Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
— Wszyscy koszerni. Zbadałem nie tylko wytapiaczy, ale także całą resztę w łaźni.
— Bogu niech będą dzięki — powiedział Główny Architekt. — Co za myśclass="underline" infiltracja przemieńców wśród nas! — Pokiwał głową. Miał minę księgowego przysięgłego, który odkrył, że ceniony klient fałszuje księgi.
— Ani Firvulagowie, ani Wyjce nie mieli przedtem powodu, by próbować takich trików — rzekł Wódz.
— Ale teraz, gdy atak jest w przygotowaniu, a żelazo już-nie-tak-tajną bronią, będziemy musieli uważać na następne próby. Gdy zaczną napływać ochotnicy, każdy z nich musi być sprawdzony. I będziemy sprawdzać wszystkich uczestników przed każdym ważnym spotkaniem czy odprawą.
— Mój resort — odezwał się Uwe, do którego należało Łowiectwo i Bezpieczeństwo Publiczne.
— Zmajstrujesz mi parę igieł, Khalid?
— Gdy tylko rozpalimy jutro w kuźni.
Wódz usiadł przy stole wśród pozostałych siedmiu członków komitetu.
— Dobra, załatwmy to tak szybko, jak się da, żeby Khalid mógł choć trochę odpocząć. Jako Zastępca Przywódcy otwieram zebranie Komitetu Kierowniczego. Stare sprawy. Budownictwo. Dawaj, Philemon.
— Chaty na terenie ześrodkowania nad Renem są gotowe — oświadczył architekt. — Wszystko gotowe, — z wyjątkiem głównego schronu. Chłopcy ukończą sypialnię dla gości w Ukrytych Źródłach za dwa lub trzy dni.
— W porządku — rzekł Wódz. — Roboty Publiczne. Vanda-Jo.
Kobieta z twarzą madonny, brązowymi włosami i głosem sierżanta na musztrze powiedziała:
— Ukończyliśmy zamaskowaną ścieżkę prowadzącą stąd do miejsca ześrodkowania. Sto sześć cholernych kilometrów. Z góry jest niewidoczna. Ostatnie dwa kilometry przez bagna ułożone z pni drzewnych, i nie mów mi, że to nie powód do skarg. Obecnie otaczamy obóz zasiekami, by zatrzymać większość zwierząt na zewnątrz, a rekrutów wewnątrz.
— Co z pochylniami do wodowania?
— Zdecydowaliśmy się na pontony. Nadmuchiwane skóry i deski. Do montażu w ostatniej chwili. Kulas i jego chłopcy dostarczają skór.
— W porządku. Łowiectwo i Bezpieczeństwo Publiczne.
— Ode mnie niewiele nowego — odparł U we. — Większość moich ludzi pracuje z Vandą-Jo i Philem. Skontaktowałem się z intendentem w Wysokim Vrazlu, by dopomógł z dostarczaniem zwierzyny i zaopatrzenia, gdy zaczną napływać dodatkowi faceci. I wymyśliliśmy procedurę kontrolowania nowo przybyłych w Ukrytych Źródłach, nim wyślemy ich nad rzekę.
— Wygląda w porządku. Gospodarka.
Stary Kawai zacisnął zwiędłe wargi.
— Nie mamy sposobu wyprodukować więcej niż trzysta hełmów i napierśników z impregnowanej skóry do godziny zero. Wiesz, jak długo trzeba ten materiał kształtować i suszyć, nawet na formach z gorącym piaskiem. Ochotnicy będą musieli iść w większości z gołymi tyłkami, chyba że zechcesz to odebrać naszym ludziom. Do shimasho? Zrobiłem co mogłem, ale nie jestem czarodziejem.
— Na te braki nic nie poradzimy — odrzekł uspokajająco Burkę. — Co z sieciami maskującymi?
— Wielką zakładamy jutro na wypadek, gdyby wcześniej wrócili z kosmicznym lataczem. — Zasuszony starzec rzucił Wodzowi niespokojne spojrzenie. — Czy szczerze myślisz, Peo, że mają jakąś szansę?
— Niewielką — przyznał Burkę. — Ale nie porzucimy nadziei do ostatniej godziny przed Rozejmem… Ratownictwo?
— Bandaże płócienne gotowe — odezwała się Amerie. — Magazynujemy oliwę i alkohol, i wszystkie antybiotyki, jakie udaje się nam wyskrobać. Piętnastu bojowców otrzymało podstawowe przeszkolenie w pierwszej pomocy na linii frontu. — Przerwała z miną pełną determinacji. — Chcę, abyś zmienił zdanie co do mojej obecności w walce, Peo. Na miłość boską, kiedyż będą mnie potrzebowali bardziej niż podczas bitwy?
Indianin potrząsnął głową.
— Jesteś jedynym naszym doktorem. Prawdopodobnie jedynym w całym Motłochu. Nie wolno nam aż tak ryzykować. Trzeba myśleć o przyszłości. Jeśli wyzwolimy Finiah, będzie można pomyśleć o zdjęciu obróż innym lekarzom. Jeśli poniesiemy porażkę, a wojsko cofnie się za Ren do miejsca koncentracji… wiele wody upłynie do następnej wojny. Nasi bojownicy sami będą opatrywać swe rany. Ty zostajesz tu.
Zakonnica westchnęła.
— Przemysł — powiedział Burkę.
— Przynieśliśmy dwieście dwadzieścia kilo żelaza — oznajmił Khalid. — Czterech naszych zginęło. Zostało nam dosyć wykwalifikowanych ludzi, by rozpocząć wykańczanie uzbrojenia, gdy tylko się trochę prześpimy.
Rozległy się przyciszone gratulacje.
— Zaopatrzenie.
— Mamy dość zapasów, żeby wyżywić pięćset osób przez dwa tygodnie — odrzekła Marialena.
— Nie obejmuje to pięciu ton żelaznych porcji, które rozdzielimy wśród bojowników udających się do obozu. Nie będzie żadnego gotowania nad Renem, bo Tanowie mogliby zauważyć dym. — Wyciągnęła chustkę z rękawa i otarła nią szerokie czoło. — Te biedaki będą już przeklinać pemikan i suszone korzenie sitowia, nim się to wszystko zacznie.
— Jeśli tylko to będą musieli przeklinać — zauważył Burkę — to ich szczęście. W porządku, zostaje jeszcze moje sprawozdanie. Naczelny Dowódca. Otrzymałem wiadomość od Pallola, głównodowodzącego Firvulagow, że jego oddziały będą w gotowości bojowej przez trzy ostatnie dni września. W optymalnych okolicznościach podejmiemy atak przed świtem dwudziestego dziewiątego, co daje nam pełne dwa dni do oficjalnego rozpoczęcia Rozejmu pierwszego października o wschodzie słońca. Od tego momentu ludzie działają na własną rękę, i lepiej, by Finiah było już gotowe do operacji oczyszczającej. Później na radzie wojennej podam więcej szczegółów. Okay? Teraz nowe tematy. Sprawę szpiega Wyjców będziemy uważać za wpisaną już do porządku i przesłaną do Bezpieczeństwa Publicznego dla dalszej akcji.
— Wykończenie broni żelaznej — powiedział Khalid. — Moi ludzie założą osłonę dźwiękochłonną w jednej z wentylowanych jaskiń i przerobią ją na kuźnię. Będzie mi potrzeba trochę pomocy od ludzi Phila.
— Dalsze nowe tematy?
— Będzie nam potrzeba więcej napojów alkoholowych — oświadczyła Marialena. — Miodu albo piwa od Firvulagow. Nie można dopuścić, by ochotnicy wychlali nam młode wino.
Burkę zachichotał.
— W żadnym wypadku. Uwe, czy dasz o tym znać facetom w Wysokim Vrazel?
— Zgoda.
— Jeszcze nowe sprawy?
Amerie zawahała się.
— Może za wcześnie o tym mówić. Ale jest problem drugiego etapu planu Madame.
— Hail — zawołał Stary Kawai. — Jeśli w Finiah odniesiemy sukces, Madame będzie chciała natychmiast wysłać innych na południe!
Philemon zaniepokoił się.
— Jeśli uda nam się wykonać pierwszy etap planu Madame, to już dobrze, a cóż dopiero pozostałych dwóch. Uważam, że powinniśmy to zostawić do rozpracowania Madame, gdy wróci. To jej plan. Może ona i ta wściekła mała, Felicja, już mają coś obmyślane?
— Zawracanie gitary — mruknęła Marialena. — Ja muszę brać pod uwagę następne etapy, nawet jeśli reszta z was wykręca się od odpowiedzialności.
— Jeżeli nasi ludzie będą musieli pójść na południe bez właściwego zaopatrzenia, to kupę na głowę narżną mnie, a nie wam! Ojej… zrobię co się da.
— Dziękuję, querida — odezwał się łagodnie Wódz. — Jutro omówię z tobą możliwość podziału porcji. Myślę, że to wszystko, co teraz możemy zrobić dla drugiego i trzeciego etapu planu. Za dużo jest nieznanych czynników…