Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 152
Перейти на страницу:

– Dd... dobrze. Jak...

– Zwyczajnie. Wielka wojna, najazd na klasztor, rzeź, grabież, ogień. I garść nowicjuszek pognana w wielkiej kolumnie niewolników na Wschód.

Kobieta mówiła spokojnie, bez śladu emocji, jakby opowiadała zasłyszaną kiedyś historię. Key’la przyjrzała się jej i stwierdziła, że trzydzieści lat, na które ją oceniła, to za mało. Uśmiechnięte oczy i gładka cera odejmowały mówiącej wieku.

– Byłam łupem wojennym Se-kohlandczyków, zanim podarowano mnie, w ramach zapłaty za przelaną krew, Glyndoi. Plemiona Sahrendey, do których należy ten lud, straciły w czasie wojny większość swojej młodzieży. Yawenyr dał im tysiące niewolników, żeby uspokoić nastroje i ułagodzić starszyznę. To były czasy, gdy Złoty Namiot chwiał się nad jego głową i Ojciec Wojny potrzebował spokoju w państwie.

Tak. To były te nazwy, na dźwięk których w oczach ojca zapalał się ogień. Glyndoi. Sahrendey.

– Ci niewolnicy... zabili ich?

– Skąd to pytanie? – Kobieta przechyliła głowę i uśmiechnęła się, ujmując sobie kolejnych kilka lat. – Wybacz, nie przedstawiłam się. Mam na imię Tsaeran. Tsaeran-kor-Lamery. To rzadkie imię, wiem, ale moja matka uznała, że w rodzinie nie będzie kolejnej Isawy albo Kamii. A ty jak się nazywasz?

– Key’la.

– Ładnie. I odpowiadając na twoje pytanie, nie. Nie zabili ich. Zdziwisz się, ale spora część odeszła za wykupem. Zwłaszcza w pierwszych latach po wojnie, gdy niewolników było tak wielu, że za jednego konia można było dostać trzech.

– A ty?

– Ja? – Tsaeran przez chwilę mrużyła oczy. – Widzisz, klasztor, z którego mnie porwano, był poświęcony Wielkiej Matce. I miał surową regułę. Cnota, skromność i czystość przede wszystkim. Dziewczyna, która przeszła jako niewolnica tysiąc mil po Wielkich Stepach, w oczach przełożonych traciła te atrybuty. Nikt się o mnie nie upomniał. A ja szybko odkryłam, że ci barbarzyńcy mają dusze i serca po tej samej stronie co my, więc zostałam, żeby nauczać ich o miłosierdziu i łasce Pani. Nie, żeby słuchali, Laal Szarowłosa jest dla nich jedyną prawdziwą boginią, ale nadal mam nadzieję, że któryś cokolwiek zrozumie. Poza tym zawsze umiałam przyrządzać leki, nastawiać kości i opatrywać rany, więc jestem kimś w rodzaju znachorki.

– To znaczy maneya?

– Więc podsłuchiwałaś. Nie. Maneya znaczy niewolnica. Ale nie tak, jak Meekhańczycy to rozumieją, maneya to niewolnica, która stała się częścią rodu. Nie na tyle bliską, by nauczyć ją języka, ale kimś, kogo nie można na przykład sprzedać bez jego zgody ani wychłostać z nudów.

Key’la uśmiechnęła się. Mimo wszystko.

– Nie znasz ich języka?

– Sahrendey nie uczą obcych własnego języka. Niektórzy posługują się meekhem, se-kohlandzkim większym czy anawijskim, ale ich własny język jest tylko dla członków rodu i szczepu.

– To może być ci trudno nauczać o Wielkiej Matce.

Znachorka spojrzała na nią z powagą.

– Nie mówiłam, że jest łatwo. I... Dziecko, żyję z nimi dwadzieścia lat, więc oczywiście rozumiem większość, ale żaden z nich nie odezwie się do mnie w mowie plemion, a ja muszę udawać, że jestem całkiem głupia, bo mogę stracić własny język. Oni oczywiście domyślają się, ile rozumiem, ale nie drążą tematu. To takie... rozsądne podejście do tradycji.

Uśmiechnęła się ciepło.

– No i pogadałyśmy wystarczająco długo, żeby lek zadziałał. Lepiej się czujesz?

Ból... jeszcze zelżał. Był w pobliżu, jak ten, który pozostaje w mięśniach po całym dniu ciężkich ćwiczeń. Ale w porównaniu z tym sprzed kwadransa jakby go nie było.

– Jak długo?

– Do wieczora. A jeśli będziesz miała szczęście, to do północy, ludzie różnie reagują. Nie mogę obiecać, że zdobędę dla ciebie kolejną dawkę. Szykujemy się do bitwy, więc leki są na wagę złota.

– My?

– Tak. My.

– Przeciw nam.

– Zdziwiona? Po co wróciliście? Źle wam było za Amerthą, w Imperium? Po co wam ta wojna?

Zaskoczył ją gniew ukryty w tym pytaniu. Co ta kobieta w ogóle wie o tych sprawach?

– Moi rodzice się tutaj urodzili.

– Zdziwisz się skarbie, ale większość młodych Sahrendey też. Od dwudziestu lat połowa Wyżyny Lytherańskiej należy do nich. Latem wypasają tu stada i rozbijają obozy, zimą przenoszą się na południe, na ten skrawek Stepów, który im pozostał. Oni nie mają dokąd pójść, dziecko. Niepotrzebnie wróciliście.

Key’la aż uniosła się na łokciu.

– To nasza ziemia.

– Naprawdę? Mówisz tak, jakby prawo do posiadania ziemi przysługiwało ludziom z urodzenia. Jakby było granitowym fundamentem, na którym zbudowano ten świat. Nie bądź niemądra. Ile masz lat? Dziesięć? Ziemia to dobro takie samo jak złoto, konie czy biżuteria. Można ją zdobyć albo stracić. Sahrendey stracili większość swoich ziem, gdy przybyli tu Se-kohlandczycy. Zostali pokonani, bo Ojciec Wojny przywiódł więcej wojowników i potrafił lepiej nimi dowodzić. Niektóre ludy Sahrendey zniszczono, innym zaproponowano przyłączenie się do Wolnych Plemion i wspólne przelewanie krwi. Większość się zgodziła, choć musiała oddać najlepsze pastwiska nowym panom Wielkich Stepów. W zamian za nie dostali kawałek Wyżyny i niektórzy już nazywają ją domem. A wy? Skąd przybyliście, zanim wasze wozy zaczęły ją orać kołami? Jakie ludy i plemiona stąd wygnaliście? Pamiętacie choć ich nazwy? Czym się od nich różnicie?

Key’la czuła, jak gniew eksploduje jej w piersi. Spróbowała zerwać się z posłania, ale kobieta niespodziewanie położyła jej dłoń na czole.

– Nie wstawaj. Dobrze... nie masz gorączki... mimo zdenerwowania.

– Co? Zabieraj rękę!

Dłoń się cofnęła, a znachorka posłała Key’li szczery uśmiech.

– Już, już. Wybacz. Musiałam cię zdenerwować, żeby sprawdzić, jak reagujesz na lek. Czasem przy silnych emocjach pojawia się gorączka, człowiek zaczyna się pocić, a potem traci się przytomność i umiera. Ty znosisz go doskonale. Zresztą zgodziłaś się na drugą próbę, pamiętasz?

Dziewczynka opadła na posłanie, nagły ruch kosztował ją więcej, niż sądziła, odezwał się ból w dole pleców, a żołądek skręcił się w dziki węzeł. Teraz czuła się bardzo, ale to bardzo słabo.

– Nie żeby cokolwiek z tego, co powiedziałam, mijało się z prawdą. Ale Nasza Pani nie ocenia ludzi według jakichś fundamentalnych reguł, tylko po tym, co noszą w sercach. Czujesz senność?

Nie miała już siły odpowiedzieć, więc tylko skinęła głową.

– A zatem śpij. Zajrzę wieczorem. A jeśli obudzisz się wcześniej, nie wychodź z namiotu. Na zewnątrz każdy może cię skrzywdzić. I...

Reszta utonęła w wirze światła i szumie wiatru, który w jakiś sposób wdarł się do namiotu. Zasnęła.

* * *

Obudziła się sama, w ciszy tak głębokiej, jakby znalazła się na dnie bezdennego jeziora. Sądząc po szkarłatnej prędze, liżącej ścianę namiotu naprzeciw wejścia, słońce tuliło się już do horyzontu, ale jej opiekunki nadal nie było.

Chwilę leżała nieruchomo, wpatrując się w sufit, opuchlizna nad lewym okiem wyraźnie się zmniejszyła i mogła je już otworzyć. Lek nadal działał, bo ból nie odbierał jej zmysłów, a może po prostu trochę do niego przywykła. Odetchnęła na próbę nieco głębiej. Zakłuło.

Odrzuciła przykrycie i ostrożnie usiadła, a potem wstała. Musieli ją rozebrać, bo była golusieńka, nie licząc bandaży owijających żebra, ale to nawet lepiej, bo mogła się dokładnie obejrzeć. Bolało, a jakże, najgorzej było z lewą nogą bo leżała wtedy na prawym boku, więc w lewą trafiło najwięcej ciosów. I w lewy bok. I w lewą nerkę... Kolejne miejsca na ciele przypominały o sobie tępym pulsowaniem. Nieważne. W tej chwili najgorzej wyglądało kolano, przypominało worek wypełniony wodą a udo wydawało się pokryte czarnym tatuażem. Brzuch i żebra przybrały interesujący niebieskozielony odcień. Bolało od samego patrzenia.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)