Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 104
Перейти на страницу:

To władyce wystarczyło w zupełności. Nie zaczął stawiać hipotez ani roztrząsać sensu niezbyt jasnego listu, ale przyjął go jako wyraźne, bezpośrednie wezwanie do działania.

Przewielebny byl teraz znowu oficerem kawalerii: kiedy trąbka daje znak „do ataku" i kiedy dochodzi do walki na szable, nie ma miejsca na rozmyślania – musisz słuchać instynktu i szalonego przypływu krwi.

Choroby jakby zupełnie nie było. Biskup zerwał się z pościeli i gromko zawezwał posługujących braciszków i sekretarza.

W chwilę później rezydencja archijereja zamieniła się w przebudzony wulkan. Jeden z braciszków pognał na przystań, by zamówić kuter do Niżniego. Inny popędził na złamanie karku, by zarezerwować bilet kolejowy z Niżniego do Odessy i kajutę na szybkim parowcu morskim. Trzeci został wysłany do gubernatora z pospiesznie napisanym bilecikiem, w którym Mitrofaniusz informował, iż musi pilnie wyjechać i że mszę żałobną po Berdyczowskim odprawi wikariusz. Bóg tylko wie, co może o tym pomyśleć jego ekscelencja i całe zawołżskie towarzystwo, tym jednak w tej chwili przewielebny w ogóle się nie przejmował.

Wydawszy stosowne polecenia, władyka zajął się toaletą i pospiesznymi przygotowaniami do podróży. Starowny zaś nie mógł pohamować ciekawości i korzystając z okazji, że archijerej zniknął w garderobie, ściągnął z biurka pisemko, które dokonało w Mitrofaniuszu tak znaczącej przemiany. Notatka nieboszczyka niezwykle ojca Serafima zainteresowała – do tego stopnia, że postanowił przepisać ją do swego notesika. Poświęciwszy się temu zadaniu, archijerejowy kancelista nie usłyszał, jak do gabinetu wraca przewielebny, już w podróżnej riasie, ale jeszcze nieobuty.

Kiedy Starowny zorientował się, że został przyłapany, pobladł, a jego twarz wykrzywił strach. Cofnął się przed bezgłośnie zbliżającym się biskupem, potrząsnął głową, ale nie był w stanie wymówić ani słowa.

– Ach, to tak! – złowieszczo odezwał się Mitrofaniusz. – I ja, i Matiusza łamaliśmy sobie głowy, skąd nasze sekrety znane są nieprzyjaciołom, a to wszystko twoja sprawka, Judaszu. Doniosłeś i o odcisku buta, i o Palestynie. Komu służysz? No!

Owo „No!" władyka palnął tak, że aż zadrżał żyrandol, a sekretarz padł na kolana. Jego urodziwe oblicze nie wyglądało w tej chwili zbyt ciekawie.

– Mów, nikczemniku!

Sekretarz drżącym palcem wskazał na sufit.

– Zwierzchności? Z uwagi na karierę? Wiem, chciałbyś zostać biskupem, dlatego się nie ożeniłeś. Komu donosisz? Ochranie? Synodowi?

Przewielebny złapał roztrzęsionego Starownego za kołnierz, a ten zmrużył oczy i z pewnością ujawniłby swoje sekrety, gdyby nie to, że Mitrofaniusz rozluźnił uchwyt.

– Dobrze. Matiusza nie chciał, żeby się dopytywać – nie będę. To głowa nie od parady, zabronił nie bez powodu. A ty masz tu na koniec moje pasterskie błogosławieństwo.

Zamachnął się oszczędnie – tak jak wiele lat temu w czasie junkierskich bijatyk – i rąbnął ojca Serafima po fizjonomii, w żadnym razie nie symbolicznie, lecz na tyle prawdziwie, że nos mu zachrzęścił i zjechał na bok.

Biedaczysko zwalił się na dywan i zalał krwią.

Zostanie biskupem, pomyślał mimochodem Mitrofaniusz, kierując się do wyjścia. Zostanie bez wątpienia. Tyle że z krzywym nosem.

W przedpokoju czekał braciszek z pospiesznie spakowaną walizą.

Przewielebny przeżegnał się zamaszyście przed wiszącą naprzeciwko wejścia ikoną szczególnie cenionego przezeń świętego – apostoła Tadeusza Judy, pocieszyciela zrozpaczonych i patrona beznadziejnych przypadków. Pochwycił laskę, podróżny kapelusz z szerokim rondem i wybiegł na podwórzec, gdzie już niecierpliwie czekała zaprzężona czwórka.

Od momentu, kiedy przyniesiono list, nie minęło nawet pół godziny.

Władyka czyta jeszcze jeden list i śni dwa sny

Dwa dni później, zanim wsiadł na odeski parowiec, Mitrofaniusz wysłał telegram do ojca archimandryty z jerozolimskiej misji: czy znane jest waszej przewielebności miejsce pobytu i stan zdrowia pątniczki Lisicynej?

Zdążył uzyskać odpowiedź. Archimandryta informował: tak, była tutaj taka, zatrzymała się w zajeździe, jednakże minęło już osiem dni, jak wyjechała w nieznanym kierunku i dotąd się nie pojawiła, chociaż jej rzeczy wciąż pozostają w wynajętym pokoju.

Mitrofaniusz zesztywniał, ale nie pozwolił sobie na rozpaczliwe myśli.

Przez całe pięć dni, kiedy parowiec płynął do Jaffy, oddawał się modlitwie. Nigdy jeszcze, jak się zdaje, nie poświęcił temu zajęciu tyle czasu – modlił się niemal bez przerwy.

Pątnicy tłoczyli się pod oknem kajuty i patrzyli z szacunkiem na wybijającego pokłony biskupa. Umówili się nawet między sobą, że nie będą niepokoić świętego człowieka osobistymi prośbami o błogosławieństwo – niechaj pobłogosławi ich wszystkich razem przed zejściem na ląd.

Ósmego dnia po wyjeździe z Zawołżska przewielebny był już w Jerozolimie w misji prawosławnej. Natychmiast poszedł do kancelarii, by dowiedzieć się, czy nie wróciła jego duchowa córka.

No tak, powiedziano mu. Była zaraz następnego dnia po zapytaniu waszej ekscelencji. Wysłaliśmy niezwłocznie do Odessy drugi telegram, ale widocznie już ekscelencji nie zastał.

– Chwała Ci, Panie! Gdzie zatem jest Pelagia?! – zawołał Mitrofaniusz, a poczucie ulgi omal nie ścięło go z nóg. – Dobrze się czuje?

Tego nie wiemy, odpowiedziano. Nikt z nas jej nie widział. Minionej soboty jednak pani Lisicyna przysłała posłańca, który przyniósł pakiet dla waszej ekscelencji. Następnego dnia ojciec archimandryta chciał ją powiadomić, że władyka Mitrofaniusz się o nią niepokoi, ale pani Lisicynej w numerze nie było. Później także nie można było jej zastać, chociaż sprawdzano wielokrotnie.

Zrozumiawszy, że niczego więcej nie uzyska, władyka wytłumaczył się zmęczeniem po długiej podróży i zamknął w pokojach, przeznaczonych dla wyjątkowych gości. Usiadł za stołem, nie zdejmując nawet kapelusza, i trzęsącymi się dłońmi otworzył kopertę.

Ujrzał cały stosik karteczek, zapisanych znajomym charakterem pisma. Poruszony upuścił pince-nez i rozbił prawe szkiełko. Musiał czytać przez krzyżujące się pęknięcia.

„Władyce Mitrofaniuszowi z życzeniami światła, siły i radości.

Mam nadzieję, że nie przeczytacie tego listu. A może, przeciwnie, mam nadzieję, że jednak go przeczytacie? Sama nie wiem. Jeśli jednak przeczytacie, to wszystko to jest prawdą, ale przecież to niemożliwe.

Źle zaczęłam. Zamąciłam Wam w głowie. Proszę wybaczyć.

Proszę wybaczyć także kłamstwo, to, że wykorzystałam Waszą ufność. Chcieliście wyprawić mnie do odległych klasztorów, aby mnie uchronić, ja tymczasem zataiłam powód, dla którego wybrałam Ziemię Świętą. Nie wyruszyłam do Palestyny po spokój i pojednanie, ale po to, by zakończyć rozpoczętą sprawę. Powiedzieliście niegdyś prawdę: nie ma we mnie mnisiej pokory – takiej, by modlić się za całą ludzkość. Spośród wszystkich Chrystusowych oblubienic jestem najmniej godna. Na temat «oblubienicy» napiszę później, teraz jeszcze nie pora.

Jak pamiętacie, trzykrotnie próbowano mnie zabić: raz w Stroganowce, dwa razy w Zawołżsku. Kiedy zaczęłam o tym myśleć, stało się dla mnie jasne, że ja sama nie mogłam aż tak tym potężnym nikczemnikom przeszkadzać. Nie było powodu. A zatem sprawa nie mnie dotyczy. Kogo w takim razie?

1 ... 93 94 95 96 97 98 99 100 101 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)