Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 151
Перейти на страницу:

– Mamy Bo? Białej słonicy prowadzonej w pochodzie dwa razy do roku?

W czarnych oczach pojawiło się rozbawienie.

– Tak. Właśnie tak. Ktoś opowiedział ci kawałek naszej historii?

– Byłam w Bibliotece.

– O tak, tam się pamięta, choć wiedza, z której nie robi się użytku, jest mniej warta niż łzy krokodyla. Tysiąc lat temu Białym Konoweryn władała Wielka Matka, którą wy zwiecie Baelta’Mathran. Jej wcieleniem była Biała Słonica. A teraz? Biała Słonica stała się wierzchowcem Agara, a Pramatka – Służką. Niewolni nie są godni czcić Agara, chyba że zostaną Wyniesieni do jednego z Rodów Wojny, a wtedy najlepsi z nich mogą wykupić swoje rodziny i zabrać je do ahyry. Ich ojcowie i bracia pracują tam do śmierci, a siostry stają się żonami lub nałożnicami oficerów. Trzy kasty niewolników, pilnujące jedna drugiej, i armia wyrosła z ich szeregów, stawiająca im okutą żelazem stopę na karku. Oto siła, na której wyrosła potęga Białego Konoweryn. Piękne, prawda?

– Wszystko ma swój początek i kres – mruknęła Deana, żeby tylko coś powiedzieć.

– Tak. Początek i kres. Mówienie banałów również powinno je mieć, ale obawiam się, że z tej rozrywki ludzie nigdy nie zrezygnują. Jaki może być kres niewolnictwa, które trwa tu od dwunastu wieków? Bunt? Bunty wybuchają od czasu do czasu, zwłaszcza wśród brudnych i popielnych. Drewniane motyki, noże, widły i siekiery przeciw kolczugom, łukom, szablom i toporom Rodów Wojny. O tak… Bunt to piękna sprawa, zawsze po nim ceny niewolników idą w górę i zawsze znajdzie się kilka kupieckich rodzin, które skupują wcześniej młodych mężczyzn i kobiety, by gdy tylko deszcze zmyją krew do rynsztoków, zarobić krocie. Świątynia Służki od wielu lat obserwuje ten proceder.

Deana odwróciła twarz do okna, by nie patrzeć na wściekle gniewne oczy Demenayi. Ludzie, którzy mają w sobie tyle gniewu, bywają nieobliczalni.

– Bunty są… planowane?

– Ich spora część. Rolą Rodu Trzciny zawsze była kontrola nad niewolnikami. Mają swoich szpiegów na każdej plantacji, w każdej tkalni jedwabiu i kopalni, w manufakturach. Nie wszyscy służą w polu, jako żołnierze, część Trzcin zatacza koło, wyrośli z niewolników i wracają w ich szeregi, by szpiegować i kontrolować. Sprzedaje się ich na targach albo dołącza jeszcze wcześniej do niewolniczych karawan, by inni ich zaakceptowali. Taka jest rola Trzcin. Potem, gdy uznają, że trzeba oczyścić jakiś rejon, gdzie gniew obdarzonych mową rzeczy osiągnął stan wrzenia, prowokują powstanie. Czasem większe, czasem mniejsze, i zawsze doskonale przygotowane. Przez nich. Garnizony Słowików i Bawołów stoją pod bronią, większość szlachty wyjeżdża… Kupcy robią zapasy.

– A teraz? Zaczęły się… zakupy?

– Zaczęły się kilka miesięcy temu. Tuż przed tym, jak dokonano zamachu na starszego księcia. Gdyby wtedy wybuchł bunt, wielki bunt, krwawo stłumiony, ceny niewolników poszłyby w górę. A mówimy tu o pieniądzach, które zapełniłyby po brzegi niejeden skarbiec.

– A bunt wybuchłby, ponieważ…?

– Sameres Trzeci, nasz nieodżałowany książę – tym razem to jej gospodyni znalazła coś ciekawego za oknem, bo rozchyliła na cal zasłonę i nie odrywała wzroku od mijanych widoków – miał wizję. Jak wielu Synów Ognia przed nim. Ale on był wystarczająco silny i przebiegły, by ją zrealizować. Był pierwszym księciem od trzystu lat, który zdołał uchwycić trochę prawdziwej władzy, wyrwać jej część Świątyni Ognia, Rodom Wojny i starej arystokracji.

– Interesujące.

– To dziwne. – Demenaya przestała interesować się tym, co było na zewnątrz, i spojrzała na Deanę, ironicznie unosząc brwi. – Mówisz w suanari, a jakbym słyszała obcy język. Przysięgłabym bowiem, że zamiast „interesujące”, powiedziałaś „Nic mnie to nie obchodzi, ale gadaj sobie, jeśli musisz”. Synowie Ognia od wielu wieków nie byli niczym innym niż figurantami, wyniesionymi na tron przez Rody Wojny i Świątynię Ognia. Lecz Sameres mógł sobie pozwolić na niebezpieczną grę, bo wraz z bratem byli ostatnimi przedstawicielami linii szczycącej się najczystszą Krwią Agara. To dlatego żaden z nich nie ma jeszcze potomstwa, nie udało się znaleźć kobiety wystarczająco spokrewnionej z awenderi boga, by ich dziecko mogło wejść do Oka. Druga, prawie tak samo czysta linia znajduje się jedynie w Kambehii, zachowana chyba tylko dzięki kazirodczym związkom, a jej książątko Obrar, który miał czelność przyjąć przydomek Płomienny, domaga się próby w Oku. Nikt ci o tym nie opowiedział, prawda?

– Nie – skłamała.

– Więc teraz rozumiesz, dlaczego tak was witano. I dlaczego pałac zaczął się nagle spieszyć w sprawach… kontynuacji rodu. Gdyby konowerska linia książęca wygasła, inne księstwa zażądałyby osadzenia Obrara na tronie, bo Oko musi mieć władcę. A byłby to pierwszy od stuleci władca nie wybrany przez naszych kapłanów i Rody Wojny, lecz im narzucony. Obrar przywiódłby swoich kapłanów, urzędników, zmieniłby Af’gemidów. Może nawet dokonał czystki wśród wyższych oficerów. To dlatego Sameres, na zmianę szantażując, skłócając, rozdając i cofając swoje poparcie dla różnych koterii w Świątyni Ognia i na Dworze, uchwycił wreszcie władzę. I zamierzał ulżyć doli niewolników, wprowadził pierwsze prawa, łagodzące ich los. Na przykład kilka lat temu prawo mówiące o tym, że niewolnik może posiadać własne pieniądze. Wiesz, co to oznacza?

– A powinnam?

Spojrzenie królowej omiotło jej ekchaar. Jakby szukało słabego punktu.

– Ktoś, kto ma pieniądze, może je wydawać. A co kupi najpierw niewolnik?

– Wolność, to jasne. Tylko ile czasu upłynie, nim zbierze odpowiednią sumę?

– Wiele. Ale jakąż strawą jest, moja pustynna przyjaciółko, jakąż strawą jest nadzieja… ileż sił dającą. Następne reformy księcia miały być jeszcze odważniejsze. Wśród moich poddanych krążyły najróżniejsze plotki. Jeśli Ród Wojny przyjąłby jakiegoś chłopca do siebie, cała jego rodzina natychmiast byłaby wyzwalana. Niewolników nie wolno byłoby już okaleczać, żadnego wybijania zębów ani obcinania palców u stóp. Za nadmierne okrucieństwo ich właściciele mogliby zostać ukarani. Więc śmierć Sameresa Trzeciego była dla moich poddanych niczym wieść, że wschód słońca nigdy nie nadejdzie. Bunt wisiał na włosku, a ci, którzy kupili wielu młodych niewolników, sprzedaliby ich z olbrzymim zyskiem.

Deana szczerze żałowała, że ta kobieta i tak nie zrozumie jej gestu złośliwego rozbawienia.

– A czy komuś… – zaczęła powoli – … twojej świątyni na przykład, przyszło na myśl, że plotki o książęcych planach rozpuszczają ci sami ludzie, którzy kupili tych wszystkich niewolników?

– Nie. Nigdy – Demenaya zakręciła palcami młynka, kiwając poważnie głową. Potem uśmiechnęła się szeroko. – Źle się rozmawia, jeśli żadna z nas nie rozumie ironii drugiej, nieprawdaż? Oczywiście, że o tym wiedzieliśmy. My też obserwujemy Trzciny, więc Świątynia Służki i ja zrobiliśmy wszystko, by powstrzymać powstanie. Udało się dzięki cudownemu wydarzeniu.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)