Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Dobrze. - Dowódca zwinął plan okolicy. - Damy znać przez radio.
Kiedy zostali sami, Watson rozłożył na desce rozdzielczej zdjęcia, które kwadrans temu przyniósł Heini z prowizorycznej ciemni.
-Zlecieli się wszyscy. Zgodnie z planem.
-A „prawdziwi” pracownicy? To znaczy ci, których przyjęli do komisji już po wojnie i którzy niczego nie wiedzą?
-Jak zwykle. Rozpuścili wieść, że przyjeżdża profesor Nowak z Warszawy na kontrolę, więc wszystko, co żyje, ma się ukryć i nie włazić w oczy. W willi są sami najważniejsi.
-Zaraz im zrobimy lepszą akcję niż profesor Nowak czy Neumann z Berlina - mruknął Schielke.
-W porządku. Rozpoznajecie kogoś? - Holmes przeglądał zdjęcia wchodzących do willi ludzi. - Większość ma pozakrywane twarze. Jakiś nagły atak grypy czy co?
-Boją się jak szlag. Myślę, że nie śpią, tylko pakują graty.
-Hm. - Schielke zbliżył latarkę do jednej z fotografii. - Tego znam. Richard Zukerman. Strasznie wysoka szycha z SS.
-Uuuu... To i SS tam mają?
-A jak myślisz, kto miał możliwość zbierać informacje o naszych posunięciach tak szybko, żeby naprędce zorganizować egzekucję Nadii czy zamach na mnie? - Schielke odłożył fotografię. - Zukerman w SS był prawie bogiem. Przynajmniej w Breslau.
-Cholera, jeszcze gestapo tam brakuje. Albo Hitlerjugend.
-Ja bym wolał, żeby mieli kogoś z BDM - westchnął Watson.
Bund Deutscher Madei, sekcja żeńska HJ. Ale mu się marzy. Schielke wolałby, żeby jedną z osób, które na zdjęciach zakrywają twarz, była Rita. Usiłował zapanować nad natłokiem myśli. Na szczęście rozległ się sygnał z walkie-talkie.
-Tak?
-Jesteśmy gotowi do akcji - zameldował dowódca Straży Nocnej.
Watson uruchomi! silnik citroena. Powoli, na zgaszonych światłach, podjechał do następnej przecznicy tak, żeby widzieć willę wraz z ogrodem. Kiedy stanął, przyłożyli do oczu lornetki, mimo że odległość wynosiła raptem jakieś trzydzieści kroków.
-Zaczynajcie.
-Action stadion! - ryknął dowódca.
Słaba eksplozja zniszczyła drzwi wejściowe.
-Go! Go! Go!
Komandosi runęli do przodu, wrzeszcząc:
-Everybody down! This is a Nightwatch!
Trzech błyskawicznie przedostało się do środka przed drzwi. Dwóch żołnierzy rozwaliło okna na parterze. Po ich plecach koledzy wskakiwali do środka.
-Nightwatch! Nightwatch! Everybody down!
Serie z dwóch stenów potłukły szyby na piętrze. Ktoś wrzucił do środka magnezjową racę. Upiorne, rażące światło błyskawicznie rozświetliło wnętrze domu.
-Nightwatch! Everybody down!
Ze środka usłyszeli jeszcze dwie serie. Prawdopodobnie na postrach. Komandosi kopniakami wyrzucali ludzi na zewnątrz. Czekająca tam dwójka ustawiała zszokowanych mieszkańców pod ścianą. Ktoś oświetlił ich reflektorem tak, żeby promienie padały im prosto w oczy.
-Freeze!
Coraz więcej chwiejących się na nogach ludzi gromadziło się w ostrym świetle. Komandosi przeszukiwali dom. Trzech stało na rozkraczonych nogach, celując do więźniów z automatów.
-Nawet, kurwa, nie oddychać! - wyrwało się któremuś po polsku. - To jest Straż Nocna!
Pozostali żołnierze zaczęli wychodzić na zewnątrz, dołączając do strażników.
-Obiekt czysty - dowódca zameldował przez radio. - Efekt ataku maksymalny. Zero strat.
Watson włączył reflektory citroena. Ruszył powoli na niskim biegu. Oślepione ofiary ataku usiłowały dostrzec cokolwiek. Samochód zatrzymał się w kręgu światła na podjeździe. Powoli otworzyli drzwi. Holmes musiał zrobić piorunujące wrażenie w swoim wyjściowym mundurze majora, z pepeszą w ręku i cygarem w ustach. Ale jeszcze większe zrobił Schielke. Wyjściowy mundur Abwehry, lotnicza kurtka z białym szalikiem i thompson oparty o biodro. Podszedł do Zukermana, któremu oczy dosłownie wychodziły z orbit.
-No i co? W końcu to jednak ja ciebie dopadłem.
Tamten walczył z oddechem.
-Ale... ale... Przecież nie ma już III Rzeszy! Nie ma już Abwehry! Nic już nie ma!
-Jest mi obojętne, czy nastąpił koniec świata - powtórzył ulubione zdanie Holmesa. - To fakt bez żadnego znaczenia.
Włożył do ust cygaro i zapalił, zaciągając się dymem.
-Swoją robotę wykonałem - powiedział cicho.
-Nie... to... to niemożliwe. - Zukerman najwyraźniej nie mógł znaleźć słów. - Przecież Abwehry już nie ma. W imieniu kogo mnie pan aresztuje?
-Ja ciebie aresztuję. - warknął Holmes.
-Panie majorze, panowie... Spróbujmy się dogadać, my...
-Co? - przerwał mu Holmes. - Oficer Wojska Polskiego ma gadać z esesmanem? Chyba o terminie egzekucji!
-Spokojnie, spokojnie panowie - włączył się stojący obok profesor Kozłowski i rozmowa stała się groteskowa. Mówiono naraz po polsku i po niemiecku. - Wejdźmy do środka. Tu niedaleko są rosyjskie koszary.
-Akurat - mruknął Watson. - Po nocy Ruskie nie wyjdą.
-Ale jakiś szaleniec dla zabawy może strzelić do oświetlonego celu - tłumaczył Kozłowski.
-To już prędzej. Fakt.
-Panowie - włączył się Zukerman. - Pogadajmy w środku.
-Nie będę rozmawiał z esesmanem - powtórzył Holmes i podszedł do następnego mężczyzny w szeregu pod ścianą. - A ty skąd jesteś? Z gestapo?
-Jestem oficerem AK - odwarknął tamten. - I nie będę gadał z komunistą!
-O Boże - jęknął Schielke. - Bo zaraz będziemy musieli zacząć negocjacje wyłącznie na temat, kto z kim może rozmawiać, a kto z kim nie i na jakich zasadach.
-Może rzeczywiście wejdźmy - zaproponował Watson. - Albo może ich rozstrzelajmy. Sam nie wiem.
Nikt z ludzi pod ścianą jednak nie docenił dowcipu.
-Gdzie jest Rita? - Schielke szarpnął Zukermana.
Ten zrozumiał, że jednak ma jakąś kartę przetargową.
-Wejdźmy i porozmawiajmy.
-Cholera, bo ci zaraz spalę tę chałupę.
-A to by ci się zupełnie nie spodobało.
-Aha - wtrącił się Holmes. - To znaczy, że albo dziewczyna jest ukryta w środku albo trzymają tam łupy.
-Gadaj! - wrzasnął. - Albo sam rozbierzesz dom cegła po cegle.
-Z kolegą bym nie żartował w sprawach damsko-męskich. - Holmes bawił się w najlepsze. - Gotów jest dotrzymać słowa, a chałupa jest duża. Kupa cegieł.
-Przy pracy na akord, sam jeden... - Watson oceniał konstrukcję trzypiętrowego budynku - w jakieś trzy dni skończy. A jakby go wstępnie przypalić dla motywacji, to i w dwa się uwinie.
Zukerman zrozumiał, że tamci nie żartują. Westchnął ciężko.
-Chodźcie.
Poprowadził ich w głąb przez szeroki korytarz, potem schodami w dół. Towarzyszył mu profesor Kozłowski. Pozostałe ofiary napadu komandosi upychali jak śledzie w pomieszczeniach na parterze.
W piwnicy Zukerman z Kozłowskim zaczęli odrywać kawałki drewna i odsuwać spore skrzynie.
-Tam, gdzie trzymacie łupy, zawsze jest kilku strażników?
-Tak.
-Nie rzucą granatami, kiedy odgruzujecie ich o innej porze niż zwykle?
-Nie powinni. Mają podsłuch tego, co dzieje się w tym pomieszczeniu.
Watson wolał cofnąć się za próg piwnicy, Holmes zastanawiał się, czy dyżurujący wewnątrz strażnicy nie są fanatykami i nie postanowią jednak zginąć, grzebiąc tu wszystkich, Schielke milczał.
Zukerman otworzył skomplikowany zamek i uniósł pokrywę włazu do schronu przeciwlotniczego ukrytego pod piwnicą. Trzech mężczyzn z bronią nie zamierzało ginąć. Odłożyli broń, kiedy Kozłowski powiedział:
-No i wygraliście. Proszę bardzo, tu są nasze skarby. - Wskazał na rząd ustawionych pod ścianą trumien.
Rity w środku nie było. Skąd by zresztą miała być akurat tam? Schielke czuł jednak gorycz. Chciał, żeby zobaczyła go jako zwycięzcę, w mundurze, lotniczej kurtce, z automatem opartym o biodro. Wyraz jej twarzy wart byłby miliony. Czasem człowiekowi dane są takie drobne, cholernie cenne chwile triumfu. To przecież on wygrał. Sam przeciw potężnej organizacji. Wygrał, ale nie miał komu o tym powiedzieć. Nie było kobiecych oczu, które mogłyby patrzeć na niego w zachwycie.