Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104
Перейти на страницу:

Na owe słowa Mitrofaniusz poczuł w duszy spokój, po czym obudził się.

Przetarł oczy, nałożył pince-nez, które mu spadło.

Zaczął czytać dalej.

Czerwony kogut

– Czy pan tam był? – zapytałam Emmanuela i chciałam dodać: «w tamtej jaskini», ale w tym momencie usłyszałam z tyłu szmer.

Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę, który tam stał. Ubrany był jak Arab, więc w pierwszej chwili pomyślałam, że to ktoś z miejscowych, kto zobaczył przypadkowo, jak schodzimy do podziemia. Jednak okrągła, o wydatnych wargach twarz nieznajomego rozciągnęła się w szyderczym uśmiechu, a on sam przemówił najczystszą ruszczyzną:

– No, no, co tam macie, gołąbeczki? Skarb? Mnie, mnie go dajcie. Wam się on już nie przyda.

– Jaki skarb? – wymamrotałam i nagle spostrzegłam, że obcy trzyma coś w ręku, coś, co błysnęło matowo.

Zrozumiałam: to właśnie to, czego tak się bałam. Spóźniłam się. Dopadli go i zaraz zabiją. Dziwne, ale w tamtej chwili zupełnie nie przyszło mi do głowy, że mnie też zabiją – tak byłam na siebie zirytowana. Ileż to dni straciłam na poszukiwania! A przecież czułam, wiedziałam, że czas ucieka!

Okrągłolicy zabójca wymierzył mi jeszcze jeden cios:

– Dziękuję, siostrzyczko. Niuch masz niczym ogar. Wyprowadziłaś mnie prosto na zwierza.

Kiedy to powiedział, poczułam się jeszcze gorzej. Wygląda na to, że Emmanuela odnaleźli dzięki mnie. I to ja jestem wszystkiemu winna!

A najgorsze było to, że w tym strasznym momencie zachowałam się sromotnie, po babsku: rozbeczałam się. Poczucie poniżenia i wstyd przygniotły mnie i zmiażdżyły; byłam pewna, że jestem najnędzniejszym stworzeniem na świecie.

– Co, nie ma skarbu? Szkoda. Ale i tak niezwykle jestem rad naszemu spotkaniu – kpił złoczyńca. – Pogawędziłbym sobie z wami, lecz robota to robota.

Gotów strzelać, podniósł już swoją broń, gdy Emmanuel odsunął mnie na bok i postąpił w stronę zabójcy.

– Zarabiasz pieniądze, zabijając ludzi? Takie twoje rzemiosło? – zapytał bez gniewu i przygany, raczej z ciekawością, a nawet, jak mi się wydało, z radosnym zdumieniem.

– Do usług. – Okrągłolicy ukłonił się błazeńsko, zupełnie jakby dziękował za należny mu komplement. Czuł się wyraźnie absolutnym panem sytuacji i godził się nawet, by odwlec nieco spełnienie swoich złowrogich zamiarów.

– Jak to dobrze, że się spotkaliśmy! – zawołał Emmanuel. – Ty właśnie jesteś mi potrzebny! Postąpił jeszcze krok naprzód i rozłożył ręce, jakby chciał zamknąć łotra w objęciach. Ów usunął się zręcznie i podniósł lufę, celując teraz prorokowi prosto w czoło. Zmienił mu się też wyraz twarzy: nie był już urągliwy, nabrał czujności.

– No, no... – zaczął, lecz Emmanuel mu przerwał.

– Ty jesteś potrzebny mnie, a ja tobie! Wszak przyszedłem do ciebie i po ciebie!

– A w jakim to znaczeniu? – Zabójca był całkowicie zaskoczony.

Czekałam przerażona – zaraz wystrzeli, za chwilę! Emmanuel zaś w ogóle nie patrzył na broń i według mnie nie bał się ani trochę. Teraz, już po wszystkim, sądzę, że było to niesłychane widowisko: bezbronny zbliża się do uzbrojonego, ów zaś cofa się i cofa drobnymi kroczkami.

– Nie ma na świecie nikogo bardziej nieszczęśliwego niż ty. Twoja dusza wzywa pomocy, albowiem Diabeł całkiem wypchnął z niej Boga. Dobro w duszy to Bóg, a zło – Diabeł. Czyż nie mówiono ci o tym w dzieciństwie?

– Aha – wyszczerzył się zabójca. – Tu cię mamy. Kazanie. No, ale to nie ten adres...

Usłyszałam szczęk odwodzonego kurka i krzyknęłam ze strachu. Emmanuel zaś, jakby nic się nie działo, odwrócił się do mnie i powiada:

– Przyjrzyj się, pokażę ci zaraz jego oblicze z dzieciństwa. Nie zrozumiałam, co ma na myśli. Oprawca też nie zrozumiał.

– Co pokażesz? – zapytał, opuszczając nieco lufę, a jego małe oczka niepewnie zamrugały.

– Twoją dziecięcą twarz – powiedział poważnie prorok. – Czy wiesz, że każdy człowiek, w każdym wieku, zachowuje swoje pierwotne oblicze, z jakim przyszedł na świat? Czasami to oblicze trudno rozpoznać. Jak by ci to wyjaśnić? Spotykają się dwaj koledzy ze szkoły, którzy nie widzieli się od trzydziestu albo nawet pięćdziesięciu lat. Przypadkowo. Patrzą na siebie i rozpoznają się – przypominają

sobie swoje dawne śmieszne przezwiska. Ich postarzałe twarze stają się na chwilę tymi, którymi były wiele lat temu. Oblicze dziecka to rzecz najprawdziwsza. Nigdy nie znika, ukrywa się jedynie pod zmarszczkami, bruzdami, brodą...

– Innym razem pogadałbym sobie z przyjemnością z tak ciekawym rozmówcą – oprzytomniał zabójca, przerywając Emmanuelowi. – Ale teraz odwróć się.

W tym strasznym człowieku coś się działo – raptem to zrozumiałam. Nie może już strzelić do proroka, patrząc mu w oczy. W myślach błagałam Emmanuela: Nie wolno ci milczeć, mów dalej!

Ale ten jak na złość zamilkł.

Podniósł powoli rękę, z dłonią skierowaną do przodu, powiódł nią z lewej do prawej i zdarzył się cud.

Zabójca zamarł nagle, ręka z pistoletem opadła, a jego wzrok utkwił jak zaczarowany w otwartej dłoni.

Czytałam o hipnozie i nie uważam jej za cud, ale tutaj cud się dokonał, i to na moich oczach.

Twarz tego człowieka zaczęła się zmieniać. Nabrzmiałe policzki wpadły, nos zadarł się nieco bardziej, zmarszczki wygładziły się, a ja ujrzałam oblicze chłopczyka – okrągłe, zabawne, ufne oblicze łakomczucha i maminsynka.

– Jasza, Jaszeńka, co ty ze sobą zrobiłeś? – wyrzekł Emmanuel cienkim kobiecym głosem. Po twarzy zabójcy przebiegł skurcz i dziwny obraz zniknął. Znowu była to pobrużdżona fizjonomia mężczyzny, który wiele i źle przeżył, i tylko oczy wciąż były po dziecięcemu szeroko rozwarte.

Odmachnąl się od Emmanuela ręką, w której miał broń. Odmachnął się i drugą – zupełnie jakby chciał się pozbyć jakiegoś omamu albo widziadła.

Potem odwrócił się gwałtownie i wypadł z grobowca.

– Czy nie wróci, żeby nas zabić? – zapytałam wstrząśnięta tym, co zobaczyłam.

– Nie – odrzekł Emmanuel. – I bez nas będzie miał się teraz czym zająć.

– Skąd zna pan jego imię? – wciąż pytałam. – Czy istotnie wołają go Jasza?

– Usłyszałem. Kiedy patrzę człowiekowi w twarz, wiele słyszę i widzę, dlatego że gotów jestem słyszeć i widzieć. To bardzo ciekawy człowiek. Całkowicie czarny, a jednak z białym znamieniem. Nie bywa tak, żeby w człowieku nie znalazła się ani odrobina białego. Z najbielszymi to samo – choćby kropelka czarnego, ale jest. Bez tego Bóg nie ma awantażu.

Tak właśnie powiedział – «nie ma awantażu».

Nie jestem w stanie przekazać właściwego mu sposobu wyrażania się i dlatego upraszczam, gdy tymczasem mowa Emmanuela jest niezwykle barwna. Przede wszystkim bardzo śmiesznie grasejuje. Mówi gładko, ale lubi, ni przypiął, ni przylatał, używać wyszukanych słów –jak chłopski samouk, który czyta gorliwie wszystko, co mu się nawinie, ale rozumie to na własny sposób.

W pierwszej chwili po ucieczce strasznego człowieka nie mogłam dojść do siebie i plotłam jakieś babskie głupstwa. Pytam na przykład:

– Czyżby nie bał się pan iść tak wprost na lufę? Odpowiedział dosyć zabawnie:

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)