Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Jezu - wyrwało się któremuś z akowców. - To już wtedy produkowano koniak?
-Podobno taką samą butelkę miał tylko cesarz Napoleon.
-Oj, niegodniśmy, niegodniśmy. - Watson złożył ręce jak do modlitwy. - A z jakiej to okazji?
-No cóż, żegnać się nam przyszło. - Zukerman z największą ostrożnością rozlewał ciemny, klarowny płyn. - Wy chyba płyniecie do Francuskiej Polinezji?
-Tak - Holmes skinął głową.
-No, reszta do Konga. A potem?
-Do RPA - powiedział Kozłowski. - A potem się zobaczy.
-No właśnie. A ja zostaję tutaj.
-Tutaj? - Nie wytrzymał Schielke. - Zwariowałeś? Przecież tutaj jest mnóstwo Żydów!
-Otóż to - dodał Holmes. - Ktoś cię na pewno rozpozna. A koledzy zaraz zrobią ci „kęsim, kęsim” w jakimś zaułku.
-No cóż, obiecałem, że to kiedyś wyjaśnię. - Uśmiechnął się esesman. - Wypijmy przed rozstaniem.
-Na zdrowie! - krzyknęli Polacy.
-Prosit! - odpowiedzieli Niemcy.
-L’chaim - zakończył Zukerman.
Kilka osób zakrztusiło się koniakiem.
-Jezus Maria. - Holmes odkaszlnął z trudem. - Zukerman, ty jesteś Żydem!
-Jestem.
-Jakim cudem przeżyłeś w SS?
-A tam, zaraz cud. Ja nawet powołałem specjalny pion do wykrywania Żydów w SS. O!
Schielke zaczął się śmiać.
-I wykryłeś jakiegoś?
-No... niestety nie udało się. - Zukerman mrugnął porozumiewawczo. - Ale wielu aryjczykom tak namieszałem w papierach, że mieli straszne kłopoty.
-O mój Boże, nie dziw, że przegraliśmy wojnę - powiedział jakiś Niemiec pracujący wcześniej dla organizacji Todta. - Skoro w SS byli sami Żydzi, którzy teraz w przebraniu katolickich księży kończą sukcesem tajną misję dla Watykanu.
-E tam, nie sami, nie sami. Jak mówię, żadnego nie wykryłem. A tych, o których wiedziałem, przecież nie wydałem.
-No, na drugą nogę! - zakomenderował Holmes, podnosząc kieliszek.
Kiedy wypili, pogrążyli się w dyskusji na temat dalszych planów, a Zukerman wziął Holmesa pod ramię i odprowadził na bok.
-Męczy mnie jedna kwestia i zastanawiam się, czy ty się czegoś nie domyślasz.
-Jaka?
-Dlaczego Borman tak mocno zaangażował się w śledztwo na temat wrocławskich skarbów, podczas kiedy te ukrywane na Zachodzie niewiele go obchodziły. Jakoś nie przemawia do mnie hipoteza, że chciał je po wojnie zagrabić dla siebie. Nie mogę sobie po prostu wyobrazić Bormana, który biega teraz z łopatą w sowieckiej Polsce i kopie dziury, gdzie popadnie.
Holmes uśmiechnął się lekko.
-Kiedyś Schielke zadał mi inspirujące pytanie. Zapytał, czym się różni Borman od reszty hitlerowskiej wierchuszki.
-Jaka była odpowiedź?
-Odparłem, że to nieważne, istotne jest, czym się po wojnie będzie różnił od reszty.
-No i czym się różni? Tym, że go nie złapali?
-A może nie potrzebowali łapać?
-Bo?
-Bo był rosyjskim szpiegiem. Chciał, żeby te dobra przejęła Armia Czerwona.
Zukerman zamyślił się, patrząc na mewy usiłujące uszczknąć coś z resztek wyrzucanych przez załogi statków.
-Masz jakiś cień dowodu?
-Nie. Ale zauważ, że żaden wywiad nie lubi, jak jakaś tajemnica jest podsycana w nieskończoność. Bo to rodzi niebezpieczeństwo, że coś w końcu wyjdzie na jaw.
-Aha, sądzisz, że w końcu znajdą się zwłoki Bormana? Po jego naturalnej śmierci?
-Owszem. Czy będzie to dla ciebie dowód, jeśli za kilkadziesiąt lat przy okazji kopania jakiegoś kanału w Berlinie ktoś zupełnym przypadkiem znajdzie jakąś czaszkę? I akurat tę, wybraną wśród setek innych czaszek zupełnym przypadkiem odda do badań? 1 okaże się, że to szczątki Bormana? Czy to będzie dla ciebie dowód?
-To tak.
-To czekajmy cierpliwie latami i czytajmy gazety.
Zukerman uśmiechnął się radośnie. Ciągle zadowolony wyjął spod sutanny grubą kopertę i podał Schielkemu.
-To jest adres hotelu w Kairze, gdzie czeka Rita. W środku są też instrukcje dla reszty naszych ludzi i pieniądze, żeby mogli dotrzeć do Konga. Będziesz tak dobry i przekażesz to wszystko?
-Jasne.
-Rozumiem, że Ritą już wy się zajmiecie.
Holmes podniósł swój kieliszek i wychylił jednym haustem.
-W tej kwestii również możesz na nas liczyć.
Kair był typową angielską kolonialną aglomeracją, zlepkiem najróżniejszych stylów architektonicznych, tyglem, w którym stapiały się wpływy z całego megaregionu. Podobnie było ze strojami, od mundurów najprzeróżniejszych jednostek ze wszystkich stron Imperium Brytyjskiego po powłóczyste szaty Arabów i Beduinów wraz z ich mniej lub bardziej zeuropeizowanymi wersjami. Jednak sutanny Holmesa i Schielkego swą odmiennością robiły wrażenie na tyle, że często się za nimi oglądano. Holmes oczywiście uznał, że wyróżnianie się z tłumu jest doskonałym atutem i nikt nie będzie podejrzewał akurat ich o jakieś nieczyste sprawki. Gdyby mieli coś na sumieniu, to przecież powinni się ukrywać, usiłować wtopić w tłum, a nie wyróżniać niczym latarnie morskie. Co śmieszniejsze, ta właśnie metoda sprawdzała się idealnie.
Siedzieli w małej kawiarni naprzeciw amerykańskiej rozmównicy telefonicznej ustawionej na placu przed koszarami. Zanim Ósma Armia i towarzyszące im wojska jankeskie nie powędrowały do Włoch, było to najprawdopodobniej jedno z najbardziej ruchliwych miejsc w garnizonie. Teraz rozmównice telefoniczne stały prawie opuszczone, jeśli nie liczyć kilku żołnierzy usiłujących się dodzwonić do Anglii. Gdyby nie gestykulujący Watson, wrzeszczący coś do słuchawki, centrala wyglądałaby na prawie opuszczoną.
Schielke podniósł do ust filiżankę kawy. Jej zapach mieszał się z docierającymi tu aromatami pobliskiego targu korzennego.
-Nie sądziłem, że to wszystko tak szybko się skończy - mruknął, pociągając mały łyk. - Ciągle mam wrażenie, jakbym dosłownie wczoraj siedział z tobą w kawiarni w Breslau. Zima, śnieg, a my planujemy dokonanie niemożliwego.
-Blitzkrieg - mruknął Holmes. - Tym właśnie charakteryzuje się wojna błyskawiczna. Trzask prask i po krzyku.
-Tak. Ten atak milicji, który sprawił, że Zukerman wpadł w popłoch, to cześć operacji?
-Sianie paniki jest podstawą każdej wojny.
-Ale szkoda części skarbów, które ciągle tkwią pod ziemią.
-Zukerman dostał swoje. Za taki majątek jego ludzie postawią mu w przyszłości pomnik. A gdyby został i kontynuował wykopki, byłby idiotą ryzykującym życie.
-Masz rację, oczywiście. Przejmuje mnie jednak dreszcz na myśl, ile jeszcze zostało. I te nadajniki odzywające się nagle po miesiącach i nadające gdzieś w pustkę swój sygnał. Dla nikogo...
-Bo oni nie robili bliztkriegu, tylko długą kampanię.
Schielke dopił kawę. Sięgnął po sok cytrynowy, w którym powoli rozpuszczały się kostki lodu.
-Bardziej interesuje mnie jednak inna myśl. Znowu wracam do naszej pierwszej rozmowy.
-Tak?
-Powiedzieliśmy sobie, że każdy bierze po dwie osoby, w sumie sześć, i dzielimy nasze łupy na równe części.
-Tak, pamiętam.
-Ja myślałem, że zabiorę Ritę i Heiniego. Razem to trzy osoby. A ty tylko Watsona...
Holmes skinął na kelnera i zamówił jeszcze jedną kawę. Skądś wiedział, że gorący napój w tropikach gasi pragnienie skuteczniej niż zimny sok.
-Odpowiem od razu na obydwa twoje pytania - powiedział.
-Jakie? - Schielke na chwilę stracił wątek.