Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Coś jak zamek księcia Drakuli w dalekiej Transylwanii - mruknął Watson, rozglądając się wokół.
-Widok posępny jak to, co widział ze swojego zamku doktor Frankenstein. - Schielke zapalił papierosa.
-Obaj się mylicie. - Holmes postanowił ich pogodzić. - To zobaczą dopiero ludzie, którzy pewnie kiedyś wylądują na Księżycu.
Rozsiedli się, gdzie kto mógł. Miejsce było idealne, jeśli chodzi o zabezpieczenie przed podsłuchiwaniem, ale niezbyt wygodne. Schielke przycupnął przy wielkiej rynnie, na szczęście obserwatorzy przeciwlotniczy zostawili tu mały składany stołeczek i kilka worków z piaskiem, więc przynajmniej gdzieś siedzieli.
-Słuchajcie, sprawa zasadnicza - zaczął Holmes. - Nasze brylanty są już wydobyte z podkładów kolejowych. Zasadniczo możemy ruszać w daleki świat.
-A transport? - spytał Watson.
-Tu mamy największy problem. Moje papiery bezpiecznie doprowadzą nas do granic Polski, a potem terra incognita. Radź sobie sam.
-To cholernie niebezpieczne. W rosyjskiej strefie okupacyjnej jakiekolwiek papiery mogą zupełnie nie mieć znaczenia. A jak nas złapią z kamykami w Niemczech...
-To będziemy przeklinać dzień naszych narodzin - dokończył Holmes. - Myślałem o tym, żeby większość trasy pokonać w Polsce. Tu majorowi Wojska Polskiego na mocnych papierach nikt nic nie zrobi.
-A potem jakiś kuter i do Szwecji? Pomysł niezły, ale wystarczy jeden radziecki okręt i kontrola. Na morzu nigdzie nie uciekniesz.
-Właśnie - włączył się Schielke. Ale zostawmy na razie tę kwestię. Co robimy z naszym śledztwem?
Holmes uśmiechnął się, lekko opuszczając głowę.
-Właściwie jest zakończone. Trzeba odpowiedzieć na inne pytanie.
-Sekundę, sekundę - Watson podniósł ręce. - Najpierw zbierzmy fakty.
-Czyli opowiedzmy o tym, jak chrzaniliśmy śledztwo, raz po razie - skrzywił się Holmes. - Tak?
-Dlaczego zaraz „chrzaniliśmy”?
-Oj, Boże. Już sam fakt, że dowiedzieliśmy się, iż jeden z członków ekipy pakowaczy ma wytatuowany numer obozowy na ręce, powinien nam powiedzieć, że wyciągają z Auschwitz polskich profesorów.
-Skąd wiesz, że profesorów?
-A kogo wziął Dieter do wykonania identycznego planu? Byle jakiego partyzanta? Nie, przygruchał sobie mnie, czyli po wojnie szychę. Kogoś, kto z całą pewnością zagwarantuje mu bezpieczeństwo. I tak samo myśleli tamci. Potrzebowali fachowców i to takich, którzy będą po wojnie ważniakami. Umowa była prosta, jak moja z Dieterem: „Chcesz żyć i opływać w bogactwa? To ja ci uratuję dupę teraz, a ty mi po wojnie. A bogactwo będzie spoiwem naszej transakcji”. Na mur brali profesorów, bo wiedzieli, że po wojnie będą polskim władzom potrzebni fachowcy znający teren i dysponujący wiedzą potrzebną do odzyskiwania zabytków.
-Tamci od początku wiedzieli, jak odnaleźć skarby? Mimo że system był nie do przełamania?
-Oczywiście. Skoro w żaden sposób nie potrafili dopaść papierów i map z zaznaczonymi schowkami, musieli sprawić, żeby skarby odnalazły się same.
-Chińskie laleczki - wpadł mu w słowo Schielke. - Chińskie laleczki. Powiedział mi o nich ten nieszczęsny cieśla, którego zabiłem na Hubskiej.
-Taaak... - Watson wzruszył ramionami. - Podczas pozorowanej „akcji panika”, żeby pozbyć się niepotrzebnych oczu, przywoził je Neumann.
-A profesor Nowak je teraz niszczy, żeby pozbyć się śladów.
-Mogliśmy już wtedy odgadnąć, co zawierały - przerwał im Holmes. - Zabito fachowca od układów zegarowych i speca od radiotechniki. Pewnie się czegoś domyślili i chcieli donieść. A my jak idioci nie wpadliśmy na to, jak połączyć specjalistów z tak dziwnych dziedzin z poszukiwaniem skarbów.
-Gorzej - dodał Schielke - poruszyła cię wieść, że Rosjanie nie mają goniometrii. Ze nie są w stanie namierzyć miejsca, skąd nadaje radiostacja. I nie połączyliśmy tego z innymi faktami.
Holmes pokiwał głową.
-Tak. Umieszczali w chińskich laleczkach akumulator i radiostację. A żeby nie nadawał niczego podczas transportu, ani nie wyczerpywała się za szybko bateria, potrzebny był jeszcze mechanizm zegarowy, który włączy cały układ w określonym czasie po wojnie.
-A antena? - spytał Watson.
-Nie wiem, jak to zrobili w szczegółach technicznych. Ale Krupmann czegoś się domyślił w ostatniej chwili. Był nawet na Politechnice i męczył speca od anten przez parę godzin. Pewnie się dowiedział. Z tym, że za późno.
-Bez sensu. - Watson.
-Co jest bez sensu? Teraz spiskowcy spokojnie wykopują skarby pod państwowym szyldem. Ich wozy goniometryczne widzieliśmy, razem z drewnianymi pudłami kryjącymi anteny dalekiego zasięgu. I kompletnie nikt im nie przeszkadza.
-Po to była ta akcja AK na autostradzie?
-Właśnie. Wiedzieli, że papiery są zaszyfrowane, a klucz leży w Berlinie. Po cholerę były im te papiery? Komandosi mieli je tylko zniszczyć, żeby nikt inny nie znał umiejscowienia skrytek.
-A Rita? - spytał Schielke.
-Chryste, no przecież ci mówiłem. Ktoś z gestapo albo SS wiedział, że Krupmann przekaże śledztwo Abwehrze. Więc dziewczyna trzymała się blisko was. Kiedy dowiedzieli się, że prowadzimy podobny interes jak ich własny, wręcz wysłali ją na przeszpiegi.
-Jak się o nas dowiedzieli?
-Pojęcia nie mam. Prawdopodobnie przez Barbela Stachera. Bo skąd on niby mógł się domyślać, że tajemniczym oficerem kripo zamieszanym w zabójstwa może być kobieta? Dlaczego cię ostrzegł?
-Ale trafił kulą w plot.
-Właśnie. Rita szpiegowała nas spokojnie i bez stresu, bo nasze pokątne interesy ją nie obchodziły. Interesował ich tylko Kolja Kirchoff i to, co złego może im zrobić. A ty, Dieter, byłeś źródłem informacji o postępach śledztwa. No ale Rita, jak to kobieta, zakochała się i przestała być godna zaufania. Dlatego wpadli w panikę i zastrzelili Nadię. A potem był zamach na ciebie. Nie przewidzieli, że Rita cię uratuje.
-Ale dlaczego się nie odzywa?
-A jak ma cię znaleźć? Rozlepić ogłoszenia, że poszukuje kapitana Abwehry? Nie zapominaj też, że jest członkiem grupy. Krok w bok i kula w łeb. Zdążyłeś, mam nadzieję, przekonać się, że to ludzie niezbyt skłonni do żartów.
Watson wyjął z kieszeni piersiówkę i pociągnął solidny łyk.
-Słuchajcie - odkaszlnął lekko. - Czy moglibyśmy skupić się na jakimś konkrecie? Na przykład: co robimy dalej?
-Konkretnie?
-Czy uciekamy jutro rano, czy pojutrze? A może dalej bawimy się w Robin Hooda?
Dłużewski potrząsnął głową.
-Obojętnie, czy nastąpił koniec świata, czy nie, prawdziwy Sherlock Holmes zawsze doprowadzał sprawę do końca.
-Aha, czyli jesteś za pozostaniem tutaj. No dobra. To głosujmy.
Watson przeliczył się, bo zapomniał o jednym szczególe. Schielke podniósł rękę z powodu Rity.
-Sami chcieliście i żeby później na mnie nie było.
-Uspokój się.
-A niech to, wy jesteście po prostu szaleni. Co chcecie zrobić? Aresztować w imieniu Milicji Obywatelskiej? Bardzo śmieszne, złodziej łapie złodzieja.
Holmes zmrużył oczy.
-Na honor mi weszli.
Watsona zatkało na dłuższą chwilę.
-To można jeszcze zrozumieć. - Watson pociągnął drugi łyk z piersiówki. - Ale mi się towarzystwo trafiło - mruknął, kiedy odzyskał głos. - Rycerz Niepokalanej z ujmą na honorze i gościu, który nie myśli głową.