Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-O nadajnikach nadających donikąd i o tym, dlaczego jesteśmy z Watsonem tylko we dwóch. Powiem też, kto jest tą trzecią osobą.
Schielke nagle się domyślił. Zaczął się śmiać.
-Kto więc odpowiada na wezwania ukrytych w Polsce nadajników i biegnie z łopatką w odpowiedzi?
-Oficer milicji Smirnoff. Ten od straszenia ludzi.
-Masz do niego aż takie zaufanie?
-Wiesz, jak się z kimś było w gułagu i ten ktoś tam się sprawdził, to ufa się mu już zawsze.
-A niby jak on zamierza wywieźć resztę skarbu? Bez watykańskich znajomości Zukermanna?
-Liczę po prostu na pomoc naszego wspólnego znajomego. Tego, którego szukają Rosjanie. Przyda mu się w nowym życiu część łupu.
Schielke znowu się domyślił.
-Julien Bow. Sam wspomniałeś, że szukają go Rosjanie.
-Ale przecież nie w Kairze. Zresztą kazałem mu przyjechać w przebraniu pastora.
-A Smirnoff w szatach prawosławnego popa? - Odchylił się na oparciu krzesła, myśląc o wszystkich kombinacjach. Starego świata już nie ma, a wy ciągle... Trzeba zbudować nowy. Polacy, Niemcy, Anglicy, Rosjanie, machlojki, przekręty - ciągle to samo. Nowy świat może być bardzo podobny do starego.
Heini wyłonił się z cienia niewielkiego zaułka. Nawała światła w pierwszej chwili oślepiła chłopca, na moment stracił orientację. Potem podszedł do ich zasłoniętego ogromnym parasolem stolika.
-W tym hotelu dostałem list - powiedział, podając Schielkemu elegancką kopertę.
-Jak to?
-No nie wiem. Miałem się zorientować, co i jak, zanim pan tam pójdzie, a jak się pojawiłem, to ten metres czy...
-Maitre d’hotel - podpowiedział Holmes.
-No ten właśnie, podszedł do mnie i pyta, czy jestem od pana.
-Jak cię rozpoznał?
-Nie wiem. Podszedł, dał kopertę i kazał błyskawicznie panu przekazać.
Holmes odruchowo rozejrzał się wokół i sprawdził, czy pistolet tkwi na miejscu, w kaburze pod sutanną. Schielke rozerwał kopertę i wyjął złożoną we czworo kartę. Szybko przebiegł oczami tekst i odłożył papier na blat stolika.
-I co? - spytał Holmes.
Schielke milczał. Jego twarz nie zdradzała żadnego uczucia, była kompletnie pozbawiona wyrazu. Nie można było wyczytać z niej absolutnie niczego, ani zaskoczenia, ani zdziwienia, strachu, radości, zaciekawienia, wzburzenia, wściekłości, błogości ani nawet tego, czy myśli właśnie o lodach pistacjowych.
-Mogę? - Holmes wskazał na kopertę.
Nie doczekał się odpowiedzi. Patrzyli sobie w oczy, ciągle milcząc. Cisza przedłużała się nieznośnie. Heini nie wiedział, czy może usiąść, czy raczej odejść i zamówić sobie coś w barze. Kręcił się coraz bardziej. Nawet męczące przed chwilą odgłosy z pobliskiego targu zdawały się cichnąć.
-Mogę przeczytać? - ponowił pytanie Holmes.
Znowu nie doczekał się odpowiedzi. Z boku, od strony amerykańskiej centrali telefonicznej nadszedł Watson.
-Co się stało? - W przeciwieństwie do Heiniego usiadł bez pytania.
-Domyśl się. - Holmes ledwie zerknął w bok. Ciągłe studiował wyraz twarzy przyjaciela.
-O kurwa! - Watson nie był ani głupi, ani mało inteligentny. Domyślił się od razu. - My przekręciliśmy ich, a oni nas...
Bez żenady wziął cudzy list i zaczął czytać.
Szanowny Panie Kapitanie.
Proszę wybaczyć, że musiałem Pana oszukać. Kiedy zdałem sobie sprawę, jeszcze tam we Wrocławiu, iż dziewczyna jest dla was taka ważna, postanowiłem skłamać, że czeka w Kairze. Wyłącznie z dbałości o własną skórę. Choć wiem, że to prawie niemożliwe, proszę mnie zrozumieć. Rita z naszego punktu widzenia była zdrajczynią. Przeszła na waszą stronę. Co wam ujawniła, nie mieliśmy pojęcia. Zdradziła i już. Jednak nie wydałem rozkazu jej likwidacji. Oficer, który odebrał ją ze szpitala w bunkrze na Słowiańskiej, przekroczył swoje kompetencje i zastrzelił ją z własnej inicjatywy, bez mojego rozkazu. Ciało pani Menzel prawdopodobnie spoczywa gdzieś we wspólnej mogile w okolicy bunkra we Wrocławiu.
Cóż, nic więcej na nasze usprawiedliwienie nie mam.
Ponieważ jednak oficer wysłany po Ritę, jak mówiłem, przekroczył swoje kompetencje i działał bez rozkazu, podam Panu jego nazwisko. To Reiner Gerloff, dawniej organizacja Todta. Poznał go Pan w trakcie podróży. Jego grupa nie jedzie do Konga, oczywiście (to również kłamstwo). Prawdopodobnie będą się posuwać lądem przez Afrykę Północną do Maroka.
Kończąc ten list, pozostawiam Panu decyzję, czy wcielić się w rolę Boga. Proszę jednak pamiętać, że jedną z Bożych domen jest także akt laski.
Richard Zukerman.
Watson, potrząsając głową, podniósł wzrok.
-I co? - spytał, patrząc na Holmesa.
-Nic. Czekamy na Juliena Bowa.
-A on? - Skinął głową w kierunku Schielkego. - Ocknie się kiedyś?
-Nie wiem.
- To bez sensu - powtarzał Julien Bow, prowadząc ich po krętych i ciasnych zaułkach starej dzielnicy Kairu. Wbrew przewidywaniom nie przebrał się za pastora, jego tropikalna koszula i szorty były sto razy bardziej odpowiednim strojem na upal niż ciężkie sutanny. - Jakaś teatralna zemsta. Nie lepiej przekazać sprawę brytyjskiemu wywiadowi?
-Yes, surę - mruknął Holmes. - Agenci złapią tamtych, zmuszą do zeznań, a potem zaczną ścigać nas. Chcesz się ukrywać przez całe życie?
-Fakt.
-Zorganizowałeś przyjazd Smirnoffa?
-Niech tylko da znak, że chce ruszać. - Bow zatrzymał się na chwilę. - Cholera, z takim bogactwem możemy sobie zorganizować jakieś małe państewko. A w konstytucji napiszemy, że każda kobieta ma być naga... - urwał i ugryzł się w język, kiedy zerknął na Schielkego. - Już dochodzimy. To gdzieś tutaj.
-Jesteś pewny tego faceta? - spytał Watson.
-Wiem tylko, że w świecie arabskim może prawie wszystko. I, co gorsza, w beduińskim też.
Zatrzymali się przed drzwiami z czarnego drewna. Nie musieli pukać. Prawdopodobnie byli obserwowani od samego początku. Drzwi otworzyły się natychmiast, ukazując smukłego beduina w czarnym stroju.
-Pasza czeka na was.
-„Pasza”? - zdziwił się Watson. - Przecież to perski tytuł albo turecki. Nie arabski.
-A kto ich tam wie - mruknął Bow.
Beduin zaprowadził ich do niewielkiego pokoju, w którym na polowym angielskim krześle siedział człowiek z twarzą szczelnie owiniętą wzorzystą chustą. Nie widzieli nawet oczu, były przesłonięte przyciemnionymi okularami. Z boku podszedł do nich jakiś Arab, przedstawiając się jako Ibrahim. Mógł mieć grubo ponad sześćdziesiąt lat i pełnił funkcję sekretarza. Bow wyjaśnił im wcześniej, że starszy człowiek zna języki wszystkich narodów, z którymi podczas wojny prowadziło się tu interesy.
W każdym razie na pewno znał angielski, niemiecki, polski i włoski.
-Pasza zgodził się zrobić to, o co prosicie. - Ibrahim ukłonił się lekko. - Cena, którą proponujecie, jest dobrą ceną.
Watson spojrzał zdziwiony brakiem jakichkolwiek targów.
-Czy pasza na pewno odnajdzie tego człowieka? - spytał.
-Pasza odnajdzie każdego w świecie arabskim. Każdego.
Schielke odchrząknął i odezwał się chyba po raz pierwszy tego dnia.
-Mam jeszcze pewną prośbę.
Człowiek z głową szczelnie owiniętą chustą lekko się poruszył.
-Chcę, żeby zabójca wyraźnie powiedział tamtemu, dlaczego ginie. Za Ritę Menzel.
Pasza w milczeniu skinął głową.
-Czy zabójca będzie potrafił powtórzyć to nazwisko wyraźnie? - spytał Schielke. - To w obcym języku.