Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 152
Перейти на страницу:

– Wiem.

Oficer chrząknął.

– Ja nie wiem, ale za to wiem, że niektórzy czarodzieje potrafią przenosić się na wielkie odległości i nikt stamtąd nie znika.

Czarnowłosa uśmiechnęła się enigmatycznie.

– Bo są w tym samym miejscu Wszechrzeczy. W tym samym królestwie. Jak przenosisz się dalej, musi być równowaga. Ciało za ciało. Ale musi też być zgoda... Rozumiesz, Kailean? Musi być zgoda obu stron. On nie dałby rady zamieniać się z lwem, gdyby lew nie akceptował tego na swój sposób. Ale ciało to nic w porównaniu z duszą, to ona nas kotwiczy w świecie. Myślę, że dałoby się przenieść ciało bez wymiany z innym, lecz duszę... Babka zawsze mówiła, że ciało jest jak pchła, a duch jak ogier. Taka różnica. Co innego, gdy umieramy, wtedy łańcuch łączący nas ze światem pęka i dusza może powędrować za Mrok, do Domu Snu. Ale żeby przenieść z innego miejsca Wszechrzeczy jakąś duszę w ciele, trzeba zapłacić śmiercią, zabrać duszę stamtąd, wyrwać ją z ciała, to działa jak... jak żuraw przy studni... jedno idzie w górę, drugie w dół, zamieniają się miejscami. Sześć lat temu wyszarpnięto dusze z dwustu siedemnastu osób z terenu, na który trafili oni, uciekinierzy z innego miejsca, innego królestwa. Ta zaraza sprzed kilku lat... pamiętasz? W okolicach zamku umarło więcej ludzi niż zwykle. Panowała normalna zimowa grypa albo inne choróbsko... ludzie umierali i tak... jednego dnia umarło dwieście siedemnaście osób, ale w wielu miastach, miasteczkach i wioskach jednocześnie, więc to się rozłożyło, mało kto zwrócił uwagę. Była wczesna wiosna, szlaki w Olekadach jeszcze nieprzejezdne, wieści rozchodziły się z opóźnieniem. Zanim wszystkie dotarły do hrabiego, epidemia już wygasła, nikt zresztą zapewne nie podawał dokładnej daty tych śmierci. Zaczyna się wiosna, pora wypędzania owiec na pastwiska, orania i siania. Zmarłych pogrzebano, życie toczyło się dalej... Kenneth też wyglądał, jakby coś sobie układał w głowie.

– A oni? Ci nowi? Nie znają języka, obyczajów, są dziwnie ubrani... – zapytał wreszcie.

Daghena wzruszyła ramionami.

– Gdyby ktoś taki pojawił się w Lithrew, uznalibyśmy go za przybysza z dalekich stron, któremu przytrafiło się nieszczęście. Może napadli go bandyci, może pomieszało mu się w głowie, może dotknęła go Pani Losu? Tak czy inaczej nikt by go nie skrzywdził. A jak to jest w górach?

Porucznik uśmiechnął się kwaśno.

– Zajęlibyśmy się nim. Dostałby jedzenie i kąt do spania. Gość, nieważne jak dziwny, to rzecz święta.

– Właśnie, nawet u arystokracji. Ponoć ta niby zaraza zabiła kilku ludzi z najbliższej służby hrabiego. Czyli niektórzy z uciekinierów trafili w pobliże zamku. Cudna piękność ze służącą, mówiąca w obcym języku, szlochająca pod bramą... Kto by nie wpuścił? No chyba żeby piękność była brudną, paskudną wieśniaczką z gromadą bachorów uczepionych spódnicy. – Kailean też się skrzywiła. – Przyjęli ją, trochę z litości, a może trochę z ciekawości, dali dach nad głową i pozwolili zostać. A jej służąca plotła swoje czary. W zamku nie było czarodzieja ani kapłana, nikogo, kto by się zorientował, co się dzieje. Po kilku dniach już wszyscy mieszkańcy uważali, że nieznajome powinny zostać pod ich opieką, aż nauczą się języka i będą mogły opowiedzieć swoją historię. Po miesiącu zostały częścią służby, po pół roku zapomniano o ich dziwnym pojawieniu się i sądzono, że przyjęto je do pracy w miejsce tych, którzy umarli.

– Częścią służby? Nie narzeczoną syna hrabiego?

– Nie – zaprzeczyła Dag. – Ile mogła wtedy mieć lat? Czternaście, piętnaście? Aeryh też był zbyt młody. Zresztą, jak mogłaby podszyć się pod prawdziwą hrabiankę? Jak oszukać sąsiadów, dalszą rodzinę, innych arystokratów? Tu cała szlachta się zna. Jej opiekunka musiałaby rzucić czar na połowę gór, nawet bogowie tego nie potrafią. Natomiast dwoma służącymi, które przyjechały z innej prowincji, nikt się nie zainteresował.

Porucznik nie wyglądał na przekonanego.

– Ale zarządca ziem powinien zauważyć, że nagle pojawiło się więcej ludzi. Dwieście głów znikąd. Sama mówiłaś, że hrabia był bardzo drobiazgowy w tych sprawach.

– Poręczne – mruknęła Kailean.

– Co?

– Poręczne. Podatek od każdej dorosłej pary rąk w chałupie. Płacony od wszystkich, którzy ukończyli dwanaście lat. Że niby ma nie być darmozjadów i każdy musi na siebie zapracować. Ludziom jest on nie w smak, bo jak masz w rodzinie stuletnią ślepą babkę, to musisz albo za nią płacić, albo posłać do lasu między wilki. Zresztą jak znam życie, wójtowie i starostowie wiosek nie zawsze mówią prawdę zarządcom baronów. Jeśli w małej osadzie pojawił się jakiś nieznający języka włóczęga, to niekoniecznie od razu to zgłaszano. Bo poręczne trzeba zapłacić nawet od kogoś, z kogo nie ma żadnego pożytku. Więc hrabia nie musiał wiedzieć wszystkiego o swoich ziemiach i ludziach. Potem, po roku albo dwóch, gdy nowi przyuczyli się języka i jakiejś pożytecznej roboty, może i ich zgłaszano. Ludzie z innych prowincji szukają też swojego szczęścia w Olekadach, nikogo tam nie dziwi pojawienie się jakiegoś parobka czy dziewczyny chodzącej za służbą. A potem... zaczęły się zabójstwa. Ktoś zaczął polować na tych uciekinierów.

Kenneth przypatrywał jej się uważnie.

– Zginęło lub przepadło więcej ludzi niż dwie setki.

– W zamku też nie wszyscy byli obcy, a ci szarzy mordercy zabijali jak popadnie. Strażników, służbę, konie. – Kailean podrapała się po głowie, przygryzła wargę. – Myślę, że jeśli napotkali swoją ofiarę w towarzystwie innych ludzi, to wyrzynali wszystkich, jak leci. Bo lubią, bo po to ich stworzono, bo wszystko im jedno, mężczyzna, kobieta w ciąży, dziecko, koń, pies... Ale zabijali tylko wtedy, gdy sądzili, że ci ludzie są jakoś związani z celem ich łowów. Dlatego wyrżnęli bandę zbójów, bo ich herszt przyjął do siebie jednego z nowych, dlatego w wiosce wchodzili tylko do jednej chałupy, bo któryś z uciekinierów wżenił się w miejscową rodzinę, albo zabili tylko jednego kupca na drodze, mimo iż tego dnia przejeżdżało nią kilku innych. Wiedzieli. I cały czas zbliżali się do zamku, po spirali, coraz bardziej zacieśniając pętlę. Szukali. Zapewne umiejętności jej służącej pozwalały jakoś zmylić tropy...

– Tej, która zginęła w zamku?

– Tak, poruczniku, tej samej. Na czym skończyłam? Ona potrafiła jakoś je ukryć, ale i tak czuły, co się święci. Nie uciekły, co było głupie, może uważały, że ucieczka nic nie da, może wiedziały więcej o tym, co naprawdę potrafią ich wrogowie, lecz zdecydowały się na desperacki krok. Podszyły się pod narzeczoną syna hrabiego, przejęły jej... skórę, że tak powiem. Namieszały w głowie hrabiemu, jego rodzinie i służbie, w końcu trzymały ich pod czarem wiele lat... Może liczyły, że tak będzie bezpieczniej? Nie wiem.

Oficer przestał wreszcie przypatrywać się dziewczynom takim wzrokiem, jakby się zastanawiał, czy nie przypiec im pięt.

– To się zgadza z tym, o czym wam wspomniałem – odezwał się w końcu. – W górach ginęły patrole Straży, ale nie znajdywano żadnych ciał. Czyli szarzy unikali walki, jeśli w pobliżu nie było tych, których ścigali. Jeśli jednak jakiś oddział zanadto się zbliżył, wrzucali go tutaj.

– A żaden z obcych nie mógł wstąpić do Straży?

– Nie. Jeśli sytuacja nie jest wyjątkowa, zawsze sprawdza się ochotnika na wszystkie strony. Skąd pochodzi, gdzie ma rodzinę, czy nie jest... jakby to ująć, zgniłym jajem. No i chodzi o to, żeby rekrutować ludzi z miejscowych, znających okolicę. Ktoś, kto mieszkał w górach dopiero od kilku lat, nie miał szans na pobór, chyba żeby wybuchła wojna. Są też jeszcze wojskowi czarownicy. Może nie najlepsi, ale wyczuleni na dziwne rzeczy. Pewnie tamci woleli ich unikać.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)