Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Tak nawiasem mówiąc - Zukerman obserwował go spod oka - myśleliśmy, że pan albo tkwi w rosyjskiej niewoli, albo i nie żyje.
-Zza grobu czy nie, ciągle ten sam - szepnął obojętnie.
Esesman lekko się zdziwił.
-Dotarły do nas wieści, że Rosjanie złapali oficera Abwehry w cywilu i zawieźli do domu Dyckhofa. A stamtąd się już nie wychodzi, chyba że na Łubiankę. Mówili, że to gorsze niż piekło.
Wzruszył ramionami. Czuł przypływ adrenaliny i rozczarowanie jednocześnie.
-Lucyfer to tylko taki sobie diabeł - odparł, udając spokój. - Ludzie zdecydowanie przereklamowali jego możliwości.
-Hm... Wspomnieliście coś o pani Menzel. Ona jest taka ważna?
-Coście z nią zrobili?
-Jest całkowicie bezpieczna.
Schielke chwycił go, jakby chciał mu pogruchotać kości.
-Gdzie jest?!
Pierwszy nie wytrzymał Holmes. Podszedł do Kozłowskiego.
-Lepiej go potraktować poważnie - mruknął.
-Na punkcie przerzutowym - odparł. - A konkretnie gdzie, to naprawdę nie wiem.
Pierwszy domyślił się Zukerman.
-Aha - mruknął, patrząc na Schielkego i Holmesa. - To znaczy, że złodziej nie będzie jednak aresztował złodzieja? Porozmawiamy raczej o interesach?
-Ty lepiej milcz, esesmanie.
-Z tym SS to nie jest do końca tak, jak wam się wydaje. Ale wyjaśnić mogę dopiero poza granicami Polski.
Nikt, paradoksalnie, nie oczekiwał wyjaśnień. Kozłowski wykonał zapraszający gest.
-Drodzy państwo. Chodźmy do salonu. Tędy, tędy.
Salon okazał się ogromnym pomieszczeniem przypominającym jednak raczej pokój konferencyjny. Stołu jadalnego nie było, wokół kominka poustawiano jedynie wygodne, klubowe fotele. Kiedy się rozsiedli, profesor rozdał wszystkim kieliszki i wyjął z barku sporą butelkę markowej wódki.
-Naprawdę zrobiliście to z powodu dziewczyny? - spytał Zukerman.
Holmes wzruszył ramionami.
-A jeśli powiem, że tak? A jeśli powiem, że nie? Jaką to zrobi różnicę? - Podniósł do ust kieliszek i opróżnił go jednym haustem. - Po prostu weszliście nam na ambicję.
Esesman opuścił głowę.
-Ja wiedziałem, że tak będzie. Ja wiedziałem, że jeśli wpadniemy, to z powodu czyjejś ambicji albo przez głupi przypadek. Bo sam plan był genialny.
-Popełniliśmy błąd - powiedział Kozłowski.
-Tak. Nie sądziłem, że polegniemy z powodu ambicji dwóch oficerów. I to robiących dokładnie to samo co my.
-Lepiej nas nie porównuj. My - Holmes podkreślił to słowo - my nikogo nie zabiliśmy.
-Oj, przestań. Żal ci dwóch fanatycznych nazistów? Wolałbyś, żeby te skarby pozostały nieodkryte, albo padły łupem zbrodniarzy wojennych, którzy by je odkopali po wojnie? Z powodu ich donosów wpadłoby kilku porządnych ludzi. Tego żałujesz?
-A Nadia? Też fanatyk?
-Błąd przy pracy. Z waszego powodu, boście nas nastraszyli.
Holmes uśmiechnął się tajemniczo.
-A już po wojnie? Ten historyk sztuki, którego zatrudniliście, który jak się okazało, był radiotechnikiem.
Zukerman kręcił głową.
-Ja wiedziałem, że tak będzie. - powtórzył. - Że wpadniemy przez głupi przypadek.
-To był przypadek?
-Do diabła, tak! Zwyczajny wypadek przy czyszczeniu broni. Facet sam się zastrzelił.
-I mam w to uwierzyć?
-Żadnych dowodów ci nie przedstawię. Ale pomyśclass="underline" w czym mógłby nam przeszkodzić gość, który służył jako radiotelegrafista w wojsku? Co mógłby nam zrobić? Nie domyśliłby się niczego.
-To prawda - potwierdził Kozłowski. - Ci, których zabiliśmy w Festung Breslau, byli wirtuozami w swoim fachu. Byli groźni, bo jak zaczęli się domyślać, przy czym ich zatrudniamy, ich fanatyzm mógł nas zaprowadzić na szubienicę. A o tym, że ten biedny człowiek, który się śmiertelnie postrzelił, biegał z radiostacją podczas wojny, dowiedzieliśmy się dopiero po jego śmierci.
-O tym właśnie mówię - westchnął Zukerman. - Wpadliście na nasz trop po wojnie przez kompletny przypadek. Myśleliście: facet był w naszej komisji, był radiotelegrafistą, coś wyniuchal, a my go... - przeciągnął palcem po szyi. - Kolejny trup w serii identycznych morderstw. A tu nie! Władzom nakłamaliśmy, że to szabrownicy go załatwili, żeby uniknąć śledztwa. Tak było najłatwiej.
Holmes wypił drugi kieliszek. Najwyraźniej go przekonali, bo się uśmiechał.
-Szczęście sprzyja sumiennym i zuchwałym oficerom - powiedział. - Tak to już jest w życiu. Bóg pomaga tym, którzy zasługują na pomoc, a nie tym, którzy błagają go na kolanach.
-Święte słowa. - Kozłowski znowu zajął się butelką. - Święte słowa.
Dowódca komandosów, widząc, co się dzieje, kazał zwolnić więźniów. Co wyżsi rangą przyszli do salonu wiedzeni ciekawością. Zaczynało brakować miejsca. Atmosfera stawała się coraz bardziej nierealna. Noc, zasłonięte okna, ogień w kominku, którego dym odstraszał komary, i oficerowie różnych armii, najróżniejszych formacji. Dwa tajne stowarzyszenia. Coś było w powietrzu, co przywodziło na myśl czasy i powieści Artura Conan Doyle’a.
-Jak wpadłeś na pomysł przetrwania końca wojny? - spytał Holmes. - Bo to ty jesteś motorem wszystkiego, tak?
Zukerman skinął głową.
-Dokładnie w ten sam sposób co kapitan Schielke. Tyle że dużo wcześniej.
-Ale przy twoich koneksjach i władzy? Nie pomyślałeś o Argentynie?
-I co bym tam robił? Sprzedawał hot dogi albo został plantatorem na jakimś zadupiu do końca życia? W tej kwestii myślałem raczej tak jak ty. Najpierw się naprawdę dorobić, potem uciec z łupem.
-Ale aż tak ryzykując? Nie miałeś lepszej drogi?
-Ryzyko? Może opowiem od początku.
Profesor Kozłowski przekazał obowiązki podczaszego jakiemuś oficerowi AK. Przysiadł się bliżej i nie żałował sobie wódki.
-Był taki okres w dziejach świata, kiedy Europa miała dwóch papieży...
Schielke westchnął. Holmes tylko machnął ręką.
-Dobrze, że nie zaczął od: „Na początku była ciemność”.
-Średniowieczna Francja konkurowała z Włochami, a konkretnie z Watykanem - ciągnął niezrażony Zukerman. - Dziwnym trafem w rękach Francuzów znalazło się kilka zrabowanych relikwii. Bardzo cennych dla Stolicy Piotrowej. Bardzo cennych i to z różnych względów. A Francuzi nie chcieli ich oddać za żadne skarby, nawet w późniejszych, bardziej cywilizowanych czasach. I trzymali je w ukryciu aż do chwili, kiedy zrabował je Wehrmacht. I też nie chciał ich oddać. Ani Francuzom, ani tym bardziej Włochom.
-A Watykan skądś wiedział o losie tych cholernych relikwii?
-Nie doceniasz kościelnych źródeł informacji - uśmiechnął się Zukerman. - Papiestwo usiłowało je odzyskać za wszelką cenę, ale zawsze słyszało w odpowiedzi tradycyjne, teutońskie: „NIE”.
-Domyślam się, że ta informacja jakoś trafiła na twoje biurko.
-Właśnie. A w dodatku ja wiedziałem, że te precjoza są przechowywane w Bresłau. A mój dar przewidywania mówił mi, że wojnę Rzesza przegra, a kościelne skarby ukryje wraz z innymi.
-Zaczynam rozumieć.
-Ano, złożyłem Watykanowi prywatną propozycję. Byłem skłonny dostarczyć relikwie po wojnie w zamian za gwarancje bezpieczeństwa.
-Poszli na to?
Zukerman westchnął ciężko.