Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Серия: Videssos (pl) #3
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-893-0
- Переводчик: Janusz Ochab
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:
Komnata znajdująca się tuż za drzwiami wciąż nosiła ślady po zeszłorocznych walkach, kiedy Baanes Onomagoulos wprowadził do miasta oddział płatnych morderców, mających zgładzić Thori-sina. Legioniści, którzy zupełnie przypadkowo wracali właśnie wtedy z ćwiczeń, pokrzyżowali im plany. Skaurus rzucił okiem na portret wielkiego Imperatora zdobywcy, Laskarisa, nieżyjącego już od ponad siedmiuset lat. Jak zawsze w tym miejscu, trybun pomyślał, że Laskaris wyglądał raczej jak doświadczony podoficer, niż Autokrator Videssańczyków. Teraz krwawa plama pokrywała dolną część wizerunku, a uderzenia mieczy zniszczyły łowieckie sceny pokrywające mozaiką podłogę, po której szedł właśnie trybun. Kanclerz zatrzymał się.
— Poczekaj tutaj. Zapowiem cię.
— Oczywiście.
Kiedy eunuch opuścił go na moment, Marek oparł się o ścianę i przyglądnął alabastrowym kasetonom na suficie. Teraz były, oczywiście, ciemne, ale te półprzezroczyste kamienie zostały tak doskonale przycięte, że w ciągu dnia napełniały komnatę przesuwającym się, perłowym światłem.
Sługa Imperatora zniknął za rogiem, ale nie mógł odejść daleko. Skaurus słyszał jak wymawia jego imię, a potem niecierpliwą odpowiedź Thorisina.
— Tak, tak, wprowadź go.
Eunuch znowu się pojawił i przywołał Marka gestem.
Imperator siedział pochylony do przodu w swoim krześle, jakby chciał wciągnąć Rzymianina do pokoju. Na kanapie, za krzesłem siedziała jego bratanica — serce Marka zabiło boleśnie, kiedy ją zobaczył. Jak to często bywało, szczególnie po cierpieniach, jakich doznała z rąk Vardanesa Sph-rantzesa, twarz Alypii miała jakiś dziwnie roztargniony wyraz, ale jej zielone oczy nabrały blasku, gdy Marek wszedł do komnaty.
Pamiętając o dworskiej etykiecie, trybun pokłonił się najpierw Thorisinowi, a potem księżniczce.
— Wasza Wysokość. Wasza Książęca Mość.
Eunuch zmarszczył brwi widząc, że Marek nie zamierza paść na kolana, ale Thorisin, jak i Mavrikios przed nim, tolerował ten drobny przejaw upartego republikanizmu Rzymianina. Teraz jednak wyrzucił rękę do przodu.
— Brać go!
Dwóch Halogajczyków wyskoczyło zza podwójnych drzwi komnaty, by zamknąć ramiona Skaurusa w mocnym uchwycie. Walka nie miałaby sensu — potężni wojownicy przewyższali nawet trybuna o pół głowy. Jak niektórzy ze strażników na zewnątrz, nosili włosy splecione w gruby warkocz, który opadał im na plecy, ale na pewno nie byli zniewieściali. Ich ręce były wielkie jak łopaty i twarde jak kamień.
Zaskoczenie i strach kazały Markowi zrezygnować z uprzejmości.
— Tak się chyba do hołdu nie przymusza! — wybuchnął. Uśmiech przemknął przez twarz Alypii, ale Thorisin pozostał niewzruszony.
— Cicho bądź — powiedział, i odwrócił się do jeszcze jednego uczestnika spotkania. — Nepos, czy ten twój piekielny wywar jest już gotowy?
Marek, który właściwie nie miał czasu rozejrzeć się dobrze po pokoju, dopiero teraz spostrzegł małego, grubego kapłana, który zajęty był mieszaniem i ubijaniem trzech różnokolorowych proszków.
— Już prawie, Wasza Wysokość — odparł Nepos. Uśmiechnął się do Rzymianina. — Witaj, cudzoziemcze. Dobrze znowu cię widzieć.
— Czyżby? — powiedział Skaurus.
Nie podobały mu się słowa „piekielny wywar”. Nepos był nie tylko kapłanem, ale i magiem, i to mistrzem swojego rzemiosła; mistrzem do tego stopnia, że wykładał na Akademii Videssos. Trybun zastanawiał się, czy był już tak niepotrzebny, że postanowiono go użyć jako królika doświadczalnego. Niewiele miał z życia, odkąd odeszła od niego Helvis, ale to co innego. Nepos, pogodny i zadowolony z siebie, przesypał wymieszany proszek do złotego kielicha z winem i jeszcze raz zamieszał wszystko szklanym pręcikiem.
— Nie mogę do tego używać drewna czy miedzi, rozumiecie — powiedział… może do Thorisi-na, może do Marka, a może dlatego, że przyzwyczajony byl do tłumaczenia wszystkiego jak na wykładzie. — Nie byłoby to potem za dobre.
Rzymianin mimowolnie przełknął ślinę.
Imperator patrzył na niego tym samym badawczym spojrzeniem, które musiał znosić na ostatniej naradzie w Komnacie Dziewiętnastu Tapczanów.
— Po tym jak pozwoliłeś uciec wyspiarzom, cudzoziemcze, najpierw chciałem cię odłożyć na półkę i zostawić tam, aż przykryje cię kurz. Za dobrze się dogadywałeś z Namdalajczykami, żebym mógł ci do końca wierzyć. — Nie zamierzona ironia tych słów niemal rozbawiła Skaurusa, ale Tho-risin mówił dalej, wcale nie najweselszym tonem: — Mimo to, są tu tacy, którzy nadal uważają, że jesteś naprawdę lojalny, więc dzisiaj się o tym przekonamy.
Alypia Gavra nie podniosła wzroku na Marka.
Nepos podniósł kielich, trzymając go za misternie wykończoną nóżkę.
— Pamiętasz marionetkę Avshara? — spytał Marka. — Khamortha, który zaatakował cię magicznym sztyletem, po tym jak pokonałeś Avshara w pojedynku? — Trybun skinął głową. — To jest właśnie ten sam napój, który wyciągnął z niego prawdę.
— I zabił go, kiedy już wszystko powiedział — dodał szorstko Skaurus. Kapłan skrzywił się ze wstrętem.
— To było zaklęcie Avshara, nie moje.
— Więc daj mi to — powiedział trybun. — Miejmy to z głowy.
Na skinienie Thorisina, Halogajczyk, który wykręcał prawe ramię Skaurusa, zwolnił uścisk. Autokrator ostrzegł go:
— Rozlewanie i wypluwanie nic ci nie pomoże. Zrobi się następną porcję i wlejemy ją przez lejek.
Kiedy kielich był już w jego ręce, Marek zapytał Neposa:
— Czy tu jest tylko tak w sam raz tego świństwa, czy trochę więcej?
— Może troszeczkę więcej. A co?
Trybun upuścił kilka kropel wina na podłogę.
— To dla tego miłego faceta, Thorisina — powiedział.
Videssańczycy podnieśli brwi, nic nie rozumiejąc. Słyszał jak jeden z Halogajczyków za jego plecami chrząknął ze zdumieniem. Był to toast Teramenesa Ateńczyka, który wzniósł, kiedy zmuszono go do wypicia trucizny w czasie rządów Kolegium Trzydziestu po Wojnach Pelopone-skich.
Wypił wino jednym haustem. Oprócz normalnego słodkiego smaku wyczuł proszki Neposa, cierpkie a jednocześnie znieczulające. Czekał cierpliwie, zastanawiając się czy za moment zacznie coś bełkotać, czy też będzie się zwijał i rzucał po podłodze jak otruty pies.
— No? — rzucił groźnie Thorisin do Neposa.
— Działanie bywa różne w każdym przypadku, u każdego człowieka może być inne — odparł kapłan. — Niektórzy reagują szybciej, inni dopiero po jakimś czasie.
Skaurus słyszał jego głos jakby z bardzo daleka — cała jego świadomość pławiła się w złotym blasku. Z wszystkich reakcji jakich się spodziewał, to boskie uczucie było najmniej prawdopodobne. Było ono niczym orgazm, który wcale się nie kończył, ale pozbawiony fizycznej przyjemności, otaczał wszystko transcendentną mgiełką doskonałości.
Ktoś — to był Imperator, ale w tej chwili nie miało to dla niego znaczenia — zadał mu jakieś pytanie. Chyba mu coś odpowiedział, bo słyszał także swój głos. I czemu nie? Bez względu na to, czego dotyczyło, musiało być po prostu trywialne w porównaniu ze światłością, w której dryfował. Potem dotarły do niego przekleństwa Thorisina — to też było nieważne.