Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 101
Перейти на страницу:

-Chcesz na piechotę zwiedzać te hektary?

-Myślę, że wiem, gdzie są.

-No?

-Przyjechali ciężarówką, a nie osobowym, więc będą coś pakować. Przecież nie na wolnym powietrzu, gdzie każdy może ich zobaczyć.

-No fakt - Holmes potarł brodę. - Pewne miejsce to hangary przy tym niedokończonym lotnisku na Polach Marsowych.

-Właśnie. - Schielke chciał podjechać na parking przy bramie głównej, ale w ostatniej chwili zmienił zamiar i skręcił do parku, wprost pomiędzy drzewa. Gęste chaszcze przy pętli tramwajowej pozwoliły bez trudu ukryć samochód. Nawet nie trzeba było go maskować. Potem podziemnym przejściem dostali się na drugą stronę ulicy. Przejście przez plot nie sprawiło im trudności, więcej w nim było wyrw niż całych fragmentów. Szli więc dalej. Wysoki nasyp chronił przed wzrokiem ludzi stojących na ogromnej otwartej przestrzeni, a ruiny wieży Hitlera pozwalały ukryć się w zwałach gruzu. Holmes rozejrzał się przez lornetkę.

-Nikogo - mruknął. - Możemy wspinać się wyżej.

-Obserwują z hangaru.

-Toteż idziemy od tyłu wieży. Dotąd, dokąd się da.

Schielke odciął nożem dwa duże fragmenty siatki maskującej, której całe płachty walały się wszędzie. Stanowiska przeciwlotniczych karabinów maszynowych i działek o już zlikwidowano, lin jednak było pod dostatkiem. Nie chodziło im bynajmniej o zdobycie pomocy alpinistycznych, ale o możliwość w razie wykrycia szybkiej ewakuacji. Udało im się wspiąć na wysokość mniej więcej drugiego piętra. Okryci siatką maskującą zajęli stanowiska w ogromnych wyrwach pozostawionych przez bomby. Przez lornetki doskonale widać było rząd baraków i jakiś prowizoryczny hangar. Obok stała niewielka hala warsztatowa - najmniej zrujnowana ze wszystkich budynków. Przez lornetki nie można było zobaczyć ani ciężarówki, ani w ogóle jakichkolwiek ludzi.

-Szlag! - Schielke podniósł do ust walkie-talkie. - Heini, gdzie jesteś?

-Na skrzyżowaniu, w pobliżu tego obozu dla przymusowych robotników, gdzie się chowaliśmy.

Holmes nachylił się nad mapą.

-Tam jest drugie wejście. O, tu - pokazał palcem, a potem podniósł lornetkę. - No i dobrze. Wszystko zarośnięte jak w dżungli.

-Słuchaj, Heini. - Schielke też lustrował teren, posługując się ogromną, artyleryjską lornetką Zeissa.

- Widzisz te krzaki za wejściem?

-Tak jest, panie kapitanie!

-Chryste, człowieku. Nie melduj i nie mów do mnie „panie kapitanie”. Tyle razy ci mówiłem.

-Tak je... To znaczy, tak.

-Mów tak, jakbyś gadał z tymi swoimi polskimi kolegami.

-Na pewno?

-Na pewno.

-No to, kurna, dobra, zasrana psia dupa.

Holmes parsknął śmiechem i o mało nie spadł z małej półki, na której kucał, a Schielke o mało nie wybił sobie oka okularem lornetki.

-Spróbuj się przeczołgać przez te krzaki i zobaczyć, w którym baraku na Polach Marsowych coś się dzieje. Pod żadnym pozorem nie używaj radia. Nie mogą cię zobaczyć. Potem melduj.

-Zrozumiałem. Over and out.

Razem z Holmesem znowu przypadli do lornetek.

-Widzisz go?

-Ni cholery. Dobrze się kryje.

-A jak ich tu nie ma? Jeśli pojechali dalej?

-Poczekamy, aż będą wracać i w nocy przeszukamy teren.

-Szlag.

Upał na szczęście wraz z nadchodzącym wieczorem powoli malał. Ulgę przynosił też lekki wietrzyk poruszający leniwie koronami drzew. Przestawali się pocić pod zwałami maskującej siatki. Dużo gorsze były komary i roje maleńkich muszek, tym bardziej, że nie mogli się oganiać gwałtownymi ruchami. Schielke miał wrażenie, że po godzinie bezowocnej obserwacji, zanim nareszcie odezwał się Heini, stracił połowę krwi.

-Wiem już, gdzie są - rozległo się w głośniku walkie-talkie. - To ta hala warsztatowa.

-Widziałeś coś w środku?

-Nie. Nie sposób podejść bliżej. Ale słyszałem tam jakieś hałasy. No i... spodziewają się kogoś.

-Skąd wiesz?

-Hala była szczelnie zamknięta. Teraz ją otworzyli. Na tyle szeroko, żeby wjechała ciężarówka.

-Może będą wyjeżdżać?

-Chyba nie. Przed halę ktoś wyszedł i obserwuje wjazd na teren stadionu. Od tej strony, gdzie ja siedzę.

-Dobrze. Over and out.

Schielke odłożył radio.

-Słuchaj, jeśli czekają na kogoś, to albo są umówieni na dokładną godzinę, albo w tamtym samochodzie mają radio.

-Wiem, o czym myślisz - Holmes machnął ręką uspokajająco. - Nie sądzę, żeby podsłuchiwali na tym amerykańskim paśmie krótkiego zasięgu - wskazał walkie-talkie i powrócił do obserwacji. - Patrz, są.

Schielke podniósł swoją lornetkę. Przez boczną bramę wjeżdżała właśnie niewielka ciężarówka z dziwnym, drewnianym pudłem przymocowanym z góry do dachu metalowej paki. Na burtach widniały napisy z nazwą komisji. Kierowca zwolnił lekko i zniknął im z oczu za budynkiem hali.

-Heini, słyszysz mnie?

-Głośno i wyraźnie.

Cholerne angielskie procedury.

-Co widzisz?

-Ciężarówka wjechała do środka hali. Ale jest tu coś dziwnego.

-Co takiego?

-Nie zamykają wrót. Wartownik na zewnątrz jest ciągle na stanowisku. Spogląda nerwowo na zegarek.

-Zrozumiałem. Over and out.

Schielke nachylił się na Holmesa.

-Czekają na jeszcze jedną?

-Mhm. Patrz.

W bramie ukazała się druga ciężarówka. Wyraźnie mniejsza, raczej furgonetka. Miała jednak również metalową pakę i dziwne, drewniane pudło przymocowane do dachu.

-Co robimy?

-Czekamy.

-Cholera, zapaliłbym papierosa.

-Walcz z nałogiem. Najlepsza okazja.

Tkwili dalej na swoich stanowiskach. Heini zameldował, że teraz wrota hali już zostały zamknięte. Tajemniczy ludzie w środku najwyraźniej nie spodziewali się dalszych gości. Wartownik również zniknął. Pewnie na rządowych papierach czuli się bezpiecznie. Czas dłużył się okropnie. Gorzej, że nie pomyśleli o wodzie i coraz bardziej chciało im się pić. Zapadający zmrok budził komary. Usiłowali zakryć wszystkie części ciała, nawet dłonie owinęli chustkami, ale owady atakowały zaciekle, nie bacząc ani na przeszkody, ani na liczne straty w swoich szeregach. Godzina w tych warunkach powoli zamieniała się w ich najdłuższy koszmar. Schielke o mało nie krzyknął z radości, słysząc głos Heiniego.

-Uwaga. Otwierają wrota.

-Co widzisz?

-Wyjeżdża jedna ciężarówka. Ta, którą przyjechali z Karłowic.

-Dobrze, obserwuj dalej. My pędzimy do jeepa.

-Zrozumiałem. Over and out.

Razem z Holmesem zjechali po linach na dół. Potem biegiem przez wał ziemny i skosem przez ulicę do parku. Dopadli ukryty w krzakach samochód w momencie, kiedy ciężarówka wyjeżdżała właśnie przez główną bramę.

-Za nimi?

-Powoli i w oddali. Oni muszą jechać na światłach, a my nie. Zachowaj dystans.

-Tylko sprawdzamy?

-Wiemy, gdzie jadą. A jeśli nas zaskoczą, to ich światła będzie widać z daleka.

Schielke uruchomi! silnik. Powoli i ostrożnie wydobył maszynę z krzaków.

-Ciekawe, co kryją te drewniane pudła na dachu ciężarówek?

Holmes uśmiechnął się lekko.

-Przecież wiesz.

Zasada jest prosta: jeśli kogoś obserwujesz, licz się z tym, że ktoś obserwuje ciebie. Jeśli podsłuchujesz, pamiętaj, że możesz być podsłuchiwany. Dlatego też na miejsce narady operacyjnej Holmes wybrał dach domu handlowego braci Barasch na jednej z pierzei Rynku. Ogromne gmaszysko było w połowie zrujnowane. Na dachu jednak, przy jednej z wieżyczek, znajdował się spory podest z rzeźbionymi barierkami tak odseparowany od otoczenia, że nie było technik umożliwiających podsłuch w tym miejscu. Z dachu za to widoczny był kościół Marii Magdaleny - w jasnym świetle księżyca mogli dostrzec wszystkie szczegóły rozpłatanej na pół wieży. Na szczęście wmurowany w bok świątyni Portal Ołbiński, ten, przy którym zaczęła się historia Schielkego i Holmesa, był wzorowo zabezpieczony. Pozostał nietknięty. Dalej widać było lśniący w srebrnej poświacie dom handlowy Dyckhoffa, nieskazitelny, perfekcyjny, nierealny symbol przeszłości w nieprawdopodobnym wręcz rumowisku.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)