Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 151
Перейти на страницу:

Altsin pokiwał głową, ich myśli wędrowały wspólnymi torami.

– Więc wystarczyłoby, żeby na jakimś postoju Euruvi odeszła kawałek i nas zgubiła?

– O tak. Ale wtedy mój duch stanąłby przed obliczem Ouma i oskarżył ją o zdradę. Nie chcesz wiedzieć, co spotyka Czarną Wiedźmę, która zdradziła.

Nie chciał.

– Ile jeszcze dni będziemy wędrować?

– Cztery lub pięć.

– Tak długo? Cholera, miałem łódź. Szybciej dotarłbym na miejsce, płynąc wzdłuż wybrzeża. Podobno ta wasza Dolina jest tylko dziesięć mil od brzegu.

– Oczywiście. A honor i poczucie prawości nie pozwoliłyby ci uciec do Kamany i dalej, na kontynent. – Staruszka posłała mu spojrzenie, pod którym nawet kawałek drewna poczułby się głupio. – Mamy czas, Oumowi aż tak się nie spieszy. Czeka.

– Na co?

– A na co mogą czekać bogowie? Aż świat się zatrzęsie.

Następne trzy dni były jednakowe niczym ziarnka piasku. Wędrowali tunelem wyrytym w żywym ciele puszczy, przegryzali coś w czasie jazdy i zatrzymywali się tylko na noclegi. Altsin przestał już zerkać z ukosa na starą wiedźmę, która co prawda wyglądała w siodle jak lekko podsuszona mumia przywiązana do końskiego grzbietu, ale za to przywiązana wyjątkowo solidnymi rzemieniami. Gualara ani razu nie poprosiła o odpoczynek i ani razu się nie poskarżyła, ba, zdawała się nawet czerpać pewną przyjemność z wędrówki. Złodziej pewnie dałby się na tę pozę nabrać, gdyby nie zauważył kilku pełnych jadu spojrzeń, jakimi Czarna Wiedźma obrzucała swoją starszą siostrę, oraz paru rozpalonych do białości zerknięć, jakie dostała z powrotem. No cóż, wyglądało na to, że prędzej tutejsze drzewa skamienieją, niż jedna z tych kobiet da satysfakcję drugiej.

Tylko tyłek bolał go coraz bardziej.

Czwartego dnia leśna droga wypluła ich wprost na brzeg jeziora Araya. Altsin domyślił się, że to właśnie ono, bo na Amonerii był tylko jeden zbiornik wodny tak duży, że człowiek nie sięgał wzrokiem jego drugiego brzegu. Słyszał o nim od ludzi, którzy słyszeli o nim od ludzi, którzy… i tak dalej. Jezioro Araya znajdowało się w pobliżu Doliny Dhawii i stanowiło jedną z jej linii obronnych. Dlatego każdy obcy, który znalazł się w jego pobliżu bez opieki Czarnej Wiedźmy, powinien zacząć się modlić do swojego boga. Który najpewniej i tak by go nie posłuchał, bo nad jeziorem unosiła się już moc Ouma.

Altsin wyczuł ją, ledwo wyjechali z lasu, zupełnie jakby wcześniej płaszcz puszczy w jakiś sposób tłumił tę obecność. Teraz złodziej miał wrażenie, jakby stanął przed nią nagi.

Nie była agresywna ani zbyt potężna, przypominała… lekki opar przenikający powietrze, wiatr muskający policzki albo promienie wiosennego słońca pierwszy raz padające na twarz. Złodzieja naszły wspomnienia skradania się po dachach albo wspinaczek po murach do na wpół uchylonego okna, gdy nagle ogarniała człowieka pewność, że właśnie został zauważony, że tylko uderzenie serca dzieli nocną ciszę od wrzasku i rabanu robionego przez jakiegoś przeklętego, cierpiącego na bezsenność babsztyla. To było właśnie takie uczucie – jeżące włosy na karku i wypełniające żyły lodem.

Nie zdziwiłby się, gdyby nad taflą jeziora poniósł się nagle opętańczy ryk.

Ale panowała cisza. Wszechwładna i – porównanie było banalne, ale lepszego nie mógł znaleźć – grobowa. W szuwarach nie jazgotało ptactwo, ryby nie kotłowały się tuż pod powierzchnią wody, wiatr nie marszczył tafli. Jakby jezioro było zaklęte.

A wtedy ktoś kaszlnął mu przy uchu i zaklęcie pękło. Zaszumiał wietrzyk, plusnęła ryba, kilka kaczek wypłynęło z trzcin i widząc ludzi, poderwało się w powietrze.

– Większość ludzi tak to odczuwa. Jego obecność. Jakby nic innego się nie liczyło. Ale musisz pamiętać, że większość tego dzieje się w twojej głowie. One – Gualara wskazała pomarszczonym palcem lecące ptaki – mają za mało rozumu, by spostrzec potęgę, w której cieniu żyją.

– Czyli co? – Altsin pochylił się i zanurzył dłonie w wodzie. Była zimna i czysta. – Zakładają gniazda w uchu boga, budując je z włosów wyrwanych z jego brody?

– Właśnie. A ja czasem mam wrażenie, że wcale tak bardzo się od nich nie różnimy. Chodź. Łódź płynie.

Łódź została zbudowana z drewna, które musiało pochodzić z naprawdę wiekowego anuhijskiego dębu, bo tylko najstarsze drzewa mają tak intensywną barwę. Piękny czerwony kolor odbijał się w tafli wody, gdy bezgłośnie płynęła w ich stronę. Altsin zmrużył oczy, przypatrując się jej podejrzliwie. Nie zdziwiło go, że płynie sama, w tej okolicy mało co wzbudziłoby jego podejrzliwość, ale coś było nie tak z jej proporcjami. Dopiero gdy mlasnęła dnem o przybrzeżny muł, zrozumiał, co mu nie pasowało. To była dłubanka, wykonana z jednego pnia bez użycia żelaza, smoły czy pakuł. Z tym że bezimienny rzemieślnik zrobił wszystko, by nadać jej wygląd prawdziwej łódki, łącznie z wyrzeźbieniem ławek i konturów imitujących deski kadłuba. Cholera, poświęcił nawet czas na zaznaczenie symbolicznych główek gwoździ. Drobiazgowa robota.

– Dużo drewna zmarnowano na tę łódkę – mruknął, przepełniony nagle niedającą się racjonalnie wyjaśnić niechęcią do wejścia na pokład. – Nie szkoda było?

Nie usłyszał odpowiedzi. Zerknął na kobiety. Obie stały jak skamieniałe, z twarzami zastygłymi w maski, spod których przebijała cała gama uczuć. Gualara była zaskoczona i zdumiona. Euruvi… odtrącone przez matkę dziecko nie miałoby takiego spojrzenia. Nic nie mówiła, nie patrzyła w stronę złodzieja, stała tylko obok, między swoimi strażnikami, a dłonie mężczyzn mimowolnie szukały czegoś przy rękojeściach tasaków. Ta trójka musiała wymienić jakieś sygnały, które przegapił, skupiając się na łódce.

– Nadal jestem gościem waszego boga?

Czarna Wiedźma skinęła głową. Powoli i z ociąganiem, jakby sama próbowała się przekonać.

– I lepiej o tym pamiętaj… – wyszeptała. – Pamiętaj o prawie gościnności, gdy staniesz przed jego obliczem.

– A stanę?

Pytanie zawisło w powietrzu, tchnąc chłodem. Zaskoczyło go to, jak bardzo podejrzliwie zabrzmiało.

To znowu ty? Dlaczego teraz? I czemu boisz się tej łódki?

Stara wiedźma przerwała lodowatą ciszę, gramoląc się na pokład i siadając na ławce przy rufie. Tuż obok steru, który jako że był jednorodną częścią całej konstrukcji, nie miał żadnego praktycznego znaczenia.

– To nie jest drewno, o którym myślisz. – Nagle stała się poważna i mroczna, a w jej postawie pojawiła się nowa nuta. Groźba. – Dąb anuhijski to karłowaty bękart, nieślubne dziecko wiatru i miejscowych lasów. Ale i tak jest najwspanialszym drzewem poza Doliną. Więc pomyśl, jaki musiał być jego ojciec.

Altsin widział kilka razy dęby rosnące dziko w pobliżu Kamany, olbrzymy o wysokości przeszło stu stóp i obwodzie, którego nie objęłoby dziesięciu mężczyzn. A podobno w głębi wyspy rosły okazy jeszcze potężniejsze. Gualara wykonała gest zniecierpliwienia.

– Wsiadaj – ponagliła.

Coś w jej tonie nakazywało ostrożność, szacunek i lęk, ale Altsin nagle nabrał pewności, że stara czarownica po prostu się boi.

Delikatnie dotknął burty. Drewno wydawało się być zwykłym drewnem, wygładzonym sztuką szkutniczą niemal do połysku; słoje, pasma jaśniejszej i ciemniejszej czerwieni, wyglądały troszkę jak siateczka żył. Złodziej nic nie wyczuł, żadnego drżenia, ostrzegawczego mrowienia w palcach, zawrotu głowy czy swędzenia między łopatkami. A jednak jakaś jego część – cholera, po co się oszukiwać – ta część, która chodziła kiedyś po świecie w ciele innego człowieka, niosąc śmierć i zniszczenie wszystkiemu, co stanęło jej na drodze, bała się tej łodzi. Tego drewna.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)