Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 151
Перейти на страницу:

Mężczyzna próbował się szarpnąć, ale ostrze przyłożone do gardła uspokoiło go w mgnieniu oka. Yatech przyjrzał mu się dokładnie. Pięćdziesiąt, może więcej lat, drogie ubranie, rysy twarzy widywane na niektórych posągach albo monetach, srebrne włosy opadające falą na kark. Arystokrata z krwi i kości.

– Modliłeś się? Modliłeś się do tego kawałka żelaza, nic niewartego, zapomnianego odpadka, zardzewiałej furtki? Odpowiedz!

Szept Kanayoness przeszedł w warkot.

Mężczyzna nie jęknął ani nie zaczął błagać o życie, tylko mocniej odchylił głowę w tył i spróbował spojrzeć na dziewczynę.

– On jest moim panem – wydyszał. – Jedynym i prawdziwym.

– Naprawdę?

– Tak.

– To tylko marny bożek bez znaczenia, kukła godna pogardy, złodziej dusz. – Mała Kana szarpnęła głową mężczyzny w tył i przez chwilę wydawało się, że zaraz poderżnie mu gardło. – Chcesz za niego umrzeć?

– On jest Bogiem Wojowników, Obrońcą Świata, Niszczycielem Ciemności. No już, zabij mnie, a z radością jeszcze dziś stanę przed jego obliczem.

Puściła szlachcica i cofnęła się w cień pod ścianą. Mężczyzna chwilę tkwił bez ruchu, po czym powoli uniósł dłonie do szyi.

– Hrabia Bendoret Terleach. – Kanayoness stała za jego plecami, a jej głos zdawał się dobiegać ze wszystkich stron naraz. – Ten, który został wybrany. Oświecony, by służyć swojemu panu. Ten, który poprowadzi jego wiernych do zwycięstwa. Twoja wiara i niezłomność okazały się stalowe. Możesz wstać, wybrany. Ze wszystkich ludzi ty jeden jesteś godzien, by być jego naczyniem.

Arystokrata podniósł się z kolan, a na jego twarzy malowało się tyle sprzecznych uczuć, że nie wiadomo było, czy mężczyzna zaraz zapłacze, czy zacznie wzywać pomocy. Och, to jasne, że działo się coś, do czego mężczyzna tęsknił i o czym marzył od wielu lat. A jednocześnie ta jego część, która była wyrachowanym politykiem, nakazywała mu ostrożność.

Kanayoness podeszła do miecza i oburącz złapała za jego klingę. Nawet w półmroku dało się zauważyć, że hrabia przestał oddychać. Miejsce, gdzie jej dłonie dotykały gigantycznej broni, zdawało się lekko jarzyć.

– On jest z ciebie zadowolony. Bardziej, niż sądzisz. Od wielu wieków czekał na kogoś takiego jak ty. Pamiętasz chwilę, gdy cię uzdrowił? Gdy odepchnął chorobę, której nie potrafili uleczyć najwięksi czarownicy? Postanowił, że do ciebie przyjdzie. Osobiście wyśle kawałek swego ducha, by boże naczynie znów stąpało po ziemi.

Awenderi – w głosie mężczyzny usłyszeli nabożny lęk.

Miała go. Z ciałem i duszą miała go.

– Ale coś się wydarzyło. Coś poszło nie tak, jak miało. Opowiem ci co. I zdradzę, co masz zrobić, by wypełnić wolę Reagwyra.

Rozdział 9

Rankiem Deana wyrwała się z pałacu. Musiała. Odgłosy towarzyszące wprowadzaniu się wybranek Varali do Domu Kobiet napełniały jej kości lodem. Nigdy w życiu nie pragnęła tak bardzo kogoś zabić. Kogokolwiek.

Przestraszona niewolnica towarzyszyła jej aż do wyjścia. Tam Deana odesłała służącą do komnaty, obiecując, że zawiadomi ją zaraz, gdy wróci. Dziewczyna tylko skłoniła się nisko i znikła, tuląc dziecko do piersi.

Miasto nadal żyło wojną w dalekiej, północnej krainie, lecz ona słuchała tych wieści jednym uchem. W tej chwili bardziej interesowało ją znalezienie pierwszej karawany, która wyrusza przez pustynię. Skoro chcą się jej pozbyć z pałacu, ułatwi im to.

Gdy zbliżała się do karawanseraju, drogę zagrodziła jej dziwaczna konstrukcja. Długie na dwanaście stóp pudło niesione przez tuzin muskularnych młodzieńców ubranych tylko w przepaski biodrowe i sandały.

Lektykę postawiono przed nią, a jeden z tragarzy ukłonił się nisko i powiedział: – Moja królowa ma zaszczyt zaprosić cię do siebie, pani.

Deana powoli puściła rękojeści szabel. Cała scena była nierzeczywista. Stojąca na lwich łapach, rzeźbiona w kwiaty i ptaki lektyka, której wnętrze kryły przed spojrzeniem gęste, muślinowe zasłony. Atletyczni młodzi mężczyźni o skórze natartej pachnącymi olejkami. Zaproszenie wypowiedziane najczystszym meekhem.

Jeśli istniał jakikolwiek sposób, by ją zaciekawić, już jedna z tych rzeczy by wystarczyła. Przynajmniej oderwie myśli od pałacu.

Wewnątrz od razu zrozumiała, czemu do noszenia tego pudła zatrudniono tuzin tragarzy. Na atłasowych poduszkach, tonąc w powodzi śnieżnobiałych jedwabi i koronek, na pół siedziała, na pół leżała największa kobieta, jaką Deana spotkała w życiu. Nie otyła, ale właśnie wielka. Miała czarną jak noc skórę błyszczącą od wonności, wysoko upięte włosy, kształtną szyję i piękną, naprawdę piękną twarz. Wysoko uniesione kości policzkowe, duże usta, zgrabny nos i oczy, wielkie, migdałowe, wściekle mroczne i dumne. I tylko wzrost psuł ten ideał. Siedem stóp? Może nawet więcej – trudno było to ocenić, ale niewątpliwie gdyby stanęły obok siebie, Deana ledwo sięgnęłaby jej do ramienia.

– Moi przodkowie pochodzą z Ommalen na samym krańcu Równiny Bahijskiej. – Tamta najwyraźniej przywykła do tego, że ludzie mierzą ją zdumionymi spojrzeniami. – Plemię Uawari Nahs znane jest z tego, że tych, którzy mają mniej niż sześć stóp i cztery cale wzrostu, wypędza jako karłów. To lud wojowników i myśliwych, poluje na słonie, mualaki i ciężkorogie gawu, a równinne lwy są trofeum zdobywanym przez naszych chłopców i dziewczęta przed ukończeniem piętnastego roku życia. Słynie też – dodała z lekkim uśmiechem – z urody swoich kobiet.

Czarna dłoń wysunęła się spomiędzy jedwabi i lekko musnęła rękę Deany.

– Dwa krańce świata spotykają się w jednym miejscu. Córka Północy i córka Południa. – Nieznajoma błysnęła olśniewającym uśmiechem. – Witaj w moim mieście, wojowniczko.

Deana rozsiadła się w przeciwległym krańcu lektyki. Dziwne zaproszenie, obliczone na to, by ją zaintrygować, dziwne powitanie, dziwna sytuacja. Wnętrze zmuszało do zajęcia pozycji półleżącej, niewygodnej do obrony, przesunęła więc pochwy szabel do przodu.

– Za Anaarami i Górami Wrzasku jest jeszcze kawałek świata – odpowiedziała niezobowiązująco.

– To prawda. Czy jednak w twych żyłach nie płynie również krew Meekhanu? Tak słyszałam.

Brzęknęło kryształowo i w rękach kobiety zalśniły dwa rżnięte pucharki wypełnione płynnym światłem.

– Napijesz się ze mną? Za spotkanie Północy z Południem.

Deana przyjęła kielich, nie bardzo wiedząc, jak ta kobieta wyobraża sobie…

Czarna opaska rozwiązała problem.

– Dziwne. U mnie w afraagrze to ja byłam dziewczyną z południa.

– Widzisz. Wystarczy przebyć pół świata, by wszystko stanęło na głowie. Nie słyszę, żebyś piła…

– Z nieznajomą? Nie. Wiesz, kim jestem, najwyraźniej znasz moje imię i pochodzenie. Ja nie wiem nic. Przedstaw się.

– Och. Obcesowo i bezpośrednio. Smak północnych gór zamieszkanych przez bezlitosnych, surowych wojowników. Jakie to barbarzyńskie i… podniecające. Tak. To dobre słowo, czuję, że wezmę sobie dziś w nocy dwóch, a może nawet trzech kochanków. A ty?

Zgrzytnęła zębami. Ta kobieta wiedziała zbyt wiele.

– Dzień, którego wartość będę liczyć liczbą mężczyzn między nogami, uświadomi mi, że pora umierać.

– Oj. Złośliwie i wulgarnie. To już smak ulicy… naszej ulicy, z lekką domieszką pałacowego blichtru. Nasiąkłaś Konoweryn, moja droga. Pięknie.

Kobieta skłoniła się lekko, z wdziękiem, przykładając dłoń do serca.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)