Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 151
Перейти на страницу:

– Tak. – Uniosła brwi, a jej czoło popękało szczelinami niczym powierzchnia wyschniętego bajora. – Skończyłeś się już popisywać spostrzegawczością? To głupie. Nigdy nie zdradzaj, jak jesteś bystry, komuś, kto być może będzie chciał cię zabić.

Westchnął.

– Mam przeczucie, że nie będziemy walczyć. W każdym razie nie dzisiaj. Ale nie chcę o tym myśleć, bo mój tyłek skarży się na siodło, a ręka boli jak cholera. – Obejrzał się przez ramię. Brzeg, ku któremu się kierowali, rósł w oczach. Przykrywający go płaszcz puszczy przeglądał się już w tafli jeziora. – Wkrótce nasza przejażdżka się skończy.

Nie odpowiedziała i na dłuższy czas zapadła cisza. Złodziej obserwował brzeg, którego lewa strona wyraźnie wznosiła się coraz bardziej. Szczyty drzew porastające wzniesienie tonęły we mgle. Za nimi musiała się znajdować Dolina Dhawii.

Złodziej powiedział prawdę, był obolały i zmęczony. Ale też czuł przede wszystkim olbrzymie, wszechogarniające znużenie. Miał już dość uciekania, uników, bezustannego bicia się z własnymi myślami. Wiecznej niepewności, czy jakieś uczucie, skojarzenie lub myśl jest jego, czy nie. Gdzie kończy się Altsin Awendeh, a zaczyna Bitewna Pięść Reagwyra. Ogarnęła go mieszanina niepokoju, ciekawości i… radości. Cokolwiek go tam czekało, istniała szansa, że jego kłopoty z tym półboskim sukinsynem wkrótce się skończą.

W ten czy inny sposób.

Skrzywił się i odwrócił do wiedźmy. Takie na wpół samobójcze rozważania do niczego nie prowadziły.

– Zamierzasz im przeszkodzić? Twoim… siostrom? – Włożył w ostatnie słowo tyle ironii, ile mógł, w nagrodę dostając coś na kształt uśmiechu.

– Zapolujemy na tę galerę. Następnym razem, gdy będzie czekać z dala od brzegu, przypłyną inne łodzie niż te, których się spodziewa. Zadbam o to.

Westchnął. Wielowiekowe doświadczenie i dziecięca naiwność. Jak taka mieszanka może się mieścić w jednym ciele.

– Ona już tu nie przypłynie. „Czarna Mewa”. Po tym jak znaleźliśmy Ynao, mittarski kapitan wie, że jego okręt jest spalony, a jeśli jeszcze nie wie, wiedźmy z Doliny go uprzedzą. Ta galera zmieni nazwę, symbol na żaglu, a może i właściciela, i zacznie pływać do innych portów. Chcesz się założyć, że nie ujrzycie już czarnego ptaka w pobliżu wyspy? Za to z bronią przypłyną inne galery, a jak masz zamiar odróżnić przemytnika od uczciwego kupca? Przez Amonerię wiedzie jeden ze szlaków na Dalekie Południe, wiele statków zatrzymuje się przy ujściu Maluaryny, żeby uzupełnić zapas słodkiej wody. Jeśli zaczniecie atakować każdy, który znajdzie się w pobliżu wyspy, źle się to skończy. Chcesz zacząć wojnę morską z resztą świata?

Gualara wpatrywała się w niego oczyma jak kawałki nieba uwięzione w skalnych szczelinach. Milczała.

– Mogę się jeszcze trochę powymądrzać? – zapytał. – Może ostatni raz, zanim będziemy walczyć.

Udało mu się wywołać blady uśmiech na jej twarzy.

– Mów. Może ostatni raz.

– Dajcie znać Radzie Kamany. Dyskretnie. Zdobądź jeden z tych tasaków na dowód i pokaż im. Możesz ich nawet oskarżyć o maczanie w tym palców, łamanie umów i postraszyć blokadą miasta. To zadziała. Kamana ma flotę statków patrolowych, ma szpiegów na kontynencie, także w ArMittar, ma dość pieniędzy, by przekupić piratów. Nim upłynie miesiąc, statki przemytników zaczną tonąć, a wieść o tym rozejdzie się po wszystkich portach wybrzeża i nawet najbardziej zdesperowany kapitan nie podejmie się pracy dla Czarnych Wiedźm. Odetnij je od kontynentu rękoma Kamany.

Skinęła głową, lekko, ale wyraźnie.

– Przemyślę to, chłopcze. Twoja rada brzmi mądrze, więc trzeba ją rozważyć. A teraz – wskazała brzeg – szykuj się. Czekają na nas.

Interludium

Dała mu papier i kilka węglowych rysików różnej grubości. Siadła obok i kazała malować.

Z początku szło opornie, kreski były grube, nierówne i koślawe. To, co miał w głowie, obrazy wyciągnięte z pamięci, nie chciało zaistnieć na papierze.

– Nie walcz z tym – szeptała mu do ucha, sięgając i delikatnie prowadząc jego dłoń. – Nie próbuj od razu namalować wszystkiego. Niech całość wyłania się stopniowo. Jeszcze raz.

Więc Yatech szkicował. Komnatę z kręgiem kamiennych tronów, widok na miasto z wieży, czarny miecz tkwiący w kamieniu. To były kiepskie rysunki, nieporadne i uproszczone jak dziecięce bazgroły, ale ona się nie zrażała. Mięła zmarnowane kartki i ciskała je w kąt.

– Jeszcze raz. Myśl o tych miejscach. Skup się na nich. Niech ci odżyją w pamięci. Zacznij od krawędzi, od tła, ono też jest ważne, niech wciągnie cię w głąb i uwypukli szczegóły.

Pozwolił dłoni z rysikiem zaczerniać papier i zagadnął:

– Dlaczego sama nie rysujesz? Znasz się na tym.

Kątem oka dostrzegł, jak Kanayoness kręci głową.

– Dla mnie rysunki to wrota do miejsc. Ale muszą to być prawdziwe miejsca, osobiście widziane przez malarza, albo miejsca, które widziałam ja sama, już w nich byłam. I muszę dotknąć tego, kto stworzył obraz, porozmawiać z nim, żeby nawiązać więź. Kiedy wybrałam się na Wielkie Zgromadzenie trup teatralnych i zamówiłam rysunki z różnych krain Imperium, musiałam zjawić się tam sama, żeby spotkać ludzi, którzy będą je malować. – Poprawiła lekkim muśnięciem cieniowanie posadzki. – Dzięki temu wiedziałam potem, którzy z nich oszukiwali, malując coś, czego sami nie zobaczyli.

– Co to za różnica? – Udało mu się naszkicować kamienne ściany i podstawy kilku tronów. Na środku dwoma szybkimi ruchami zaznaczył miejsce, gdzie płonął ogień.

– To były obrazy z ich wyobraźni. Nieistniejące. Cała Moc Wszechrzeczy nie otworzy przejścia do miejsca, którego nie ma. Rozumiesz? Sięgam do miejsc, które są prawdziwe, a ich istnienie zostało potwierdzone, bo ktoś je zobaczył.

Kilkoma kreskami zaznaczył trony, ich siedziska, oparcia, prosty wzór zdobiący podstawy.

– Ale dlaczego sama nie rysujesz?

– Bo nie mogę. Każda droga musi mieć początek i koniec. Ta, którą ja otwieram, to ścieżka między dwoma umysłami. Moim i twórcy rysunku. Gdybym malowała ją sama, to droga ta byłaby najkrótsza z możliwych. – Postukała się palcem w skroń. – Zaczynałaby się i kończyła tutaj.

Domalował resztę tronów, dwoma ruchami podkreślił cienie w kątach.

– Dobrze. – Mała Kana wydawała się zadowolona. – Bardzo dobrze. Masz talent. Ćwicz.

Yatech odsunął nieco kartkę i przyjrzał się uważnie dziełu. Całość wyglądała jak malunek znudzonego dziecka.

– Nie patrz tak. Nie chodzi o wierność szczegółów, lecz o istotę miejsca. – Wskazała na plamę węglowego pyłu, która wyglądała jak postać mężczyzny w płaszczu z kapturem, trzymająca w rękach jakąś tyczkę. – Uchwyciłeś ją. Bierz się do następnego.

Zawahała się.

– Skup się na komnacie z mieczem. Pójdziemy tam. Jutro.

*

Wyszli z ciemności w mrok rozjaśniony tylko pochodnią płonącą w uchwycie na ścianie. Trafili dokładnie przed miecz, tam, gdzie byli poprzednio. I tym razem przed mieczem spoczywał mężczyzna.

Ale ten był żywy.

Odwrócił się, wyczuwając ich, i sięgnął po wiszący u pasa sztylet. Yatech uderzył. Przedramię, obojczyk, skroń. W półmroku klingi jego yphirów pozostawały niewidoczne, więc mężczyzna musiał mieć wrażenie, że ktoś okłada go magicznymi ciosami.

Cofnął się, otwierając usta do krzyku.

Mała Kana była już za nim, już kopniakiem pod kolano zmuszała go do przyklęku i zasłaniając usta dłonią, nachylała się do ucha.

– Ciiii… Mój towarzysz dostał rozkaz, by uderzać płazem, chyba że nie będzie innego wyjścia. Dzięki temu nie wykrwawiasz się tu teraz na śmierć, a miecz tu uwięziony nie spija twojej krwi i duszy.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)