik. Tłum prawie przelewał się na ulicę i nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Dotarłam do połowy przecznicy, nie zamieniając z nikim ani słowa, i właśnie otwierałam drzwi taksówki, którą zatrzymałam, gdy usłyszałam, jak Sammy woła mnie po imieniu. Podbiegł i zatrzasnął samochód, zanim zdążyłam wsiąść.

– Bette, nie rób tego. Sam sobie poradzę. Chodź, wróć do środka i możemy później o tym porozmawiać.

Stanęłam na palcach, żeby pocałować go w policzek, i uniosłam rękę, zatrzymując następną taksówkę.

– Nie chcę wracać, Sammy. Chcę jechać do domu. Mam nadzieję, że później się zobaczymy, ale muszę się stąd wydostać.

Otworzył usta, żeby zaprotestować, ale wsiadłam.

– Też sama sobie poradzę – stwierdziłam z uśmiechem, zajmując miejsce. I odjechałam, oddalając się z miejsca tego narastającego koszmaru.

31

O drugiej trzydzieści nad ranem wciąż nie było ani śladu Sammy'ego. Mój telefon się urywał, dzwonili Kelly, Philip i Avery, ale ich zignorowałam. Uspokoiłam się na czas wystarczająco długi, żeby starannie opracować list z przeprosinami do Kelly i do trzeciej doszłam do wniosku, że Elisa – inaczej niż Abby – niekoniecznie była zła i złośliwa, ale po prostu bardzo, bardzo wygłodniała. Kiedy nadeszła czwarta i wciąż nie miałam wieści od Sammy'ego, zaczęłam obawiać się najgorszego. Zasnęłam gdzieś około piątej i prawie się rozpłakałam, kiedy obudziłam się parę godzin później i wciąż nie było ani wiadomości, ani Sammy'ego.

Zadzwonił wreszcie o jedenastej rano. Myślałam, żeby nie odbierać – prawdę mówiąc, zdecydowałam, że nie odbiorę – ale sam widok jego imienia na malutkim ekraniku wystarczył, żeby skruszyć całą siłę mojej woli.

– Halo? – powiedziałam. Celowałam w beztroskę, ale to, co się ze mnie wydobyło, zabrzmiało jak wynik braku tlenu.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)