Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Dziedziczka Tronu uznała, że jeśli będzie zbyt długo czekać, woda za bardzo się ochłodzi, postanowiła zatem, że czas się zabrać za mycie, toteż wzięła od Sephanie pachnące różanym aromatem mydło i pozwoliła Naris szorować plecy szczotką o długiej rączce. Gdyby były jakieś wiadomości od Gawyna albo Galada, Birgitte z miejsca by o nich wspomniała. Sama słuchała takich nowin równie chętnie jak Elayne i na pewno nie zatrzymałaby ich dla siebie. O powrocie Gawyna natychmiast powinni się dowiedzieć wszyscy w mieście. Birgitte dobrze wypełniała swoje obowiązki jako Kapitan-Generał i Dziedziczka Tronu pragnęła zachować ją na tym stanowisku najdłużej, jak mogła, jednak dzięki obecności Gawyna obie kobiety mogłyby się nieco odprężyć. Większość żołnierzy w mieście była najemnikami, w dodatku ich liczba wystarczała jedynie na obsadzenie wszystkich bram i demonstracyjny obchód mil muru otaczającego Nowe Miasto, tym niemniej tworzyli ponad trzydzieści kompanii, a każdą dowodził kapitan, dumny, opętany pragnieniem prymatu i gotów ostro naskoczyć na innego kapitana za każdą, mniej lub bardziej wyimaginowaną zniewagę lub byle uchybienie. Gawyn całe życie uczył się dowodzić armią. Potrafił sobie radzić z pieniaczami, pozostawiając ochronę tronu Elayne i Birgitte.
Poza tym Dziedziczka Tronu chciała po prostu utrzymać Gawyna jak najdalej od Białej Wieży. Modliła się, żeby jeden z jej posłańców się przedostał i żeby Gawyn znalazł się do tej pory daleko w dole rzeki. Egwene wraz ze swoją armią oblegała Tar Valon już od ponad tygodnia i byłby to najbardziej okrutny psikus losu, gdyby Gawyn dał się schwytać między swoją przysięgę ochrony Wieży a miłość dla Egwene. Co gorsza, raz już złamał tę przysięgę, a w każdym razie „nagiął” ją z powodu miłości do swojej siostry i może też miłości dla Egwene. Jeśliby Elaida zaczęła podejrzewać, że Gawyn pomógł ucieczce Siuan, wszelkie zaufanie, jakie sobie zdobył, pomagając jej zastąpić Siuan na stanowisku Zasiadającej na Tronie Amyrlin, wyparowałoby niczym kropelka rosy, a gdyby się tego dowiedziała i miała dowody, zaś Gawyn nadal pozostawałby w jej zasięgu w tym momencie, trafiłby do celi i miałby szczęście, o ile uniknąłby ręki kata. Elayne nie czuła się urażona z powodu podjętej przez niego decyzji udzielenia pomocy Elaidzie. Z pewnością dobrze to sobie przemyślał i najprawdopodobniej nie miał innego wyboru. Wiele sióstr zdezorientowały przeszłe zdarzenia. Zbyt wiele sióstr... Jakżeż Elayne mogłaby prosić Gawyna o zrozumienie faktów, których nawet Aes Sedai nie potrafiły pojąć?
Co do Galada... Dziedziczka Tronu nie potrafiła lubić tego człowieka, a on pewnie żywił urazę i do niej, i do Gawyna. Galad bez wątpienia sądził, że któregoś dnia zostanie Pierwszym Księciem Miecza, później jednak urodził się Gawyn i sytuacja się zmieniła. Z najwcześniejszych wspomnień Elayne związanych z Galadem wynikało, że jako chłopiec, a raczej młody mężczyzna, już gdy udzielał Gawynowi pierwszych lekcji obchodzenia się z mieczem, zachowywał się bardziej jak ojciec lub wujek niż jak brat. Z tamtego okresu pamiętała swój lęk o Gawyna... Jakże się bała, iż Galad podczas tych lekcji rozpłata jej bratu głowę. Na szczęście po lekcjach z Galadem młodzikom zostawały najwyżej lekkie sińce. Galad wiedział, co jest właściwe, co zaś nie, i postępował w sposób godziwy niezależnie od kosztów — czy to związanych z kimś innym, czy z nim samym. O Światłości, Galad wywołał nawet wojnę, by pomóc jej i Nynaeve uciec z Samary, mimo iż przypuszczalnie od początku znał stopień ryzyka! Lubił Nynaeve, choć ta sympatia należała chyba do przeszłości, gdyż Elayne trudno było sobie wyobrazić, że mógłby nadal sympatyzować z Nynaeve, skoro obecnie włożył Biały Płaszcz, przebywa Światłość jedna wie gdzie i robi nie wiadomo co, nie mogła wszakże zaprzeczyć, że wywołał tę wojnę, by ratować siostrę. Dziedziczka Tronu nie potrafiła mu przebaczyć jego decyzji przyłączenia się do Synów Światłości, nie mogła go lubić, choć z drugiej strony spodziewała się, że przyrodni brat jest cały, zdrów i bezpieczny. Miała też nadzieję, że Galad odnajdzie drogę do Caemlyn. Takie nowiny powitano by z niemal równie wielką radością jak wiadomości o Gawynie. To zaskakiwało Elayne, lecz było jak najbardziej prawdziwe.
— Po twoim wyjeździe przybyły jeszcze dwie siostry. Są w Srebrnym Łabędziu. — Birgitte powiedziała to takim tonem, jakby dwie Aes Sedai zatrzymały się w zajeździe, ponieważ w pałacu zajęte były już wszystkie łóżka. — Zielona z dwoma Strażnikami i Szara z jednym. Przybyły oddzielnie. Tego samego dnia opuściły miasto Żółta i Brązowa, toteż znów jest tutaj dziesięć sióstr. Żółta udała się na południe, do Far Madding, Brązowa natomiast skierowała się na wschód.
Sephanie, która czekała cierpliwie obok wanny Aviendhy, gdyż nie miała chwilowo żadnych innych zajęć, wymieniła nad głową Elayne spojrzenia ze swoją siostrą i uśmiechnęła się. Jak wiele osób w Caemlyn, obie wiedziały, że obecność Aes Sedai w Srebrnym Łabędziu oznacza poparcie Białej Wieży dla Elayne i Dynastii Trakand. Przyglądając się dwóm dziewczynom z godną jastrzębia uwagą, Essande pokiwała głową; ona również o tym wiedziała. Każdy uliczny sprzątacz i zbieracz łachmanów miał świadomość, że w Wieży doszło do rozłamu, jednak mimo to sama nazwa ciągle brzmiała potężnie i kojarzyła się z armią, która nigdy nie doznała niepowodzenia. Wszyscy wiedzieli, że Biała Wieża udzieli wsparcia każdej legalnej Królowej Andoru. Po prawdzie, większość sióstr oczekiwała monarchini, która byłaby także Aes Sedai, w dodatku taka szansa zaistniała po raz pierwszy od tysiąca lat i po raz pierwszy od Pęknięcia Świata. Z drugiej strony wszakże Dziedziczki Tronu nie zaskoczyłaby informacja, iż w obozie Arymilli przebywa jakaś siostra, trzymając się dyskretnie w cieniu. Biała Wieża nigdy nie stawiała na jednego konia przed końcówką wyścigu.
— Wystarczy tego szorowania — powiedziała, z irytacją wykręcając się spod szczotki.
Dobrze wyszkolona służąca natychmiast odłożyła szczotkę na stołek i wręczyła Elayne dużą illiańską gąbkę, którą Dziedziczka Tronu zwykła spłukiwać mydło. Żałowała, że nie może poznać myśli sióstr. Były niczym ziarenka piasku w pantoflu, tak małe, że niemal nie sposób uwierzyć, iż mogą sprawiać ból, niestety im dłużej pozostawały w bucie, tym bardziej uwierały. A przebywające w Srebrnym Łabędziu Aes Sedai z każdą chwilą bardziej zmieniały się z uprzykrzonych ziarenek w spore kamyki.
Zanim Elayne przybyła do Caemlyn, liczba Aes Sedai w zajeździe często się zmieniała, kilka sióstr wyjeżdżało co tydzień, kilka innych przyjeżdżało je zastąpić. Oblężenie niczego nie zmieniło. Oblegający miasto żołnierze z pewnością nie zamierzali zatrzymywać Aes Sedai, toteż miały one pełną swobodę, podobnie jak zbuntowani arystokraci z Łzy. Caemlyn odwiedzały także Czerwone; przybywały tu na krótko, wypytując o mężczyzn kierujących się do Czarnej Wieży, jednak im więcej się dowiedziały, tym większe okazywały niezadowolenie, ostatnia para zaś wyjechała z miasta następnego dnia po zjawieniu się przed murami Arymilli. Każdej Aes Sedai, która wjechała do Caemlyn, ostrożnie się przyglądano, a ponieważ żadna Czerwona od długiego czasu nie zbliżyła się do Srebrnego Łabędzia, więc Elaida chyba jednak nie wysłała tych sióstr z rozkazem porwania Dziedziczki Tronu. Z jakiegoś powodu Elayne wyobraziła sobie małe, rozproszone grupki Aes Sedai, które od Ugoru do Morza Sztormów płynęły stałym strumieniem, zbierając informacje i dzieląc się nimi z innymi. Dziwna myśl! Szczególnie że siostry obserwowały świat przy pomocy swoich „oczu i uszu” i rzadko się z kimś dzieliły zdobytymi wiadomościami, chyba że pod groźbą kogoś ważnego z Wieży. Prawdopodobnie przybyłe Aes Sedai pragnęły przeczekać w Srebrnym Łabędziu kłopoty Białej Wieży i nie zamierzały stawać po niczyjej stronie do czasu, aż Egwene lub Elaida zadecydują w sprawie Tronu Amyrlin. Elayne nie uważała takiego podejścia za odpowiednie. Jej zdaniem każda Aes Sedai powinna dokonywać wyborów zgodnie ze swoimi przekonaniami i nie martwić się o to, czy stoi akurat po stronie zwycięzcy!