Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Czego chcesz, kurwa? Nie widzisz, że jestem zajęty?
To nie był Philip. Ani śladu brytyjskiego akcentu, rzeźbionego podbródka, uśmiechu pod hasłem „byłem niegrzecznym chłopcem”. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu twarz, która się we mnie wpatrywała, ta wykrzywiona gniewem i irytacją, należała do kogoś innego, kogo dobrze znałam. Do Avery'ego. Kiedy mnie zobaczył, opadła mu szczęka.
– Bette – wyszeptał.
– Avery? – Wiedziałam, że to on, ale nie mogłam się ruszyć, nie mogłam myśleć, nie potrafiłam wymyślić ani jednego stosownego słowa, które mogłabym powiedzieć. Przelotnie zauważyłam, że dziewczyna zerka na nas oboje z zadowoleniem, ale trudno mi było wyraźnie ją zobaczyć w tych ciemnościach. Poza tym całe usta miała obrzmiałe od pocałunków, a szminkę rozmazaną na brodzie i policzku. Ale po piętnastosekundowych oględzinach zdałam sobie sprawę, że ją znam. To była Abby.
– Bette, to, eee, to nie jest… Bette, znasz Abby, prawda?
Pocił się i machał rękami w jakiś kurczowy sposób, w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, wskazując na dziewczynę i jednocześnie starając się udawać, że jej tam nie ma.
– Bette! Wspaniale, że cię widzę. Czytałam ostatnio ten tekst o tobie – stwierdziła dźwięcznym głosem. Jej dłoń celowo błądziła po plecach Avery'ego, pocierając i ugniatając, podczas gdy się temu przyglądałam, a ona przyglądała się mnie, kiedy przyglądałam się jej.
Nie przestawałam się w nią wpatrywać, wciąż oniemiała, zdając sobie sprawę, że Abby wciąż zakłada moją niewiedzę co do jej zawodowej tożsamości. Wszystko to było zbyt potworne i ponieważ nie mogłam się zdecydować, któremu z nich powinnam stawić czoło najpierw, po prostu stałam. Najwyraźniej Avery odczytał to jako zachętę, bo mówił dalej:
– Penelope wie, że jestem w Nowym Jorku i oczywiście wie, że lubię imprezować, ale eee, nie jestem pewien, czy byłoby najlepiej, gdyby się o tym dowiedziała. Ona, eee, musi się przyzwyczaić do masy nowych rzeczy z tą przeprowadzką i tak dalej, i chyba byłoby ach… najlepiej byśmy się o nią zatroszczyli, nie denerwując jej już bardziej, wiesz? – Całą tę wypowiedź wybełkotał po pijacku.
Abby wybrała ten właśnie moment, żeby nachylić się i zacząć lizać płatek jego ucha z udawaną namiętnością, patrząc prosto na mnie. Avery odgonił ją jak muchę i wstał, umieszczając rękę pod moim łokciem i odciągając mnie od stołu. Balansował na granicy pijackiego zaniku świadomości, ale wciąż jeszcze potrafił poruszać się całkiem sprawnie.
Pozwoliłam się prowadzić przez jakąś sekundę, zanim wróciłam do rzeczywistości i wyrwałam ramię z jego uścisku.
– Ty gnoju! – syknęłam. Chciałam wrzasnąć, ale nic z tego nie wyszło.
– Czy jest jakiś problem? – zapytała Abby, podchodząc do Avery'ego.
Spojrzałam na nią, prawie przestraszona własną nienawiścią.
– Problem? Nie, a czemu miałby być? Żadnego problemu. Zabawne jednak, ale mam dziwne przeczucie, że nie napiszesz jutro, jak to obmacywałaś się z cudzym narzeczonym – i to osoby znanej ci od ośmiu lat. Nie, wyobrażam sobie, że jutrzejszy felietonik nie wspomni o tobie i Averym ani słowem. Będzie to raczej jakaś urocza opowiastka o tym, jak kradłam napiwki barmanom, zażywałam narkotyki z tancerkami albo uprawiałam grupowy seks z fotografami, prawda?
Oboje się na mnie gapili. Abby odezwała się pierwsza.
– Co ty opowiadasz, Bette? Mówisz bez sensu.
– Och, naprawdę? Dla ciebie to dość nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale wiem, że jesteś Wtajemniczoną Ellie. Chcesz wiedzieć, dlaczego to dla ciebie takie pechowe? Bo nie spoczną, dopóki wszyscy inni też się o tym nie dowiedzą. Zadzwonię do każdego reportera, wydawcy, autora blogu i asystenta w tym pieprzonym mieście i powiem im, kim jesteś i jak kłamiesz. Ale najbardziej się ubawię, opowiadając całą historię twojemu wydawcy. Rzucając słowa „zniesławienie” i „pozew”, tak dla zabawy. Może twoją szefową zainteresuje, jak prawie wyrzucili cię ze szkoły za kradzież cudzych prac pisemnych? Albo może ubawi ją opowieść o tym, jak pewnej nocy spałaś nie z jednym, nie z dwoma i nie trzema, ale czterema facetami z drużyny lacrosse. Hmm, Abby, jak myślisz?
– Bette, słuchaj, ja… – Avery chyba nie słyszał ani słowa z tego, co powiedziałam, wyraźnie zatroskany tylko tym, jak cała sprawa wpłynie na jego własne życie.
– Nie, Avery, to ty posłuchaj – syknęłam z takim jadem, jakiego w życiu nie słyszałam we własnym głosie. Odwróciłam się w jego stronę. – Masz tydzień od dziś, żeby powiedzieć Penelope. Słyszysz mnie? Jeden tydzień albo usłyszy o tym ode mnie.
– Jezu Chryste, Bette, daj spokój, nie masz pojęcia, co mówisz. Cholera, nie masz pojęcia, co się naprawdę stało. Nic się nie działo.
– Avery, posłuchaj mnie. Słyszysz? Tydzień. – Odwróciłam się, żeby odejść, modląc się w duchu, żeby nie wyczuł mojego blefu i nie zmuszał mnie, żebym sama jej powiedziała. Wystarczająco ciężko byłoby powiedzieć najlepszej przyjaciółce, że jej obsrany narzeczony zostawił ją w nowym mieście i wrócił do domu na weekend chlania i spotkań z modelkami, ale szczególnie fatalnie w sytuacji, kiedy nasza relacja nie wróciła jeszcze do normy.
Zrobiłam kilka kroków, kiedy poczułam, że ramię Avery'ego owija się wokół mojego łokcia i zaciska. Szarpnął tak ostro, że się potknęłam i upadłabym twarzą na podłogę, gdyby nie to, że pociągnął mnie w górę, a potem pchnął na siedzenie. Jego twarz znajdowała się cal od mojej, gorący alkoholowy oddech rozgrzewał mi skórę i Avery mówił całkiem logicznie, kiedy wyszeptał:
– Bette, zaprzeczę każdemu pierdolonemu słowu, które powiesz. Komu uwierzy? Mnie, facetowi, którego uwielbia od dziesięciu lat, czy tobie, przyjaciółce, która wykręca się z pożegnalnej imprezy, żeby wyjść z jakimś facetem? Hę? – Nachylił się jeszcze niżej, wisząc nade mną, z twarzą wykrzywioną w jakiejś niewyraźnej, pełnej groźby minie i przelotnie pomyślałam, czy kopnięcie go kolanem w jądra byłoby zachowaniem stosownym, czy też przesadnie agresywnym. Tak naprawdę raczej nie martwiłam się o własne bezpieczeństwo, czułam tylko niesmak z powodu jego bliskości, ale nie musiałam podejmować decyzji: zanim zdążyłam ustawić kolano w pozycji do ciosu, ciało Avery'ego odfrunęło w tył, daleko ode mnie.
– Czy mogę panu w czymś pomóc? – zapytał Sammy, trzymając Avery'ego za koszulę na plecach.
– Facet, odpierdol się ode mnie. Kim ty jesteś, do cholery? – wydusił Avery, wyglądając na bardziej pijanego i podłego niż kiedykolwiek. – To nie twoja, kurwa, sprawa, słyszysz?