Pelagia i czerwony kogut
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Prowincjonalny kryminał #3
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Noir sur Blanc
- ISBN: 83-7392-078-1
- Переводчик: Henryk Chłystowski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:
Wówczas, najważniejszy spośród szełuchin, Kefas, powiedział: «Nauczycielu, jest tutaj w pobliżu miejsce, gdzie można się ukryć. Spędzisz tam dwa albo trzy dni, dopóki ci, którzy na ciebie dybią, nie zaprzestaną poszukiwań». Kefas i jeszcze jeden szełuach imieniem Judasz, syn Szymona, którego Emmanuel określił jako «bardzo mądrego i chytrego», zaprowadzili swego przywódcę na szczyt Góry Oliwnej do obejścia pewnej biednej wdowy. Pod ziemią odkryto tam niedawno jaskinię, w której niegdyś grzebano zmarłych, ale zaprzestano, bo w grobowcu zabrakło już wolnych miejsc.
Uczniowie zostawili Emmanuelowi kaganek, wodę, chleb i oddalili się. On jednak po pewnym czasie, ogarnięty wyrzutami sumienia (ma tu wysiadywać ukryty, kiedy jego szełuchin narażają się na niebezpieczeństwo?), postanowił wrócić do ogrodu, ale okazało się, że uczniowie zawalili wejście kamieniami.
A potem zdarzyło się coś w rodzaju trzęsienia ziemi. Emmanuel stracił na chwilę przytomność, a ocknął się, gdy usłyszał głos dziewczynki, która powtarzała nieznane słowo: «Pieetia! Pieetia!» Była to Głuptaczka ze Stroganowki, która szukała swego koguta.
– Myślałem początkowo, że umarłem w czasie trzęsienia ziemi i że trafiłem do świata zmarłych – opowiadał. – Tam wszystko jest inne niż w świecie żywych: inna natura, inni ludzie, inny język, inne obyczaje. Nie mogłem tylko pojąć, czy to jest raj, czy też piekło. W różnych porach wydawało mi się różnie. Raz – że to bez wątpienia raj: mnóstwo drzew, mnóstwo wody, żadnej spiekoty. Innym razem zaś myślałem: nie, to piekło. Tylko w piekle bywa tak zimno, a ziemia staje się biała i surowa niczym martwe ciało. Potem ustaliłem: nie jest to piekło ani raj, tylko inny świat, gdzie trafiasz po śmierci i gdzie trzeba żyć jak w dawnym świecie – robić rzeczy miłe Bogu i zwalczać w sobie Nieczystego. Później najpewniej znowu umrzesz i będzie jeszcze inny świat, i jeszcze inny, i jeszcze – dopóki dusza nie przemierzy całej drogi, wytyczonej jej przez Pana.
Mówiłam Wam, że coś podobnego przeżyłam w jaskini w Stroganowce. Tam także drżała ziemia i działo się coś dziwnego z czasem. Jak mówi się w pewnym starym traktacie, który odnalazłam w Waszej bibliotece: «A jeszcze są jaskinie, zwane Osobliwymi, gdzie nie bieży czas, a człowiek, który tam trafi, może zginąć na wieki wieczne alboż być wrzucony w inny czas, a nawet do innej Osobliwej Jaskini».
Jak pamiętam, najbardziej zaintrygowały mnie te właśnie «Osobliwe Jaskinie», gdzie «nie bieży czas». Emmanuela zaś, człowieka o zupełnie innej osobowości, istota nadprzyrodzonych wydarzeń ani trochę nie zdziwiła, a nawet nie za bardzo zainteresowała. «Cuda Boskie nie mają granic» – zauważył mimochodem, a potem przez cały czas mówił o czym innym:
O tym, jak niesprawiedliwa jest Ewangelia dla jego ukochanych szełuchin. Ten temat zajmował go najbardziej.
– Nie zdradził mnie Judasz z Kariotu! Nikt nigdy mnie nie zdradził! To on wymyślił ten fortel (powiedział: «tę awentiurę»), żeby mnie uratować. Poszedł do najwyższego kapłana i powiedział: «Wskażę wam, gdzie ukrywa się Jehoszua z Nazaretu, wydajcie mi obiecaną nagrodę». Zrobił to celowo, aby ukrzyżowali innego i uspokoili się. Powiesił się później także z rozmysłem, ażeby nikt nie powątpiewał w jego zdradę. Och, nawet nie wiesz, jaki on był przebiegły, ten mój Judasz! A jaki przy tym szlachetny! Tymczasem teraz wszyscy go przeklinają i plują na jego prochy! To nie do wytrzymania! Judasz wskazał strażnikom jednego z moich szełuchin – albo Didymosa, albo drugiego Judę, albo jeszcze kogoś innego, ów zaś powiedział: «Tak, to ja jestem Jehoszua z Nazaretu», a pozostali potwierdzili. Najpewniej byl to jednak Tadeusz; obydwaj i wzrostem, i wyglądem poszliśmy w jego dziadka. Czy to jego ukrzyżowano? Czy wiesz, czym jest ukrzyżowanie? To najstraszliwsza ze wszystkich kaźni. Nawet śmierć na palu nie jest tak ciężka, tam życie wycieka razem z krwią. A tu wciąż się unosisz, unosisz na stopach, aby zaczerpnąć powietrza – słońce wpija ci się prosto w mózg, kat zaś podstawia ci wilgotną gąbkę na kopii. Wiesz, że pić nie wolno – to przedłuży tylko twoje cierpienia, ale suche wargi wyciągają się same...
I tak przez wiele godzin, dopóki tłum i straże nie mają dosyć. Wtedy połamią ci golenie, żebyś nie mógł się już unosić, żebyś wkrótce się zadusił...
Tu zapłakał, a ja go pocieszałam. Rozmazywał łzy po twarzy i wciąż powtarzał:
– Muszę wrócić. Muszę wrócić do swoich. Ale przeklęta pieczara nie wpuszcza mnie! Przez trzy lata chodziłem po Rosji. Najpierw niczego nie wiedziałem, nie rozumiałem, co się wydarzyło. Później domyśliłem się, ale dalej nie wiedziałem, co należy robić. A niedawno usłyszałem nagle głos. To mi się czasami zdarza – słyszeć Głos. Jego głos. (Emmanuel wskazał na sklepienie pieczary). Głos powiedział mi: «Wracaj do siebie. Ukrzyżowali nie tego, komu było to przeznaczone, i z tej przyczyny ludzie niczego nie zrozumieli. Gorzej – zrozumieli wszystko na opak! I niemal od dwóch tysięcy lat wciąż dręczą i dręczą się nawzajem!» Pojąłem, że muszę wrócić i wszystko naprawić. Wyjechałem z Rosji, spieszno mi było dostać się tutaj w przeddzień żydowskiej Paschy. Udało mi się odnaleźć jaskinię. Miałem szczęście, że obejście jest porzucone i nikt tutaj nie mieszka. Długo kopałem, zanim odnalazłem wejście – w ciągu dwóch tysięcy lat zniknęło na siedem łokci pod ziemią. W nocy z czwartku na piątek zszedłem do pieczary i siedziałem tam do rana. Nic się nie wydarzyło. Następnego czwartku postanowiłem ściśle powtórzyć całą drogę z oliwkowego ogrodu – może na tym rzecz polega. Znowu nic. Próbowałem jeszcze kilka razy, ale mój czas nie chciał zabrać mnie z powrotem, jego bramy były zamknięte. Wtedy wyruszyłem, by obejść rodzinną ziemię – popatrzeć, pomyśleć i porozmawiać z ludźmi. Na trzeci dzień coś sobie nagle przypomniałem. Przecież wtedy była pełnia księżyca! Paschę świętowano zawsze piętnastego dnia miesiąca, podczas pełni. Wszedłem do jaskini akurat w nocy z czternastego na piętnastego nisana.
Tu Emmanuel spostrzegł się i zamachał rękami.
– Ach, kobieto, zagadałem się z tobą! Co z księżycem? Wypadł na zewnątrz. Ja za nim. Księżyc już zaszedł, Emmanuel zaś aż zajęczał wzburzony.
– Przegapiłem go! Ze mną tak zawsze – zagadam się z kimś...
Z oddali dobiegło pianie koguta – było już blisko do świtu. Emmanuel podjął gniewnie:
– A Kefasa też oczerniono. Nie mógł wyrzec się mnie po trzykroć, zanim zapieje kur. W to, że Kefas poszedł do domu najwyższego kapłana, wierzę. Chciał zapewne sprawdzić, czy moi prześladowcy spostrzegli zamianę. Ale że «wyszedłszy z dworu, gorzko płakał», nie wierzę. Czy można wyobrazić sobie, żeby Kefas płakał, zasłyszawszy krzyk koguta?
Dopiero w tym momencie wreszcie sobie przypomniałam.
– Ale co oznacza kogut? Nie ten z Ewangelii, ale inny, czerwony? Na czym polega jego znaczenie? Wytrzeszczył oczy, z czego wywnioskowałam, że nic nie wie o magicznych właściwościach czerwonego koguta i że niepotrzebnie zawracałam sobie głowę starymi traktatami i nierozsądnymi hipotezami. Bo i prawda, co tu ma do rzeczy kogut?
Emmanuel jednak klepnął się nagle rękami po bokach i zawołał tak głośno, że z drzewa, wymachując skrzydłami, zerwał się jakiś nocny ptak.
– Kogut! No pewnie! Kogut!
I dodał coś jeszcze po hebrajsku albo po aramejsku.